witomir
22.11.05, 10:31
Od kilku miesięcy "Gazeta Wyborcza" prowadzi medialną akcję dezawuowania
Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych. W serii artykułów
zamieszczonych na jej łamach kierownictwu kas zarzucono poważne nadużycia, a
samej instytucji - odejście od pierwotnych ideałów samopomocy. Jednak według
przedstawicieli Kasy Krajowej, SKOK-i stają się coraz bardziej konkurencyjne
dla banków, dlatego rozpętano nagonkę na nie.
Według kierownictwa Krajowej Spółdzielczej Kasy Oszczędnościowo-Kredytowej,
publikacje "Gazety Wyborczej" zawierają szereg nieprawdziwych bądź
nieścisłych informacji i twierdzeń. Godzą one nie tylko w wizerunek kas jako
instytucji, lecz także naruszają dobra osobiste poszczególnych ich członków.
Ponieważ gazeta nie zamieszczała stosownych sprostowań, zdecydowano się
wytoczyć powództwo o nakazanie ich publikacji oraz ochronę dóbr osobistych.
Banki mają łatwiej
O skali manipulacji, której - zdaniem zarządu Kasy Krajowej - dopuściła
się "Gazeta Wyborcza", świadczy liczba przeprosin i sprostowań, które miałyby
być zamieszczone. Dowiadujemy się o nich z samej "Gazety Wyborczej".
Przeprosiny, których domagają się kasy, mogłyby zająć 12 stron, a
sprostowania - kolejne 19 stron.
Według "Gazety Wyborczej", SKOK-i odchodzą od pierwotnych samopomocowych
ideałów, gdyż przekształcają się w finansowego molocha. Mają za dużo
członków, przez co obracają zbyt dużą ilością pieniędzy, które wydawane są
także na drogie reklamy. Patrząc na doświadczenia związków kredytowych w
innych krajach, trudno te zarzuty traktować poważnie. Dla przykładu: w
Irlandii do tamtejszych kas należy niemal cała aktywna zawodowo ludność. W
USA członkowie kas stanowią połowę pracującej populacji, a w Kanadzie - 20
procent.
Kolejna sprawa to zakupy drogich reklam i tworzenie niejasnej sieci spółek
wokół kas. "Gazeta Wyborcza" ma za złe kasom także to, że są preferowane
przez państwo, gdyż nie płacą podatku dochodowego od osób prawnych.
Odpowiadając na te zarzuty, Andrzej Dunajski - rzecznik prasowy Kasy
Krajowej, powiedział nam, że SKOK-i nie zabiegały o takie zwolnienie, a
zostało one przyznane ze względu na społeczny charakter ich działalności.
Poza tym można odnieść wrażenie, że to banki mają znacznie bardziej ułatwione
życie. Otoczenie prawne, które zostało dla nich stworzone, daje znaczną
przewagę nad pozostałymi instytucjami finansowymi. Wystarczy wymienić
zwolnienie z podatku dochodowego Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, dzięki
któremu w latach 2001-2004 zaoszczędzono grubo ponad 234 mln zł. Ponadto
banki mogą korzystać z uproszczonej egzekucji, a ich hipoteki są traktowane
niemal jak hipoteki przymusowe przez nadanie bankowym dokumentom mocy
urzędowej itd. – „Dzięki całej rzeszy udogodnień banki mogą się koncentrować
na swojej działalności, redukując ryzyko i koszty do minimum” - mówi Andrzej
Dunajski.
Niewygodna konkurencja Niewybredne ataki na Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-
Kredytowe rozpoczęły się mniej więcej w chwili, gdy kasy opowiedziały się za
zlikwidowaniem lichwy oraz przystąpiły do powołania Banku Oszczędnościowo-
Kredytowego, który uniezależniłby SKOK-i od pośrednictwa banków. Jego głównym
zadaniem będzie obsługa rachunków, które teraz poszczególne kasy mają w
różnych bankach komercyjnych. BOK będzie także obsługiwał wszystkie podmioty
powiązane z kasami. Innymi słowy, skoncentruje się na pełnieniu funkcji
rozliczeniowych. Dzięki temu rozwiązaniu kasy uwolnią się od marży banków
komercyjnych i zaoferują jeszcze bardziej atrakcyjne ceny usług. Dla bankowej
finansjery oznacza to kolejną deklasację. Już teraz wartość depozytów kas
rośnie ponad osiem razy szybciej niż innych instytucji finansowych.
Czy można winić SKOK-i za to, że rosną w siłę i rozwijają się w błyskawicznym
tempie? Trzynaście lat temu należało do nich 14 tysięcy osób. Na przełomie
wieków miały już około 0,5 miliona członków. Teraz do kas należy grubo ponad
1,3 mln Polaków. Nic dziwnego, że tak kosmiczny rozwój budzi niepokój
konkurencji.
Kilka miesięcy temu opublikowaliśmy rozmowę z Robertem McVeigh'em,
przewodniczącym zarządu Światowej Rady Związków Kredytowych, pod znamiennym
tytułem "Płaczące banki". Robert McVeigh stwierdził bez ogródek, że celem
działalności takich instytucji jak Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-
Kredytowe jest złamanie bankowego monopolu na usługi finansowe. Dlaczego?
Ponieważ zdrowa konkurencja w tej dziedzinie oznacza poprawę jakości usług
oraz ich niższą cenę. A na tym skorzystają przede wszystkim klienci. –
„Chcemy doprowadzić banki do płaczu. Nastawione na zysk banki zamykają się
na klasę średnią i niższą, podczas gdy unie kredytowe są otwarte na
wszystkich” - powiedział nam przewodniczący zarządu Światowej Rady Związków
Kredytowych.
To, co nie podoba się "Gazecie Wyborczej", znajduje pełną aprobatę Światowej
Rady Związków Kredytowych, która bardzo wysoko ocenia działalność polskich
SKOK-ów. – „Polskie kasy są fantastycznym przykładem sukcesu. Polski system
kas rozwija się świetnie, otwierając się na potrzeby wielu osób. Trzeba
kontynuować tę pracę i nie zapominać, że kieruje nią świetny zarząd z
prezesem Grzegorzem Biereckim na czele” - powiedział nam Robert McVeigh.
Notabene Grzegorz Bierecki, prezes Kasy Krajowej, jest członkiem Rady
Dyrektorów tej organizacji.
Robert Knap
Przedruk za „Naszym Dziennikiem” z dnia 22 listopada 2005 r.;