Załatwione odmownie - Znikająca Rosja

26.08.05, 22:04

Sława!
Załatwione odmownie - Znikająca Rosja
Tygodnik "Wprost", Nr 1186 (28 sierpnia 2005)
www.wprost.pl/ar/?O=80046

W Rosji los człowieka i jego majątek były zawsze zależne od kaprysów władcy

Jan Winiecki

Mamy - zresztą nie tylko my - rozmaite kłopoty z Rosją. Problem nie jest
jednak nierozwiązywalny. Wielokrotnie przedstawiałem się Czytelnikom jako
optymista długookresowy. Tak jest i tym razem. Nie mogę więc powiedzieć, że
rozwiązanie problemów relacji z byłym mocarstwem, które nie potrafi się
przystosować do normalności, jest tuż-tuż, za rogiem ulicy. Ale w długim
okresie, w perspektywie - powiedzmy - stulecia problem zniknie. Razem z
Rosjanami.

Co roku milion mniej
Biuro ludnościowe Sekretariatu ONZ przygotowuje prognozy demograficzne.
Najnowsza prognoza na lata 2000-2025 dla Rosji zakłada w wariancie średnim,
ani optymistycznym, ani pesymistycznym, że Rosjan będzie o ponad 21 mln
mniej. W tym tempie pod koniec XXI wieku Rosja będzie biednym jak dzisiaj
średniej wielkości państwem o liczbie ludności niewiele przekraczającej
obecną ludność Polski. I jako biedna i mało liczna nie będzie już sprawiać
takich problemów jak obecnie...
To nie jest jakieś nagłe załamanie demograficzne. Mężczyźni w Rosji zaczęli
żyć coraz krócej już od końca lat 50. ubiegłego stulecia. W moich artykułach
i książkach z lat 80. (oczywiście wydawanych na Zachodzie!) zwracałem uwagę
nie tylko na ekonomiczne, ale i pozaekonomiczne źródła nadchodzącego upadku
Sowietów i systemu sowieckiego w ogóle. Odchylenie od normy cywilizacyjnej,
jaką jest długookresowy wzrost oczekiwanej przeciętnej długości życia w
procesie rozwoju gospodarczego, było widomym znakiem nadchodzącego schyłku
systemu.
Upadek komunizmu nie zatrzymał zresztą tego staczania się po demograficznej
równi pochyłej. 31 grudnia 1991 r., po rozwiązaniu Związku Sowieckiego, Rosja
liczyła 148,7 mln obywateli, a w 10 lat później - już tylko 144,5 mln. Spadek
może się wydać niewielki w porównaniu z szokującymi prognozami na obecne
ćwierćwiecze, ale powyższe liczby są mylące. Sytuacja jest znacznie gorsza,
gdyż Rosjanie z byłego ZSRR migrowali do Rosji. Około 5,5 mln byłych
partyjnych aparatczyków, KGB-istów, wojskowych i sowieckich biurokratów
przybyło wraz z rodzinami do matuszki Rossiji z niepodległych już byłych
sowieckich republik i z Europy Środkowo-Wschodniej. Tak więc faktyczny spadek
liczby ludności w ciągu dekady wyniósł prawie 10 mln!

W Rosji życie jest tanie
Od dawna zwracałem uwagę na to, że komunizm był mechanizmem gigantycznego
marnotrawstwa zasobów na skalę nieznaną nigdy przedtem w historii. Z Rosją
sprawa jest jednak szczególna. Tutaj na deformacje systemowe nakładają się
deformacje historyczne. Ponad tysiąc lat czerpania wzorów ze skrajnie
autokratycznego cesarstwa bizantyjskiego, od którego Rosja przejęła wzorce
cywilizacyjne (nie tylko religię!) zrobiło swoje. Tak samo dwieście lat
tatarskiej despotii rządzącej Księstwem Moskiewskim.
Rosja faktycznie nigdy nie była częścią kształtującej się stopniowo
cywilizacji zachodniej. Czasami się do niej przybliżała, czasami oddalała,
ale zawsze byłą jakąś zdeformowaną "boczną gałęzią". Żaden z królów
europejskich - od Polski po niezwykle autokratyczną Hiszpanię - nie nazwałby
swoich dworzan, najwyższą szlachtę królestwa, raby moi ("moi niewolnicy"). A
tak określił swój dwór Iwan Groźny w odpowiedzi na pytanie posła króla
Anglii, kim są owi pięknie ubrani dworzanie.
I tak już zostało. W Rosji los człowieka, nie mówiąc już o jego majątku, był
zawsze zależny od kaprysów władcy - niezależnie od tego, czy był to Iwan
Groźny, czy Putin (już tylko) Napuszony. Widać to do dziś. Na Dubrowce czy w
Biesłanie znacznie więcej osób zginęło w następstwie nieudacznikowskich, a
jednocześnie nacechowanych pogardą dla życia własnych obywateli działań wojsk
antyterrorystycznych niż strzałów terrorystów.
Despotie rozpadają się dlatego, że materiał ludzki, z którego są ulepione,
jest kiepskiego gatunku. Ta zasada sprawdziła się i sprawdza się w Rosji co
dnia. W Rosji tanie jest życie nie tylko zwykłego obywatela (a raczej
poddanego, bo pozbawionego praw), tanie jest także życie obrońców systemu.
Dowodzi tego na przykład sprawa "Kurska", gdzie dla prestiżu floty poświęcono
życie marynarzy. Tak samo byłoby w niedawnym wypadku miniłodzi podwodnej,
gdyby nie obawa przed kolejną kompromitacją i wyrażona w ostatniej chwili
zgoda na brytyjską akcję ratowniczą.
Dlatego obrońcy systemu także mają gdzieś bizantyjską władzę. I żyją tylko
swoimi bezpośrednimi potrzebami - od żołnierzy w Czeczenii i wokół niej,
przepuszczających za (niewielkie zresztą) łapówki transporty broni dla
czeczeńskich terrorystów, do oficerów okradających armię i państwo na iście
rosyjską skalę...

Uderzyć w gaz!
Nie zamierzam tu się zajmować przemysłem paliwowym i nie o taki gaz tutaj
chodzi. Chodzi mi o rosyjski romans z wódką. Demografowie i lekarze badający
rosyjski aberracyjny wzorzec zmian ludnościowych podkreślają ogromną rolę
alkoholizmu jako czynnika skracającego przeciętny oczekiwany okres życia,
zwłaszcza mężczyzn. Rosyjscy mężczyźni żyją dziś krócej niż mężczyźni w słabo
rozwiniętych krajach Azji, Afryki i Ameryki Łacińskiej. Demografowie i
lekarze niewiele piszą jednak o przyczynach, dla których od XVI wieku, gdy
wódka stała się dostępna, do dziś Rosjanie i Rosjanki - ale znacznie bardziej
ci pierwsi - "uderzają w gaz". A dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że
w systemie, w którym ludzie są niczym i nie mają niczego, muszą znaleźć jakiś
sposób na oderwanie się od rzeczywistości. Starsza i średnia generacja
Czytelników przypomni sobie zapewne gorzką pieśń rosyjskiego barda Wysockiego
o kręgach piekieł. Jak zstępujący coraz niżej przybysz trafia do kręgu
pijaczków, którzy zapraszają go do siebie, przekonując: "Nam tu dobrze, nam
tu dobrze!"...
A po wytrzeźwieniu wokół bezprawie, korupcja, pogarda rządzących i bieda. W
Rosji na 100 urodzeń przypada 170 (!!!) zgonów. Sytuacja pogarsza się, jak
wspominałem, od dziesięcioleci. Postkomunistyczna transformacja wzbudziła na
początku nadzieję, ale potem - wraz z narastaniem deformacji - było już tylko
z górki i wcześniejsze "zanikowe" trendy stały się jeszcze wyraźniejsze.
Wódka jest skutkiem, nie przyczyną. I bez powolnego usuwania przyczyn wódka
będzie nadal dawać przejściowe zapomnienie. I będzie zabijać. Niedawno prasa
doniosła, że w Rosji w następstwie zatruć fałszowaną wódką umiera rocznie 40
tys. ludzi. Niestety, wielokrotnie więcej umiera w następstwie picia wódki
nie fałszowanej. A prezydenta Putina stać tylko na to, aby zapowiedzieć
ponowną nacjonalizację produkcji alkoholu. Skutek jest łatwy do przewidzenia.
Spadnie produkcja alkoholu w państwowych fabrykach, a wzrośnie ilość
pędzonego nielegalnie samogonu. Tę lekcję przerabiał nie tak dawno "dobry
car" Gorbaczow, ale nieudacznictwo i niezdolność wyciągania wniosków z
wcześniejszych niepowodzeń to też cecha historyczna zanikającej Rosji.

XXII wiek bez Rosjan
Wnioski, choć nasuwają się same, są dramatyczne. Możliwości są dwie.
Pierwsza - że Rosja powoli zacznie się zbliżać do wzorców i standardów
cywilizacji zachodniej i Rosjanie zaczną się zamieniać w prawdziwych
obywateli. Druga - że Rosja się nie zaadaptuje i Rosjanie w XXII wieku po
prostu wyginą.
Historia ludzkości zna takie przykłady, a historia ewolucji gatunków -
jeszcze więcej. Neandertalczycy też nie potrafili się zaadaptować do
zmieniających się warunków, do których zaadaptowali się inni przedstawiciele
gatunku ludzkiego. I wyginęli. Dziś już nikt nie zastanawia się, jakie błędy
popełnili ich przywódcy, czy rządzili mądrze i sprawiedliwie. Tak samo, jeśli
nie nastąpi adaptacja, w XXII wieku nikt już nie będzie się zastanawiać, co
zrobił,
Pełna wersja