bolko_turan
18.12.05, 23:28
Agnieszka Mitraszewska 18-12-2005 , ostatnia aktualizacja 18-12-2005 20:51
gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,3073844.html
PRZEGLĄD ŚWIATOWEJ PRASY GOSPODARCZEJ. Historia zna takie przypadki, że odpływ
młodych ludzi do pracy za granicą pogłębiał jeszcze problemy ekonomiczne
biednego kraju. Czy dotyczy to także Europy Wschodniej?
W typowym brytyjskim hotelu nie uświadczysz dziś w obsłudze wyspiarzy. Wśród
międzynarodowego personelu rzucają się w oczy wszechobecni Polacy: w recepcji,
w barach i restauracjach, w ekipie sprzątającej, a jeden (z podręcznikiem
ekonomii na kolanach) na basenie w charakterze trenera i ratownika, pisze „The
Economist".
Zdaniem menedżera hotelu to kwestia etyki pracy: - Wielu Brytyjczyków sądzi,
że praca w usługach ma coś wspólnego ze służalczością.
Od czasu, gdy Polska wstąpiła do Unii Europejskiej, zniknęły problemy z
zatrudnieniem w hotelu Oxford Belfry. - Zalewają nas podania o pracę z Polski
- mówi menedżer. Rzeczywiście, wielu pracodawców w Wielkiej Brytanii, Irlandii
i Szwecji, jedynych krajach Unii, które całkowicie otworzyły swoje rynki pracy
dla nowych członków UE, chętnie korzysta z dostępu do dobrej i taniej
wschodnioeuropejskiej siły roboczej. Do tego stopnia, że w Polsce, na Litwie i
Łotwie odzywają się głosy, że zbyt wielu najlepszych wyjeżdża na Zachód w
poszukiwaniu lepszego życia i wyższych zarobków.
Czego nie wiedzą statystyki
Wielkie migracje w Europie nie są niczym nowym. Po upadku komunizmu miliony
osób przeniosły się za granicę ze względów politycznych: Żydzi wyjechali do
Izraela, Niemcy wrócili z Rosji do Niemiec, a Rosjanie z powrotem do Rosji.
Było też wielu uciekinierów wojennych i nielegalnych emigrantów. Tym razem
jednak mamy do czynienia z migracją w większości przypadków legalną o podłożu
ekonomicznym.
Jej skala, niestety, wymyka się pomiarom. Oficjalne statystyki prawdopodobnie
drastycznie ją zaniżają. W Wielkiej Brytanii, gdzie przybysze z Europy
Wschodniej powinni się zarejestrować, zanim zaczną szukać pracy - czego dość
często nie robią - oficjalnie przebywa tylko 95 hydraulików z Polski. Jeden z
brytyjskich tabloidów naliczył tylu w ciągu zaledwie jednego dnia po
zamieszczeniu ogłoszenia wielkości pocztówki na słupach popularnej wśród
Polaków dzielnicy zachodniego Londynu. Łączna liczba zarejestrowanych
przybyszów z nowych państw członkowskich UE wynosi jedynie 175 tys. Według
nieoficjalnych wyliczeń jednak samych Polaków jest około 300 tys., a kolejne
100 tys. w Irlandii. Jak podają przedstawiciele władz łotewskich, co najmniej
50 tys. obywateli, czyli 2 proc. populacji, opuściło kraj za pracą. Jeszcze
więcej wyjechało Litwinów - aż 100 tys., czyli 3 proc.
Jeśli przyszłość w łotewskiej wiosce nie wygląda różowo, lepiej wyjechać
chociaż na jakiś czas do pracy przy zbieraniu grzybów w Irlandii, pisze „The
Wall Street Journal". Nie jest tam wprawdzie lekko, ale przynajmniej można
odłożyć trochę gotówki na początek czegoś lepszego. Taki sposób myślenia jest
bliski Irlandczykom, którzy przez setki lat migrowali za chlebem, a teraz
przyjmują z otwartymi ramionami przybyszów ze Wschodu. Od rozszerzenia Unii
zarejestrowało się w Irlandii 150 tys. pracowników z Europy Wschodniej. Od
Dublina po Donegal trudno znaleźć budowę, fabrykę, hotel czy pub, gdzie nie
słychać by było mowy polskiej, rosyjskiej, łotewskiej lub litewskiej. Zmienił
się przez to charakter tego kraju. Wielojęzyczne gazety zamieszczają
ogłoszenia o pracy, banki zatrudniły urzędników ze znajomością
wschodnioeuropejskich języków. Wyspecjalizowane sklepy spożywcze sprzedają
swojskie wędliny i sery, a firmy telefoniczne zamieszczają reklamy w
internetowych kafejkach z tanimi połączeniami do Warszawy, Wilna, Rygi, Tallina.
Zostali starcy i dzieci
Wyjazdy za pracą niepokoją przedstawicieli wschodnioeuropejskich przemysłów, w
których brakuje rąk do pracy, takich jak budownictwo czy sprzedaż detaliczna.
Muszą importować pracowników ze Wschodu albo podwyższać płace. Niektóre
wiejskie regiony opustoszały do tego stopnia, że wokół widać tylko osoby
starsze i dzieci.
Historia zna takie przypadki, że odpływ młodych ludzi do pracy za granicą
pogłębiał jeszcze problemy ekonomiczne biednego kraju. Zdaniem „The Economist"
nie dotyczy to jednak Europy Wschodniej. Po pierwsze, w każdej chwili i za
niewielkie pieniądze można wrócić do domu. Jeśli odpowiednio wcześnie wykupi
się bilet, można z Wielkiej Brytanii polecieć do Polski za kilka funtów.
Migranci są dzięki temu znacznie bardziej mobilni - swobodnie decydują o
miejscu i długości pobytu.
Po drugie, nowi członkowie Unii Europejskiej mają szansę stać się kuźnią
odpowiednio wykwalifikowanych kadr. Gdy na przykład brakuje w Wielkiej
Brytanii kierowców autobusów, a system edukacji i szkoleń w Polsce działa
sprawnie, może to stać się sygnałem dla kierowców ciężarówek do
przekwalifikowania się.
Po trzecie, zasoby wykwalifikowanej siły roboczej są duże i jest skąd ją
czerpać. Według ocen EBOiR w nowych krajach członkowskich jest blisko dwa razy
więcej wykształconych lekarzy na głowę mieszkańca, niż większość krajów
rozwiniętych uważa za normę. Spadający współczynnik urodzeń sprawia, że
wkrótce będzie też zbyt wielu nauczycieli.
Podtrzymywać więzy
Brytyjski tygodnik uważa, że migracja za pracą mogłaby zostać znacznie
usprawniona. Można by starać się wyeliminować marnotrawstwo umiejętności: gdy
znakomicie wykształceni pracownicy wykonują najprostsze czynności, bo ich
kwalifikacje nie są za granicą uznawane. Wbrew unijnemu prawu zdarza się to
bardzo często. Skomplikowane (i często nielegalne) bariery, jakie stawiają na
drodze migrantom takie kraje jak Francja czy Włochy, nie wychodzą wcale na
dobre tamtejszym firmom.
Państwa będące eksporterami wykwalifikowanej siły roboczej stoją przed dwoma
wyzwaniami. Jedno z nich to odpowiedź na pytanie: dlaczego ludzie opuszczają
kraj? Wśród przyczyn na pewno trzeba wymienić niskie płace w sektorze
publicznym, ale także sztywne i skorumpowane instytucje. Co ciekawe, wielu
Europejczyków ze Wschodu twierdzi, że szczególnie odpowiada im elastyczny i
niezbiurokratyzowany styl życia w Wielkiej Brytanii. Wśród wymienianych
przykładów jest choćby jednostronicowy kwartalny formularz podatkowy dla
małych firm.
Drugim wyzwaniem eksporterów siły roboczej jest uczynienie powrotu do domu
jedynie kwestią czasu, a nie spełnienia jakichś warunków. Służą temu
likwidacja biurokratycznych barier i utrzymywanie więzów z krajanami na całym
świecie. Władze w Wilnie sponsorują litewskie szkoły w takich miejscach jak
Dublin, aby usunąć bariery, na które napotykają rodziny rozpatrujące możliwość
powrotu. Gdy dzieci znają dobrze ojczysty język, łatwiej podjąć decyzję o
powrocie do domu.
Bo pieniądze to nie wszystko. Wie o tym dobrze Mantas Adomenas, profesor
Uniwersytetu Cambridge, który zdecydował się wrócić do Wilna, pogodzić się z
75-proc. obniżką pensji i poświęcić się kampanii antykorupcyjnej. Gdy
przyjaciele mówią mu, że jest teraz grubą rybą w małym stawie, przywołuje
przykład Plutarcha, który nie chciał wyjechać ze swej rodzinnej Cheronei do
Aten, mówiąc, że w ten sposób jego "małe miasteczko stałoby się jeszcze mniejsze".