bolko_turan
09.11.05, 11:35
Zbigniew Domaszewicz 08-11-2005 , ostatnia aktualizacja 08-11-2005 19:10
Zaawansowane technologie stanowczo nie są polską specjalnością eksportową.
Sprzedaż towarów uznawanych przez OECD za tzw. wyroby wysokiej techniki to
zaledwie nieco ponad 2 proc. naszej sprzedaży zagranicznej. To sygnał
ostrzegawczy - w przyszłości z konkurencyjnością polskiej gospodarki może być
coraz gorzej
gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,52981,3006827.html
Z opublikowanego właśnie opracowania Głównego Urzędu Statystycznego
(GUS) "Nauka i Technika w roku 2004" wynika, że w ubiegłym roku Polska
sprzedała za granicę wyroby wysokiej techniki za 6,3 mld zł. Było to zaledwie
2,3 proc. całego naszego eksportu. - Ten wskaźnik wygląda tragicznie i
utrzymuje się na podobnym poziomie od lat. Nie tylko w krajach Europy
Zachodniej, ale także np. na Węgrzech jest on o co najmniej rząd wielkości
wyższy - mówi Michał Górzyński, ekonomista związany z fundacją CASE. W
Irlandii - jak podaje OECD - przemysł wysokich technologii odpowiada za 50
proc. całego eksportu towarów.
Więcej towarów zaawansowanych technologicznie importujemy. W zeszłym roku
Polska kupiła za granicą wyroby wysokiej techniki - do których OECD zalicza
cały szereg towarów z m.in. takich kategorii, jak: sprzęt lotniczy,
komputery, elektronika, telekomunikacja, środki farmaceutyczne, różne maszyny
i aparatura, chemikalia czy uzbrojenie - za ponad 30 mld zł. Stanowiło to 9,2
proc. importu ogółem.
- Możemy pocieszać się, że Polska to duży kraj i towary high-tech nieco giną
w ogólnej masie sprzedaży zagranicznej, na którą składają się przecież nie
tylko surowce, ale także np. samochody nie zaliczane do kategorii wysokiej
techniki, ale stanowiące wartościowy eksport - mówi Górzyński. - Jednak nie
ma co udawać. Niestety, te dane świadczą o tym, że nie wytworzyły się u nas
silne rodzime przedsiębiorstwa w branży zaawansowanych technologii, które
potrafiłyby z rozmachem wychodzić na zagraniczne rynki. Jak na potencjał tak
dużego kraju, przyciągnęliśmy niewiele znaczących inwestycji zagranicznych w
high-tech. Wszystko to odzwierciedla niską innowacyjność polskiej gospodarki
i bardzo słabą aktywność badawczo-rozwojową naszych firm - komentuje
ekonomista.
Potwierdzają to dane GUS. Wprawdzie nakłady na działalność badawczo-rozwojową
w zeszłym roku wzrosły w Polsce o 13 proc., do 5,2 mld zł, ale to wciąż
niewiele. Wskaźnikiem najczęściej przywoływanym dla pokazania tego, czy dany
kraj (budżet państwa oraz prywatne przedsiębiorstwa) inwestuje w badania nad
high-tech, jest relacja tych inwestycji do produktu krajowego brutto (PKB). W
Polsce w 2004 r. wynosiła ona w 0,58 proc. (rok wcześniej - 0,56 proc.). Dla
porównania - w Unii Europejskiej w 2003 r. było to średnio 1,93 proc. PKB, a
w USA - 2,59 proc. Rekordziści - Szwecja i Finlandia - inwestują w badania i
rozwój odpowiednio 3,98 proc. i 3,49 proc. PKB.
Szczególnie niepokojący jest jednak niski udział przedsiębiorstw w Polsce w
finansowaniu badań i innowacji (prywatne inwestycje są bardziej efektywne i
pożądane niż budżetowe). Z raportu GUS wynika, że zaledwie 22,3 proc.
nakładów na cele badawczo-rozwojowe to inwestycje firm (reszta to wydatki
budżetu państwa, placówek i instytucji naukowych i badawczych oraz
organizacji międzynarodowych). W dodatku udział ten spada przez ostatnie
lata - jeszcze w 1999 r. wynosił 30,6 proc. Tymczasem w krajach wysoko
rozwiniętych to właśnie z kieszeni przedsiębiorstw pochodzi lwia część tych
nakładów.
Jakie mogą być w przyszłości konsekwencje takiej sytuacji? - Bardzo proste.
Zarówno polskie firmy, jak i cała gospodarka będą coraz mniej konkurencyjne
na świecie, bo samymi kosztami pracy długo konkurować nie będziemy w stanie -
mówi Górzyński.