witomir
21.09.05, 11:21
W zbliżających się wyborach parlamentarnych Redakcja „Obywatela” nie udziela
poparcia żadnej partii politycznej. Popieramy jednak kilka konkretnych osób
startujących z różnych list wyborczych. Wzywamy także do głosowania przeciwko
liberałom z Platformy Obywatelskiej.
Nie pokładamy zbyt dużych oczekiwań w wynikach tych czy innych wyborów.
Po pierwsze, zdajemy sobie sprawę, że istnieje wiele strukturalnych i
instytucjonalnych przeszkód w podejmowaniu wartościowych decyzji i działań
przez osoby wybrane do parlamentu. Polityka nie funkcjonuje w próżni – wpływa
na nią sfera biznesowa, różne lobby, ścierające się interesy grup społecznych
itp. Również Polska nie funkcjonuje w próżni – dążenia i zamiary polskich
polityków są ograniczane przez sytuację międzynarodową, aspekty geopolityczne,
umowy i traktaty o charakterze politycznym, gospodarczym i militarnym. Z tego
powodu nawet najlepsi i najmądrzejsi politycy często nie są w stanie – mimo
szczerych chęci – zrealizować swoich zamierzeń.
Po drugie, ponieważ traktujemy parlament zaledwie jako „końcówkę”
społeczeństwa. Nie wierzymy w zbawców i cudotwórców, którzy mocą kilku
interpelacji lub jednej ustawy rozwiążą palące problemy społeczne. Zdrowe
państwo nie składa się ze wspaniałych aktywnych posłów i senatorów oraz
zwykłych ludzi – beneficjentów ich mądrej polityki. Składa się natomiast z
gęstej „sieci” inicjatyw społecznych, zróżnicowanych pod względem poruszanej
tematyki, pochodzenia społecznego uczestników, zakresu i miejsca działania
itp. To właśnie takie inicjatywy tworzą strukturę, w której politycy mogą
funkcjonować sprawnie, znajdując wsparcie i inspirację. Ale jednocześnie –
będąc przez owe aktywne społeczeństwo kontrolowanymi. Bez istnienia
zorganizowanego społeczeństwa, oddolnie i niezależnie dbającego o własne
interesy i o dobro wspólne, działalność na szczeblu parlamentu może być
skuteczna tylko w ograniczonym zakresie, z racji nieistnienia zarówno
wsparcia, jak i kontroli nad klasą polityczną i jej poszczególnymi
reprezentantami. Zorganizowane społeczeństwo znajduje się w Polsce w
powijakach i dlatego nie wierzymy, aby sam wybór nawet najlepszych posłów i
senatorów mógł diametralnie odmienić rzeczywistość w perspektywie jednej
kadencji parlamentarnej.
Przy wszystkich tych zastrzeżeniach, niemądre i fałszywe wydaje się nam jednak
stwierdzenie, że nie ma znaczenia, kto będzie reprezentantem społeczeństwa w
parlamencie. Choć posłowie i senatorowie nie są wszechmocni, to jednak od ich
postaw i dążeń zależy przynajmniej część istotnych zagadnień życia
publicznego. Dlatego też ma znaczenie skład parlamentu wyłonionego w wyborach
– czy większość stanowić będą w nim np. zwolennicy skrajnego wolnego rynku,
czy też modelu bardziej socjalnego; czy zdominują parlament lobbyści
zagranicznego wielkiego biznesu, czy też reprezentanci drobnych rodzimych
przedsiębiorstw; czy więcej będzie osób popierających inwestycje w ekologiczny
transport publiczny, czy też w ławach parlamentu zasiądą ludzie wydający lekką
rączką miliardy budżetowych złotych na generowanie wylewania asfaltu, emisji
spalin i potęgowania skutków wypadków samochodowych. Dlatego uważamy, że warto
wziąć udział w wyborach i głosować tak, aby stronnictwa i osoby możliwie
najlepsze z obywatelskiego punktu widzenia – choćby na zasadzie „mniejszego
zła” – miały jak najsilniejszą pozycję w Sejmie i Senacie.
Z partii startujących w tegorocznych wyborach żadna nie zasługuje zdaniem
Redakcji „Obywatela” na całościowe poparcie. Świadczą o tym zarówno konkretne
działania z przeszłości, sposób prowadzenia kampanii wyborczej, elementy
programu czy skład personalny – przykładów jest wiele i nie będziemy się nimi
w tym miejscu zajmowali. Dlatego nie wskazujemy żadnej konkretnej partii,
którą naszym zdaniem należy poprzeć.
Uważamy natomiast, że Polsce grozi ogromne niebezpieczeństwo, jakim jest
perspektywa kilkuletnich rządów – samodzielnie lub w koalicji – Platformy
Obywatelskiej. Jest to ugrupowanie, którego program i poglądy liderów
przesycone są skrajnym liberalizmem gospodarczym. PO promuje rozwiązania
wpisujące się w neoliberalny schemat, który owocuje bardzo negatywnymi
następstwami w skali świata od lat kilkudziesięciu, a w Polsce od kilkunastu.
Polityka neoliberalna oznacza faworyzowanie wielkiego biznesu, promowanie
prymitywnej koncepcji człowieka jako homo oeconomicus, sprowadzanie oglądu
stanu społeczeństwa do wyników pomiaru PKB, generowanie rozwarstwienia
materialnego i rosnącej biedy znacznej części społeczeństwa, prywatyzację
dużej i wciąż zwiększającej się części majątku narodowego, dewastację
środowiska naturalnego i wyczerpywanie się zasobów naturalnych, wzrost skali
patologii społecznych. Społeczne skutki neoliberalizmu są szczegółowo opisane
w literaturze przedmiotu (wielokrotnie pisaliśmy o nich na łamach
„Obywatela”

, a także widoczne gołym okiem.
Liderzy PO i znaczna część szeregowych działaczy tego ugrupowania to ludzie
znani w Polsce z negatywnych skutków poczynań ich wcześniejszych partii –
Kongresu Liberalno-Demokratycznego (słusznie nazwanego przez opinię publiczną
„aferałami”

i Unii Demokratycznej, później połączonych w Unię Wolności. To
właśnie te ugrupowania prowadziły w Polsce skrajnie nieodpowiedzialną i
szkodliwą politykę społeczno-gospodarczą, zgodną ze standardami neoliberalizmu
i tendencjami globalizacyjnymi. Skutki w postaci choćby ogromnych obszarów
biedy, wykluczenia społecznego setek tysięcy osób, kilkumilionowego
bezrobocia, ogromnej skali patologii itp. – widoczne są mimo zmasowanej
„propagandy sukcesu” w wykonaniu wielkich mediów.
PO jest partią szkodliwą nie tylko z gospodarczego i społecznego punktu
widzenia. Mimo „sanacyjnej” otoczki, liderzy tego ugrupowania mają znaczący
udział w zablokowaniu w Polsce gruntownych posunięć umożliwiających likwidację
patologii systemowych i personalnych. Najbardziej wymowna – a przy okazji
wyraźnie kontrastująca z hasłami wyborczymi – jest tu postawa Donalda Tuska i
Jana Marii Rokity w sprawie ujawnienia agentów komunistycznych służb
specjalnych oraz udział obecnych liderów PO w faktycznym zamachu stanu, jakim
było odwołanie prolustracyjnego rządu Jana Olszewskiego w roku 1992.
Obecną Polskę – kraj biedy i bezrobocia, kraj Rywina i Michnika, kraj
niedożywionych dzieci i milionów złotych wydanych na okupację Iraku –
zawdzięczamy m.in. liderom i szeregowym członkom Platformy Obywatelskiej.
Perspektywa czteroletnich rządów tego ugrupowania to jedno z najgorszych
nieszczęść, jakie może się przydarzyć Polsce i jej obywatelom. Apelujemy więc
o udział w wyborach i do głosowania tak, aby powstrzymać marsz PO do władzy.
Na pytanie, na kogo w takim razie głosować – nie udzielimy jednak precyzyjnej
odpowiedzi, z ww. przyczyn. Możemy natomiast wskazać, jakie nurty polityczne
Redakcja „Obywatela” uważa za pozytywne, jakie zaś za negatywne z punktu
widzenia wartości, które promujemy na łamach naszego pisma od 5 lat. Być może
nasi Czytelnicy uznają to za pomocną wskazówkę w nadchodzących wyborach
parlamentarnych.
Do nurtów o mniej lub bardziej negatywnym charakterze zaliczamy – oprócz wyżej
opisanego (neo)liberalizmu gospodarczego – także:
– postkomunistów – czyli te formacje polityczne, które pod względem
biograficznym, światopoglądowym, finansowym etc. są uwikłane w związki z
Polską Rzeczpospolitą Ludową. Choć daleko nam do standardowego antykomunizmu
polskiej prawicy, która nie dostrzega przyczyn triumfu realnego socjalizmu
(główną z nich było wszak „przehandlowanie” Polski przez naszych zachodnich
„sojuszników”

, to jednak nie uważamy, aby tzw. Polska Ludowa i jej
budowniczowie zasług