Poczdam niepowtarzalna szansa

12.08.05, 07:53
Sława!

Poczdam niepowtarzalna szansa
Jedynie w 1945 r. możliwe było wytyczenie obecnych granic na zachodzie i
północy
Andrzej Werblan
www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=historia&name=52

11 stycznia 1944 r. Iwan Majski (właściwe nazwisko Lachowiecki), w tym czasie
jeden z kilku „pierwszych” zastępców radzieckiego komisarza ludowego spraw
zagranicznych, Wiaczesława Mołotowa, przedstawił swojemu szefowi
kilkudziesięciostronicowy memoriał zatytułowany „Rozważania o pożądanych
podstawach przyszłego pokoju”. Nakreślił w nim kształt odpowiadającego
interesom ZSRR powojennego ładu światowego w generaliach i w szczegółach. W
sprawie polskiej również.
„Celem ZSRR – pisał – powinno być utworzenie niepodległej i zdolnej do życia
Polski, jednakże nie jesteśmy zainteresowani w powstaniu jej jako zbyt dużej
i zbyt silnej. W przeszłości Polska prawie zawsze była wrogiem Rosji i nikt
nie może powiedzieć nic pewnego, jaka stanie się ona w przyszłości [...].
Należy więc [...] ostrożnie kształtować powojenną Polskę, jako kraj w
możliwie niewielkich rozmiarach, stosując konsekwentnie zasadę granic
etnograficznych. Mówiąc konkretnie, wschodnia granica Polski powinna być
wytyczona zgodnie z granicą z 1941 r. lub jako zbliżona do niej (np. zgodnie
z »linią Curzona«wink, przy czym Lwów i Wilno w każdym wypadku powinny pozostać
w granicach ZSRR. Na zachodzie można do Polski przyłączyć całe Prusy
Wschodnie, lub, co byłoby lepszym rozwiązaniem, ich część oraz pewne części
Śląska, lecz

w połączeniu z wysiedleniem

stamtąd Niemców. Cieszyn mógłby zostać zwrócony Czechosłowacji [...]”.
Majski, przewidując odbudowę Polski raczej przez ZSRR niezwasalizowanej i być
może z nim skonfliktowanej, opowiadał się za znacznym okrojeniem jej
terytorium. Propozycje te były bliskie stanowisku szefów zachodnich mocarstw
na zakończonej przed kilku tygodniami konferencji Wielkiej Trójki w
Teheranie. Churchill i Roosevelt godzili się tam na linię Curzona jako
wschodnią granicę Polski, ale nie byli skłonni zbyt hojnie rekompensować to
na Zachodzie kosztem Niemiec. Taka wstrzemięźliwość zachodnich aliantów
utrzyma się aż do 1945 r. Na ile jednak rozważania Majskiego ze stycznia 1944
r. były miarodajne dla ówczesnego stanowiska radzieckiego? Część historyków
skłonna jest lekceważyć memoriał Majskiego, jako że autor był niezbyt wysoko
uplasowany w radzieckiej hierarchii. Chyba niesłusznie. Majski z całą
pewnością należał do urzędników doskonale poinformowanych o nastrojach i
poglądach panujących na szczytach radzieckiej biurokracji. Według W. Zuboka i
K. Pleszakowa, historyków młodej rosyjskiej generacji, Majski w swym
memoriale podsumował pierwszą część dyskusji o kształcie powojennego świata
podjętej jesienią 1943 r. w dwu zespołach na polecenie Stalina. Z całą
pewnością odzwierciedlił poglądy ważnej grupy radzieckiego establishmentu,
związanej ze służbą zagraniczną. Żaden jednak radziecki dygnitarz, tym
bardziej taki stary wyjadacz jak Majski, nie odważyłby się w 1944 r. wykładać
na piśmie i kierować na ręce Mołotowa ocen i propozycji drastycznie
odbiegających

od stanowiska Stalina.

Swoim opracowaniem nie ściągnął na siebie niełaski, brał udział w dwu
kolejnych konferencjach Wielkiej Trójki, w Jałcie i Poczdamie. Według
wspomnianych Zuboka i Pleszakowa, Mołotow rozesłał opracowanie Majskiego
członkom Politbiura i zapoznał z nim Stalina. Ze stalinowskiego archiwum
pochodzi tekst opublikowany w 1994 r. przez rosyjskie czasopismo
naukowe „Istocznik”.
W uchwałach konferencji poczdamskiej sprawę polskiej granicy zachodniej ujęto
tak: „[...] Zanim nastąpi ostateczne określenie zachodniej granicy Polski,
byłe niemieckie terytoria na wschód od linii biegnącej od Morza Bałtyckiego
bezpośrednio na zachód od Świnoujścia i stamtąd wzdłuż rzeki Odry do miejsca,
gdzie wpada zachodnia Nysa, i wzdłuż zachodniej Nysy do granicy
czechosłowackiej, łącznie z tą częścią Prus Wschodnich, która, zgodnie z
porozumieniem osiągniętym na niniejszej konferencji, nie została oddana pod
administrację Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, i włączając
obszar byłego Wolnego Miasta Gdańska, powinny znajdować się pod zarządem
państwa polskiego i pod tym względem nie powinny być uważane za część
radzieckiej strefy okupacyjnej Niemiec”.
Jak widać, w stanowisku przede wszystkim radzieckim, ale także mocarstw
zachodnich w ciągu 1944 r. i pierwszej połowy 1945 r. nastąpiła istotna
zmiana. Uchwała poczdamska w sprawie zachodniej i północnej granicy Polski
jest „hojniejsza” od wszystkich poprzednich projektów, zarówno polskich, jak
i alianckich. Rządy Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, uznając
zasadność zrekompensowania

Polsce kosztem Niemiec

strat terytorialnych na wschodzie, aż do Poczdamu opowiadały się za
ograniczeniem tej rekompensaty do Śląska Górnego i Opolskiego, Pomorza na
wschód od Odry, Gdańska i części Prus Wschodnich. Chciały uniknąć większego
okrawania Niemiec, zbyt dużych przesiedleń mieszkańców. Jeszcze w lutym 1945
r. w Jałcie Churchill przestrzegał przed przekarmieniem polskiej gęsi
niemieckim jadłem tak, że skona od niestrawności. Stalin zaś dopiero od
wiosny 1944 r. szedł o krok dalej i w korespondencji z Churchillem oraz w
rozmowach z delegacją KRN przewidywał cesję również Dolnego Śląska, ale aż do
Poczdamu wahał się, czy ma to dotyczyć ziem po Nysę Kłodzką czy Łużycką.
Wahania te zostały odnotowane w źródłach, m.in. zapisane w różnych wariantach
roboczych map. Stanowisko radzieckie w sprawie Szczecina pozostawało niepewne
jeszcze latem 1945 r. Tymczasowa administracja polska w tym mieście w czerwcu
i lipcu była dwukrotnie instalowana i następnie ewakuowana na żądanie
radzieckich władz wojskowych.
Czynniki polskie wszystkich odcieni politycznych również, choć z różnych
powodów, wstrzemięźliwie formułowały żądania w sprawie granicy zachodniej. W
oficjalnym stanowisku przedstawianym mocarstwom zachodnim rząd na
wychodźstwie nie wykraczał poza postulowanie linii Odry na Śląsku, terenów o
mieszanej ludności na Pomorzu oraz Gdańska i Prus Wschodnich. Obawiano się,
że większe roszczenia na Zachodzie utrudnią obronę praw do Kresów Wschodnich,
które traktowano priorytetowo. Rozpaczliwym przejawem tej polityki było znane
oświadczenie Tomasza Arciszewskiego, premiera ostatniego uznawanego przez
mocarstwa zachodnie rządu emigracyjnego: „Nie chcemy Wrocławia ani Szczecina”
(grudzień 1944, wywiad dla „Sunday Times”wink. Ale również na Wschodzie polscy
komuniści i ich sojusznicy ostrożnie formułowali postulaty w sprawie granicy
zachodniej, starając się nie wykraczać poza to, co w danym momencie wydawało
się do

przyjęcia dla Związku Radzieckiego.

Nieprzypadkowo manifest PKWN poprzestał na wymienieniu polskiego Pomorza i
Śląska Opolskiego, Prus Wschodnich, szerokiego dostępu do morza, polskich
słupów granicznych nad Odrą. Jak wynika ze wspomnień Józefa Winiewicza i
Leopolda Glucka, jedynie referaty do spraw ziem postulowanych, obsadzone
przez Wielkopolan zarówno w Londynie, jak i w Delegaturze Rządu na Kraj,
forsowały dalej idące roszczenia terytorialne na Zachodzie. W oficjalnych
enuncjacjach nie brano tego jednak pod uwagę.
Konferencja poczdamska w ciągu 17 dni (17 lipca – 2 sierpnia 1945 r.) do
sprawy polskich granic powracała wielokrotnie w różnych konwentyklach, w tym
pięciokrotnie na sesjach plenarnych. Porozumienie osiągnięto dopiero 31
lipca. Konsekwentnie za linią Odry-Nysy Łużyckiej obstawał Stalin. Wspierał
się przy tym faktami dokonanymi. Armia Czerwona przekazała te ziemie w ręce
polskiej administracji. Wprawdzie nie do końca konsekwentnie, gdyż do lipca
Pełna wersja