ignorant11
15.10.05, 03:45
Sława!
Rząd nad rządami
Tygodnik "Wprost", Nr 1193 (16 października 2005)
www.wprost.pl/ar/?O=81753
Organizacje pozarządowe stały się największym hamulcem XXI wieku
Jan Winiecki
Prezydent Republiki Czeskiej Vaclav Klaus - typowy liberał i eurosceptyk -
przejechał się po tzw. organizacjach pozarządowych (angielski skrót NGOs).
Zostało to uznane za szokujący polityczny nietakt, gdyż owe organizacje
stanowią część "postępowego" pejzażu naszej zniekształcanej przez polityczną
poprawność zachodniej cywilizacji. Tymczasem Klaus ma rację, bowiem NGOs,
kierując się swoimi ideologiami, a nierzadko ignoranckimi obsesjami,
zawłaszczyły prawem kaduka (bo nie reprezentują właściwie nikogo!) prawo
orzekania o tym, co dobre, a co złe, wywierając - najczęściej szkodliwy -
wpływ na rządy. Lepsze czy gorsze, ale jednak demokratycznie wybierane...
Przyjrzyjmy się więc temu - skądinąd na ogół życzliwie przyjmowanemu -
zjawisku. Ta aprioryczna życzliwość bierze się na ogół stąd, że społeczeństwo
traktuje owe stowarzyszenia jako emanację rozmaitego rodzaju pożytecznych
organizacji, towarzyszących naszej cywilizacji i wypełniających przestrzeń
społeczną między jednostką a władzą publiczną. Wszystkie te towarzystwa
oświatowe, zawodowe, towarzystwa budowy dróg czy ogródków jordanowskich,
towarzystwa przyjaciół miasta, rzeki czy regionu, towarzystwa sportowe,
filatelistyczne i inne to wynik pasji społecznikowskich obywateli. Służą
realizacji ważnych ogólnospołecznie czy lokalnie celów, a przynajmniej tworzą
możliwości ciekawego i pożytecznego spędzania wolnego czasu. Działania owych
stowarzyszeń są jednoznacznie pozytywne. Na ogół mają na celu budowanie, a
nie niszczenie, poszerzanie rzetelnej wiedzy, a nie fasadową propagandę,
budowanie "małych wspólnot", a nie podkopywanie zaufania. Ale czy takie
organizacje jak - powiedzmy - Greenpeace rzeczywiście budują cokolwiek
pożytecznego w przestrzeni publicznej?
Organizacje błahe
Pół biedy, jeśli jakieś organizacje pozarządowe zajmują się dyrdymałami,
skierowując w ten sposób ludzką energię i nasze - podatników - pieniądze na
realizację błahych celów. Przed naszym wejściem do UE usłyszałem, że
organizacja pod nazwą bodaj "Zobaczyć człowieka!" zorganizowała "referendum"
wśród bezdomnych, czy chcą, żeby Polska weszła do Unii Europejskiej.
Następnie dumnie doniosła w jakimś radiu, że ogromna większość biedoty
zapytanej w jadłodajni była za.
Niemal jednocześnie jakaś inna NGOs zorganizowała unijne "referendum" w
jednym z polskich więzień (znów zapewne za nasze pieniądze!) i okazało się,
że w kiciu jest jeszcze więcej zwolenników unii. Nie bez racji zresztą, bo w
ramach politycznie poprawnego zidiocenia w zachodniej Europie wydaje się
więcej pieniędzy na uprzyjemnianie życia kryminalistom niż na kształcenie
studentów. Wydatki publiczne na jednego więźnia są w Anglii o 15-20 proc.
wyższe niż na jednego studenta!
Organizacje szkodliwe
W okresie międzywojnia i do upadku komunizmu używano na Zachodzie
terminu "organizacje frontu komunistycznego". Oznaczało to organizacje
formalnie nie identyfikowane z partiami komunistycznymi, ale faktycznie
realizujące cele ogólnej sowieckiej strategii podkopywania Zachodu. Mam na
myśli różne kongresy "postępowych intelektualistów" w obronie pokoju, ruchy
pacyfistyczne, zwłaszcza te domagające się jednostronnego rozbrojenia
Zachodu, i inne podobne organizacje. Ich działania propagandowe realizowały
cele sowieckie na Zachodzie, destabilizowały państwa zachodnie i oddziaływały
różnymi kanałami na politykę ich rządów. Wiele dzisiejszych NGOs pasuje
doskonale do tej właśnie formuły. Chociaż działają w różnych obszarach życia
społecznego i nie mają sterującego centrum, łączy je jedno: nienawiść do
naszej zachodniej cywilizacji. NGOs popierają władzę scentralizowaną, bo
tylko wtedy mogą mieć szanse na przeforsowanie swoich "jedynie słusznych"
(jak w każdym totalitaryzmie) idei. Inaczej bowiem trzeba by te idee poddać
pod głosowanie!
Chcą nie tylko kontroli i zakazów, wynikających z ich patologicznych
ideologii czy ignoranckich fobii, ale także nakazów, charakterystycznych dla
komunistycznej inżynierii społecznej. Chcą narzucić odchylenia od normy jako
równoprawne standardy cywilizacyjne. A wszystko to robią za pieniądze
podatników, których poglądy są najczęściej radykalnie odmienne. W realizacji
swoich antyzachodnich celów posługują się często typowo totalitarną
propagandą: fałszowaniem prawdy, zmyśleniami, które powtarzane wielokrotnie
mają odnieść wiadomy skutek. I Żdanow, i Goebbels uczyli swoich
adherentów: "Kłamcie, kłamcie, zawsze coś z tego w pamięci zostaje!".
W 2003 r. Greenpeace opublikował w londyńskich gazetach rzekomy dowód na
topnienie lodów na Svalbardzie, zamieszczając dwa zdjęcia: z 1918 r. i z 2002
r. To ostatnie oczywiście pokazujące znacznie niższe lodowce niż niegdyś. Po
kilku dniach odezwali się norwescy uczeni pracujący na Svalbardzie,
wyjaśniając, że poszczególne lodowce topnieją i przyrastają na zmianę.
Dołączyli zdjęcia z ostatnich lat, pokazujące inne lodowce z tej wyspy, które
w tym samym czasie akurat znacznie urosły. Zamiast przeprosić, złapany na
kłamstwie brytyjski "grinpicer" oświadczył bezczelnie, że oni chcieli
zilustrować sytuację nie na Svalbardzie, tylko na całym świecie.
Bodaj w tym roku wiosną mieliśmy podobny przypadek w Polsce. Inni
ekowojownicy (ze Światowego Funduszu Przyrodniczego - WWF) obwieścili w
prasie, że Bałtyk jest coraz bardziej zatruty, zwłaszcza szkodliwymi
związkami metali, które odkładają się w rybich organizmach - a następnie w
naszych, gdy zjadamy morskie ryby. I znowu na katastroficzną propagandę
zareagowali naukowcy z instytutu badającego stan Bałtyku. Powołując się na
wyniki regularnego monitoringu, stwierdzili, że wypowiedzi prasowe ludzi z
WWF są nieprawdziwe, podając dane pokazujące, że sytuacja jest stabilna lub
wręcz się poprawia.
I co? Oddział WWF ogłosił, że im właściwie nie chodziło o Bałtyk, tylko
chcieli zwrócić uwagę na pogarszającą się sytuację na świecie. Mało kto czyta
dementi naukowców, ale wielu zapamięta kłamstwa powtarzane przez prasę. I
może uda się dzięki temu zainspirować jakichś parlamentarnych matołów, by
wprowadzili taki lub inny zakaz lub nakaz.
Powrót śmierci
Podałem dwa przykłady identyczne co do obszaru działania i mechanizmu
szerzenia atmosfery strachu w społeczeństwie. A przecież wojna psychologiczna
z cywilizacją zachodnią toczy się na różnych frontach. Także wolności
obywatelskich. Ostatnio do tego frontu dołączyła Amnesty International, w
której też górę wzięli ludzie najwyraźniej nienawidzący Zachodu, kapitalizmu,
a Ameryki w szczególności.
Ostatni raport tej organizacji najwięcej miejsca poświęca Sudanowi i... USA w
aspekcie naruszania praw człowieka. Ani słowa o międzynarodówce muzułmańskich
oszołomów przeprowadzającej akcje terrorystyczne na całym świecie. No i
marginalne tylko wzmianki o komunistycznych Chinach prowadzących ludobójczą
politykę w Tybecie, o Rosji uprawiającej podobną politykę wobec Czeczenii, że
o takich krajach jak Korea, Kuba czy Birma nie wspomnę.
Wiarygodność AI, przyrównującej obozy dla złapanych z bronią w ręku
terrorystów do sowieckich gułagów, gdzie zginęło kilka dziesiątków milionów
ludzi, jest dla mnie tak samo zerowa jak wiarygodność Greenpeace czy WWF.
Jeśli organizacje te ogłaszają cokolwiek, to można a priori przyjąć, że jest
to albo bzdura, albo kłamstwo.
Efektami działań NGOs na świecie są miliony zgonów spowodowane niedożywieniem
bądź chorobami. To różne organizacje ekologiczne domagały się zakazu używania
środka owadobójczego DDT, zmiękczającego ponoć skorupki jaj składanych przez
niektóre ptaki drapieżne. I udało się ten zakaz przeforsować. Być może ptakom
drapieżnym to w czymś