Dodaj do ulubionych

O tym jak Polacy cywilizowali nowy świat

17.04.06, 13:15

Sława!
Pionierzy Nowego Świata
wyprawy.onet.pl/11272,472,1326314,ekspedycja.html
Autor: Ryszard Badowski

Źródłosurpriseddkrywanie Świata - Polacy na sześciu kontynentach


Nieco wcześniej niż w Brazylii Polacy pojawili się w Ameryce Północnej. Nie
sposób jednak ustalić nazwisko tego, który pierwszy stanął na tym
kontynencie. Wiadomo tylko, że był nim jeden z sześciu smolarzy polskich
uczestniczących w wyprawie słynnego żeglarza i korsarza Waltera Raleigha,
wysłanego w 1585 roku przez królową Elżbietę I do Wirginii w celu założenia
pierwszej europejskiej osady w Nowym Świecie.



Wioska indiańska




Jednym z motywów tego przedsięwzięcia była chęć uniezależnienia się Anglii od
importu z Polski drewna na maszty żaglowców, smoły, potażu i innych produktów
przemysłu leśnego, które zamierzano odtąd pozyskiwać we własnej zamorskiej
kolonii.

Polscy smolarze zamieszkali w kolonii Wirginia, wśród 180 kolonistów, na
terenach bronionych z determinacją przez Irokezów. Na skutek kłótni i
niesnasek osadników oraz wrogiej postawy Indian siedlisko to w następnym roku
porzucono. Dwie kolejne próby osadzenia przybyszów z Europy na ziemi
amerykańskiej także się nie powiodły. Dopiero w 1607 roku powstała osada
Jamestown, do której w 1608 roku na statku „Mary and Margaret" przybyła grupa
Polaków i Holendrów. Naszych rodaków zwerbował kapitan tego żaglowca John
Smith, który niegdyś zaciągnął się do służby siedmiogrodzkiego księcia
Zygmunta Batorego. Ranny popadł w niewolę turecką. Sprzedany Tatarom, zdołał
zbiec do Polski, gdzie udzielono mu pomocy. Gdy wyruszał do Ameryki, pamiętał
o Polakach, którzy w nowej kolonii mieli budować tartaki oraz produkować
smołę, dziegieć, szkło i mydło celem wywozu tych ostatnich do Anglii - tak
pisze amerykański historyk Wertenbaker w książce „The First Americans",
opublikowanej w 1927 roku oraz polski dyplomata Jan Drohojowski w
opracowaniu „Polacy w Ameryce" (KAW, 1976).

W znacznie starszym dziele „The Generall Historie of Virginia", wydanym w
Londynie w 1624 roku, można przeczytać, że druga grupa Polaków i Holendrów
liczyła 8 osób. Polacy zbudowali w odległości mili od Jamestown pierwszą hutę
szkła w Ameryce. Wkrótce było ich tutaj kilkunastu. Nazwiska niektórych
dotarły do nas w zniekształconej lub okrojonej postaci. Z zapisów angielskich
wiadomo, że trafiony indiańską strzałą zmarł Mathew the Polander, czyli Polak
Mateusz. Na rachunkach wystawionych za tytoń figuruje Robert the Polonian,
czyli Polak Robert.



Arizona. Dolina monumentów.




Polonijny historyk Artur Leonard Waldo z Phoenix w stanie Arizona odtworzył
niektóre nazwiska pionierów: Michał Łowicki, pochodzący z rodziny polskiej z
dawna osiadłej w Anglii (w angielskich zapisach Michael Lowick lub Lowicke),
Jan Bogdan z Kołomyi (mistrz budowy okrętów i specjalista od wyrobu szkła),
Jan Mata z Krakowa (wytwórca mydła), Stanisław Sadowski z Radomia (budowniczy
tartaków) oraz Karol Źrenica z Poznania. Po jakimś czasie dołączył do nich
lekarz Wawrzyniec Bohun z Białegostoku. Łącznie do Wirginii ściągnęło co
najmniej 50 Polaków. Część z nich musiała przedtem pracować w Holandii, o
czym świadczy zapis jednego z pierwszych zarządców kolonii Johna Smitha:
Tylko Polacy i Holendrzy wiedzieli, co to praca. Znalazł się on w jego
książce „True Travels". Równie ciekawy jest fragment wydanego w 1625 roku w
Amsterdamie pamiętnika Zbychgniewa Stefańskiego z Włocławka,
zatytułowanego „Memorialium Commercatoris". Przedstawia on Opisanie Spraw
Peregrynacyey po Obciech Krayach Iako Francyey, Anglyey i Wirginiyey.
Wspomniana książka zawiera takie świadectwo: Kilku nas wei do Nederlandu
wespół pociongneło. Bywałoch tam za podrostka, albowiem dla rzemiensla nauki
rodzic mnie wyselal. Nie zawsze pracowitość i godność pierwszych Polaków w
Ameryce była doceniana. W 1619 roku musieli walczyć o równouprawnienie w
głosowaniu do Zgromadzenia Obywatelskiego (The House of Burgess), pełniącego
w Wirginii w okresie kolonialnym funkcje ustawodawcze. W książce E.L.
Jordana „Americans", wydanej w Nowym Jorku w 1939 roku, znajduje się na ten
temat zapisek, cytowany przez Wacława Słabczyńskiego w jego
monografii „Polscy podróżnicy i odkrywcy": Obdarci lecz dumni gentlemeni
angielscy z Jamestown patrzyli z góry na wytwórców dziegciu i szklą, jako na
istoty społecznie niższe. Gdy Polacy zorientowali się, że nie są traktowani
fair, natychmiast ogłosili strajk i przeprowadzili swe żądania. W Księdze
Sądowej Wirgińskiej pod datą 13 lipca 1619 roku przeczytać można: (...) będą
oni obdarzeni prawem głosu i uczynieni tak wolnymi, jak każdy inny tutaj
mieszkaniec. Zaś aby ich umiejętność wyrobu smoły, dziegciu i mydła nie
umarła z nimi, ustala się, że pewna ilość młodych ludzi będzie umieszczona
między nimi, aby wyuczyć się ich umiejętności i wiedzy dla przyszłej kraju
korzyści. Dziś można sobie dworować z dziegciu, mydła, smoły i szkła, ale
źródła amerykańskie uznały ich produkcję za historyczny zalążek przyszłego
potężnego przemysłu Stanów Zjednoczonych


Forum Słowiańskie
gg 1728585
Obserwuj wątek
    • ignorant11 O tym jak Polacy cywilizowali nowy świat(2) 17.04.06, 13:17
      Wyrok historii zrządził, że w Ameryce Północnej losy pierwszych Polaków splotły
      się z losami pracowitych i sumiennych Holendrów. Początkowo w pierwszych
      koloniach angielskich, wkrótce także w niderlandzkich enklawach Nowego Świata.
      Jedną z nich był teren obecnego Manhattanu, który w XVII wieku nosił nazwę Nowy
      Amsterdam. Kompania Zachodnioindyjska utworzyła tu w 1621 roku swoją faktorię
      na terenie osady holenderskiej, założonej siedem lat wcześniej. Pierwsi Polacy
      mieli przybyć do niej w 1615 roku, wkrótce po Holendrach. Tereny nad rzeką
      Hudson otrzymały miano Nowych Niderlandów. Osadnicy polscy odgrywali w tej
      kolonii niemałą rolę. W 1643 roku istniało w Nowym Amsterdamie cale osiedle
      polskie, co poświadczył francuski jezuita Izaak Jogues. Zamieszkiwali je
      prawdopodobnie arianie. Ich związki z Holandią bardzo się wówczas nasiliły. W
      starym Amsterdamie, czyli w niderlandzkiej metropolii, bracia polscy mieli od
      1638 roku własny ośrodek wydawniczy. Na wyjazd do Ameryki namówił ich Peter
      Stuyvesant, który w połowie lat 40. XVII wieku został gubernatorem Nowych
      Niderlandów. To on poprosił rząd swego kraju o wysłanie do Nowego Amsterdamu
      trzydziestu polskich rodzin. Miało to zapobiec przejęciu przez Anglików handlu
      futrami z Indianami. Trzeba pamiętać, że Polacy słynęli z umiejętności
      myśliwskich i kunsztownego wyprawiania skór.




      Indianin z plemienia Ute.

      Zanim ktokolwiek usłyszał o Nowym Świecie, Amerykę Północną zamieszkiwały
      liczne plemiona indiańskie skupiające się w kilkunastu obszarach kulturowych.
      Przedstawiony na rycinie Indianin Ute reprezentuje grupę koczowniczych plemion
      zbieracko-myśliwskich, do której należą także Szoszoni i Pajuci.

      Do najbardziej znanych polskich kolonistów w Nowym Amsterdamie należeli:
      Aleksander Kurcjusz-Kurczewski, nauczyciel z Litwy, który używał łacińskiej
      wersji swego nazwiska Cur-tius, Jan Rutkowski oraz Kazimierz Budkiewicz. Byli
      wykładowcami założonej przez Kurcjusza w 1659 roku szkoły łacińskiej.
      Stuyvesant pisał o Kurcjuszu do zarządu Kompanii Indii Zachodnich: Jego
      pracowitość jest zadziwiająca, a postępy u młodzieży widoczne. Szkoła Kurcjusza
      była drugim obok kolegium Harvarda łacińskim ośrodkiem dydaktycznym w Ameryce,
      zorganizowanym na wzór europejskich gimnazjów.

      W kronikach Nowego Amsterdamu w 1653 roku wymieniony został Marek Daszkowski -
      zasłużony obywatel miasta, Wojciech Adamkie-wicz figuruje w księgach miejskich
      jako znany przedsiębiorca budowlany, a Daniel Liczko jako oficer garnizonu i
      właściciel najlepszej gospody w mieście. Dwukrotnie na burmistrza Nowego
      Amsterdamu wybierany był kapitan Marcin Krygier, komendant jednego z miejskich
      fortów, zwanego „Casimir". Nietrudno się domyśleć, że był to ukłon gubernatora
      Stuyvesanta w stronę panującego w Polsce króla Jana Kazimierza oraz licznych
      Polaków służących w armii niderlandzkiej. Fort Casimir umacniał wał obronny
      miasta, który przebiegał w miejscu obecnej Wall Street.

      W tej części Manhattanu stanęły później wieżowce World Trade Center,
      staranowane 11 września 2001 roku przez samoloty terrorystów. Tragedia
      rozegrała się dokładnie tam, gdzie niegdyś mieszkali pierwsi polscy obywatele
      Nowego Amsterdamu.

      Z Nowym Amsterdamem związane są dzieje co najmniej dwu słynnych potem polsko-
      amerykańskich rodów. Na statku holenderskim przybył w 1662 roku do Nowych
      Niderlandów szlachcic Olbracht Zaborowski, wywodzący się z Ziemi Dobrzyńskiej.
      Zamieszkał w miejscowości Hackensack, dwa lata przed opanowaniem kolonii
      holenderskiej nad rzeką Hudson przez Anglików. Nowy Amsterdam został przez nich
      przemianowany na Nowy Jork. Potomkowie Olbrachta Zaborowskiego w czwartym
      pokoleniu zmienili nazwisko na Zabriskie. W ciągu półtora wieku ród ten rozrósł
      się do około półtora tysiąca potomków w samej tylko linii męskiej. W stanie
      Kalifornia, na pograniczu z Nevadą, istnieje osada Zabriskie, założona przez
      farmerów i drobnych kupców zachowujących świadomość swego polskiego
      pochodzenia. Wielu przedstawicieli tego rodu służyło w armii amerykańskiej.
      Dziś całkowicie zamerykanizowani potomkowie Olbrachta Zaborowskiego uważają się
      za arystokrację Nowego Świata.

      Drugim słynnym polskim rodem zapisanym w dziejach Ameryki stali się Sadowscy.
      Ich przodek Jan, niekiedy nazywany Jonathanem, zamieszkał w Nowym Amsterdamie,
      ale sporo podróżował, ponieważ trudnił się handlem. W czasie pobytu w Wirginii
      wdał się w spór z Indianami i został przez nich zabity. Jego synowie
      wywędrowali na zachód Ameryki, gdzie zakładali osady, miasta i forty, które
      dziś noszą nazwę Sandusky, podobnie jak rzeki, zatoki, wyspy i powiaty w
      kilkunastu stanach. Wśród Sadowskich było wielu pionierów badań wnętrza Ameryki
      Północnej. Jakub Sadowski jako pierwszy biały człowiek przepłynął na
      własnoręcznie zbudowanej łodzi rzeki Cumberland, Ohio i Missisipi. Był
      pierwszym polskim podróżnikiem, a zarazem pierwszym polskim pamiętnikarzem w
      Ameryce.


      --------------------------------------------------------------------------------


      MAŁA HOLANDIA W AMERYCE

      1609
      Anglik Henry Hudson dociera do ujścia rzeki, nazwanej później jego imieniem,
      informując o tym kupców holenderskich, którzy wystali go na zwiad do tej części
      Ameryki Północnej. Stwierdza, że wyspa położona u jej ujścia może stanowić
      dobry teren dla europejskiego osadnictwa i przyczółek do handlu z Indianami.

      1614
      Holendrzy zakładają na Manhattanie swoją pierwszą faktorie handlową i wznoszą
      ochraniający ją fort Nassau.

      1621
      Kompania Zachodnioindyjska przejmuje zarząd nad sąsiednimi terenami, nadając im
      nazwę Nowe Niderlandy.

      1624
      Nad Hudsonem pojawia sie Fort Orange (dzisiejsze miasto Albany - stolica stanu
      Nowy Jork).

      1625
      Pierwsza faktoria przekształca się w osiedle Nowy Amsterdam.

      1664
      Anglicy opanowują Nowe Niderlandy włącznie z Nowym Amsterdamem, który nazywają
      Nowym Jorkiem na cześć księcia Yorku Jakuba z dynastii Stuartów, późniejszego
      króla Anglii i Irlandii Jakuba II, któremu przed nim panujący jego brat Karol
      II nadał te posiadłości.
    • ignorant11 O tym jak Polacy cywilizowali nowy świat(3) 17.04.06, 13:17
      Pierwsze wieści o Nowym Świecie

      Polacy bardzo wcześnie dowiedzieli się o odkryciu nowego kontynentu przez
      Krzysztofa Kolumba. Dowodem na to jest wydanie w naszym kraju w 1493 roku listu
      sławnego żeglarza, zatytułowanego „Epistola de insulis Indiae super inventis".
      Było to zaledwie w rok po tym, jak statki „Santa Maria", „Pinta" i „Nina"
      dotarły do brzegów wyspy Gu-anahani na Morzu Karaibskim, nazwanej przez Kolumba
      San Salvador. W antologii „Polskie opisanie świata" Antoni Kuczyński,
      nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, podaje, że jeden z
      egzemplarzy tego rzadkiego dokumentu przechowywany jest w bibliotece jego
      uczelni, a drugi w księgozbiorze seminarium duchownego we Włocławku. W 1501
      roku zwięzłą wzmiankę o nowo odkrytych ziemiach za oceanem podał w swoim
      podręczniku Jan z Głogowa, uczony Akademii Krakowskiej. Inny wykładowca tej
      uczelni, Jan ze Stobnicy, przedstawił kartograficzny obraz nowego kontynentu,
      dołączając swą mapę do komentarza, jakim opatrzył w 1512 roku polskie wydanie
      dzieł Ptolomeusza. Dwa oryginały tej mapy przechowywane są obecnie w Bibliotece
      Narodowej w Wiedniu i w Bibliotece Johna Cartera w mieście Providence w Stanach
      Zjednoczonych.



      W latach 1524-1531 Jan Dantyszek, pierwszy poseł Rzeczypospolitej w Hiszpanii,
      poznał na dworze cesarza Karola V zdobywcę imperium Azteków Corteza, pierwszego
      Europejczyka, który rozpoczął podbój Ameryki. Później wymieniał z nim listy.

      „Kronika wszystkiego świata" Marcina Bielskiego w wydaniach z lat 1551 i 1554
      zawierała oddzielną księgę o wyspach morskich, nowo znalezionych (...) od
      Ameryka Wespucia, Hiszpana, lata pańskiego 1497, z rozkazu króla hiszpańskiego,
      kastylejskiego królestwa. Wymieniony w obszernym tytule włoski żeglarz w
      służbie hiszpańskiej jako następny po Kolumbie popłynął do Nowego Świata i
      dobił do stałego lądu w Zatoce Meksykańskiej. On pierwszy użył określenia
      Mundus Novus. Od jego imienia pochodzi nazwa Ameryka, umieszczona na mapie w
      1508 roku przez niemieckiego geografia i kartografa Martina

      Waldseemüllera. Bielski, tworząc pierwszą w polskiej literaturze książkę o
      wszytkim świecie, czerpał wiadomości o Ameryce z dzieła innego niemieckiego
      uczonego, Sebastiana Münstera. Były one często bałamutne i naiwne, zawierały
      jednak sporo prawdziwych informacji i wiele barwnych opisów. O Indianach można
      przeczytać, że nago chodzą, żywności mają dosyć (...), z bawełny czynią siatki,
      na których legają, przywiązawszy do czterech drzew, jak w kolebce (...), w
      ptasim pierzu chodzą przedniejsi jako w jednym złotogłowie urod krasnych.

      W 1579 roku Piotr Skarga w „Żywotach Świętych" wspomniał lakonicznie o
      Brazylii. Było to 23 lata przed przyjściem na świat Krzysztofa Arciszewskiego,
      pierwszego Polaka, który opisał ten kraj na podstawie własnych wrażeń. Przedtem
      jeszcze Krzysztof Kraiński, polski kalwin, człowiek rozległej erudycji,
      komunikował w swojej „Postylli", czyli komentarzu do Biblii, o mrożących krew w
      żyłach czynach hiszpańskich konkwistadorów. Wedle jego opinii uśmiercili oni
      więcej Indian niż Turcy chrześcijan podczas krwawych podbojów w Europie.
      Powołał się przy tym na opinię hiszpańskiego biskupa Bartolemeusa Cassausa,
      który uznał, że nawracanie na wiarę papieską ludzi Nowego Świata przez Hiszpany
      było okrutne i straszne. Publikacja ta ukazała się w 1617 roku, mogła więc
      pobudzić wyobraźnię młodego Arciszewskiego i skłonić go 12 lat później do
      podjęcia walki z Hiszpanami w Brazylii. Niewykluczone, że przed opuszczeniem
      Polski widział w sali sądowej poznańskiego ratusza umieszczony w 1622 roku
      fresk, będący jedną z najstarszych alegorii Ameryki. Pochodził przecież z
      pobliskiego Rogalina.


    • ignorant11 O tym jak Polacy cywilizowali nowy świat(4) 17.04.06, 13:19
      Legendarny poprzednik Kolumba

      Brak wyrazistej postaci o konkretnym imieniu i nazwisku oraz rozbudowanym
      życiorysie, którą można by uznać za pierwszego Polaka w Ameryce Północnej,
      przyczynił się do utrwalenia legendy o Janie z Kolna, polskim żeglarzu, który
      drogę do Nowego Świata znalazł przed Kolumbem.

      Przekazów o nim trzeba szukać w źródłach portugalskich i hiszpańskich, ale
      także we francuskich, włoskich, holenderskich i skandynawskich. Występuje w
      nich jako Scolvus, Scolus, Scolnus, niekiedy Scoluo lub Scolno. W XVI- i XVII-
      wiecznych dziełach naukowych nazwisko jego można spotkać w ponad 20 wersjach.
      Narodowość legendarnego żeglarza nie jest pewna, ale domniemanie jego polskości
      powtarza się często. Bierze się stąd, że słowo pilotus, łączone z jego
      nazwiskiem, niektórzy badacze odczytali jako „Polonus". Z wersji „Johannes
      Scolnus" znakomity polski historyk Joachim Lelewel wyprowadził nazwisko Skolny,
      a następnie doszedł do wniosku, że mógł to być „Jan z Kolna". Jego przekonanie
      podzieliło wielu historyków rosyjskich. W polskie pochodzenie słowiańskiego
      odkrywcy Ameryki uwierzył między innymi znany niemiecki przyrodnik, podróżnik i
      geograf Aleksander Humboldt.

      Najstarsze wiadomości o Scolnusie nie są poparte żadnymi dokumentami
      historycznymi. Pochodzą z drugiej, a nawet z trzeciej ręki. Nie udało się
      ustalić ich pierwotnego źródła. Lelewel uznał, że skoro w Polsce istnieje
      miasto Kolno, jego mieszkaniec imieniem Jan mógł zostać nazwany Johannesem
      Scolnusem zgodnie z panującą wówczas w Europie modą latynizacji nazwisk.
      Koronnym polskim argumentem dotyczącym tej postaci było znalezienie na liście
      studentów uniwersytetu krakowskiego, sporządzonej w 1455 roku, nazwiska
      Johannes Nicolai de Colno. Odnotowały je też późniejsze kroniki. Jedna z nich
      zawierała zapis: Roku 1577 d. 17 kwietnia zaszła niedaleko Tczewa nad Jeziorem
      Lubiszewskim walka między wojskami polskimi pod dowództwem Jana Zborowskiego, a
      zbuntowanymi Gdańszczanami, pod wodzą Jana z Kolna. Miałby to być dokładny
      imiennik i potomek Jana z Kolna (albo jego braci), wysłanego przez króla Danii,
      Chrystiana I na przedkolumbijską wyprawę, która dotarła szlakiem wikingów do
      wybrzeży Labradoru w Ameryce Północnej?

      Duńscy historycy zarzucali Lelewelowi, że z pobudek patriotycznych
      zniekształcił nazwisko skandynawskiego żeglarza Jona Skolpa, nadając mu polskie
      brzmienie. Islandczycy postać z legendy o wcześniejszym odkryciu Ameryki
      utożsamiają ze swoim rodakiem Jonem Skulasonem. Do Skolpa przyznawali się także
      Norwegowie i Szwedzi. Wszystkie źródła zgadzają się co do jednego: ów Scolnus
      czy też Scolvus, który we wszystkich narodowych wersjach nosi imię Jan (lub
      jego odpowiednik) miał dotrzeć do Nowego Świata w 1476 roku, czyli 16 lat
      wcześniej niż Kolumb. Sprawa legendarnego poprzednika wielkiego odkrywcy
      pozostaje do dziś otwarta i nierozwiązana.
    • ignorant11 Polacy na sześciu kontynentach 17.04.06, 13:47
      Sława!
      KSIĄŻKI

      globtroter.onet.pl/900,ksiazki.html
      Zobacz także



      Fragmenty
      • Dlaczego napisałem tę książkę?
      • Czy istnieli Polscy wikingowie?
      • Czas odkryć jeszcze nie minął







      ODKRYWANIE ŚWIATA
      Ryszard Badowski


      wydawca: Pascal
      data wydania: 2001
      ISBN: 83-7304-013-7
      liczba stron: 320
      Format - 230x290 mm:
      Oprawa - twarda lakierowana:
      Ocena:




      Oceń tą książkę Oceń:543210



      Odkrywanie Świata. Polacy na sześciu kontynentach Ryszarda Badowskiego to
      książka o polskich podróżnikach - od tych najdawniejszych do współczesnych
      obieżyświatów.


      Album ten odsłania przed czytelnikiem bogactwo polskich osiągnięć w dziele
      poznawania i opisywania świata. Podkreśla to, z czego właściwie nie zdajemy
      sobie sprawy: jesteśmy narodem otwartym, ciekawym świata, przekraczającym
      (często wbrew piętrzącym się przeszkodom) wszelkie granice i to już od niemal
      dziesięciu wieków. W ?Odkrywaniu świata" po drogach i bezdrożach świata wędrują
      średniowieczni mnisi, dyplomaci, awanturnicy, łowcy przygód, poszukiwacze
      skarbów, handlarze niewolników, banici, tułacze.

      W czasach nieco mniej odległych spotykamy badaczy i naukowców najróżniejszych
      dziedzin, emigrantów, zesłańców. Dwudziestowiecznych odkrywców reprezentują
      zdobywcy najwyższych szczytów i najgłębszych kanionów, pogromcy
      najpotężniejszych rzek, wybitni polarnicy, samotni żeglarze, a także etnolodzy,
      filozofowie, którzy w kontaktach z najmniej znanymi ludami świata szukają
      odpowiedzi na odwieczne pytania.

      Odkrywanie świata" to historia polskiego podróżowania - pieszo, konno, saniami,
      na pokładach ogromnych trzeszczących statków, niewielkich jachtów, pontonem,
      kajakiem, samolotem, samochodem czy koleją.

      Książka dzieli się na cztery części:

      Pierwsi na sześciu kontynentach opowiada o najstarszych polskich śladach na
      każdym z kontynentów, o czasach z których te ślady pochodzą, tych którzy je
      pozostawili i okolicznościach, w jakich do tego doszło.
      Na krańcach globu to wyprawa do miejsc, gdzie kończy się mapa. Opowieści
      naprawdę niezwykłe m.in. o polskich wikingach, o lotniku, który po latach
      wrócił z zaświatów, o pierwszych spotkaniach z kosmatym ludem na odległych
      Kurylach i audiencji u króla Oceanii.
      Podróże niezwykłe Chrzest na równiku, spotkanie z ludożercami (niekoniecznie
      przy kolacji i niekoniecznie w roli potrawy), wyprawa dookoła świata (okazuje
      się, że na początek wystarczy 100 złotych), pierwsze polskie podróżniczki,
      czyli damy, którym niestraszne wszelkie trudy podróży, mężczyźni, którym żadna
      z gór się nie oprze. Podróże, o jakich się marzy.
      Kolumbowie XX wieku Nieprawdopodobny Tony Halik i jego wyczyny (jako dodatek
      instrukcja - jak z kanistra zrobić pralkę), zdobywcy biegunów, najwyższych
      szczytów, najgłębszych kanionów, królowie samotnych rejsów, pogromcy
      najpotężniejszych rzek. W takim towarzystwie przekonujemy się, że czas odkryć
      jeszcze nie minął.
      Na każdym z przystanków niezwykłej wyprawy szlakiem polskich podróżników -
      wspomnienia, refleksje i anegdotki jednego z nich - autora, pierwszego
      polskiego zdobywcy wszystkich kontynentów, twórcy legendarnego już Klubu
      Sześciu Kontynentów.

      O atrakcyjności książki-albumu decyduje niezwykle starannie przygotowana szata
      graficzna: intrygujące fotografie, cenne zdjęcia archiwalne, stare ryciny i
      współczesne ilustracje, mapki ułatwiające czytanie tekstu i przepiękne mapy
      sprzed kilku wieków. Wszystkie współczesne zdjęcia zamieszczone w albumie to
      prace polskich fotografów-podróżników. Wśród nich głośne nazwiska: Grzegorz
      Micuła, Witold Danilkiewicz, Janusz Kasza. Niektórzy, tacy jak Zbigniew Bzdak,
      Marek Kamiński, Wiesław Mrówczyński to jednocześnie bohaterowie książki.




      Forum Słowiańskie
      gg 1728585

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka