bolko_turan
27.04.06, 18:59
Białoruś: KGB pobiło znanego działacza opozycji
wiadomosci.onet.pl/1313876,12,item.html
Znany białoruski opozycjonista, szef Zjednoczonej Partii Obywatelskiej
Anatolij Lebiedźka został wczoraj uprowadzony i pobity przez funkcjonariuszy
KGB. W więzieniu jest także lider białoruskiej opozycji demokratycznej
Alaksandr Milinkiewicz.
"To była dokładnie zaplanowana akcja, odpowiedź na moją działalność
polityczną" - podkreślił na konferencji prasowej Lebiedźka, bliski
współpracownik Alaksandra Milinkiewicza.
Według niego, chodziło o uniemożliwienie mu udziału w opozycyjnej demonstracji
w 20. rocznicę katastrofy w Czarnobylu. "Była to też próba zastraszenia ludzi,
którzy wyszli na ulice" - ocenił Lebiedźka.
Samochód Lebiedźki zatrzymało przy wyjeździe z garażu kilku ubranych po
cywilnemu osiłków ze słuchawkami w uszach. Wywlekli go na asfalt, zarzucili mu
na głowę kurtkę i nałożyli kajdanki. Tak skrępowanego zawieźli do jakiegoś
budynku, a po godzinie do szpitala, gdzie pobrano mu krew do badania na
zawartość alkoholu.
Przez cały czas go bito, choć - jak zaznaczył - nie tak, by na ciele pozostały
wyraźne ślady.
Dopiero wieczorem, po kilku godzinach, pojawiło się dwóch śledczych KGB,
którzy oznajmili, że przesłuchują go w związku ze sprawę karną dotyczącą
terroryzmu. Nie wyjaśnili mu, czy w charakterze podejrzanego, czy świadka,
choć straszyli, że za takie oskarżenie grozi kara śmierci.
Przesłuchanie trwało pięć godzin. Lebiedźkę pytano o jego wizyty zagraniczne,
zwłaszcza w Gruzji, na Litwie i Ukrainie. Na koniec nie sporządzono żadnego
protokołu. Z budynku wyprowadzili Lebiedźkę zamaskowani ludzie, którzy
wywieźli go na obrzeża miasta i tam porzucili.
Lebiedźka podkreślił, że przez dziewięć godzin jego rodzina nie wiedziała, co
się z nim dzieje. Tymczasem jego zapewniano, że krewni zostali poinformowani o
zatrzymaniu. Jego telefon komórkowy był od rana odłączony z sieci. Samochód
rodzina odnalazła na parkingu milicyjnym.
"Po uprowadzeniu odetchnąłem dopiero w szpitalu. Widzieli mnie tam lekarze,
którym powiedziano, że złamałem przepisy ruchu drogowego" - opowiadał
dziennikarzom. Przedtem, siedząc z kurtką na głowie, obawiał się, że podzieli
los porwanych w 1999 roku opozycyjnych polityków Jurija Zacharenki i Wiktora
Hanczara, po których ślad zaginął.
"Na koniec powiedzieli mi: jest pan rozsądnym człowiekiem, mamy nadzieję, że
wyciągnie pan z tego prawidłowe wnioski. Wyciągnąłem: ten reżim się boi. A
przekonań nie zmieniłem" - zaznaczył Lebiedźka.
Ocenił, że akcja przeciwko niemu to świadectwo "politycznej schizofrenii,
która z każdym dniem staje się silniejsza". Wyraził przekonanie, że w
przyszłości "władza będzie się coraz bardziej bać, a my coraz bardziej
będziemy się podnosić z kolan".
Zdaniem Lebiedźki, władze tak nerwowo zareagowały na jego inicjatywę
utworzenia międzynarodowego trybunału obywatelskiego, który osądziłby zbrodnie
polityczne na Białorusi. O inicjatywie tej Lebiedźka miał mówić na środowej
demonstracji. "To, co się ze mną stało, dowodzi, że jest to słuszna
inicjatywa" - zaznaczył.
Milinkiewicz został skazany przez sąd w Mińsku na 15 dni aresztu za "udział w
nielegalnym wiecu". Pod tym samym zarzutem podobne kary sąd wymierzył trzem
jego najbliższym współpracownikom. Lidera Białoruskiego Frontu Narodowego
Wincuka Wiaczorkę i szefa zdelegalizowanej Partii Pracy Alaksandra Buchwostaua
skazano na 15 dni aresztu, a przywódcę Partii Komunistów Białorusi Siarhieja
Kaliakina - na 14 dni.