ignorant11
16.10.05, 18:20
Sława!
Ulatnia się szansa na niezależność od Gazpromu
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2969837.html
Andrzej Kublik 16-10-2005, ostatnia aktualizacja 16-10-2005 17:30
Maleją szanse, aby gaz z Azji dopływał do Polski poza kontrolą Gazpromu.
Fiaskiem zakończyły się rozmowy Ukrainy o wieloletnim kontrakcie gazowym z
Turkmenią.
Dywersyfikacja dostaw gazu, czyli zapewnienie dostaw surowca z różnych
źródeł, to jeden z punktów programu proponowanego przez Kazimierza
Marcinkiewicza, kandydata PiS na premiera. Także przedstawiciele PO
wielokrotnie mówili o konieczności dywersyfikacji dostaw gazu. Pod tym
względem nie widać rozbieżności między prawdopodobnymi przyszłymi
koalicjantami. W ostatnich tygodniach o dywersyfikacji wiele mówił też
krytykowany przez PiS i PO obecny zarząd Polskiego Górnictwa Naftowego i
Gazownictwa. Problem w tym, że szanse na przełamanie monopolu Gazpromu w
imporcie gazu do Polski są coraz mniejsze.
Pomarańczowe nadzieje
Wielkie nadzieje w Polsce budziły starania o przełamanie monopolu Gazpromu,
jakie podjęła Ukraina po pomarańczowej rewolucji. Już w kilka tygodni po
objęciu władzy Wiktor Juszczenko zajął się tworzeniem międzynarodowego
konsorcjum, które handlowałoby w Europie gazem dostarczanym nowym gazociągiem
z Azji Środkowej. To przełamałoby monopol Gazpromu na eksport gazu ze
Wschodu. W lutym w Berlinie Juszczenko nawiał przedstawicieli niemieckich
władz i przemysłu, by wraz z Polską i Ukrainą przystąpili do tworzenia
takiego konsorcjum. Ukraińska inicjatywa wzbudziła zainteresowanie w Azji
Środkowej, zwłaszcza w Turkmenii i Kazachstanie, gdzie znajdują się wielkie
złoża bardzo taniego w eksploatacji gazu. Aby zarobić na eksporcie tego
surowca, państwa Azji Środkowej muszą korzystać z rur Gazpromu i godzić się
na warunki, jakie dyktuje rosyjski koncern. Gazprom płaci Turkmenii 44 dol.
za 1000 m sześc. gazu, a na granicy Słowacji z Ukrainą tę samą ilość surowca
może sprzedawać już za 160-180 dol. Jeszcze większe przebicie Gazprom ma na
eksporcie gazu z Kazachstanu, który kupuje po 32 dol. za 1000 m sześc.
Gazociąg niezależny od sieci rosyjskiego monopolisty zapewniłby państwom Azji
Środkowej większe dochody. W połowie roku Ukraina i Turkmenia zaczęły
rozmawiać o budowie rury do transportu 60 mld m sześc. gazu rocznie do Europy
i kontrakcie na dostawy gazu na Ukrainę przez 30 lat. Umowa miała być
podpisana w czasie wizyty prezydenta Turkmenii Saparmurata Nijazowa w Kijowie
zaplanowanej między 8 a 11 września. W ostatnim momencie wizytę odwołano, a 7
września Juszczenko zdymisjonował rząd Julii Tymoszenko i Ukraina pogrążyła
się w kryzysie politycznym.
Rosjanie wykorzystali też ocieplenie w stosunkach z Uzbekistanem. Prezydent
tego kraju Isłam Karimow zdecydował się na zbliżenie z Moskwą, kiedy państwa
Zachodu ostro skrytykowały krwawe stłumienie w maju buntu Uzbeków przeciw
rządom Karimowa. Pod koniec września Gazprom podpisał umowę z Uzbekistanem,
przez którą prowadzą gazociągi z Turkmenii do Ukrainy. Dzięki tej umowie do
2010 r. Gazprom będzie decydował, ile turkmeńskiego gazu popłynie tranzytem
przez Uzbekistan. Wolnych objętości w rurach będzie niedużo, bo Gazprom
postanowił zwiększyć zakupy uzbeckiego gazu, który jest transportowany tymi
samymi rurami, co gaz z Turkmenii.
Turkmenbaszi odsyła do Gazpromu
W ostatnim tygodniu pomysł na dostawy azjatyckiego gazu do Europy poza siecią
Gazpromu legł w gruzach. Prezydent Turkmenii zwany Turkmenbaszi bezterminowo
odłożył podpisanie umowy gazowej z Ukrainą. Nijazow wykluczył też rozmowy o
takim kontrakcie bez udziału Moskwy. - Jak możemy podpisać kontrakt bez
Rosji? Musimy nad tym usiąść we troje. Innego wariantu nie ma - mówił Nijazow
do ministra energetyki Ukrainy Iwana Płaczkowa w czasie spotkania, z którego
relację przekazała turkmeńska telewizja. O budowie nowego gazociągu prezydent
Turkmenii nie wspomniał.
W maju Nijazow i Juszczenko zwrócili się wspólnie do Władimira Putina,
proponując Rosji udział we wspólnym konsorcjum gazowym. Odpowiedzi nie było i
trudno przypuścić, by przywódca Turkmenii o tym zapomniał. Z pewnością
Turkmenbaszi pamięta jednak, jakie problemy miał jego kraj, kiedy w połowie
lat 90. Gazprom na kilka lat zablokował transport turkmeńskiego gazu, na
który bardzo liczyli Niemcy.
Gazprom nie ma interesu w dopuszczaniu Ukrainy do azjatyckich złóż. Dwa lata
temu rosyjski koncern podpisał na ćwierć wieku kontrakt w sprawie zakupu
turkmeńskiego gazu. Dostawy mają gwałtownie wzrosnąć od 2007 r., kiedy wygasa
obecny kontrakt Ukrainy z Turkmenią. Bez nowego kontraktu Ukraina będzie
musiała kupować turkmeński gaz za pośrednictwem Gazpromu, zwiększając swą
zależność od rosyjskiego koncernu. Gazprom nie będzie się obawiać, że jego
monopol na dostawy dla Europy zakłóci konkurencja taniego surowca z Azji. Już
teraz problemy z dostawami turkmeńskiego gazu mogą wzmocnić Gazprom w
przewlekających się od miesięcy negocjacjach w sprawie warunków tranzytu
przez Ukrainę i dostaw rosyjskiego gazu w przyszłym roku.
Wina ukraińskiego koncernu
Jedyną szansą Ukrainy na podpisanie nowego kontraktu z Turkmenią było
przebicie oferty Gazpromu. Do tej pory nie ustalono, ile rosyjski koncern
będzie płacić za turkmeński gaz od 2007 r. Jednak tę szansę zaprzepaścił
ukraiński państwowy koncern paliwowy Naftohaz Ukrainy. Za dostawy surowca
ukraiński koncern płaci obecnie w gotówce, ale za dostawy z pierwszego
półrocza miał się rozliczać częściowo w towarach i usługach. W zeszłym
tygodniu Nijazow zarzucił Ukrainie, że do tej pory z barteru o wartości
prawie pół miliarda dolarów spłaciła mniej niż jedną piątą. Już w połowie
roku Turkmenia sygnalizowała, że Ukraina nie wywiązała się ze spłaty towarami
560 mln dol. za gaz dostarczony w 2004 i 2005 r. O nieprawidłowości w
rozliczeniach z Turkmenią rząd Tymoszenko oskarżał wtedy powiązaną kapitałowo
z Gazpromem firmę RosUkrEnergo, pośrednika w dostawach azjatyckiego gazu.
Wiktor Juszczenko obiecywał przywódcy Turkmenii, że dług zostanie spłacony do
końca roku. Teraz obecny premier Ukrainy Jurij Jechanurow twierdzi, że był
zaskoczony informacją o gigantycznych zaległościach za gaz, bo pod koniec
września kierownictwo Naftohaz zapewniło go o terminowej obsłudze
zadłużenia. "Naftohaz z powodzeniem psuje stosunki z dostawcami gazu" -
ironicznie skomentował dziennik "Ukrainskaja Prawda". Być może właśnie
konieczność spłaty zadłużenia zmusiła Naftohaz do ogłoszenia wielkich
podwyżek. Od przyszłego roku ukraińskie przedsiębiorstwa będą płacić za 1000
m sześć. gazu 97 dol., o 42,4 proc. więcej niż obecnie. Gaz dla ludności
będzie nadal subsydiowany, ale jego cena od listopada wzrośnie z 22 do 25
dol. za 1000 m sześc.
Iluzja Nabuchodonozora
Inną szansę na przełamanie monopolu Gazpromu miał nam stworzyć gazociąg
Nabucco (Nabuchodonozor) z Iranu przez Turcję i Bałkany do Austrii. Gazociąg
ten miałby 3,3 tys. km długości i kosztowałby co najmniej 4,6 mld euro.
Transportowałby zaś niewiele - w 2020 r. od 25 do 31 mld m sześc. gazu
rocznie. To projekt tak kosztowny jak rosyjsko-niemiecka rura przez Bałtyk.
Jeszcze większym problemem związanym z dostawami gazu z Iranu są napięcia
polityczne między Teheranem a Brukselą i Waszyngtonem. To efekt budowy w
Iranie elektrowni jądrowej przez rosyjską firmę kontrolowaną przez
Gazprombank. Zdaniem Zachodu rozwój energetyki nuklearnej w tym kraju może
być przykrywką dla budowy broni jądrowej. Nie ma mowy o gazie z Iranu, dopóki
będą się utrzymywały polityczne napięcia z tym państwem. Jakby tego było
mało, we wrześniu transport gazu z Iranu do Turcji na kilka dni wstrzymała
eksplozja gazociągu. To pokazało, jakie ryzyko wisi nad dostawami z Iranu.
Nie ma raczej szans na powrót do