A JEDNAK SIĘ KRĘCI...

08.09.05, 21:19
Spółdzielczość nie ma w Polsce dobrej opinii i wciąż jest traktowana jako
kłopotliwe dziedzictwo PRL-u. Tymczasem część dawnych spółdzielni odnalazła
się w nowym ustroju. Przed laty placówki z logo Samopomoc Chłopska istniały
niemal w każdej gminie. Dziś jest ich zdecydowanie mniej, jednak wciąż
działają i radzą sobie z silną konkurencją – informuje „Rzeczpospolita”.
Przed 1989 r. w Polsce działało około 1900 gminnych spółdzielni. W ciągu
minionych 15 lat ich liczba zmniejszyła się o jedną trzecią. Sytuacja
spółdzielni jest różna i zależy w dużej mierze od regionu kraju, w którym
działa spółdzielnia. Do wyróżniających się należą spółdzielnie z Wielkopolski
i Śląska.
Z powodzeniem radzi sobie np. Gminna Spółdzielnia w Jeleśni w Beskidzie
Żywieckim. Zatrudniająca obecnie blisko 140 osób firma w 2003 r. miała 19,5
mln zł przychodów, w ubiegłym wzrosły one o 500 tys. zł. Zyski netto w
ostatnich dwóch latach wahały się w granicach 300-400 tys. zł. Spółdzielnia
zajmuje się m.in. handlem (posiada kilkanaście sklepów
spożywczo-przemysłowych), produkcją (własna piekarnia) oraz gastronomią.
Prezes przedsiębiorstwa Małgorzata Seremak, szczególnie chwali się Starą
Karczmą. W restauracji tej podawane są potrawy regionalne, takie jak:
kwaśnica, prażuchy ze spyrkami czy suropiek jeleśniański. Ewenementem jest zaś
sama restauracja, która mieści się w domostwie z XVIII w., będącym zabytkiem
klasy zerowej. Wkrótce obok Starej Karczmy stanie trzygwiazdkowy spółdzielczy
hotel z 70 miejscami noclegowymi.
Z kolei GS w Mogilnie swego czasu należał do największych tego typu zakładów w
Polsce. Pracę w nim miało przeszło 600 osób. Spółdzielnia posiadała również 70
własnych lokali handlowych i klubów rolnika, własną mieszalnię pasz. Dziś
spółdzielnia zarabia na pieczeniu ciast i pieczywa.
Dobrze wiedzie się też GS w Lubaniu na Dolnym Śląsku. Przez ostatnie dwa lata
firma była na plusie. Co prawda, w 2004 r. zyski netto były ponad dwukrotnie
niższe niż w poprzednim sezonie, bo wyniosły 130 tys. zł, ale za to przychody
podskoczyły o jedną piątą (2003 r. - 3,5 mln zł, 2004 r. - 4,2 mln zł).
Osoby zarządzające gminnymi spółdzielniami mają problemy pozaekonomiczne.
Wynikają one ze sposobu postrzegania ich działalności. Mają obawy, że nazwa GS
może odstręczać klientów. Dlatego niektóre z nich, jak na przykład Gminna
Spółdzielnia w Jeleśni, zmieniają nazwy.
My natomiast przy okazji przypominamy, że polska spółdzielczość ma korzenie
znacznie dłuższe niż początki PRL-u. Sięgają one XIX wieku, a żywiołowy rozwój
inicjatywy takie przeżywały w dwudziestoleciu międzywojennym. I w nowej,
kapitalistycznej Polsce, tym bardziej potrzebne są takie formy wykraczania
poza logikę wąsko pojętego rynku, zysku i efektywności oraz koncentracji
własności prywatnej.
Pełna wersja