ignorant11
07.11.05, 21:42
Sława!
Zamieszki ogarnęły już 300 miast we Francji
wiadomosci.onet.pl/1191157,12,item.html
"Przemoc jest nie do przyjęcia" - powiedział premier Francji Dominique de
Villepin odnosząc się do trwających od kilkunastu dni zamieszek. Zamieszki
ogarnęły już 300 miast.
Dodał, że lokalne władze będą mogły same decydować o ewentualnym wprowadzeniu
godziny policyjnej, jeśli uznają to za konieczne. Wykluczył wykorzystanie
wojska dla stłumienia fali niepokojów w dzielnicach zamieszkałych przez
muzułmańskich imigrantów.
W nocy z niedzieli na poniedziałek, jedenastej już nocy zamieszek we Francji,
dwa kościoły na prowincji obrzucono koktajlami Mołotowa, a 34 policjantów
odniosło rany, w tym dwóch - do których strzelano z broni myśliwskiej -
ciężkie. Zamieszki ogarnęły już 300 miast.REKLAMA Czytaj dalej
Mimo wezwań do spokoju, marszy protestacyjnych mieszkańców przedmieść i
użycia wywiadowczych śmigłowców, siły porządkowe nie były w stanie skutecznie
przeciwdziałać kolejnemu wybuchowi wandalizmu.
Od niedzielnej wypowiedzi prezydenta Jacquesa Chiraca, który za bezwzględny
priorytet uznał przywrócenie spokoju, francuski rząd zapowiada bardzo
zdecydowane działania przeciw sprawcom zniszczeń.
Rząd afiszuje jedność i zdecydowanie oraz stara się wykazać, że przemocy
przeciwni są muzułmanie Francji i - przede wszystkim - mieszkańcy ogarniętych
pożogą przedmieść.
Jednak "starsi bracia", jak nazywa się dorosłych imigrantów arabskich,
przyznają, że nie mają wpływu na wyrostków. I nawet ci, którzy potępiają
wandalizm, winą za zajścia obciążają Francję. W marszach protestacyjnych
uczestniczy niewiele osób, a przy zatrzymaniach sprawców policjanci natykają
się na wrogość otoczenia.
Bardzo wiele mówi się o poczynaniach stowarzyszeń i organizacji muzułmańskich
na rzecz przywrócenia spokoju, ale unika się określenia zajść jako ruchu
młodych muzułmanów.
Tylko niektórzy komentatorzy, używając wyrażenia "intifada nad Sekwaną",
podkreślają antyfrancuski i islamski charakter zajść. W poniedziałek po raz
pierwszy charakter ten zasugerował minister spraw wewnętrznych. Mówiąc o
konieczności położenia kresu przemocy Nicolas Sarkozy oświadczył, że "jeśli
policja nie przywróci porządku republikańskiego, to zapanuje porządek band
albo mafii, albo pewnej liczby ekstremistów".
Rzecznicy lokalnych władz niewiele mówią o zaatakowaniu dwóch katolickich
świątyń (w Lens na północy i Sete na południu), ograniczając się do
stwierdzenia, że wylądowały na nich koktajle Mołotowa. Natomiast w zeszłym
tygodniu szeroko opisywany był i komentowany jako "zbezczeszczenie" wybuch
granatu łzawiącego w meczecie w podparyskim Monfertmeil.
Po spotkaniu z premierem Dominique'iem de Villepinem, zwierzchnik meczetu
paryskiego i jednocześnie prezes Francuskiej Rady Wyznania Muzułmańskiego,
Dalil Boubakeur powiedział, że oczekuje od rządu słów pokoju, co odczytano
jako potępienie ministra spraw wewnętrznych.
Lewica pod adresem Nicolasa Sarkozy'ego mnoży krytyki, ale tylko komuniści i
Zieloni żądają ustąpienia ministra, którego oskarżają o prowokowanie zajść i
nieskuteczność w ich tłumieniu.
Gdy wyrostki z podparyskich przedmieść atakują policjantów, wielu
komentatorów twierdzi, że pcha ich do tego beznadzieja i marginalizacja.
Wydarzenia opisuje się niedokładnie, unikając nacisku na ich rasowy, etniczny
lub religijny charakter. Ta niedokładność wynika częściowo z poprawności
politycznej. Ale nie tylko.
Również z tego, że dziennikarze traktowani są przez uczestników zajść jako
przeciwnicy. Za każdym razem niemal dochodzi do zastraszania a także
niszczenia im sprzętu, i dlatego rozruchom nie mogą się przyglądać naprawdę z
bliska. I bardziej niż pobicia boją się przyznania, że w środku Europy tworzą
się coraz rozleglejsze getta, w których nie liczą się wartości i tradycje
europejskie.
Według prawicy winna jest prowadzona od 30 lat polityka imigracji,
zezwalająca na niekontrolowane instalowanie się we Francji "milionów
imigrantów". Według lewicy do obecnej sytuacji doprowadziła ekonomiczna i
socjalna marginalizacja zamieszkanych przez nich przedmieść.
Obecnie i prawica i lewica zgadzają się, że najpierw należy położyć kres
zamieszkom.
A policjanci twierdzą, że bezsilni są wobec nadzwyczaj ruchliwych, dobrze
zorganizowanych grupek, porozumiewających się przez telefony komórkowe i
domagają się wprowadzenia godziny policyjnej. Ich życzenia spełnił mer
podparyskiego przedmieścia, były minister Eric Raoult z rządzącej UMP i na
poniedziałek ogłosił w Le Raincy "wyjątkową godzinę policyjną".
Od wybuchu w dniu 27 października zamieszek na przedmieściach Paryża, które
rozszerzyły się na 300 miast we Francji, ich bilans według francuskiego
Ministerstwa Sprawiedliwości przedstawiał się w poniedziałek następująco:
Zabici - 1.
Podpalonych samochodów: 4700.
Przypadków strzelania z broni palnej do policjantów i pracowników służb
ratowniczych: 6.
Aresztowań: 1200.
Podejrzanych w aresztach policyjnych: 599.
Uznano za winnych: 27 osób.
Osadzonych młodocianych: 15.
Rannych policjantów: 77.
Pozdrawiam i zapraszam na: