Azjatycki kolos na glinianych nogach

08.07.06, 16:26
Sława!

Ten tekst dedykuję wszystkim zwolennikom "nowych poteg".
Moze dziwić,że umieszczam to na F Slowiańskim, ale przeciez Chiny pozstaja
nadal bardzo waznym dla nas potencjalnym partnerem jak i wyzwaniem
Chiny oraz ten drugi juz calkiem slowiański kolos na glinianych nogach.
Bo mimo iz Rosja nie umywa się nawet do Chin to jednak w Moskwie istnija
rachuby na orientację chińska, czy tez próby budowania walsnej agresywnej i
antycywilizacyjnej potegi wrogeiem wszelkim wartosciom cywilizowanego zachodu.

Złudny urok chińskiej potęgi

serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,3467498.html

Maciej Kuźmicz 07-07-2006 , ostatnia aktualizacja 07-07-2006 14:36

Chiny ani nie są nowe na mapie, ani tak potężne, jak byśmy chcieli sobie
wyobrażać. Chiny jako potęga to mit, a oszołamiające liczby dotyczące wzrostu
są po prostu nieprawdziwe - mówi znany francuski politolog Guy Sorman


Maciej Kuźmicz:"Rok Koguta" pokazuje, że Chiny nie są superpotęgą. Nie są
nawet potęgą. Trudno w to uwierzyć, kiedy wzrost gospodarczy w jednym kraju
od ponad dekady przekracza 9 proc.

Guy Sorman: - Trudno, bo my sami chcemy sobie wyobrażać Chiny jako potężne
państwo, zupełnie nowe na geopolitycznej mapie. Tymczasem Chiny ani nie są
nowe na mapie, ani tak potężne, jak byśmy chcieli sobie wyobrażać.
Oszałamiające liczby dotyczące wzrostu, którymi jesteśmy karmieni, są po
prostu nieprawdziwe. Jeżeli spojrzy się na Chiny, gdzie około miliarda ludzi
żyje na wsi i na wsi wzrost gospodarczy jest zerowy, to gdzie tutaj potęga?
Gdzie rozwój?

W miastach na wybrzeżu Chin: Szanghaju, Shenzhen. Tam rozwój widać na każdym
kroku.

- Tak, oczywiście. A co z resztą kraju? Tam nikt nie inwestuje, co więcej,
nie ma własności ziemi - więc nikt nie ma motywacji do zmiany, inwestowania.
Tam Chiny bardziej przypominają Afrykę.

Wzrost jest skoncentrowany w fabrykach, które pracują na potrzeby rynku
światowego. To jest bardzo prosty model rozwojowy: budujemy fabryki, które
tanio produkują na potrzeby rynku światowego. Płace są pod kontrolą - bo
chętnych do pracy mamy około miliarda. Nie ma związków zawodowych, nie ma
niezależnych organizacji. Możemy tanio produkować. Taki model jest łatwo
realizować i osiągnąć. Chiny jako potęga? To mit.

Czy to znaczy, że dziesiątki tysięcy firm, które tam zainwestowały - między
nimi giganty, takie jak General Motors, Yahoo, banki - mylą się co do pozycji
i perspektyw Chin? Dajemy się omamić?

- Niekoniecznie. Ale spójrzmy na to, za jakie pieniądze ten cud gospodarczy i
cud rozwoju jest osiągany. Właśnie za pieniądze zachodnich banków,
inwestorów.

To zabawne: to Zachód płaci za narodziny zupełnie nowej silnej gospodarki.
Ale Chińczycy wiedzą doskonale, że dziś jest niesamowita koniunktura na ich
kraj. Akcjonariusze zachodnich firm domagają się: zainwestujmy w Chinach!
Tymczasem na razie mało kto naprawdę zarobił duże pieniądze na Chinach. Ten
kraj to tylko wielka obietnica. Oczywiście, obietnica bez precedensu.

Chińskie firmy już same nie tylko produkują, ale również same projektują,
rozwijają technologie. To nie tylko prosty eksport, ale też rozwój własnej
myśli technologicznej. Czy patrzenie na Chiny przez pryzmat produkcji ubrań i
butów dziś nie jest już uproszczeniem?

- Uproszczeniem jest twierdzenie wyznawane przez inwestorów, że kiedyś Chiny
na pewno będą potężnym, bogatym rynkiem. To prawda, że chińskie uniwersytety
wypuszczają co roku 100 tys. inżynierów. To prawda, że Chiny inwestują w
technologie, ale te działania to na razie obietnice. Inżynierowie mogą - ale
nie muszą - przyczynić się do wzrostu innowacyjności. Inwestycje w
technologie też nie od razu przekładają się na nowoczesne produkty. Do tego
potrzeba czasu, doświadczenia. Jestem sceptyczny wobec chińskich innowacji.

Dlaczego? Przecież Państwo Środka przechodzi kolejną fazę rozwoju, czyli
unowocześnianie swoich fabryk. Tak samo było w przypadku rozwoju Japonii czy
Korei Południowej, które dziś są bardzo innowacyjne.

- Ale w Chinach niekoniecznie musi się to wydarzyć. Japonia i Korea
faktycznie zbudowały potęgi na kopiowaniu i taniej produkcji na potrzeby
Zachodu. Ale tu podobieństwa z Chinami się kończą. Japonia i Korea musiały po
pewnym czasie unowocześniać swoje gospodarki nie dlatego, że tak chcieli
ekonomiści. Tania siła robocza w ich przypadku w pewnym momencie się
kończyła. W Chinach tak nie będzie, bo zasoby bardzo taniej siły roboczej są
nieograniczone. A poza tym konkurencja w Chinach nie wymaga od
przedsiębiorców, by wprowadzali innowacje. Dziś zarabiają krocie, więc po co
zmieniać system?

Czyli Chiny nie pójdą w stronę innowacji, ale raczej jeszcze większej taniej
produkcji?

- Tak sądzę. Moja druga obserwacja z Chin - nie ma warunków, by ta gospodarka
stała się bardziej nowoczesna. Gdyby pojawiły się innowacje, to byłoby to
fascynujące zjawisko - mielibyśmy po raz pierwszy w historii do czynienia z
sytuacją, gdy innowacje pojawiają się w warunkach, w których jest ograniczona
własność prywatna, nie ma prawdziwej konkurencji rynkowej i nie ma wolności
słowa. Nie wierzę, że to się uda.

W innych krajach rozwijających się udaje się - np. w Indiach, Brazylii.

- Biznes IT i rozwój sektora informatyki następuje np. w Indiach - bo tam
jest demokracja, wymiana myśli, debata, wolna konkurencja - a to warunki
niezbędne do tworzenia m.in. oprogramowania. W Chinach takich warunków nie ma.

Oczywiście chińscy liderzy wiedzą, że innowacje sa potrzebne, i chcieliby je
zadekretować. Kłopot w tym, że taki krok jest niemożliwy, bo innowacja,
zmiana nie może ograniczać się tylko do nowych produktów, ale do zmian w
ogóle. Trzeba stworzyć najpierw klimat do powstawania nowych zjawisk w
gospodarce.

A liderom chińskiej partii komunistycznej zależy na utrzymaniu starego
systemu, nie na zmianie.

Jeżeli chcą utrzymać status quo, to dlaczego otwierają się coraz mocniej na
rynek, wprowadzają coś w rodzaju turbokapitalizmu, o którym pisał Edward
Luttwak?

- Partia obawia się, że masy ludzi, którzy chcą żyć lepiej, w końcu zaczną
upominać się o swoje prawa. Musi im coś dać zamiast wolności politycznej -
daje więc namiastkę wolności gospodarczej, a przynajmniej przyzwolenie na
bogacenie się.

Forum Słowiańskie
gg 1728585
    • ignorant11 Re: Azjatycki kolos na glinianych nogach(2) 08.07.06, 16:27
    • witomir Turcja idzie w stronę Rosji- ciekawa tendencja 08.07.06, 21:34
      z tego samego serwisu serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34262,3461909.html
      W cieniu nuklearnego kryzysu irańskiego na Bliskim Wschodzie dokonuje się równie
      istotne przetasowanie polityczne. Oto Turcja znalazła nowego sojusznika w Rosji

      Turcja będąca w minionym półwieczu symbolem zbliżenia kraju islamskiego z
      Zachodem dokonała w ostatnich latach reorientacji swojej polityki zagranicznej.
      Jej priorytetem jest teraz partnerstwo strategiczne z odwiecznym wrogiem - Rosją.

      Problem to Kurdowie

      Najnowszym przejawem tego partnerstwa był jednogłośny sprzeciw Moskwy i Ankary
      wobec amerykańskiej inicjatywy rozszerzenia antyterrorystycznej operacji NATO
      prowadzonej dotąd na Morzu Śródziemnym także na Morze Czarne. Turcja chce
      również zacieśnić związki z Szanghajską Organizacją Współpracy skupiającą kraje
      niechętne amerykańskiej dominacji w Azji.

      Przełomem dla tureckiej polityki zagranicznej stała się wojna iracka w 2003
      roku. Stany Zjednoczone pragnąc wówczas otworzyć na północy drugi front i
      przeprowadzić atak na Irak z terytorium Turcji, zaoferowały Ankarze
      wielomiliardową pomoc ekonomiczną. Jednak mimo zgody rządu turecki parlament
      większością dwóch trzecich głosów odrzucił ofertę USA. Powojenne działania USA w
      Iraku jedynie pogorszyły i tak już napięte relacje turecko-amerykańskie.

      Źródłem konfliktów pozostaje polityka Waszyngtonu wobec Kurdów w północnym
      Iraku. Turcy obawiają się, że istniejąca tam dzisiaj faktyczna autonomia może
      przerodzić się w niepodległość, zwłaszcza że podział Iraku wzdłuż linii
      narodowościowych i religijnych pozostaje prawdopodobny.

      Tymczasem powstanie państwa kurdyjskiego dla polityków i wojskowych w Turcji to
      najgorszy koszmar. Ewentualność taka z pewnością skłoniłaby Kurdów tureckich do
      prób oderwania zamieszkanych przez nich ziem od Turcji i przyłączenia do państwa
      kurdyjskiego.

      Już teraz nasila się działalność Partii Pracujących Kurdystanu (PKK). Ankara
      próbowała zaangażować się zbrojnie w Iraku, ale po tym jak doszło tam do starć
      sił specjalnych Turcji i USA, takie działania zaniechano. Z kolei Amerykanie nie
      mogą zbytnio naciskać na Kurdów irackich, ponieważ pozostają oni ich jedynym
      lojalnym sojusznikiem w Iraku.

      Elementem zbliżenia Turcji z Zachodem pozostaje próba włączenia się Ankary w
      europejskie procesy integracyjne. Wprawdzie w październiku 2005 r. Rada
      Europejska zdecydowała się rozpocząć negocjacje członkowskie z Turcją, jednak
      poziom sprzeciwu zarówno w społeczeństwach, jak i elitach politycznych UE
      pozostaje ogromny.

      Wielokrotnie podkreślano, że finał negocjacji pozostaje sprawą otwartą.
      Pojawiają się różne propozycje, m.in. ze strony Niemiec, by przyznać Ankarze
      specjalny status, który pozwoliłby nie dopuszczać jej do pełnego członkostwa.
      Takie podejście jest odbierane w Turcji jako brak szacunku i próba upokorzenia,
      potwierdzając stereotyp Unii jako "klubu chrześcijańskiego".

      Dla rządu premiera Recepa Tayyipa Erdogana z islamskiej partii AKP starania o
      wejście do UE pozostają głównym źródłem legitymizacji. Wszelkie próby siłowego
      rozwiązania kwestii kurdyjskiej pogrzebałyby ostatecznie szanse Turcji na
      wejście do Unii. Jednak o tym, że taka opcja wciąż jest możliwa, świadczy
      obecność 250 tys. żołnierzy wzdłuż granicy z Irakiem. A także wypowiedź dowódcy
      wojsk lądowych gen. Yasara Buyukanita, który otwarcie zagroził interwencją w
      Iraku w przypadku utworzenia tam państwa kurdyjskiego.

      W kierunku Moskwy

      W obliczu zastoju na kierunku zachodnim turecki rząd zacieśnił więc relacje z
      Moskwą. Imperium rosyjskie rywalizowało z osmańskim przez stulecia o dominację w
      regionie Morza Czarnego i Bałkanów. Turcja była stopniowo wypychana ze swoich
      posiadłości, unikając całkowitego podboju jedynie dzięki mocarstwom zachodnim
      pragnącym równoważyć ekspansję carskiej Rosji.

      W okresie zimnej wojny oba państwa znalazły się w przeciwstawnych blokach. Zaraz
      po rozpadzie ZSRR nic nie wskazywało na przerwanie tej rywalizacji. Turcja
      szukała wpływów w państwach Azji Środkowej, nawiązując tam kontakty polityczne i
      prowadząc szeroko zakrojoną pomoc ekonomiczną.

      Zmiana nadeszła po objęciu władzy w Rosji przez Władimira Putina. W październiku
      2001 r. Turcja i Rosja podpisały porozumienie o współpracy w handlu, kulturze i
      turystyce oraz regularnych konsultacjach politycznych. Od tego czasu Turcja
      zaczęła ograniczać wsparcie dla działających w tym kraju organizacji czeczeńskich.

      Rosja też ograniczyła wsparcie dla Kurdów, aczkolwiek nie mogła sobie pozwolić
      na całkowite zerwanie tych relacji z racji rosnącej roli Kurdów na Bliskim
      Wschodzie. Filarem nowego partnerstwa Ankary i Moskwy stał się handel. Jego
      poziom wzrósł z 200 mln dol. w 1991 r. do 15 mld dol. w 2005 r., z prognozami
      wzrostu do 25 mld dol. w 2007 r. Rosja stała się drugim po Niemczech handlowym
      partnerem Turcji.

      Najważniejszą rolę w stosunkach gospodarczych odgrywają surowce energetyczne.
      Turcja importuje z Rosji 65 proc. gazu i 20 proc. ropy. Rosja chce zbudować
      ropociąg przez Trację, który pozwoliłby dostarczać ropę z Morza Czarnego do
      Śródziemnego z ominięciem cieśnin bosforskich. Moskwa jest również
      zainteresowana budową ropociągu Samsun - Ceyhan, równoległego do już
      istniejącego Błękitnego Potoku.

      Rosję zbliża do Turcji również pragnienie utrzymania obecnej równowagi sił w
      regionie Morza Czarnego. Oba państwa sprzeciwiają się planowanemu zwiększeniu
      roli NATO, postrzegając to jako przejaw rozszerzania wpływów Ameryki. Ich
      zdaniem bezpieczeństwo w regionie Morza Czarnego powinno być zapewniane
      wyłącznie przez państwa nadbrzeżne.

      Moskwa i Ankara zgodnie krytykują politykę USA wobec Iranu, Iraku i Syrii. Kiedy
      USA starały się o status obserwatora przy organizacji Współpracy Gospodarczej
      Morza Czarnego, Rosja się przeciwstawiała, a Turcja nie reagowała. Ostatecznie
      USA weszły do grupy jako obserwator razem z Białorusią.

      Od inwazji na Irak Ankara zaczęła podejrzliwie traktować każdą inicjatywę USA
      mającą na celu szerzenie demokracji, traktując kolorowe rewolucje w Gruzji i na
      Ukrainie jako otaczanie Turcji. Ta niechęć również zbliża Turcję i Rosję. Oba
      państwa są zainteresowane przede wszystkim stabilizacją regionu, a nie jego
      demokratyzacją.

      Oś wykluczonych

      Jak trafnie zauważyli Fiona Hill i Omer Taspinar na łamach czasopisma
      "Survival", Rosja i Turcja zaczęły tworzyć "oś wykluczonych". Oba państwa,
      znajdując się na obrzeżu Europy, charakteryzuje podobna kultura polityczna, w
      której centralna rola jest przypisana państwu. Społeczeństwo obywatelskie w obu
      jest nowością, która jeszcze nie ma legitymacji w oczach elit i opinii publicznej.

      Ponadto Rosja nie zaniedbuje demonstrowania szacunku dla Turcji, czego brak
      Turcy tak wyraźnie odczuwają ze strony UE i USA.

      Zbliżenie Turcji i Rosji to poważny problem dla Unii Europejskiej. Zdaje się to
      umykać w toczącej się w UE debacie o kwestii tureckiej, ponieważ jest ona
      traktowana jako zagadnienie polityki wewnętrznej. Wyraźnie brakuje tu myślenia o
      Turcji w kategoriach geostrategicznych.

      Rosyjskie elity oficjalnie wspierając członkostwo Turcji w UE, wyrażają
      przekonanie o niemożliwości włączenia tego państwa do Unii. W Waszyngtonie
      istnieje świadomość groźby utraty cennego sojusznika, ale jak dotąd Amerykanie
      nie zdołali w wystarczający sposób odpowiedzieć na tureckie niepokoje wywołane
      polityką USA w regionie. A nakłanianie UE przez amerykańskich polityków do
      przyjęcia Turcji może w dzisiejszych realiach przynieść efekt wręcz przeciwny.

      Zachód stojący w obliczu wyzwań ze strony coraz pewniej czującej się na arenie
      międzynarodowej Rosji, świata islamu oraz rosnącej potęgi Chin nie może sobie
      pozwolić na ignorowanie sojuszu Turcji i Rosji. Ich partnerstwo jest na obecnym
      etapie defensywne - ma zapobiec destabilizacji regionu i zminimalizować koszty
      wyłączenia obu państw przez Zachód. Wzrost poczucia alienacji b
      • witomir Re: Turcja idzie w stronę Rosji- ciekawa tendencj 08.07.06, 21:34
        Zachód stojący w obliczu wyzwań ze strony coraz pewniej czującej się na arenie
        międzynarodowej Rosji, świata islamu oraz rosnącej potęgi Chin nie może sobie
        pozwolić na ignorowanie sojuszu Turcji i Rosji. Ich partnerstwo jest na obecnym
        etapie defensywne - ma zapobiec destabilizacji regionu i zminimalizować koszty
        wyłączenia obu państw przez Zachód. Wzrost poczucia alienacji będzie je jedynie
        dalej ku siebie pchać.

        Marcin Kaczmarski jest doktorantem w Instytucie Stosunków Międzynarodowych
        Uniwersytetu Warszawskiego.
        • ignorant11 Rosja- Turcja 09.07.06, 01:30
          Sława!

          Przede wszystkim pan politolog stawia zbyt ddaleko idace tezy zyczeniowe.

          Albowiem nie ma podstaw do podwazania prozachodniej strategi Turcji.

          Mozemy jedynie mówic o odwilzy w stosunkach R-T.

          Przeciez Turcja jest członikiem NATO i aspiruje do UE, z która ma liczne
          powiązania ekonomiczne.

          Pan politolog wyraznie przecenia role Moskwy.

          Pisze,ze R jest drugim po Niemczech partnerem Turcji, ale znowu przemilcza,że
          Włochy czy Francja mają wymianę z Turcja badzo zblizona do wielkosci z Rosja.

          Zatem to nie z Rosja jest powiazana Turcja ale z UE i USA.

          Zreszta liczby same mówią za siebie:

          Imports - partners:
          Germany 12.9%, Russia 9.3%, Italy 7.1%, France 6.4%, US 4.8%, China 4.6%, UK
          4.4% (2004)

          Exports - partners:
          Germany 13.9%, UK 8.8%, US 7.7%, Italy 7.3%, France 5.8%, Spain 4.2% (2004

          Z Rosji T importuje głownie gaz czy rope, których ma dookoła wbród i łartwo
          moze zastapic Rosję.

          Trzeba tez pamietac o interesach tureckich i aspiracjach do krajów
          turkojezycznych w regionie kaspijskim, do którego Turcja jest kluczem.

          Oczywiscie Moskwa będzie kokietowała Ankare w obawie przed zbudowaniem
          alternatywnych rur dla kaspisjkich weglowodorow, na posrednictwie których R
          zbija fortune.

          Ale jednak te rury sa budowane ku wsciekosci Kremla.

          Równiez mało wiarogodnie brzmia pogrózki z Ankary nt interwencji w Irackim
          Kurdystanie, bo przeciez była to tylko wypowiedź jakiegoś tureckiego Leppera w
          mundurze, szybko dementowana przez oficjalną Ankare.

          Nikt rozsadny nie wyobraza sobie aby Turcja poszłą na konfrontacje z
          Waszyngtonem lub z Bruksela.

          Tak,że cała rozprawka pana politologa nadaje sie jedynie do przerobienia, bo
          nie mozna było jej zaliczyć nawet kiepskiemu studentowi w prowincjonalnej
          szkole...



          Forum Słowiańskie
          gg 1728585
Pełna wersja