ignorant11
29.08.05, 01:41
Sława!
Łukaszenko przejął związek
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2889694.html
Wacław Radziwinowicz, Wołkowysk 28-08-2005, ostatnia aktualizacja 28-08-2005
18:59
Na zorganizowanym przez ludzi Łukaszenki sobotnim zjeździe Związku Polaków na
Białorusi powstała zupełnie nowa organizacja. Absolutnie podporządkowana
Mińskowi i zależna od reżimu
Trudno powiedzieć, kto brał udział w zjeździe w Wołkowysku. Delegatów do tego
prowincjonalnego miasta przywieziono czterema autobusami pod strażą milicji.
Większość z nich między sobą rozmawiała po rosyjsku.
Stale pilnowały ich tłumy opiekunów z wydziałów politycznych administracji
państwowej i KGB, uważnie przysłuchujące się ich rozmowom z dziennikarzami.
Sobotni zjazd zaczął się od porannego nabożeństwa w kościele pod wezwaniem
św. Wacława. Wielu delegatów, żegnając się przy wejściu do świątyni, nie
przyklękało, tylko po cerkiewnemu schylało się w głębokim ukłonie. Nie
śpiewali też popularnych pieśni kościelnych. A przecież polskie kościoły na
wschodzie są zawsze bardzo rozśpiewane.
Rozpoczynając obrady w sali miejskiego domu kultury, nie odśpiewali, jak każe
stara tradycja polonijna, "Roty". "Rota" była na koniec zjazdu, ale
odtworzona z taśmy.
Nie wiadomo też, jak przebiegał zjazd. Nie było na nim żadnych niezależnych
obserwatorów. Nas, dziennikarzy, wyproszono z sali 15 minut po rozpoczęciu
obrad, namawiając, żebyśmy wsiedli do podstawionego przez miejscową
administrację autobusu i pojechali na wycieczkę do jakiejś fabryki, kołchozu
i ośrodka rzemiosł. Miał być też obiad i coś do picia.
Do autobusu karnie wsiedli dziennikarze białoruscy. Polscy zostali.
Na salę obrad nie wpuszczono też tych kilku zwolenników Andżeliki Borys,
wybranej w marcu demokratycznie prezes ZPB, którym udało się zmylić patrole
policyjne strzegące wszystkich wjazdów do miasta. Siwobrody Leon Podlach,
poeta i działacz związku, na próżno krzyczał, że status zezwala każdemu
członkowi ZPB brać udział w obradach zjazdu. Pilnujący wejścia Kazimierz
Znajdziński, którego na zjeździe wybrano na nowego wiceprzewodniczącego ZPB,
szyderczo roześmiał mu się tylko w twarz.
Mógł czuć się pewnie, bo obok siebie miał gromadę tajniaków, w całym mieście
czuwały patrole milicyjne, a w całym kraju agenci polowali na najbardziej
aktywnych zwolenników Borys. W samym Wołkowysku milicja aresztowała
Mieczysława Jaśkiewicza, szefa miejskiego oddziału ZPB w Grodnie. Po drodze
na zjazd został zatrzymany Stanisław Poczobut, który wiózł w samochodzie
transparent z napisem: "Precz z Targowicą". Teraz grozi mu sąd za "drobne
chuligaństwo". Jego brata Andrzeja złapano w Szczuczynie i będzie sądzony za
to samo.
Pod Stołpcami milicja zatrzymała jadący z Mińska do Wołkowyska autobus z 45
działaczami opozycyjnej Zjednoczonej Partii Obywatelskiej, którzy jechali, by
zamanifestować swą solidarność z Polakami.
Ale pod domem kultury i tak zjawiło się dziewięciu młodych ludzi z ZPO,
którzy na ramionach zawiązali czarne żałobne wstążki. Jak tłumaczyli -
dlatego, że tu odbywa się "pogrzeb ostatniej niezależnej organizacji w naszym
kraju". Przyjechał też do nich Anatolij Lebiedźko, szef ich partii, na znak -
jak powiedział - solidarności z Andżeliką Borys.
Ale chłopcy z żałobnymi wstążkami oraz kilkunastu zwolenników pani prezes nie
mogło przeszkodzić w obradach.
Jak ogłoszono nam po zakończeniu zjazdu, na nowego szefa ZPB został wybrany
69-letni emerytowany nauczyciel Józef Łucznik, w przeszłości dyrektor szkół
wiejskich. Robi wrażenie człowieka nieporadnego i wystraszonego tym, co się
stało. Na konferencji prasowej po wyborach po prawie każdym pytaniu
dziennikarzy długo bezradnie rozglądał się po sali, szukając pomocy.
Znajdował ją u siedzącego w tylnym rzędzie Władimira Amielki, naczelnika
wydziału ideologicznego administracji obwodu grodzieńskiego, czyli głównego
politruka guberni, który to kręcąc, to kiwając głową, wskazywał mu, jak ma
odpowiadać. Od siebie nowy prezes starał się jak najczęściej dodawać, że jest
i chce pozostać "lojalnym obywatelem państwa białoruskiego".
To bardzo podobało się Amielce, który każdą taką wypowiedź przyjmował
aprobującym kiwnięciem.
Amielko w rozmowie ze mną nie ukrywał, że urzędnicy z pionu ideologicznego
administracji państwowej brali aktywny udział w przygotowaniach do zjazdu. -
Tak, rozmawialiśmy z delegatami, nakłaniliśmy ich do przyjazdu do Wołkowyska.
I o tym, jakie władze trzeba teraz wybrać i dlaczego. Ale broń Boże, nie
stosowaliśmy żadnych nacisków. O to nas oskarżać nie możecie - zapewnił
urzędnik.
Jeden z delegatów, który błagał, żebym nie podawał jego nazwiska, już po
zjeździe kompletnie się przy mnie rozkleił. Ocierając chusteczką łzy,
szlochał: - Ja tu wcale nie chcę być. To jest takie straszne. Tam na sali
połowa ludzi to funkcjonariusze KGB, szpicle, biurokraci. Przed zjazdem po
pięć razy dzwonili do mnie na wszystkie telefony. Mówili, że jeśli się nie
zjawię w Wołkowysku, to się ze mną rozprawią. Mówili mi, co mam powiedzieć na
zjeździe, jak głosować. Mój opiekun z KGB stale obserwował, czy wypełniam
instrukcje. A na co mi to? Mam tylu krewnych w Polsce, chciałbym do nich
jeździć, a teraz pewnie nic z tego? - pytał roztrzęsiony mężczyzna.
Delegaci na zjazd są przekonani, że żaden z nich nie dostanie teraz wizy
polskiej. Dlatego nie pozwalali się fotografować, nie podawali dziennikarzom
nazwisk.
Przeciw pozbawieniu go prawa wjazdu do Polski ostro protestował Tadeusz
Kruczkowski, były prezes ZPB i przeciwnik Andżeliki Borys. Skarżył się
polskim dziennikarzom, że jego, członka "czysto polskiej rodziny", pozbawił
polskiej wizy "minister spraw zagranicznych o obco brzmiącym nazwisku".
- Nie jest ważne, jak nazywa się człowiek, który teraz stanął na czele
związku. Tą organizacją kieruje teraz Aleksander Łukaszenko. Ale my
zostaniemy przy swoim związku i będziemy działać nadal choćby w podziemiu -
zapowiedział Andrzej Pisalnik, rzecznik ZPB kierowanego przez Andżelikę Borys.
Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie