Koniec tyrani juz bliski...

08.08.05, 01:01
Sława!
System gospodarczy Białorusi jest zaprogramowany na krach
www.bialorus.pl/index.php?pokaz=system_gospodarczy&&Rozdzial=gospodarka
Pierwsze miesiące funkcjonowania białoruskiej gospodarki w 2004 roku
potwierdziły najgorsze obawy. Pomimo bardzo optymistycznych danych rządu i
rozpowszechnianych przez oficjalne środki masowego przekazu raportów o
wzroście eksportu, o sukcesach białoruskich urzędników zajmujących się
gospodarką, co raz bardziej wyraźnie rysuje się kryzys, w który popada
gospodarka Białorusi.

Nie chodzi tu o jakieś nowe zewnętrzne wyzwania, z którymi kraj zetknął się
nieoczekiwanie w tym roku (na przykład cenami na import rosyjskiego gazu).
Narasta jak śnieżna kula ciężar starych problemów gospodarki narodowej, która
grozi zmiażdżeniem swoim ciężarem sławnego „białoruskiego modelu”. Tragiczny
stan gospodarki i finansów, brak środków i możliwości spłaty długów
zagranicznych doprowadziły władze kraju do myśli o przestawieniu całego
aparatu państwowego na reżim działania, charakterystyczny dla okresu stanu
wyjątkowego.

Pomimo niezaplanowanych strat budżetowych, strategiczny kurs na wzrost
produkcji przedsiębiorstw państwowych i osiągnięcie 10% wzrostu PKB w 2004
roku nie został zmieniony, więcej, Aleksander Łukaszenka postawił przed
rządem zadanie założenia w przeciągu dwóch lat fundamentu pod nową
gospodarkę, otwierającego przed Białorusią „wielką perspektywę”. W celu
stymulacji urzędników do ciężkiej pracy głowa państwa, tak jak wymaga tego
okres stanu wojennego, zaktywizował pracę karzącego aparatu – po kraju
przetoczyła się fala aresztowań wysokich rangą zarządców, mianowanych kiedyś,
trzeba zaznaczyć, osobiście przez prezydenta RB. Publicznie Łukaszenka
oświadczył, że teraz nawet najwyższe stanowisko państwowe i status bliskiego
współpracownika głowy państwa nie uchroni od pozbawienia wolności i surowej
kary. Członkom rządu i innym urzędnikom, którzy ośmielą się zbudować domy
wyższe od rezydencji głowy państwa, Łukaszenka obiecał kwatery u Naumowa
(szefa MSW) i Jerina (szefa KGB) w aresztach.

Najwyższe kierownictwo państwowe niedawno kolejny raz zadeklarowało
przywiązanie do zcentralizowanego, zchierarchizowanego systemu zarządzania
gospodarką kraju, odrzucając wariant przekazania prawa własności podmiotów
gospodarczych w prywatne ręce. Dalszych rozmów na temat przyspieszenia
procesu prywatyzacji białoruskich przedsiębiorstw nie słychać. Rząd RB został
postawiony dziś w sytuacji, w której wzrost efektywności produkcji w
przedsiębiorstwach państwowych musi osiągnąć wyłącznie wewnątrz samego
systemy administracyjno-kadrowego. Po raz pierwszy w czasach istnienia
niepodległej Białorusi głowa państwa zobowiązał do zmobilizowania wszystkich
wewnętrznych środków systemowych, przestawienia aparatu biurokratycznego na
system pracy, analogiczny do stanu wojennego, zaostrzenia totalnej kontroli
państwa nie tylko w stosunku do dużych strategicznych przedsiębiorstw kraju,
ale i w stosunku do średnich i małych podmiotów gospodarczych. Pod osobistą
kontrolą prezydenta znalazło się kształtowanie i funkcjonowanie wszystkich
funduszy poza budżetowych. Powzięto kurs na całkowite ograniczenie wwozu do
kraju różnych rodzajów surowców i towarów eksportowych, jeśli analogiczne
produkowane są w Białorusi. Zakupy importowanych surowców możliwe są teraz
tylko i wyłącznie w wyjątkowych okolicznościach i tylko za zgodą Aleksandra
Łukaszenki.

Ostre ograniczenia w stosunku do importu uzupełniane są przez żądania
prezydenta wobec rządu na temat wprowadzenia systemu surowej gospodarki,
przede wszystkim obniżenia zużycia gazu, dostarczanego z Rosji. Oprócz
zwyczajnych manewrów z opłatami i cenami za surowce, kierownictwo kraju od
lutego zmuszone zostało do obcięcia obwodowych i lokalnych budżetów, z
których środki pilnie przerzuca się na łatanie dziur gospodarczych i
realizację prezydenckiej polityki utrzymywania możliwych do przyjęcia cen
towarów konsumpcyjnych. Głównym celem jest położenie końca niekontrolowanemu
wzrostowi cen na towary konsumpcyjne na rynku wewnętrznym, co powoduje
niezadowolenie ludności. Gdy „naród się obraża”, to winę na rosnący kryzys
ekonomiczny rząd pospiesznie składa na niszczące „działania rosyjskich
struktur komercyjnych”, co jakoby nadszarpnęło „ekonomiczną stabilność
warunków pracy największych białoruskich przedsiębiorstw”. Dla tego MSZ RB „w
złożonej sytuacji” po raz pierwszy za rządów Łukaszenki ogłosiło za głównego
partnera kraju nie Rosję, a Unię Europejską, z którą nawiązanie aktywnej
współpracy, według resortu spraw zagranicznych, pozwoli przełamać gospodarczą
niemoc. Jednocześnie MSZ RB informował społeczeństwo o gotowości Białorusi do
wstąpienia do WTO już w tym roku.

Nie ma, oczywiście, wątpliwości, co do prawa Białorusi jako suwerennego i
niepodległego państwa do samodzielnego decydowania o priorytetach swojej
polityki zagranicznej i kierunków integracyjnych starań. Jednak należy przy
ty podkreślić, że Białoruś jest dziś jedynym krajem w Europie, w którym 1/3
przedsiębiorstw przemysłowych i 2/3 gospodarstw rolnych przynosi straty.
Białoruś jest jeszcze unikatowa pod tym względem, że w jej gospodarce
narodowej udział operacji barterowych wynosi (według oficjalnych danych)
minimum 15%.

Przez wszystkie ostatnie lata białoruski rząd podejmował starania
przeniknięcia i umocnienia się na rynku UE, wykorzystując wszystkie metody,
łącznie ze sprzedażą towarów po zaniżonych cenach, handlując ze stratami.
Eksportowy potok wyrobów tekstylnych, na przykład, został przeorientowany
przez rząd z rosyjskiego na rynek UE, gdzie sprzedawane były one po
zaniżonych cenach, co przyniosło przemysłowi tekstylnemu Białorusi ogromne
straty. Straty rzędu 50 mln. USD rocznie przynosił krajowi handel z UE
nawozami sztucznymi i innymi produktami chemicznymi. Większość krajów
Centralnej i Zachodniej Europy odgrodziło się od Białorusi wysokimi opłatami
importowymi, obawiając się właśnie ekspansji białoruskich towarów,
sprzedawanych po dampingowych cenach. Polityka taka doprowadziła do tego, że
maszyny i urządzenia białoruskiej produkcji, przeznaczone na eksport do
państw UE pozostały w magazynach przedsiębiorstw, kanały dostaw do UE
białoruskich samochodów, traktorów, lodówek i telewizorów w praktyce zostały
zamknięte.

Rozszerzenie UE w maju tego roku do 25 państw-członków, wstąpienie do niej
sąsiednich krajów – tradycyjnych partnerów handlowych Białorusi, które
obejmie ustawodawstwo UE, włącznie z ograniczeniami w imporcie-eksporcie,
doprowadzi do nieuniknionych nowych strat dla białoruskiego eksportu. Już
dziś można prognozować, że kryzys bezpośrednio dotknie białoruskie
przedsiębiorstwa produkujące cement i wyroby tekstylne, które prawdopodobnie
staną, straty poniosą też zakłady produkujące maszyny i urządzenia. Jednak
ani wstąpienie Białorusi do WTO, a ni integracja z Unią Europejską przy
obecnej władzy politycznej z zasady jest niemożliwa. Przywództwo kraju nigdy
nie pójdzie na pełne otwarcie granic na zasadzie zobowiązań, koniecznych do
wstąpienia do tych struktur międzynarodowych, nie „oddadzą” narodowej
gospodarki rolnej. Podmioty gospodarcze Białorusi w ich obecnym stanie
absolutnie nie są przygotowane do konkurencyjnej walki ze światowymi
producentami, która jest nieunikniona przy otwarciu granic i nałożeniu na
członków WTO obowiązku obniżenia opłat importowych. Jeśli przyjąć, że
przywództwo kraju zdecyduje się na to wszystko, to w ślad za kryzysem branży
tekstylnej i cementowej, nastąpi upadek przemysłu samochodowego i cały
kompleks agro-przemysłowy. I na koniec, najważniejsze – prezydent Aleksander
Łukaszenka ni
Pełna wersja