ignorant11
17.08.05, 01:05
Sława!
WILNO
www.msz.gov.pl/index.php?page=1341309000#2_Toc179
"W oczekiwaniu na kolorową rewolucję"
"Veidas" zamieścił artykuł N. Kaucikasa. "Konflikt między Polską a
Białorusią, który rozpoczął się w marcu br., obecnie stał się elementem
dyplomatycznej wojny. Rezultat 3:3 - po tylu dyplomatów wydaliła ze swego
kraju każda ze stron. Ponadto, "na czas nieokreślony" Polska odwołała na
konsultacje swego ambasadora z Mińska. Jest to prawie równoznaczne z
zerwaniem stosunków dyplomatycznych. Do "wojny" polegającej na wydawaniu
oświadczeń włączyły się także UE i USA. Rosja utworzyła wobec Polski odrębny
front działań przeciwko jej dyplomatom. Atmosfera jest napięta i końca
rozwiązania problemu nie widać. Niektórzy obserwatorzy mają nadzieję, iż
przewidziany na 27 sierpnia br. zjazd ZPB, a zainicjowany przez lojalnych
wobec reżimu Łukaszenki działaczy tej organizacji, przyczyni się do
zmniejszenia napięcia. Jednak Polska w stosunku do tej inicjatywy jest
nastawiona bojowo".
Źródło i eskalacja konfliktu
Zjazd ZPB, który się odbył w maju br., dla władz białoruskich stał się
formalnym pretekstem, aby rozpocząć kampanię przeciwko samodzielnej i
niezależnej polskiej organizacji. Po zjeździe Mińsk oświadczył, iż do jej
działalności wtrąca się pracownik Ambasady RP na Białorusi, co stanowiło
pretekst do jego wydalenia. Ze swej strony Polska, nie będąc dłużną,
oskarżyła Mińsk o wywieranie nacisku na członków ZPB. W maju br. z inicjatywy
władz białoruskich ze stanowiska została usunięta nowo wybrana przewodnicząca
ZPB A. Borys. Na tym miejscu zastąpił ją lojalny wobec Mińska T. Kruczkowski.
28 lipca funkcjonariusze OMONu zajęli siedzibę ZPB w Grodnie oraz zatrzymali
A. Borys, jej zwolenników, a także grupę zagranicznych dziennikarzy. Zostały
przeprowadzone rewizje. Równocześnie tego samego wieczora przed Ambasadą
Białorusi w Warszawie rozpoczęły się akcje protestu. Wojnę wypowiedziała
także prasa polska, biczując reżim Łukaszenki i żądając obrony praw polskiej
mniejszości na Białorusi. Także mieszkańcy Polski, zwykle biernie reagujący
na bieżącą politykę zagraniczną, aktywnie wsparli tę formę protestu.
Przeprowadzony sondaż wykazał, iż 63% mieszkańców RP opowiada się za
zerwaniem stosunków dyplomatycznych z Białorusią. Również władze Polski nie
są nastawione na pobłażanie "wyczynom" Mińska. Do konfliktu została włączona
także UE, która nie może nie reagować na naruszanie praw rodaków jednego z
jej członków.
Drugi front i przywództwo
Stosunki Polski z Rosją w ostatnim okresie także są wystawione na próbę. Po
incydencie, w wyniku którego w Warszawie zostały pobite dzieci rosyjskich
dyplomatów, Moskwa zażądała formalnego wyjaśnienia zajścia. Polska
zareagowała powściągliwie i podkreśliła, iż przypadek ten jest aktem
kryminalnym, podlegającym kodeksowi karnemu. Jednak Rosja dąży do tego, aby
kwestię tę przekształcić w element swojej polityki zagranicznej. Wydarzenia
rozwijają się w takim kierunku, jakiego chce Rosja. Ambasada RP w Moskwie już
stała się celem odwetu. 8 bm. w Moskwie, w odległości 60 m od
przedstawicielstwa dyplomatycznego RP został pobity zatrudniony w niej
pracownik za to, że poproszony o papierosa, po polsku odpowiedział, że jest
niepalącym. Wynik pojedynku w tej dziedzinie 1:1. Wzajemna wrogość jest
demonstrowana już od dawna. W maju br. Teatr Baletu z Moskwy przerwał występy
gościnne w Polsce, ponieważ patriotycznie nastawiona publiczność poczuła się
obrażona za to, że podczas obchodów Dnia Zwycięstwa w Moskwie prezydent W.
Putin nie wymienił Polski wśród krajów walczących z hitlerowskimi Niemcami.
Nie każdy kraj Europy Wschodniej mógłby walczyć na dwóch frontach. W takich
okolicznościach wyjaśnia się, kto jest prawdziwym liderem naszego regionu. W
toku rozważań nt. udziału w uroczystościach w Moskwie były wymieniane kraje
bałtyckie, Rosja kierowała na nie swój celownik. Litwa była swego rodzaju
liderem w przeciwstawianiu się Rosji: nie "wymiękliśmy" jak Łotwa,
nie "mędrkowaliśmy" retorycznie jak Estonia - a to już jest jednym z
kryteriów liderstwa. Polska stosunkowo powściągliwie nas popierała, jednak ze
wzglądu na swoje interesy do Moskwy pojechała. Obecnie sytuacja obróciła się
o 180°: Polska niesie ciężar konfrontacji z Rosją i Białorusią, natomiast
my ją powściągliwie popieramy. O liderstwie Polski decydują dwa czynniki.
Prześladowanie polskiej mniejszości na Białorusi nie jest kwestią subtelnej
gry dyplomatycznej, tylko kwestią godności narodowej, dlatego stanowisko
Polski wobec Białorusi jest tak stanowcze. Oprócz tego, w przypadku dużego
nacisku ze strony Rosji, Polska posiada wystarczająco dużo politycznych
sojuszników, aby nie ustępować. O jej przywództwie decydują także naturalne
czynniki geopolityczne: wielkość kraju, liczba mieszkańców, położenie
geograficzne. Litwa może zabłysnąć jako lider w regionie ze względu na swoje
inicjatywy, najczęściej poparte mobilnością oraz sympatiami historycznymi,
jednak - pod skrzydłami Polski.
Kolorowym - nie
Motywem wywołania konfliktu były obawy A. Łukaszenki, iż Polska mniejszość na
Białorusi może wywołać rewolucję na wzór pomarańczowej. Chciałoby się
wierzyć, że ma on rację. Do wywołania rewolucji potrzebne są zorganizowane,
działające w całym państwie struktury, które mogłyby krytykować władzę.
Potrzebuje ona także wyrazistych i charyzmatycznych liderów. Potrzebne są
również środki - nie tyle ze zewnątrz, ile z wewnątrz. Polacy stanowią na
Białorusi drugą pod względem liczebności mniejszość narodową, jest ich około
400 tys. Związek Polaków stanowi dla A. Łukaszenki niezależną siłą. Obecnie
jest ona jedyną przynajmniej w jakimś stopniu, znaczącą siłą, która może
przejąć funkcje zniszczonej i bezwładnej opozycji. A więc, rozprawa
Łukaszenki ze Związkiem Polaków na Białorusi niweluje wszelkie możliwości
wywołania rewolucji w kraju. Ponadto wszystkie posłuszne reżimowi Łukaszenki
środki masowego przekazu informują o tym, iż znany niemal każdemu G. Soros,
organizator rewolucji kolorowych, wspiera Polaków oraz że przygotowuje on
misję przyszłych obserwatorów, którzy wezmą udział w wyborach prezydenckich
na Białorusi, a tak naprawdę będą szpiegami. Wg propagandy nie ma
wątpliwości, że maczali w tym palce również Amerykanie. Stało się więc
dobrze, że władze białoruskie na czas zamknęły przedstawicielstwo jego
fundacji w Mińsku. W związku z tym, iż w kraju nie ma innych źródeł
informacji, tak przedstawiana sytuacja dla Białorusinów stanowi jedyną
prawdę. Członkowie Związku Polaków na Białorusi już wyrazili obawy z powodu
wzmocnienia się nastrojów antypolskich. Nienadaremnie dlatego rząd polski
oświadczył, iż chce uruchomić niezależną rozgłośnię dla Białorusi. Po
załataniu polskiej dziury, A. Łukaszenka spokojnie będzie mógł przygotować
się do udziału w przyszłych wyborach prezydenckich. Nie warto oczekiwać
pomocy ze strony UE. Należy przypomnieć, iż udział Polski i Litwy w
rozwiązaniu kryzysu politycznego na Ukrainie nawet przez niektórych
funkcjonariuszy unijnych został krytycznie oceniony. Wg nich, takie działania
niszczą wspólną politykę UE. Zdaniem ekspertów unijnych, bez poparcia ze
strony Rosji, reżim Łukaszenki mógłby być zrujnowany w ciągu kilku miesięcy.
Jeszcze na początku ub. roku ministerstwo spraw zagranicznych Rosji
oświadczyło, iż prezydent Białorusi niesie odpowiedzialność za błędy
systemowe zarówno w polityce wewnętrznej jak i zagranicznej, które hamują
rozwój gospodarczy oraz izolują państwo. Jednakże tuz po zakończeniu wizyty
A. Łukaszenki w Moskwie, z Białorusi został wydalony dyplomata polski, zaś
konflikt polsko-białoruski nabrał tempa. Powyższe wskazuje, że dla Rosji jest
niekorzystnym utracenie swojego ostatniego poligonu doświadczalnego.
Kolejny wróg - Litwa