Kto chciał zabić Papieża

16.10.05, 03:34
Sława!
Kto chciał zabić Papieża

serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,2968809.html


Sędzia Imposimato: - To, że Papież nie zginął, było dla KGB klęską. Dopiero
co nie udał mu się zamach na Wałęsę, a Papież nie dość, że przeżył, to
jeszcze stał się legendą dla całego świata, również komunistycznego. Zamiast
go wyeliminować, tylko go wzmocnili. Na zdjęciu ranny Jan Paweł II, pl. św.
Piotra, 13 maja 1981 r.
Fot. AP




Ferdinando Imposimato 14-10-2005 , ostatnia aktualizacja 14-10-2005 20:07

To bułgarscy szpiedzy w służbie KGB przygotowali zamach na Jana Pawła II, a
wcześniej szykowali zamach na Lecha Wałęsę. Mieli nawet taki plan, by obaj -
Papież i przywódca "Solidarności" - zginęli razem w Rzymie w styczniu 1981
roku. A dokonać tego miał ten sam człowiek, który cztery miesiące później
naprawdę strzelał na placu św. Piotra - Ali Agca - mówi włoski sędzia
Ferdinando Imposimato, który prowadził śledztwo w sprawie zamachu na Jana
Pawła II

Jarosław Mikołajewski: Kiedy zajął się Pan dochodzeniem w sprawie zamachu na
Jana Pawła II?

Ferdinando Imposimato: W chwili gdy z zamachem tym skrzyżowało się zupełnie
inne prowadzone przeze mnie dochodzenie - dotyczące uprowadzenia i zabójstwa
Aldo Moro wiosną 1978 r.

Co te dwie sprawy mają ze sobą wspólnego?

- Niektórzy terroryści z Czerwonych Brygad, który brali udział w zabójstwie
Moro i - później, w 1981 r. - w porwaniu amerykańskiego generała Lee Doziera,
zaczęli współpracować z włoskim wymiarem sprawiedliwości. Zeznając,
opowiedzieli między innymi o swoich kontaktach z agentami służb specjalnych z
bloku wschodniego. Jeden z nich, Luigi Scricciolo, związkowiec z UIL (Unione
Italiana dei Lavoratori), przyznał się do kontaktów z funkcjonariuszem
ambasady bułgarskiej, niejakim Iwanem Donczewem.

Równocześnie ze śledztwem w sprawie Aldo Moro, w które byłem zaangażowany,
dochodzenie w sprawie zamachu na Ojca Świętego 13 maja 1981 r. prowadził
sędzia Ilario Martella. Kiedy dowiedziałem się, że Ali Agca powiedział
Martelli, że kontaktował się z jakimś bułgarskim agentem, postanowiłem
sprawdzić, czy Bułgar z zeznań Scricciola i Bułgar, o którym mówił Ali Agca,
mają ze sobą coś wspólnego. Pozornie nie mieli - Ali Agca wymieniał nazwisko
Tomow, które nic mi nie mówiło. Kiedy jednak uzyskałem od włoskiego MSZ
fotografie pracowników ambasady bułgarskiej w Rzymie i pokazałem je Ali Agcy,
rozpoznał na jednym z nich swojego Tomowa - to był ten sam człowiek, którego
Scricciolo znał pod nazwiskiem Donczew. W ten sposób te dwie sprawy -
zabójstwa premiera Moro i zamachu na Papieża - się spotkały.

W jakiej sprawie Tomow-Donczew kontaktował się ze Scricciolem, a w jakiej z
Ali Agcą?

- Z Ali Agcą w sprawie zamachu na Papieża, a ze Scricciolem w sprawie Wałęsy.
Otóż Wałęsa wraz z grupą działaczy niedawno powstałej "Solidarności" miał
przyjechać do Rzymu na początku 1981 r., żeby się spotkać z Papieżem. Według
zeznań Scricciola, który znał przywódcę "S", Tomow-Donczew wypytywał go o
rzymski program Wałęsy, o drogi, którymi będzie chodził lub jeździł.

Po co?

- Po to, by przeprowadzić zamach. Wykonawcą miał być nie kto inny jak Ali
Agca.

Czy Scricciolo jest wiarygodny?

- Dokładnie to samo, co Scricciolo, bez możliwości porozumienia z nim, zeznał
Ali Agca. Scricciolowi zresztą wierzyłem, bo Czerwone Brygady, kiedy
decydowały się już na współpracę z wymiarem sprawiedliwości, traktowały nas
bardzo poważnie. W ten sposób okazało się, że tzw. pista bulgara - bułgarski
trop - nie jest czczym wymysłem. Że Czerwone Brygady wspierała ta sama
organizacja, która przygotowała zamachy na NATO, np. porwanie Doziera; która
inspirowała zamach na Papieża i niedoszły zamach na Wałęsę.

Jaka organizacja?

- Bułgarscy szpiedzy w służbie KGB.

Jak dalece zaawansowany był plan zamachu na Lecha Wałęsę?

- Wiemy, że Ali Agca śledził Wałęsę, kiedy ten udawał się do rzymskiego domu
pielgrzyma na via Cassia, że obserwował go, kiedy szedł do centrum prasowego
przy placu San Silvestro. Wiemy też, że zdążył już zaopatrzyć się w broń i
był gotowy do zamachu, z tym że pojawiła się trudność: "Włosi - jak
powiedział - przestali współpracować".

Co to znaczy?

- Wszelkie ruchy Wałęsy były otoczone przez policję tajemnicą ze względów
bezpieczeństwa, ale Scricciolo, jako jego dobry znajomy, znał je i był dla
zamachowców jedynym źródłem informacji. Aż pewnego dnia zrozumiał, że Tomow
vel Donczew planuje zamach, i odmówił przekazywania informacji. Czyli zamach
na Wałęsę był postanowiony i przygotowany, nie został tylko wykonany. Wtedy
agenci bułgarscy odłożyli zamach na Wałęsę, a oddali się organizowaniu
zamachu na Jana Pawła II.

Jaki był plan?

- Jeden z pierwszych planów przewidywał zamach na Papieża razem z zamachem na
Wałęsę - miało do niego dojść podczas ich spotkania w domu pielgrzyma, mieli
zginąć razem.


Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie
    • ignorant11 Re: Kto chciał zabić Papieża 2 16.10.05, 03:36
      Wie to Pan od Ali Agcy?

      - Tak.

      O Ali Agcy mówi się jako o szaleńcu. Dlaczego Pan mu wierzy?

      - Bo nie wierzę, że był czy też jest szaleńcem. Wszystkie zeznania złożył z
      matematyczną precyzją, na którą mógł zdobyć się tylko ktoś, kto widział te
      miejsca. Szczegółów nie mógł znać z gazet, bo prasa o tym nie pisała, a
      dokładność jego zeznań była zadziwiająca. Nie mogła być przypadkowa.

      To czym, jeśli nie szaleństwem, wytłumaczy Pan proroczy ton wypowiedzi Ali
      Agcy?

      - Nie zawsze był taki - w wizjonerski ton uderzył po tym, jak w 1983 r. w
      więzieniu złożył mu wizytę bułgarski prokurator wraz z tłumaczem, pod
      pretekstem że muszą uzyskać jakieś jego zeznania. Obaj wcześniej pojechali do
      Berlina po instrukcje przed tym spotkaniem. Przestraszyli go. Ali Agca, którego
      przesłuchiwałem wielokrotnie i zdołałem dobrze poznać, nie jest wcale takim
      wariatem, jakiego chciano z niego zrobić. Jest, a raczej był, terrorystą bez
      ideologii, który, owszem, miał kontakty z turecką prawicową organizacją Szare
      Wilki, lecz również z terrorystami lewicowymi, którzy często gościli w Sofii,
      oraz z mafią turecką zajmującą się przemytem broni i narkotykami. A mafia
      turecka też miała powiązania z bułgarskimi służbami specjalnymi.

      Co, prócz inspiratorów i sprawców, łączyło zamach na Papieża i planowany zamach
      na Wałęsę?

      - Motyw - chęć wyeliminowania dwóch symboli oporu przeciw komunistycznej władzy
      i dominacji ZSRR. Ludzi, którzy zagrażali nie tylko rządowi polskiemu, ale i
      całemu blokowi sowieckiemu. Już w dniu wyboru, 16 października, Jan Paweł II
      powiedział: "Nie lękajcie się". Władze bloku wschodniego wyczuły w tych słowach
      wezwanie do rewolucji.

      To chyba naiwne sądzić, że od początku wiedziały, że Papież może wstrząsnąć ich
      porządkiem.

      - Bardzo się pan myli. Sowieci dobrze już wtedy znali Wojtyłę. W Berlinie
      czytałem akta Stasi, z których wynika, że zbierali informacje o nim co najmniej
      od chwili, gdy został kardynałem. Stasi sporządzała jego biografie, bo uznawała
      go za niebezpiecznego kapłana. Po wyborze życiorysy oczywiście uzupełniano -
      istnieją archiwa zawierające korespondencję pomiędzy agentami Stasi w Watykanie
      a Stasi w Berlinie.

      Kiedy doszło do wyboru, zmartwienie władz rosyjskich i polskich było wielkie,
      ale muszę podkreślić, że polskie władze nigdy nie były tu solidarne z ZSRR. Są
      wręcz dowody na to, że Breżniew i Andropow krytykowali rząd polski, bo nie
      zajmował "właściwego" stanowiska wobec Papieża. A już największym powodem do
      gniewu było zaplanowanie podróży Jana Pawła II do Polski w czerwcu 1979 r.
      Wiemy, że Sowieci chcieli uniemożliwić tę podróż. Pielgrzymka rozpoczęła się 2
      czerwca, a 1 czerwca przyjechali do Watykanu dwaj przedstawiciele francuskich
      służb specjalnych, żeby poinformować, że dotarła do nich informacja, że na Ojca
      Świętego został już wydany wyrok.

      Bali się, że mogłoby do tego dojść w Polsce?

      - Tak. Mamy dowody na to, że agenci Stasi i KGB dociekali, jakie będą etapy tej
      pielgrzymki Papieża do ojczyzny. I najpierw zamierzali przeprowadzić zamach
      właśnie w Polsce, ale potem uznali, że to natychmiast skierowałoby podejrzenia
      na inspirację ze Wschodu, więc postanowili zrobić to w Rzymie.

      Czy to, że Papież nie zginął, odebrali jako klęskę?

      - Dla KGB to była tragedia. Dopiero co nie udał im się zamach na Wałęsę, a
      Papież nie dość, że nie zginął, to stał się legendą dla całego świata, również
      komunistycznego. Czyli stała się rzecz dla nich najgorsza - zamiast
      wyeliminować Jana Pawła II, wzmocnili go. I zaraz po wyzdrowieniu Papież
      powiedział, że będzie dalej prowadził swoją walkę.

      Nie bali się zdemaskowania?

      - Wiemy, że po nie do końca udanym zamachu na Ojca Świętego z Moskwy do Berlina
      poszedł rozkaz, że trzeba podjąć wszelkie wysiłki, by wymyślić trop CIA i
      oddalić podejrzenia od Wschodu. Pułkownik Stasi powiedział mi, że rozkaz
      brzmiał: "Możecie dopuszczać się wszystkiego - porwań, zabójstw itp.". I tak
      rozpoczęto operację "Paps", czyli "Papież", której celem miało być zmylenie
      śladów. I tu, proszę się nie obrazić, komunistycznym służbom specjalnym w
      sukurs przyszli dziennikarze, demontując i kompromitując - nieświadomie, rzecz
      jasna - trop bułgarski. Ale tu spisek przeciw Papieżowi się nie skończył,
      ponieważ pozostał im wielki ból głowy - Ali Agca, który mógł wskazać sprawców.
      Postanowiono więc go uwolnić.

      Porwać z więzienia?

      - To byłoby trudne. Łatwiejszy wydał im się szantaż wobec Papieża. Krótko
      mówiąc, postanowili porwać kogoś z otoczenia Jana Pawła II. Wiedzieli, że on
      sam o siebie się nie boi - tu nic nie mogli mu zrobić. Mogli natomiast ugodzić
      go poprzez innych, za których czuł się odpowiedzialny.

      Poprzez kogo?

      - Najpierw wzięli na cel papieskiego kamerdynera Angelo Gugela. Gugel był
      bardzo blisko Papieża, był domownikiem, członkiem jego rodziny. Cieszył się
      ogromnym zaufaniem Jana Pawła II. Natychmiast po zamachu 13 maja 1981 r.
      postanowiono porwać jego dwie córki. Dziewczyny były śledzone.
    • ignorant11 Re: Kto chciał zabić Papieża 3 16.10.05, 03:37
      Kto je śledził?

      - Nie udało się zidentyfikować tych ludzi. A więc były śledzone, ale Gugel na
      szczęście coś czuł i odbył z nimi poważna rozmowę. Kazał im zawiadamiać go o
      każdym swoim podejrzeniu. I jedna z córek, Raffaella, zauważyła, że jest
      obserwowana a autobusie 64, który kursuje pomiędzy Watykanem a szkołą, do
      której chodziła, na Corso Vittorio. Kiedy powiedziała o tym ojcu, ten
      natychmiast przeniósł dziewczynki do innej szkoły, o której nigdy nikogo już
      nie informował.

      Mówi Pan, że nazwiska tych ludzi nie są znane. Czy wiadomo chociaż, z jakich
      pochodzili kręgów?

      - To musieli być ci sami ludzie, którzy zorganizowali spisek na Papieża. Kiedy
      nie udało im się z córkami Gugela, zaczęli śledzić córki Camillo Cibina, szefa
      ochrony watykańskiej, ale i one się zorientowały. Jedyną, która nie zauważyła
      niczego w porę, była Emanuela, córka innego mieszkańca i funkcjonariusza
      Watykanu, Ercole Orlandiego.

      Skąd oni wiedzieli, że akurat te dziewczyny opłaca im się porwać?

      - To kolejna ciekawa i ponura historia. Dom, gdzie mieszkały te wszystkie
      dziewczyny - ponieważ mieszkają w nim wszystkie rodziny funkcjonariuszy
      watykańskich - znajduje się na wprost redakcji "Osservatore Romano". Otóż z
      czasem okazało się, że dwaj ludzie z "Osservatore", w tym jeden zakonnik, byli
      szpiegami Stasi.

      Czy porywacze Emanueli Orlandi kontaktowali się z Watykanem?

      - Porwali Emanuelę, kiedy Jana Paweł II był z drugą pielgrzymką w Polsce, 22
      czerwca 1983 r. Po jego powrocie zaczęły przychodzić listy. Dziś wiadomo, że
      jedne były przygotowane przez Stasi, inne - przez bułgarskie służby specjalne,
      jeszcze inne - przez KGB. To ważna wiedza, bo listy były przesyłane na pewno
      przez porywaczy - świadczą o tym wyraźne odniesienia do cech fizycznych
      Emanueli czy dokumenty, które miała w chwili uprowadzenia. Dziewczyny nie
      znaleziono, kontakt z porywaczami się urwał. Papież był z rodzicami Emanueli w
      Boże Narodzenie 1983 r.

      Czy oni naprawdę wierzyli, że Papież wyprosi u prezydenta Włoch ułaskawienie
      dla Ali Agcy?

      - To był raczej znak dla Ali Agcy. Komunikat, że starają się go uwolnić.
      Komunikat: "Milcz, jesteśmy z tobą. A jeśli powiesz, to wiedz, że nie ma dla
      nas przeszkód nie do pokonania". Oni lubili zastraszać. Groźby otrzymywał
      sędzia Martella, otrzymywałem i ja. W październiku 1983 r. został zastrzelony
      mój brat, próbowano mi potem wmówić, że to kara za moją dociekliwość. Nie
      wierzę, że to oni go zabili, ale na pewno chcieli wykorzystać tamtą tragedię,
      żeby mnie nastraszyć.

      Czy Papież wiedział, gdzie należy szukać sprawców zamachu?

      - Tak, pisałem mu o tym w liście. Odpowiedział mi za pośrednictwem kardynała
      Giambattisty Re - napisał, że jest zadowolony z mojej pracy, i zachęcał, bym
      dalej szedł drogą prawdy. Dwa tygodnie później zaprosił mnie, podziękował za
      pracę i nawiązała się między nami nić silnej sympatii. Jeśli później twierdził,
      że padł ofiarą spisku międzynarodowego, to myślę, że dzięki temu, co mu
      przekazałem.

      Jakie cele stawia sobie komisja parlamentu włoskiego, przed którą składa Pan
      zeznania?

      - Komisja chce się przybliżyć do prawdy. Poznać udział, jaki w zamachu miały
      służby różnych państw. Pojawiają się wciąż nowe szczegóły. Na przykład
      otrzymaliśmy niedawno materiały z Francji, z których wynika, że na usługach
      Stasi był słynny terrorysta Carlos i że był on w Bułgarii podczas przygotowań
      do zamachu na Papieża. Zdziwilibyśmy się, gdybyśmy otrzymali dokumenty
      bułgarskie czy rosyjskie, natomiast wciąż ciekawe są archiwa Stasi, choć w
      znacznej części zniszczone. Od Polaków nie dowiemy się pewnie wiele, bo KGB
      Polakom w kwestii Papieża nie ufało.

      Rozmawiał Jarosław Mikołajewski

      Ferdinando Imposimato (ur. 1936) w latach 60. i 70. był prokuratorem w
      Mediolanie i Rzymie, następnie sędzią śledczym. Prowadził dochodzenia
      prowadzące do najgłośniejszych włoskich procesów drugiej połowy XX w.: m.in. w
      sprawie uprowadzenia i zabójstwa premiera Aldo Moro, zamachu na Papieża,
      porwania generała Lee Doziera, działalności mafii.

      Wybitny specjalista od terroryzmu międzynarodowego. W 1983 r. reprezentował
      Włochy w Strasburgu na konferencji poświęconej „terroryzmowi międzynarodowemu z
      nadużuciem immunitetu dyplomatycznego”. Otrzymał wiele nagród i wyróżnień,
      m.in. tytuł „Sędziego roku”, przyznany przez francuski tygodnik „Le Point”. W
      1983 r., w odwecie - jak podejrzewa - za jego działalność antymafijną, został
      zastrzelony jego brat. W 1986 r., wskutek realnego zagrożenia ze strony mafii
      sycylijskiej i camorry neapolitańskiej, porzucił pracę w sądownictwie i został
      pełnomocnikiem ONZ w Ameryce Łacińskiej, gdzie szkolił sędziów kolumbijskich,
      boliwijskich, peruwiańskich i ekwadorskich. Był niezależnym lewicowym senatorem
      i posłem. Mieszka w Rzymie


      Ferdinando Imposimato
Pełna wersja