Stosunki polsko-białoruskie

18.08.05, 05:01

Sława!

Stosunki polsko-białoruskie
www.msz.gov.pl/index.php?page=1341309000
"Respublika" z 16.08. zamieściła list obywatela Białorusi, który jest
przekonany, że "nikt nie zburzy polsko-białoruskiej przyjaźni". Jego
zdaniem "Polska nie jest dla Białorusinów obcym krajem. Mieszkańcy Białorusi
przebywając w Polsce nigdy nie odczuwali dyskomfortu, zawsze czuli się tam
swobodnie. Co się stało? W sąsiedniej Polsce zaczęły pojawiać się pod adresem
Białorusi nieprzyjazne wypowiedzi. Czyja to sprawa? Odpowiedź jest jedna:
polskich politykierów, którzy chcą w ten sposób przypodobać się Amerykanom i
zdobyć określony kapitał. O przyczynie nieprzyjaznych działań z polskiej
strony stary mieszkaniec Polesia powiedziałby: "Na czyim wózku jedziesz, tego
piosenkę musisz śpiewać", a nie jest sekretem, że obecnie polską bryczką
niezbyt dobrze kieruje amerykański woźnica wujaszka Sama. I coraz częściej
polskim orłem wstrząsa skandal. To ambasadora odwołują, to na pustym miejscu
tworzą problem mniejszości polskiej. Przy czym nie zapominają krzyczeć o tym
na wszystkie strony. Prosty naród nie potrzebuje tego wszystkiego. Minie czas
i wszystko wróci na swoje miejsce. Jak jeździliśmy w gości tak będziemy
jeździć. Z Polakami łączą nas wspólne korzenie historyczne i żadne intrygi,
nawet zaoceanicznych polityków nie są w stanie tego zmienić".


"Polacy na Białorusi chcą pokoju i współpracy, ale problemy widzą różnie"

"Biełaruski Rynek" z 16.08. zamieszcza wywiady z A.Borys i T.Kruczkowskim
poświecone obecnej sytuacji w ZPB. "Problemy w polsko-białoruskich stosunkach
nadal są nierozwiązane. Białoruska telewizja informuje o białoruskich
obywatelach niezadowolonych z jakoby znacznie wydłużonych kolejek na granicy,
ale milczy o niezadowoleniu członków ZPB, którzy siedzą w areszcie w Lidzie
za nielegalne akcje. W Warszawie tymczasem rozpoczęto zbiórkę rzeczy dla
ofiar konfliktu. I chociaż konflikt nie spowodował na razie poważnych
następstw dla Białorusinów i Polaków (w porównaniu z sytuacją w Rosji, gdzie
liczba "przypadkowo" pobitych dyplomatów i dziennikarzy rośnie) to wielu
Białorusinów, zwłaszcza tych mieszkających w strefie przygranicznej nie
rozumie, komu potrzebne jest napięcie we wzajemnych stosunkach. Swoje
spojrzenie na polsko-białoruski konflikt zaprezentowało dwoje najbardziej
znanych uczestników konfliktu.
A.Borys: "To nie jest konflikt między narodami. Nie ma żadnych waśni
etnicznych między Polakami, Białorusinami i Rosjanami. To, co obserwujemy- to
przykład konkretnego mieszania się państwa w wewnętrzne sprawy organizacji.
Ludzi siłą, z pomocą OMON-u wyrzucono z Domu Polskiego. Władze zdecydowały
się na brutalne działania, które ja delikatniej nazywam "niemądrym
zachowaniem, które nikomu nie przynosi niczego dobrego". W oficjalnych
mediach rozpętano wojnę przeciwko Polakom na Białorusi. Jesteśmy
przedstawiani jako opozycjoniści, nie mówi się o tym, ze ludzi wyrzucono z
Polskiego Domu, ani o tym, że ich aresztowano za śpiewanie pieśni przed Domem
Polskim w Szczuczynie. Uważam, że jest to konflikt między władzą i
organizacją społeczną, konflikt, którego inicjatorem są same władze.
Staraliśmy się temu zapobiec. Dwa miesiące temu zebraliśmy 3 tysiące podpisów
pod apelem, skierowanym do prezydenta A.Łukaszenki z prośbą o zaprzestanie
dalszej eskalacji sytuacji i pomoc w rozwiązaniu konfliktu. Odpowiedzi do tej
pory nie otrzymaliśmy". Zdaniem A.Borys "siłą nic się nie osiągnie, nie można
zamknąć ust wszystkim. Moja wina w tym, że konstatuję fakty. Nie mogę zamknąć
oczu, na to, co się dzieje. Nie mogę milczeć, gdy nas wyrzucają z Polskiego
Domu". A.Borys zaprzecza, że obecny konflikt jest rozdmuchiwany przez stronę
polską z uwagi na zbliżające się wybory. "Jeśli by nas nie wyrzucili nikt by
o tym nie mówił. Tych, którzy do nas przyjeżdżają nie traktujemy jako
przedstawicieli partii politycznych, dla nas są oni przedstawicielami
polskich władz. Na Białorusi za pieniądze polskich podatników utrzymywanych
jest 16 Polskich Domów, 2 polskie szkoły, państwo polskie pomaga również
niektórym białoruskim szkołom. Jest rzeczą naturalną, że jeśli polska
mniejszość ma problemy jest to przedmiotem zaniepokojenia polskich władz".
A.Borys otrzymuje poparcie nie tylko od polskich polityków, ale i od
przedstawicieli polskiej diaspory na całym świecie. Nikt z nich nie uznaje
Zjazdu ZPB, który ma się odbyć pod koniec sierpnia w Wołkowysku. Zdaniem
A.Borys "nowego zjazdu nie uznają w Polsce. Ludzie, którzy zostaną wybrani
nie będą mieli kontaktów z Ojczyzną i to spowoduje jeszcze większy podział w
organizacji". Samą procedurę przygotowania zjazdu A.Borys ocenia negatywnie.
Z jej informacji wynika, że w wybory delegatów aktywnie angażują się
miejscowe władze, ludzie są zastraszani. O jakiej legalności może tu być
mowa. A.Borys nie wyklucza, że obecne działania wobec ZPB prowadzone są przez
osoby, które nie są gorącymi zwolennikami Łukaszenki. Politycy na Białorusi
okazują prezydentowi niedźwiedzią przysługę. Prezydent nie jest w stanie
wszystkiego kontrolować, ma do tego ludzi wokół siebie i czasem odnoszę
wrażenie, że ludzie ci w przededniu wyborów prezydenckich dążą do zepsucia
obrazu prezydenta, że robią to specjalnie. Gdyby w organizacji nie było
konfliktu A.Borys chciałaby zajmować się sprawami dalekimi od
polityki. "Nigdy nie byłam związana z żadną partią polityczną, nie znam nawet
osobiście ich liderów. Moim priorytetem byłoby organizowanie kształcenia w
języku polskim, wymiana młodzieży, organizacja festiwali, budowa nowych Domów
Polskich. Oskarża się mnie o politykę, podczas gdy pan Kruczkowski będąc
prezesem ZPB brał udział w wyborach parlamentarnych, wykorzystując przy tym
podległe mu struktury. Dlaczego nie oskarżają jego?" A.Borys podkreśla, że
nie chciałaby, aby z powodu problemów Polaków na Białorusi w jakiś sposób
cierpiała białoruska mniejszość w Polsce. "Mniejszości powinny być solidarne.
Łączy nas chociażby to, że jesteśmy w mniejszości i walczymy o przestrzeganie
naszych praw. Zawsze mówiłam, że będziemy żyć dobrze, jeśli Białorusini w
Polsce też będą żyć dobrze. To samo dotyczy Białorusinów, obecna sytuacja nie
powinna się na nich odbić w żaden sposób". A.Borys nie zamierza tworzyć
żadnej nowej struktury dla Polaków na Białorusi po tym jak odbędzie się zjazd
w Wołkowysku. "Jesteśmy członkami obecnego Związku od 1988 roku. Nikt nie
zamierza rejestrować nowej organizacji. Można wyrzucić ludzi z organizacji,
ale pozostaną tymi, kim byli - i będą nadal pracować".
T.Kruczkowski:
O zakazie wjazdu: "to powrót do starych radzieckich czasów. Kiedyś w ZSRR
Polaków nie puszczali do Polski, a teraz jakiś urzędnik w polskim MSZ będzie
podejmować taka decyzję! Czyż można tak traktować rodaków?" Zdaniem
T.Kruczkowskiego "konflikt w ZPB dojrzewał od dawna i związany jest z
dążeniem jego oponentów do polityzacji organizacji. U nas zawsze były dwie
grupy. Jedna z nich, którą kierował Tadeusz Gawin dążyła do aktywnego udziału
w wewnętrznej polityce RB. Większość członków należała do drugiej grupy,
która uważała, że organizacja powinna zajmować się wyłącznie swoją
działalnością statutową tzn. rozwojem polskiej kultury i języka". W 2000 roku
T.Gawin zrezygnował z funkcji prezesa i zwyciężyła grupa, "występująca za
apolityczność", jednak Gawin próbował odzyskać władzę "działając za pomocą J.
Porzeckiego, A.Borys i innych". Zdaniem Kruczkowskiego jego dążenie
do "apolityczności organizacji" zawsze znajdowało poparcie zarówno w
Białorusi jak i w Polsce - w Sejmie, Senacie, w trakcie spotkań z
W.Cimoszewiczem. "Co się nagle stało, nie rozumiem". T.Kruczkowski podkreślił
w wywiadzie, że kampania przeciwko niemu rozpoczęła się jesienią ubiegłego
roku. "Najpierw podpalono mój samochód, później Porzecki uderzył m
Pełna wersja