ignorant11
19.10.05, 19:30
Sława!
Tajemnicza śmierć dziennikarza opozycyjnej białoruskiej gazety
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2975691.html
Łukasz Adamski 19-10-2005, ostatnia aktualizacja 19-10-2005 19:09
Kolejny mord polityczny na Białorusi? We wtorek został zamordowany Wasil
Hrodnikau, dziennikarz "Narodnej Woli" - Nie wykluczam, że zginął za swoje
artykuły - mówi nam Josif Siaredzicz, redaktor naczelny prześladowanej przez
reżim gazety
Ciało zamordowanego dziennikarza znalazł we wtorek rano jego brat Mikałaj
Hrodnikau. - W jego mieszkaniu, w Zasławiu koło Mińska wszystko było
porozwalane, na podłodze i na ścianach mnóstwo krwi - mówił potem niezależnym
białoruskim dziennikarzom. W domu nic nie zginęło, nawet pieniądze, które
leżały w dość widocznym miejscu.
Wasil Hrodnikau był dziennikarzem "Narodnej Woli". To ostatni niezależny
dziennik na Białorusi. Jego naczelny Josif Siaredzicz mówi "Gazecie": - Wasyl
atakował ostro reżim, jego antydemokratyczną politykę. Pewne poszlaki
wskazują, że mógł to być mord polityczny.
- Trudno na razie stwierdzić, czy był to mord polityczny. - mówi nam
niezależny białoruski politolog, Pawał Marozau. - Ale z pewnością można
powiedzieć, że to nie pierwszy taki tajemniczy wypadek za rządów Aleksandra
Łukaszenki.
W ostatnich tygodniach "Narodna Wola" popadła w poważne tarapaty -
kontrolowany przez reżim Aleksandra Łukaszenki system dystrybucji prasy
odmówił dostarczania "Narodnej Woli" do kiosków, jednocześnie państwowe
drukarnie wymówiły umowy o druk. Teraz pismo jest drukowane w rosyjskim
Smoleńsku - połowa 30-tysięcznego nakładu trafia do prenumeratorów
(białoruska poczta umowy na razie nie wypowiedziała), drugą część grupy
ochotników darmowo rozdają na ulicach dużych miast.
- Wasil pisał na różne tematy, przede wszystkim na społeczne i polityczne -
mówi nam Josif Siaredzicz, redaktor naczelny "Narodnej Woli". - Atakował
ostro reżim, jego antydemokratyczną politykę. Pewne poszlaki wskazują, że
mógł to być mord polityczny - mówi "Gazecie". - Jeśli byłby to napad
kryminalny, to przecież z domu powinno coś zginąć. I dlaczego milicja dopiero
we środę, po dwudziestu paru godzinach, przyznała że Wasil nie zmarł śmiercią
naturalną? Przecież to od razu było widać.
Wiosną tego roku zastraszana była młoda dziennikarka "Narodnej Woli" Wolha
Klaskouska. - Pisałam reportaże o masowych fałszerstwach podczas
ubiegłorocznego referendum, które pozwoliło Łukaszence kandydować po raz
trzeci na prezydenta. - mówi nam. - Wtedy wyrzucili mnie z uniwersytetu,
zaczęłam dostawać telefony z groźbami - że się rozprawią ze mną i z córeczką.
Ktoś wyłamał drzwi od mojego mieszkania. Kiedy jacyś mężczyźni próbowali
uprowadzić z przedszkola moją córkę, to poprosiłam o azyl w Polsce.
Wolha Klaskouska również nie jest w stanie powiedzieć, czy zabójstwo
Hrodnikaua ma polityczne podłoże. - Aleksander Łukaszenko stworzył jednak
taki system, że podobne hipotezy automatycznie się nasuwają - mówi.
Do dziś nie jest wyjaśniona sprawa śmierci niezależnej dziennikarki Weraniki
Czarkasawej. Nieznany sprawca dokładnie rok temu zadźgał ją nożem we własnym
mieszkaniu.
Na Białorusi w tajemniczy sposób ginęli również politycy. Gen. Jury
Zacharanka, niegdyś minister spraw wewnętrznych u Aleksandra Łukaszenki,
znikł 7 maja 1999 r., gdy spacerował w okolicy domu. Świadkowie opowiadali,
że porwało go kilku mężczyzn - opozycja przypuszcza, że dokonała tego tajna
brygada Łukaszenki do "specjalnych zadań".
Zniknął też Wiktar Hanczar - polityk, który w 1999 r. organizował niezależne
wybory prezydenckie na Białorusi. 16 września 1999 r. wracał w towarzystwie
znajomego biznesmena Anatola Krasouskiego do domu. Obaj nie dotarli. W lipcu
2000 r. podobny los spotkał opozycyjnego dziennikarza Dmitrija Zawadskiego.
Pojechał na lotnisko odebrać swojego przyjaciela - innego dziennikarza Pawła
Szeremieta. Szeremiet znalazł jednak na lotnisku tylko jego samochód. Po
Zawadzkim ślad zaginął.
Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie