Właściwy człowiek na właściwym miejscu

05.11.05, 19:53
"Hipermarkety »nie są mile widziane« w Polsce" - pod takim tytułem
sobotni "Financial Times" zamieścił na pierwszej stronie wypowiedź nowej
polskiej minister finansów Teresy Lubińskiej.


Relacjonując jej słowa brytyjski dziennik zaznaczył, że według polskiej
minister, sieci supermarketów takie jak Tesco "są przykładem swego rodzaju
nieproduktywnej inwestycji, która nie jest potrzebna Polsce". "Hipermarkety
jak Tesco są nieinwestycyjne. Chodzi mi o to, że nie mają zasadniczego
znaczenia dla wzrostu gospodarczego" - powiedziała Lubińska w wywiadzie
dla "FT".

Dodała, że Polska potrzebuje ukierunkowania na tworzenie miejsc pracy przy
produkcji. Jej zdaniem - jak zaznacza dziennik - hipermarkety
są "najprostszym typem inwestycji", bo zapewniają posady
wymagające "stosunkowo małych umiejętności". Lubińska powiedziała też "FT",
że będąc radną w Szczecinie próbowała "przepędzić" z tego miasta
hipermarkety, bo niszczą one małe sklepy.

"FT" przypomina, że Tesco, największa sieć brytyjskich supermarketów, ma w
Polsce 44 hipermarkety i 36 mniejszych marketów. Zatrudnia 20 tys. osób.

Patrycja Rojek

    • prawdamoimmieczem Brytyjscy farmerzy też mają dosyć hipermarketów 07.11.05, 14:39
      “The Independent” opisał niedawno sprawę strajku rolników zajmujących się
      wytwarzaniem mleka. Skończyła się ich cierpliwość wobec wyzyskujących ich sieci
      wielkopowierzchniowych sklepów i postanowili upomnieć się o wzrost cen na swoje
      produkty.

      Rolnicy z całej Wielkiej Brytanii przez 3 dni strajkowali w proteście przeciwko
      spadkowi cen płaconych przez hipermarkety za mleko, co ich zdaniem grozi wielu
      z nich grozi bankructwem. Prawie 4 000 farmerów wstrzymało do końca minionego
      tygodnia dostawy mleka, które zamiast tego rozdali lub wylali. Ich protest
      dotyczył także innych wytwarzanych przez nich produktów, jak warzywa, których
      podczas trwania strajku nie wprowadzali na rynek.

      David Handley, przywódca bojowej organizacji rolniczej Farmers for Action,
      która zorganizowała protest tłumaczy, że farmerzy są rujnowani przez
      hipermarkety, które wymuszają na swoich dostawcach coraz większe obniżki cen
      hurtowych, co mocno odbija się cenach skupu. Skutek jest taki, że obecnie za
      litr mleka otrzymują 18 pensów – 1 pensa mniej, niż wynoszą koszty produkcji, a
      zarazem 7 pensów mniej niż 10 lat temu, podczas gdy hipermarkety zarabiają na
      litrze mleka... dziesięć razy więcej niż przed dekadą!

      Handley tłumaczy, że takie obniżki są wynikiem państwowej polityki „taniego
      jedzenia”, której efekt jest taki, że konsumenci płacą ile płacili, a coraz
      mniej zarabiają producenci, ponadto coraz więcej żywności jest importowane jest
      z krajów o niskich standardach higieny produkcji i dbałości o stan hodowanych
      zwierząt. W wyniku tych wszystkich procesów, jak szacuje Milk Development
      Council, około 1000 farmerów z branży mleczarskiej rocznie zmuszonych jest
      zamykać swoją działalność. Komentarze wobec strajku są raczej przychylne –
      podkreśla się, że rolnicy wcale nie mieli na niego ochotę, lecz są bardzo
      zdesperowani (jak przyznał Norman Baker, ekspert Liberalnych Demokratów (!) w
      zakresie rolnictwa –„Mamy do czynienia z klasycznych przykładem porażki rynku,
      kiedy to wielkim pozwala się wyzyskiwać słabych”wink.

      Rolnicy zapowiadają, że jeśli ich postulaty zostaną zignorowane przez rząd i
      hurtowników, przed Bożym Narodzeniem ogłoszą kolejny strajk (w związku z tym
      proszą konsumentów, by byli gotowi na zrobienie odpowiednich zapasów). I
      słusznie – w końcu to oni są wytwórcami dóbr i mają prawo do zapłaty za nie, a
      hipermarkety zarabiają jedynie na tym, że udało im się zbudować sprawnie
      działającą sieć wyzysku.
Pełna wersja