Jan Pawel II w oczach wladz PRL

16.10.05, 03:30

Sława!
Jan Pawel II w oczach wladz PRL

serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,2969122.html


Piotr Lipiński 14-10-2005 , ostatnia aktualizacja 14-10-2005 21:40

Czym był wybór Karola Wojtyły na papieża 27 lat temu? Dla przywódców PZPR i
PRL przede wszystkim triumfem narodu polskiego "budującego w jedności i
współdziałaniu wszystkich obywateli wielkość i pomyślność swej
socjalistycznej ojczyzny" - pisze Piotr Lipiński

- O rany boskie! - podobno zakrzyknął Edward Gierek, kiedy usłyszał o wyborze
kardynała Karola Wojtyły na papieża. Po tym szoku miał powiedzieć do żony: -
To wielkie wydarzenie dla narodu polskiego i duże komplikacje dla nas.

Tą anegdotą otwierają książkę "Wizyta Jana Pawła II w Polsce w 1979 r.
Dokumenty KC PZPR i MSW" autorzy wstępu i opracowania Andrzej Friszke i
Marcin Zaremba.

W książce tej interesujące są i same dokumenty, i opisywany przez historyków
kontekst historyczny. Co szczególnie rzuca się w oczy, opisywany nie tylko na
podstawie dokumentów, ale też własnych, ówczesnych przeżyć - czuć to
zwłaszcza, kiedy autorzy piszą o atmosferze towarzyszącej pierwszej
pielgrzymce Papieża do Polski w 1979 r.

Świat, który przypominają, wydaje się dziś mocno abstrakcyjny. To świat, w
którym Służba Bezpieczeństwa fałszowała broszurę z kazaniami Prymasa Stefana
Wyszyńskiego, wkładając w jego usta pochwałę socjalizmu. To świat, w którym
Karol Wojtyła uchodził w oczach władzy za "awanturnika-intelektualistę" i za
karę zamieniano mu paszport dyplomatyczny na zwykły, turystyczny. I świat, w
którym po wyborze Jana Pawła II przywódcy partii komunistycznej podczas
swoich wewnętrznych narad poprawiali sobie samopoczucie karkołomną tezą, że
już lepiej pozbyć się Karola Wojtyły do Watykanu, niż mieć z nim kłopoty w
Polsce.

Zaraz jednak pojawił się problem - czy I sekretarz KC PZPR, Edward Gierek,
powinien wysłać depeszę gratulacyjną? Depeszę wysłał, bo wcześniej napisał
gratulacje dla polskich piłkarzy, którzy zremisowali z Niemcami - nie
wypadało więc pominąć Polaka-Papieża. Gierek, przewodniczący Rady Państwa
Henryk Jabłoński i premier Piotr Jaroszewicz skreślili więc słowa o wyborze
jako triumfie narodu polskiego "budującego w jedności i współdziałaniu
wszystkich obywateli wielkość i pomyślność swej socjalistycznej ojczyzny".

Polscy przywódcy komunistyczni stali na straconej pozycji w "starciu" z
Papieżem. I to już nawet pomijając aspekty etyczne czy moralne - przegrywali,
praktycznie walkowerem, przez swój język: pozbawiony treści i zwyczajnie
nudny. Jak ten fragment z tez dla Edwarda Gierka do planowanej rozmowy z
kard. Stefanem Wyszyńskim: "Kontekst polityki światowej ożywił nadzieje sił
rewizjonistycznych i odwetowych na przekreślenie wyników agresywnej wojny
hitlerowskiej. Nadzieje te wstępnie nabierają kształt postulatu zjednoczenia
Niemiec, ale nauki historii są dostatecznie wymowne i jednoznaczne".

Wysportowany - zakazany

Niektórzy do dziś pamiętają, że telewizja pielgrzymkę papieską pokazywała w
dziwny sposób - jakby w niej uczestniczyło mało osób, na dokładkę głównie
starszych. Dokumenty potwierdzają ówczesne zalecenia cenzury: podczas
transmisji z uroczystości pomijano tłumy - kamery koncentrowały się na
Papieżu, księżach, zakonnikach, starszych ludziach. Podobnie wyglądały
fotografie publikowane w prasie.

Czasami powód ingerencji cenzury jest jednak niejasny - czemu z "Przeglądu
Sportowego" wycięto zdania: "papież okazał się wytrawnym znawcą sportu i jego
prawdziwym entuzjastą" oraz "grywa w tenisa, ćwiczy na cykloergometrze"? Czy
chodziło o zbyt dobry wizerunek Jana Pawła II? Być może - dbanie o tężyznę
fizyczną kłóciło się z wizerunkiem nalanych twarzy dygnitarzy partyjnych.

Choć zgodnie z zaleceniami prasa, radio i telewizja skupiały się na
eksponowaniu "dewocji", to jednocześnie państwo zawłaszczyło handel
dewocjonaliami - mówiąc po prostu, na Papieżu zamierzało zarobić. Wydano
albumy, monety, znaczki pocztowe, na wszystkim tym zamierzano zarobić mniej
więcej 27,5 mln dolarów - sprzedając te artykuły m.in. w peweksach, gdzie
klienci płacić musieli dewizami lub tzw. bonami. Jednocześnie wycięto
kościelną konkurencję, skutecznie blokując przydziały dodatkowego papieru.

Partia studiuje żywot świętego

Pierwszą pielgrzymkę poprzedził targ o jej termin, mający podłoże
ideologiczne. W maju 1979 r. Kościół zamierzał obchodzić jubileusz 900-lecia
śmierci św. Stanisława ze Szczepanowa, rozsiekanego po zatargu z królem
Bolesławem Śmiałym, i na uroczystości te zaprosić Papieża. Aparat partyjny
rozpoczął studia nad życiorysem św. Stanisława i uznał się w pewnym sensie za
spadkobiercę Piastów. Biskup jest symbolem sporu władzy państwowej i
kościelnej - jego osoba może więc propagandowo zaszkodzić socjalistycznej
Polsce.

Dokumenty potwierdzają nagłe studia historyczne towarzyszy z Komitetu
Centralnego. Tow. tow. Stanisław Kania i Emil Wojtaszek pouczali Kazimierza
Szablewskiego, który kierował zespołem ds. kontaktów z Watykanem, jak
prowadzić w Rzymie rozmowę z kard. Casarolim i sekretarzem papieskim ks.
Dziwiszem: „W sprawach konfliktu Szczepanowskiego z królem posługujcie się
książką Jasienicy »Polska Piastów « (str. 104). Zaznaczcie, że autor był
człowiekiem dalekim od socjalizmu i dlatego nie można posądzać go o
prezentowanie poglądów na zamówienie władzy”.

W tezach do rozmowy Edwarda Gierka z kard. Stefanem Wyszyńskim
zanotowano: "Kardynał Wojtyła miał osobisty stosunek do kultu św. Stanisława;
jednakże nawet fakt, że jest dzisiaj Papieżem, nie daje szans, by kult św.
Stanisława zyskał wymiar uniwersalny. Cień szansy na to, by na czas pewien
przestał być kultem partykularnym polskiego zaścianka, a zaprzątnął uwagę
opinii światowej - mogą stworzyć tylko kontrowersje polityczno-propagandowe.
Czy to jest racjonalne? Czy nie słuszniej byłoby, aby mający wymiar
uniwersalny kult maryjny związany z Częstochową był okazją do wizyty papieża
w Polsce, Papieża - Polaka?"

Zabawnie zapewne brzmiały namowy I sekretarza partii, aby Kościół eksponował
kult maryjny. W gruncie rzeczy jednak chodziło po prostu o odwleczenie wizyty
Papieża. Tezy mówiły dalej:

"Dlatego też wysuwając zastrzeżenia do przyjazdu papieża z okazji 900.
rocznicy biskupa Szczepanowskiego powiedzieliśmy, że popieramy inną
propozycję Episkopatu w sprawie zaproszenia papieża na jubileusz 600-lecia
Jasnej Góry w 1982 r.".

W końcu jednak władze zgodziły się na 1979 r. - Watykan ustąpił w sprawie
daty, Papież przyleciał nie w maju, ale 2 czerwca.

Euforii nie zanotowano

Jak bardzo ideologia mogła przyćmić rzeczywistość, świadczą "Wstępne tezy do
oceny wizyty Papieża opracowane w KC PZPR przed 10 czerwca 1979 r.". Zapisano
w nich m.in.:

"1. Według partyjnych ocen - zainteresowanie wizytą papieża jest w
społeczeństwie znacznie mniejsze niż oczekiwano. O sprawach związanych z
wizytą i jej przebiegiem dyskutuje się rzeczowo i spokojnie. Jak ocenia się w
KW, na tę atmosferę wpłynęło m.in. godne przyjęcie papieża przez władzę i
społeczeństwo, a także transmisje telewizyjne.

2. Ludność witająca papieża na trasach przejazdu zachowuje się spokojnie,
witając gościa oklaskami i niekiedy okrzykami »Niech żyje! «. Nie notuje się
w zasadzie euforii, klękania itp. Nie dochodzi do zatrzymywania
samochodu, »przerywania szpaleru «, mimo nawoływania do tego przez tuby.
Większość ludzi rozchodzi się w boczne ulice po przejeździe papieża.

3. Ocenia się, że dekoracja obiektów sakralnych, terenów przykościelnych, a
także budynków i mieszkań prywatnych jest dużo skromniejsza niż oczekiwano -
stwierdza się nawet, że skromniejsza niż w okresie innych uroczystości i
świąt kościelnych. Zwraca uwagę niewielka liczba okolicznościowych ha
Pełna wersja