ignorant11
18.08.05, 05:17
Sława!
Będziemy działać mimo represji
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_050817/publicystyka/publicystyka_a_6.html
Rozmowa z Andrzejem Pisalnikiem, p.o. redaktora naczelnego „Głosu znad Niemna”
Andrzej Pisalnik, p.o. redaktora naczelnego „Głosu znad Niemna”
(c) RAFAŁ GUZ
Rz: Jak wyglądają wybory delegatów na organizowany 27 sierpnia przez władze
zjazd Związku Polaków na Białorusi?
Andrzej Pisalnik: Telewizja Polska trafiła akurat na zebranie w Zabłociu. Na
600 członków ZPB przyszło zaledwie czterech. I to oni wyłonili jednego czy
dwóch delegatów na planowany na 27 sierpnia zjazd w Wołkowysku. Oczywiście, w
większych miastach władzom udaje się spędzić na takie zebrania i stu ludzi,
ale tak naprawdę jest to całkowita fikcja. To tworzenie jakichś wsi
potiomkinowskich.
A jak pana zdaniem będzie wyglądał sam zjazd?
Już zapowiedziano, że na obrady nie zostaną wpuszczeni dziennikarze, a po
zjeździe zostanie zorganizowana konferencja prasowa. Mogę więc tylko
spekulować. Pojawi się około dwustu osób, to może być ktokolwiek, nawet
jednostka wojskowa przebrana w cywilne ubrania. Ci ludzie mają wybrać nowe
władze polskiej organizacji. Ale bez mediów, bez kogokolwiek z zewnątrz, nie
będą zapewne potrzebne żadne wybory, nawet podniesienie ręki.
Jak wobec tak wyłonionych władz Związku Polaków na Białorusi powinna się
zachować Polska?
Gdyby Polska te władze w jakiejkolwiek formie uznała, musielibyśmy
powiedzieć: zdrada. Bardzo wielu białoruskich Polaków opowiedziało się po
naszej stronie, po stronie demokratycznie i legalnie wybranego kierownictwa
związku. Dla osób starszych, które przez tyle lat nie mogły manifestować
swojej polskości, hasła takie, jak Bóg, Honor i Ojczyzna są niesłychanie
ważne. Wsparcie rzeczowe, finansowe dla tych biednych przecież ludzi nie jest
tak ważne, jak wsparcie moralne. Oni chcą mieć poczucie, że Polska ich broni,
że się za nimi wstawia. Dla ludzi młodych wyjaśnienie zasad "realpolityk"
byłoby może zrozumiałe, ale nie dla tych, którzy za swoją polskość przeszli
Syberię i różne represje. Nie, Polska nie może uznać wyłonionych w Wołkowysku
władz ZPB.
A jak wy zamierzacie działać w nowej sytuacji?
Będziemy funkcjonować we współpracy z polskimi placówkami dyplomatycznymi i
konsularnymi, we współpracy z chcącymi nam pomóc. Będzie to oczywiście
działanie półlegalne, ale nie pozostaniemy bierni. Mamy konkretne plany, mamy
konkretne potrzeby. Ale też mamy kontakty z członkami Związku Polaków na
całym terytorium Białorusi.
Nie obawiacie się represji ze strony władz białoruskich?
Te represje trwają. Prezes Anżelika Borys jest ciągle wzywana na milicję i do
prokuratury, ma kilka spraw karnych. Jest to nękanie, nie znaleziono przeciw
niej niczego konkretnego, władze próbują więc zastraszyć ją liczbą spraw i
przesłuchań. Pozostali aktywni działacze ZPB to przede wszystkim mężczyźni,
więc przy przykrościach, jakie spotykają Anżelikę Borys, trudno się nam
uskarżać na zatrzymania i areszty.
Czy nie chcecie współpracować z białoruską opozycją?
My jesteśmy organizacją społeczno-kulturalną. Łączy nas przynależność do
określonej grupy narodowościowej, a nie poglądy polityczne. Ewentualna
współpraca z opozycją byłaby krzywdząca dla tych, którzy mają inne poglądy
albo nawet sympatyzują z Łukaszenką. My nie jesteśmy przeciwko władzy, a
jedynie walczymy o swoje prawa.
Czy jest możliwy jakiś kompromis?
Z kim podjąć dialog, kto mógłby być drugą stroną? Widzimy to tak: z jednej
strony są demokratycznie wybrane władze ZPB. Z drugiej mógłby zasiąść premier
Białorusi, któryś z ministrów odpowiedzialnych za spawy mniejszości, może
nawet szef służb specjalnych. Z pewnością nie mogą się tam znaleźć były
prezes Tadeusz Kruczkowski (wciąż uznawany przez władze - przyp. red.) i
ludzie z jego otoczenia. Oni reprezentują tylko siebie.
Rozmawiał Piotr Kościński
Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie