ignorant11
16.05.06, 03:16
Sława!
Dlaczego Niemcy odwiedzają czeskie krematoria
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3347055.html
Bartosz T. Wieliński, Berlin 16-05-2006, ostatnia aktualizacja 15-05-2006
17:56
Firmom pogrzebowym za Odrą grozi plajta. Powód? Nie są w stanie wytrzymać
konkurencji z grabarzami z Czech i ich niemieckimi pośrednikami
czytaj dalej »
r e k l a m a
Kondukt pogrzebowy wyjeżdża spod kościoła w Berlinie. Ale karawan i jadący za
nim autobus z żałobnikami nie jedzie w kierunku jednego z miejscowych
cmentarzy. Samochody zjeżdżają na autostradę i jadą prosto do Czech.
Kilkadziesiąt kilometrów za czesko-niemiecką granicą kondukt dociera do
krematorium w Chomutowie. Po godzinie jest już po wszystkim. Żałobnicy oraz
urna z prochami wracają do domu.
Nie wiadomo, ile takich konduktów przekracza miesięcznie niemiecką granicę,
ale musi być ich sporo, bo w Niemczech to zjawisko dorobiło się
nazwy "turystyka cmentarna". Zjawisko to znane jest od kilku lat, ostatnio
bardzo się nasiliło, zaś Czechy są w tej dziedzinie wielkim potentatem.
Jak zwykle wszystko rozbija się o pieniądze. Za pogrzeb w Niemczech z pełną
oprawą trzeba zapłacić nawet 4-5 tys. euro - to dwie dobre pensje. Na to nie
było stać Lutzi Garcorz, bezrobotnej z Berlina, której historia pojawiła się
w reportażu telewizji ZDF. A w Czechach w krematorium w Wysoczanach za
pogrzeb ojca zapłaciła tylko 500 euro. Wprawdzie był to anonimowy pochówek -
bez nagrobka i procesji - ale za to osiem razy tańszy niż w Berlinie!
Co więcej, Czesi są bardziej tolerancyjni niż niemieccy grabarze. Na
cmentarzach obok krematoriów można dowolnie wybierać miejsce, w którym
spocznie urna. A jeśli zmarły sobie tego zażyczył, za dodatkową opłatą prochy
można załadować do wnętrza rakiety albo balonu i rozpylić nad okolicą. Czesi
nie będą mieli nic przeciwko, podczas gdy w Niemczech takie ekstrawaganckie
pogrzeby są ustawowo zakazane - ciało nawet po kremacji należy złożyć w ziemi.
Dochodzi do tego, że czescy przedsiębiorcy pogrzebowi chętnie przyjmują w
krematoriach wycieczki Niemców, którzy już planują sposób, w jaki zostaną
pochowani. - Moja córka nie będzie musiała się troszczyć o mój grób. Poza tym
bardzo lubię Czechy - opowiada dziennikarce "Berliner Zeitung" jeden z
uczestników takiego wyjazdu.
Na czeskiej otwartości korzystają niemieccy pośrednicy, którzy zawierają z
krematoriami umowy i oferują w swoich zakładach pogrzebowych "superoferty".
- Przecież nie chodzi o to, żeby ludzie, by móc pochować bliskich, zaciągali
kredyty - mówi Hartmut Woite, berliński przedsiębiorca pogrzebowy, jeden z
pionierów "turystyki cmentarnej". O kremowaniu zwłok Niemców w Czechach mówi,
że "to nisza na rynku, którą trzeba wykorzystać".
Ale koledzy z branży określają Woite słowem "hiena", tym bardziej że w jego
ślady poszli też inni przedsiębiorcy. - Pogrzeb to nie usuwanie odpadu.
Turystyka cmentarna to dumping - oburza się Brandon Lee, przedsiębiorca
pogrzebowy z Nad Nennedorf w Dolnej Saksonii.
- Tu przecież powinno chodzić o ludzką godność, a nie o cenę - wtóruje mu
Rolf Lichtner, sekretarz generalny niemieckiego związku grabarzy.
Ostatnio niemieccy przedsiębiorcy oskarżyli czeskie krematoria, że
zanieczyszczają środowisko - chodzi podobno o to, że używane trumny wykonane
są z nieekologicznych materiałów. Najprawdopodobniej ten argument Niemców nie
przekona.
Forum Słowiańskie
gg 1728585