ignorant11
12.08.05, 00:45
Sława!
Jak Łukaszenko fałszuje historię
serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,2865779.html?as=1&ias=2
SERWISY
¤ Ostatnio na Białorusi
Hienadź Sahanowicz* 11-08-2005 , ostatnia aktualizacja 11-08-2005 19:14
Białorusin to Rosjanin w szerokim znaczeniu tego słowa. A jeśli jeszcze nie
wszyscy się stali Rosjanami, to z winy Zachodu - taki dogmat obowiązuje dziś
na Białorusi
Na sowieckiej Białorusi, podobnie jak w innych republikach ZSRR, historia
była objaśniana w szkołach i na uczelniach według moskwocentrycznego
światopoglądu dzielącego świat na swoich i obcych. Dla Białorusi, rzecz
jasna, właśnie Rosja była najbardziej "swoja".
W szkolnych podręcznikach i poważnych pracach naukowych - a historiografia w
całym ZSRR była podporządkowana bezwzględnie partii i państwu - stosunki
między Białorusią i Rosją ukazywano zgodnie z tezą o jednym staroruskim
państwie i staroruskim narodzie, który jakoby istniał w średniowieczu, w
czasach Rusi Kijowskiej.
W języku rosyjskim i w oficjalnej wersji języka białoruskiego [Na rozkaz
Moskwy w 1933 r. zarządzono rusyfikację języka - słownictwa i przede
wszystkim gramatyki. Niezależnie od wersji oficjalnej istnieje jeszcze wersja
niezrusyfikowana, tzw. Taraszkiewica, którą posługuje się wiele środowisk
niepodległościowych] nie ma osobnych słów na przymiotniki określające
wczesnośredniowieczną Ruś Kijowską oraz Rosję - "russkij" oznacza i ruski, i
rosyjski. Dlatego umacniało się wrażenie, że istniał ongiś jednolity naród
ruski/rosyjski, z którego "wypączkowały" narody białoruski i ukraiński.
Sama koncepcja jednego staroruskiego/starorosyjskiego narodu powstała w
sowieckiej historiografii podczas II wojny światowej. I tak stanowiła postęp
w porównaniu z czasami caratu, kiedy uważano, że Białorusini i Ukraińcy to po
prostu Rosjanie - no może z pewnymi regionalnymi różnicami - a Katarzyna II w
wyniku rozbiorów przywróciła po prostu część rdzennie rosyjskich ziem Rosji.
Bodźcem do rozwijania koncepcji staroruskiej jedności były prace Stalina, a
potem konieczność ideologicznego uzasadnienia "zjednoczenia" Rosji i Ukrainy,
którego 300-lecie uroczyście celebrowano w latach 1953-54. Wtedy to
wspomniana koncepcja otrzymała błogosławieństwo władz i została przekuta w
oficjalną naukową teorię.
Odtąd w szkolnych i uniwersyteckich podręcznikach białoruskiej historii Rosja
i wszystko, co z nią związane, oceniano wyłącznie pozytywnie. Ponieważ
staroruską jedność przyjęto za aksjomat, zrozumiałe i logiczne stało
się "odwieczne dążenie białoruskiego ludu, gnębionego przez Polaków i
Litwinów, do zjednoczenia z Rosją". Również w czasach sowieckich rozbiory
Rzeczypospolitej uważane były za "postępowe", a aneksja Białorusi przez
Imperium Rosyjskie pod koniec XVIII wieku była jak najbardziej legalna.
Dopiero gdy w 1991 r. Białoruś stała się niepodległym państwem, stanowisko,
iż istniał staroruski/starorosyjski naród, zostało uznane przez białoruską
historiografię za nienaukowe. W nowych podręcznikach napisanych w latach 1992-
94 i nawiązujących do dorobku białoruskiej historiografii z pierwszych trzech
dziesiątków lat XX wieku historia Białorusi nie zaczynała się już od jednego
ruskiego korzenia. Źródłem białoruskiej państwowości było Księstwo Połockie
[istniało od IX do XIII w.], które nieustannie domagało się niezależności od
Kijowa. Podkreślano też wielkie wpływy kulturowe i antropologiczne ludów
bałtyckich, które wpłynęły na etnogenezę białoruskiego narodu. A także wiele
innych czynników historycznych i geograficznych, które od samego początku
oddzielały Białorusinów od Rosjan.
W pierwszej połowie lat 90. młode pokolenie Białorusinów po raz pierwszy
mogło otwarcie czytać o niszczycielskich wojnach Moskwy z Wielkim Księstwem
Litewskim i Rzecząpospolitą w XVI-XVII w. Mogli się np. dowiedzieć, że tylko
w wyniku wojny 1654-67 i moskiewskiej okupacji Białoruś straciła ponad połowę
ludności - czyli więcej niż w II wojnie światowej, o polityce uprowadzania i
obracania w niewolnictwo dziesiątków tysięcy Białorusinów, jaką prowadziło
Imperium Rosyjskie. Młodzi Białorusini mogli się uczyć o udziale swoich
przodków w powstaniach kościuszkowskim, listopadowym oraz styczniowym, o
totalnej rusyfikacji Białorusi pod panowaniem Rosji i Związku Radzieckiego,
nie mówiąc już o zbrodniach bolszewickiego reżimu.
Nie wolno oczerniać ZSRR
Jednak wraz z dojściem Aleksandra Łukaszenki do władzy normalnemu rozwojowi
białoruskiej historiografii został położony kres. Najpierw Łukaszenko
przywrócił sowiecką symbolikę i znowu uczynił język rosyjski oficjalnym. A
potem wypowiedział wojnę białoruskiej historii.
W 1995 r. zabronił używania podręczników napisanych w pierwszych latach
niepodległej Białorusi - jego zdaniem "oczerniały one Rosję oraz radziecką
rzeczywistość" - i stworzył specjalną komisję państwową.
Co było jej zadaniem, nietrudno zgadnąć. Chodziło o oczyszczanie "z herezji"
książek historyków białoruskich o niepodległościowej orientacji i
pisanie "jedynie słusznej" literatury naukowej. Podręczniki stworzone pod
kontrolą tej komisji reanimowały znaną ideę
ruskiej/rosyjskiej "trójjedności". Tak jak za czasów sowieckich,
oficjalni, "koncesjonowani" historycy zaczęli mówić o staroruskiej
narodowości jako o wspólnym korzeniu późniejszych Ukraińców, Białorusinów i
Rosjan. A cała dalsza historia Białorusi była interpretowana właśnie przez
pryzmat tej idei.
Moskwę powtórnie uznano za jedyne centrum "zbierania wschodniosłowiańskich
ziem", a o tym, że Wielcy Książęta Litewscy również mieli program "zbierania"
spustoszonych przez najazdy tatarskie ziem dawnej Rusi Kijowskiej, nie było
ani słowa. To Moskwa uosabiała historyczne nadzieje na odnowienie - rzecz
jasna, pod rosyjską władzą - tej rzekomo niegdyś istniejącej
jedności "bratnich narodów".
Wszystko to, co owej "jedności" przeszkadzało, albo - o zgrozo - perspektywę
jedności oddalało, jak na przykład unia w Krewie [Litwy z Polską, 1385 r.]
czy lubelska [tworzyła Rzeczpospolitą Obojga Narodów, 1569 r.], było wręcz
potępiane.
Nawet obecność Białorusi w Wielkim Księstwie Litewskim i Rzeczypospolitej
zaczęło być postrzegane negatywnie. O ile podręczniki z epoki sowieckiej
jeszcze wspominały o unii lubelskiej jako o mało znaczącym wydarzeniu,
wzmagającym ekspansję katolicyzmu i polonizacji, to dla oficjalnej literatury
naukowej łukaszenkowskiej Białorusi unia jest już "tragiczną kartą" historii
ojczyźnianej.
W czym się przejawia "tragizm" lubelskiego aktu, którego nikomu nikt siłą nie
narzucał? Autorzy takich podręczników nie podają przykładów, twierdzą
natomiast, że "polscy feudałowie" w Rzeczypospolitej "mocno gnębili" wszelkie
przejawy kultury Białorusinów oraz ich prawosławnej wiary. Powtarzają ten
zatęchły mit, gdyż muszą jakoś uzasadnić rozbiory Rzeczypospolitej, ten "akt
wielkiego postępu, który wyzwolił Białoruś". Wyzwolił od czego? "Zjednoczenie
z bratnim narodem rosyjskim" uratowało Białorusinów od pełnej polonizacji, a
nawet zapewniło im rozwój narodowej świadomości i kultury!
Brednie takie powtarzają autorzy, którzy nigdy nie zajmowali się historią
Wielkiego Księstwa Litewskiego i Rzeczypospolitej, np. Wasil Miławanau,
Jauhen Nowikau, Piotr Pietrykau czy ich koledzy o podobnych przekonaniach
ideologicznych. Nie wiedzą albo chcą przemilczeć sprawy oczywiste. Jak np.
to, że bezwzględna większość działaczy białoruskiej kultury i ruchu
narodowego oraz twórcy nowożytnej literatury białoruskiej należała do
Kościoła katolickiego, a nie do rosyjskiego prawosławia. Albo to, że władze
rosyjskie po stłumieniu powstania 1863 r. zamykały białoruskie szkoły czy
zabraniały druku książek w języku białoruskim.
Pozdrawiam i zaprasz