Szef Komisji Europejskiej w rocznicę "Solidarności

30.08.05, 04:46

Sława!
Szef Komisji Europejskiej w rocznicę "Solidarności"

wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2891373.html




Rozmawiał w Brukseli Robert Sołtyk 30-08-2005, ostatnia aktualizacja 29-08-
2005 18:00

Przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Barroso mówi "Gazecie", jak
polski ruch wolnościowy może inspirować Europę i że Białoruś "również podąży
drogą ducha dziejów w Europie"

Robert Sołtyk: Jako szef Komisji Europejskiej przyjeżdża Pan do Gdańska na
obchody 25-lecia "Solidarności". Pamięta Pan sierpień 1980 roku i strajk w
Stoczni Gdańskiej? Śledził Pan te wydarzenia?

José Manuel Barroso: Pamiętam je bardzo dobrze. Byłem wówczas studentem na
uniwersytecie w Genewie. Z moimi kolegami, Markiem Śliwińskim i Pawłem
Dębińskim, dyskutowaliśmy o tym, co się dzieje w Stoczni. Na wydziale nauk
politycznych gorączkowo potem rozmawialiśmy o Polsce. Jako zaangażowani
analitycy byliśmy przekonani, że Polsce się uda. Nawet gdy nastał Jaruzelski
i rządy autorytarne, widać było, że Polacy potrafią stawić opór.

Dobrze rozumiałem waszą sytuację, bo życie pod dyktaturą to było także moje
osobiste doświadczenie

Na ile droga polskiej "Solidarność" była podobna do wychodzenia spod
dyktatury w Portugalii?

- Reżimy były oczywiście inne, ale mój kraj także zaczął się cieszyć z
demokracji, dopiero gdy miałem 18 lat. Gdy byłem młodszy, nie mogłem czytać
pewnych książek, a nawet słuchać pewnej muzyki, bo były zakazane. Dlatego tak
jak Polacy przywiązuję wielką wagę do idei wolności. Jej znaczenie mogą
docenić tylko ludzie, którzy wolności nie mieli.

Ale jak głosił ruch "Solidarność" - nie ma wolności bez solidarności. I tu
jest pole do inspiracji dla Europy, zwłaszcza teraz, gdy grożą nam narodowe
egoizmy. W Unii Europejskiej są kraje i regiony, które mają dużo niższy
poziom rozwoju. By wspólny rynek działał, potrzeba wysiłku solidarności.
Dlatego właśnie Komisja Europejska naciska na jak najszybsze przyjęcie
wspólnego budżetu UE na lata 2007-13, w którym zaplanowane są pieniądze na
rozwój tych regionów.

Będę dziś rozmawiał w Budapeszcie z premierami Grupy Wyszehradzkiej, jak
znaleźć teraz kompromis budżetowy, którego nie udało się osiągnąć na szczycie
w Brukseli w czerwcu. Bardzo doceniam wysiłek nowych państw podczas tamtego
szczytu. Postawa premiera Polski, Węgier i innych wywarła na mnie wielkie
wrażenie [by doprowadzić do zgody w sprawie budżetu Unii, Marek Belka, a za
nim inni szefowie nowych państw, wyrazili gotowość poświęcenia części
należnych nam pieniędzy; premier Tony Blair jednak tę ofertę odrzucił,
domagając się cięć wydatków na rolnictwo - red.]. To była wielka lekcja
europejskiego ducha.

Wierzy Pan, że Unia pod przewodnictwem Blaira będzie miała swój budżet do
końca tego roku?

- Blair zapewnił mnie osobiście, że jako przewodniczący Rady Unii zrobi, co
może, by osiągnąć kompromis. Mam nadzieję, że przekona do tego premiera
Wielkiej Brytanii (śmiech).

Gdy każdy dokona wysiłku, kompromis jest możliwy. Budżet UE to niezwykle
pilna sprawa, zwłaszcza dla państw najuboższych. Bo są pewne wydatki z kasy w
Brukseli, których można dokonać automatycznie, np. na dopłaty rolne. Ale na
pomoc regionalną tego zrobić nie można - by wydać wspólne pieniądze,
potrzebna jest nowa podstawa prawna, na którą muszą się zgodzić wszystkie
kraje członkowskie.

Ideą "Solidarności" było także otwarcie granic w Europie. Dziś można już po
niej jeździć bez przeszkód. Ale na rynku pracy, z wyjątkiem kilku państw,
nadal są bariery. Czy jako szef Komisji będzie Pan przekonywał kraje starej
Unii, by zniosły w 2006 r. ograniczenia wobec pracowników z nowych państw?

- Okresy przejściowe ograniczające swobodę zatrudnienia zostały uzgodnione w
umowach członkowskich, więc jako Komisja nie możemy niczego żądać. Jesteśmy
jednak za tym, by ograniczenia znikły najszybciej jak tylko to możliwe. Bo
żadnego zalewu na rynku pracy nie było i nie będzie. Klauzule ochronne
zastosowano także, gdy do Unii wchodziły Portugalia i Hiszpania. I okazały
się zbędne! Bano się np., że Hiszpanie zaleją Niemcy. I co? Więcej Niemców
przyjechało do pracy w Hiszpanii niż odwrotnie! Jestem pewien, że Polska i
inne nowe kraje bardzo się rozwiną w najbliższych pięciu, dziesięciu latach i
ludzie będą woleli zostać u siebie.

Ponad rok po rozszerzeniu Unii mogę oświadczyć: to był wielki sukces. I teraz
jesteście na jak najlepszej drodze do euro i zniesienia kontroli granicznych
na mocy umów z Schengen. W Brukseli kłopoty, jakie mieliśmy, odkąd zostałem
szefem Komisji, nie były akurat z nowymi krajami członkowskimi. Wręcz
przeciwnie - wasz wkład był jak najbardziej konstruktywny. To mit, że
rozszerzanie Unii zagraża postępom integracji europejskiej.

Czy 3 października, jak planowano, zaczną się negocjacje o wejściu do Unii
Turcji? W Brukseli odbywa się właśnie przeciw temu demonstracja.

- Komisja Europejska przygotowała projekt dokumentu do negocjacji z Turcją.
To do państw Unii należy teraz decyzja. Dotąd żaden kraj nie dał znaku, że
chciałby opóźnić start rozmów.

"Solidarność" zapisała się w historii Europy także dzięki pamiętnemu
przesłaniu do innych narodów byłego Związku Radzieckiego. My dziś z
niepokojem patrzymy na tłumienie wolności na Białorusi przez tamtejszy reżim
Łukaszenki, prześladowania mniejszości polskiej. Jak reaguje na to Bruksela?

- Wolność jest wartością uniwersalną i Unia Europejska powinna ją promować
poza swymi granicami. To, co się dzieje na Białorusi, nas dotyka i w pełni
rozumiem, dlaczego jest to ważne dla Polski. Mam nadzieję, że także Białoruś
podąży drogą wytyczoną przez ducha dziejów w Europie. Drogą wolności i
solidarności
Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie
Pełna wersja