Jak Cimoszenko hodował Satrapienkę....

16.08.05, 03:11
Sława!
Cimoszewicz wspierał Łukaszenkę - str.4
www.gazetapolska.pl/?module=content&article_id=184
Katarzyna Hejke
Polska łagodziła politykę Unii Europejskiej wobec Białorusi, wówczas gdy w
wyniku śledztwa Rady Europy dowiedziono, że najbliżsi współpracownicy
Łukaszenki zlecali zabójstwa opozycjonistów.
Po kilku miesiącach bezpardonowych ataków na Związek Polaków na Białorusi i
Polskę, MSZ RP chce przekonać UE, by twardo stanęła po naszej stronie i
zaostrzyła kurs wobec reżimu Aleksandra Łukaszenki. Politycy w Brukseli
przyglądają się nam ze zdziwieniem, bo dwa lata temu sami dążyli do mocnego
potępienia władzy w Mińsku. Nie zrealizowali jednak swoich planów, bo w
obronie białoruskiego prezydenta, ostatniego dyktatora w Europie, wystąpił
polski minister spraw zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz.

Unia chciała zaostrzyć kurs

Gdy dzisiejszy bezpartyjny kandydat SLD na prezydenta kierował polskim MSZ,
nasi dyplomaci zaczęli odbierać z zachodu bardzo mocne sygnały świadczące o
tym, że Unia gotowa jest zaostrzyć kurs wobec białoruskiego reżimu, być może
nałożyć na ten kraj poważne sankcje. Inicjatorem antyłukaszenkowskiej akcji
była Francja. W tym czasie twarda polityka wobec Mińska jawiła się paryskim
dyplomatom jako dobry interes – sposób na jeszcze lepsze relacje z Rosją.
Francuzi myśleli o utemperowaniu Aleksandra Łukaszenki, bo takie działania
były wówczas na rękę Moskwie. Prezydent Białorusi po raz kolejny odesłał
Kreml z kwitkiem i nie zgodził się m.in. na to, by Rosjanie przejęli
największą na Białorusi sieć przesyłową gazu – Bieł Trans Gaz.

Polska dyplomacja mogła wykorzystać sytuację – poprzeć twardy kurs wobec
reżimu w Mińsku, nawiązać kontakty z białoruską opozycją i stać się –
podobnie, jak to było na Ukrainie – rzecznikiem tamtejszej demokracji.
Minister Włodzimierz Cimoszewicz uznał jednak, że w naszym interesie leży
łagodne dogadywanie się z administracją Łukaszenki i angażował swoich
podwładnych w wyciszanie unijnych planów zaostrzenia polityki wobec Mińska.
Gdy kierowany przez dzisiejszego marszałka Sejmu MSZ występował w interesie
białoruskiego prezydenta w Radzie Europy, dobiegało końca śledztwo mające
wyjaśnić kulisy śmierci białoruskich opozycjonistów. Europejskie dochodzenie
ujawniło, że koordynatorem zabójstw był najbardziej zaufany współpracownik
Aleksandra Łukaszenki – Wiktor Szejman, wykonawcą podwładny Szejmana – Dmitri
Pawliczenka.

Polacy na tacy

Od wiosny tego roku Związek Polaków na Białorusi jest jedyną niekontrolowaną
przez administrację Aleksandra Łukaszenki organizacją społeczną na Białorusi.
Jednak przez ostatnie ponad cztery lata kierował nim człowiek całkowicie
zależny od reżimu w Mińsku. Tadeusz Kruczkowski, bo o nim mowa, na czele ZPB
stanął późną jesienią 2000 r. Zastąpił na tym stanowisku założyciela Związku
i wieloletniego jego prezesa współpracującego z białoruską opozycją, Tadeusza
Gawina.

Swoją prezesurę Kruczkowski prawdopodobnie zawdzięcza zarówno poparciu
białoruskich władz, jak i pomocy polskiego konsula generalnego w Grodnie
Sylwestra Szostaka. Trudno odpowiedzieć, w czyim interesie było obsadzenie
najważniejszego stanowiska w ZPB prołukaszenkowskim działaczem. Nie ulega
jednak wątpliwości, że polscy dyplomaci doskonale wiedzieli, jak działalność
prezesa Tadeusza Kruczkowskiego wpłynie na los Związku. Tadeusz Gawin, od
kilku dni w białoruskim areszcie, napisał we wspomnieniach: „Byłem jednym z
niewielu, którzy publicznie występowali przeciwko tej kandydaturze (Tadeusza
Kruczkowskiego – red.) popieranej przez polską dyplomację, ponieważ moje lata
współpracy z Tadeuszem Kruczkowskim pokazały, że zupełnie inaczej pojmuje on
rolę Związku w odrodzeniu narodowym Polaków na Białorusi (...) będąc prezesem
oddziału miejskiego w Grodnie, Tadeusz Kruczkowski nie wykazał się żądną
aktywnością w walce o drugą polską szkołę w Grodnie (...)”. A tak wspomina
pierwsze godziny urzędowania nowego prezesa: „Do władz ZPB weszło wielu
działaczy sterowanych przez konsula Szostaka, marzeniem którego było mieć
takiego prezesa ZPB, który zerwałby wszelką współpracę Związku z białoruskimi
organizacjami demokratycznymi, a która to współpraca, jego zdaniem,
przeszkadzała w dobrych kontaktach z władzami białoruskimi. Po swoim wyborze,
bez żadnych konsultacji z czołowymi działaczami Związku, z wyjątkiem
oczywiście konsultacji przeprowadzonych wcześniej w gmachu mieszczącym się
przy ulicy Budzinnego 48 [adres konsulatu RP w Grodnie – red.], Tadeusz
Kruczkowski zapowiedział zerwanie współpracy z białoruskimi organizacjami
demokratycznymi i partiami politycznymi i bezwarunkowe zacieśnienie więzów z
reżimem.”

Pomoc niewidzialnej ręki

W newralgicznych momentach kariery Tadeusz Kruczkowski otrzymywał niezwykle
silne wsparcie z Warszawy, gdy ważyły się losy jego prezesury w ZPB, Polska
uznawała za persona non grata jego najpoważniejszego konkurenta. Przed
wyborami 2000 r. polskie władze za osobę niepożądaną w naszym kraju uznały
Józefa Porzeckiego – jedynego, który w owym czasie mógł zagrozić
Kruczkowskiemu. Załamany Porzecki wycofał się z kandydowania. Na czyj wniosek
obywatel obcego państwa może zostać uznany w RP za persona non grata? Jednym
z podmiotów, które mogą proponować to Warszawie, jest na przykład konsul
generalny. W owym czasie funkcję tę sprawował w Grodnie Sylwester Szostak –
dziś konsul generalny RP w Kijowie.

Warszawa interweniowała ponownie na początku 2005 r., kilka tygodni przed
kluczowymi wyborami nowych władz Związku. Pozycja Tadeusza Kruczkowskiego
była wówczas zagrożona, cztery lata jego działalności: uległość wobec reżimu
Łukaszenki, atakowanie białoruskiej opozycji i marnotrawienie przysyłanych z
Polski pieniędzy, wywołały ostry opór licznych członków ZPB. Opozycjoniści
myśleli o tym, by w wyborach do władz Związku wystawić Józefa Porzeckiego. Ku
zaskoczeniu wszystkich, Polska znowu wyeliminowała ich kandydata z gry,
zakazując mu na kolejne dwa lata wjazdu na terytorium RP. W tym czasie
konsulem generalnym w Grodnie był Andrzej Krętowski.

Bez reakcji

Czy jest możliwe, by polski konsul generalny latami prowadził samodzielną
politykę, sprzeczną w linią polskiego MSZ i nie ponosił za to żadnych
konsekwencji służbowych? Zdaniem dyplomatów, z którymi rozmawialiśmy, i
specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, taka sytuacja nie jest
możliwa. Ambasador i konsulowie wykonują ściśle polecenia swojego resortu. W
raportach mają obowiązek informować Warszawę o swoich spotkaniach, rozmowach
i podejmowanych decyzjach. MSZ kierowany przez Włodzimierza Cimoszewicza ani
razu nie wyraził dezaprobaty wobec poczynań Sylwestra Szostka. Po skończeniu
jego misji w Grodnie powierzył mu nie mniej prestiżowe zadanie – kierowanie
Konsulatem Generalnym RP w Kijowie. Następcą konsula Szostaka został Andrzej
Krętowski. Według naszych rozmówców, członków ZPB, konsul Krętowski nie
spotkał się z Andżeliką Borys, nowym prezesem Związku, wówczas gdy władze
Białorusi poddały ją pierwszym represjom. W tym samym czasie konsul kierujący
polską placówką w Grodnie znalazł jednak czas na rozmowy z Tadeuszem
Kruczkowskim.

Bez rozliczeń

Budżet RP wspiera Polaków mieszkających za naszą wschodnią granicą. Za
pośrednictwem Senatu pieniądze otrzymują instytucje, których zadaniem jest
finansowanie polskich organizacji społecznych, szkół i czasopism.
Największymi sumami dysponuje Wspólnota Polska, mniejszymi Fundacja Pomoc
Polakom na Wschodzie oraz Semper Polonia.

Zadaniem Wspólnoty Polskiej jest finansowanie inwestycji proponowanych przez
miejscowe polskie organizacje – choćby budowy domów polskich. Na Białorusi
działa ich
Pełna wersja