Wschodnie ciuchy wchodzą tylnymi drzwiami

03.01.06, 16:22
Konkurencja ze strony chińskich producentów okazała się tak mocna, że nasi
producenci złożyli oficjalny protest w Komisji Europejskiej. Wprowadzone
wpierw ograniczenia szybko zniesiono, a na unijny rynek – w tym polski –
trafiło w ubiegłym roku dużo więcej wyrobów tekstylnych z Chin, niż wcześniej
planowano- pisze „Dziennik Zachodni”.

– „Chińskie ciuchy to jednorazówki, jak ktoś raz kupi i się sparzy, to więcej
po to nie sięgnie. Mogą z nami konkurować tylko ceną, nie jakością” – twierdzi
Florian Sadownik, właściciel dużej firmy krawieckiej spod Łodzi. Azjatyccy
producenci walczą jednak również o opanowanie polskiego rynku odzieży
ochronnej i roboczej, która powinna mieć przecież szczególnie dobrą jakość.
Dziennikarze dowiedzieli się, że od kilkunastu miesięcy do śląskich firm, w
tym kopalń, trafia coraz więcej importowanych produktów i środków ochrony
osobistej.
Kiedyś prawo górniczo-geologiczne określało wykaz sprzętu ochrony
indywidualnej, który wymagał dopuszczeń do stosowania w kopalniach. Zajmowała
się tym Komisja ds. Zagrożeń Zdrowia Czynnikami Środowiska Pracy w Zakładach
Górniczych, powołana przez prezesa WUG. – „Po wejściu Polski do UE zaczęło
obowiązywać prawo unijne, a konkretnie Dyrektywa UE 89/686/EWG. Zarówno
producent jak i kupujący środki ochron osobistych nie ma obowiązku
występowania do Komisji o opinię dla swojego produktu. Może to zrobić, ale nie
musi. Obecnie wymagana jest tylko deklaracja zgodności, którą wystawia
producent lub upoważniony przez niego dystrybutor” – twierdzi prof. dr hab.
inż. Adam Lipowczan, przewodniczący Rady Naukowej, kierownik Zakładu Akustyki
Technicznej, Techniki Laserowej i Radiometrii GIG.

Zdaniem profesora, w Polsce unijną dyrektywę traktuje się zbyt dowolnie, a to
sprzyja napływowi na coraz większą skalę produktów wątpliwej jakości, nie
posiadających odpowiednich certyfikatów i odpowiedniego oznakowania. To, co
jest dobre w kopalniach chińskich, wietnamskich i innych, niekoniecznie nadaje
się do zastosowania w polskich zakładach wydobywczych. Sposobem na
powstrzymanie tego zjawiska może być wprowadzenie dodatkowych wymogów wobec
firm uczestniczących w przetargach.

– „Chodzi o to, by oferowane przez nie wyroby obowiązkowo musiały posiadać
pozytywną opinię komisji powołanej przez prezesa WUG. Niektóre spółki węglowe
i kopalnie to robią. Można też oczekiwać, że sami górnicy, a zwłaszcza służby
bhp sprzeciwiać się będą wprowadzaniu do użytku produktów niskiej jakości.
Podstawowym kryterium nie może być cena” – mówi profesor.

Życie pokazało jednak, że ograniczenia UE nie sprawdzają się w praktyce. Wiele
krajów podpisało bowiem z Chinami umowy na podwykonawstwo. Niektóre firmy z
Polski mają swoje filie w Chinach, gdzie szyją swoje wyroby, a następnie
przywożą do kraju oraz eksportują do wielu państw świata. W ten sposób
chińskie wyroby dostają się na nasz rynek niejako tylnymi drzwiami.

Od dawna przekonujemy, że kupując rodzime produkty wspiera się polską
gospodarkę. Jednak argumentów jest więcej: kupując "tanie, kolorowe i
jednorazowe" produkty z Chin oszczędzamy nie tylko na współobywatelach, ale
często i na własnym bezpieczeństwie.

Pełna wersja