Meldunek z podróży do "czarnej dziury" Europy

31.08.06, 10:16
zaprasza.net/a_y.php?mid=11073&&PHPSESSID=c3569b0e57b15bf3a524805e1eb69a3e
dr Marek Głogoczowski

Po mym, napisanym dokładnie rok temu, „Liście otwartym do Tygodnika
Podhalańskiego w sprawie kłamstw na temat Grodna oraz Mińska”*, redakcja
miesięcznika „Świat Inflant” z Bydgoszczy poprosiła mnie o dalsze
spostrzeżenia dotyczące Białorusi, który to kraj, w opinii ponoć dobrze
poinformowanej, byłej Sekretarz Stanu USA, Madeleine Albraight, stanowi
„Czarną Dziurę w Europie”. Korzystając zatem z wyjątkowo ciepłej aury w
miesiącu lipcu, wybrałem się na wycieczkę samochodowo – rowerowo – pływacką na
rzeczone Inflanty – czyli Litwę i Łotwę – zwiedzając w drodze powrotnej tę
„czarną dziurę” jaką jest, w opinii prominentów USA, Ruś Biała.
Poniżej znajduje się garść spostrzeżeń, których nie wolno publikować w
niby-polskiej, wielko i średnionakładowej prasie niby-naszego kraju. Otóż to,
co się najbardziej rzuca w oczy, po przekroczeniu granicy z Litwą, to ogromne
obszary porzuconych pól uprawnych, „na oko” większe niż te, jakie występują u
nas na Pomorzu oraz u naszych sąsiadów na Zachodniej Ukrainie. Trzeba jednak
przyznać, że „Rewolucja Anty-Proletariacka”, jaka miała miejsce w Europie
Wschodniej kilkanaście lat temu, na Litwie miała też i swój pozytywny aspekt.
Stara, przedwojenna polska stacja klimatyczna Druskienniki nad Niemnem jest
obecnie dobrze odremontowana i niewątpliwie zachęca turystów i kuracjuszy nie
tylko z Polski do jej odwiedzenia. Podobnie wygląda i Wilno, zapchane
turystami zupełnie tak samo jak mój „półrodzinny” Kraków. I podobnie jak w
Lesie Gubałowskim odzielającym, od reszty Polski, me rodzinne Zakopane, tak i
w Wilnie nad Wilejką, bezpośrednio poniżej Wzgórza Giedymina, tamtejsza
ludność autochtoniczna zorganizowała coś w rodzaju „salonu wystawowego na
wolnym powietrzu” po-konsumpcyjnych śmieci.
W przeciwieństwie jednak do Polski dzisiaj, drogi na Litwie – podobnie jak te
na Słowacji – mają dobrą nawierzchnię, wciąż poprawianą, ponoć z funduszy UE.
Także i bardzo zadbane są litewskie pełne jezior Parki Narodowe, które
poleciłbym wszystkim Polakom, pragnącym odetchnąć od nadmiaru samochodów w
naszym kraju. Natomiast gdy przekroczyliśmy w pobliżu Dyneburga granicę z
Łotwą, to szosa od razu nabrała tradycyjnie polskiego charakteru, o profilu
najwyraźniej skopiowanym ze znaczka jakości „Teraz Polska”. Do „Polski teraz”
okazał się być podobnym także i sam Dyneburg, zapyziałe miasto średniej
wielkości, upstrzone reklamami produktów tych samych co i w naszym kraju
koncernów.
Ponieważ koszty noclegu w ośrodku wczasowym w pobliżu Dyneburga (20 $ od
osoby) wydały się nam wygórowane, więc już tego samego wieczora stanęliśmy na
pobliskiej granicy z Białorusią. Tutaj, czekając w kolejce samochodowej przez
prawie 3 godziny na wpuszczenie nas do „czarnej dziury Europy”, od kierowcy
oczekującego przed nami samochodu dowiedzieliśmy się, że w opuszczonym właśnie
przez nas Dyneburgu Łotysze stanowią tylko 35 procent ludności, reszta to
Rosjanie, Białorusini i ... Polacy, którzy według danych „Świata Inflant”
stanowią tam aż 15 procent ludności! Bardzo dużo Polaków musi też mieszkać w
odległym o pięćdziesiąt kilometrów od Dyneburga, białoruskim Braclawie, gdzie
w sympatycznym hotelu zapłaciliśmy tylko po 12 $ od osoby za komfortowy nocleg
i gdzie, zwiedzając następnego dnia rano na rowerach po tę turystyczną
miejscowość, natknęliśmy się na lokalny cmentarz, na którym prawie połowa
grobów z lat 1970 i 80 miała tablice z napisami po polsku!
Podróżując przez Białoruś, kilka rzeczy w niej napotkanych było miłym
potwierdzeniem tego, co widziałem „migawkowo” już rok wcześniej, w czasie
kilkudniowego oficjalnego pobytu w Mińsku.
- Po pierwsze, drogi na Białorusi pozbawione są znaku jakości „Teraz Polska”.
Są one szerokie, dobrze oznakowane i o ciągle ulepszanej nawierzchni,
oczywiście bez żadnej pomocy z UE walczącej z białoruską „dyktaturą”.
(Słyszałem nawet od kogoś, kto przyjechał rok temu do Zakopanego z Francji, że
w krajach „starej Unii” się szepta, że kraj Łukaszenki jest przygotowany do
wstąpienia do UE lepiej niż Polska!)
- Po drugie, jest to jeden z najczystszych krajów w Europie, przynajmniej w
zwiedzanych przez nas miejscach publicznych, pod tym względem porównywalny li
tylko ze Skandynawią i ewentualnie Szwajcarią.
- Po trzecie, zarówno miasta jak i wsie są od strony estetycznej zadbane,
zwłaszcza gdy się je widzi od strony głównych ciągów komunikacyjnych. Byliśmy
świadkami jak wręcz „na dniach” remontuje się tam chodniki oraz skwery i to
nie tylko w Mińsku i w uzdrowisku „klasy I” jakim jest Narocz, położna nad
pięknym jeziorem o tej samej nazwie. Intensywne prace, podnoszące estetykę
miasta, widzieliśmy także i w Grodnie, w którego centrum krawężniki układa się
nie ze zwykłego betonu, ale ze sztucznego, różowo-czarnego granitu, takiego
jakim na całym świecie obkłada się zazwyczaj fasady banków!
Po czwarte, z rozmów z goszczącymi nas przedstawicielami „klasy średniej”
(dziennikarz z Witebskiej „Gazety Raboczich” i naczelna białoruskiego
miesięcznika literackiego „Niemen”, pani Nina Czajka), dowiedzieliśmy się, iż
Białorusini ogólnie są zadowoleni z warunków życia jakie im stworzyła trwająca
już 12 lat „dyktatura” ich prezydenta. I chyba prawdą jest opublikowana 24
maja w warszawskiej „Polityce” opinia Jagienki Wilczak, że Białorusinki po
prostu są zakochane w swym prezydencie: w gabinecie redakcyjnym pani Czajki
dostrzegłem aż 3 fotografie Łukaszenki.
- Po piąte i to jest najważniejszy punkt mego meldunku. Gdy się jedzie przez
Białoruś, to w ogóle nie widać porzuconych pól, tak charakterystycznych dla
krajobrazu „post-proletariackiej”, Środkowo-Wschodniej Europy. Te zaś obszary
upraw, które widziałem, były dobrze obsiane, bez śladów roboty „na odwal się”,
jak to widywało się w polskich PGR-ach. Pytaliśmy o tą niezwykłą dla
krajobrazu Europy Wschodniej sprawę, goszczących nas dziennikarzy (pani Nina
pracowała uprzednio w prezydenckiej telewizji). Dowiedzieliśmy się od nich, że
jest to wynik pracy kołchozów będących nie tylko pod presją niespodziewanych
„lustracji”, których dokonuje Prezydent z pomocą „wszystkowidzącego”
helikoptera, ale i wynik twardego reżymu bankowych kredytów, za pomocą których
„wyłącznie białoruskie” banki trzymają równie „narodowe” kołchozy w
finansowych kleszczach.
W liczącej obecnie sto tysięcy mieszkańców Lidzie :”biwakowaliśmy” gościnnie w
eleganckim „Domu Polskim”, wybudowanym dziesięć lat temu za pieniądze III RP.
Od liczącej 72 lata kierowniczki tego Domu, pani Izabeli Tyrkin,
dowiedzieliśmy się kolejnych interesujących szczegółów „wojny
polsko-polskiej”, jaka została stoczona w roku ubiegłym przez działaczy
Związku Polaków Białorusi, przy bardzo aktywnym wsparciu strony
„zwycięsko-przegranej” przez władze III RP. Zarówno pani Czajka z Mińska jak i
pani Tyrkin z Lidy pytały się nas, skąd się wzięła ta Andżelika Borys, 32
letnia nauczycielka, którą starsze od niej średnio dwa razy gremium działaczy
ZPB, w marcu ubiegłego roku w Grodnie, uczyniło swoją przełożoną? (Pani
Izabela była obecna na tym specyficznym „walnym zebraniu”, ale z niego wyszła,
gdy zobaczyła co się święci.)
Kierowniczka Domu w Lidzie opowiadała nam, że już od momentu, kiedy Borys
została członkiem Zarządu ZPB, to robiła wszystko, aby sabotować pracę prezesa
tej organizacji, ponoć bardzo utalentowanego dr
    • witomir Re: Meldunek z podróży do "czarnej dziury" Europy 31.08.06, 10:18
      dra Kruczkowskiego z Uniwersytetu Grodzieńskiego, pełniącego także funkcję
      Sekretarza Stowarzyszenia Europejskich Organizacji Polonijnych z siedzibą w
      Warszawie. Przypomniałem zatem pani Izabeli (czytała ona bowiem mój artykuł w
      „Głosie znad Niemna” rok temu), że „grupa dywersyjna” pani Borys została
      przeszkolona do wykonania swej misji w Polsce, także i w Zakopanem, w czasie
      stażu w redakcji powiązanego z „Gazetą Wyborczą” „Tygodnika Podhalańskiego”.
      Poinformowałem ją ponadto, że we wrześniu ubiegłego roku byłem w Krakowie, w
      Pałacu Decjusza, na otwartym dla publiczności sympozjum „Non Violent
      Revolutions”, gdzie wypowiadali się, głównie zresztą po angielsku, młodzi
      organizatorzy niedawnych „kolorowych rewolucji” w Serbii, w Gruzji i na
      Ukrainie. I choć operujący tylko językiem angielskim, dostojny wiekiem
      „moderator” tego sympozjum zapewniał publiczność, że i na Białorusi „kolorowa
      rewolucja” się uda, to obecni na sali młodzi Białorusini byli bardzo sceptyczni
      odnośnie „sukcesu demokracji” w ich kraju.
      Pani Izabela nam opowiedziała, że w ramach sankcji za brak poparcia dla
      commandante Borys, Konsulat Polski (czyżby naprawdę polski?) w Grodnie otrzymał
      nakaz odmawiania wiz wjazdowych do naszego (czyżby naprawdę naszego?) kraju
      wszystkim, zazwyczaj starszym już wiekiem działaczom ZPB. Tym właśnie
      działaczom, dzięki których staraniom i zazwyczaj społecznej pracy, Polacy na
      Białorusi po 1990 roku tak sprawnie się zorganizowali i wyposażyli w liczne tam
      Domy Polskie. Około 50 tych działaczy otrzymuje z Konsulatu RP od zeszłego roku
      odpowiedź, że „ich obecność w Polsce mogłaby okazać się być niebezpieczną dla
      państwa”. Rezultat tej, wzorowanej na polityce USA, „zabawy w sankcje”,
      widzieliśmy w Domu Polskim w Lidzie: w dwóch tamtejszych umywalkach pourywały
      się sprowadzone z Polski, luksusowe „naciskowe” kurki, których na Białorusi nie
      da się naprawić, zaś kierowniczka Domu ma zakaz wyjazdu do odległych o 150
      kilometrów „europejskich” Suwałk, by móc zakupić nowe!
      Trzeba przyznać, że pomimo wyraźnie wyższego standardu życia na Białorusi w
      porównaniu z Ukrainą, która była bogatsza od niej w czasach „dyktatury
      proletariatu”, wyposażenie ludności w artykuły luksusowe jest wyraźnie słabsze
      niż w Polsce (mountain bikeów, podobnych do tych wiezionych na dachu naszego
      samochodu, widziałem tylko pojedyncze egzemplarze na tamtejszych ulicach i
      szosach). Te braki materialne wynikają przede wszystkim z ogólnie niższych niż w
      Polsce zarobków: nauczycielka w Lidzie, która ma wkrótce zastąpić odchodząca na
      emeryturę panią Tyrkin, zarabia obecnie około 220 dolarów na miesiąc, co jednak
      jest uposażeniem dwukrotnie wyższym od tego, jakie otrzymują nauczyciele na
      Ukrainie, przy prawie takich samych kosztach utrzymania w obu krajach.
      Te braki materialne mają jednak i swą pozytywną stronę. Dyktator Łukaszanko
      ponoć naucza swój „kołchoz ze sprywatyzowanym sektorem handlowym oraz prasowym”,
      że jak jego podwładni zaczną się przejadać, to utyją i zaczną chorować. I
      rzeczywiście, na Białej Rusi zdecydowana większość obywateli jest smukła, zaś
      wyjątkowo zgrabne „laski”, jakie miałem możność obserwować w centrum Lidy (gdzie
      ponoć 60 procent ludności jest polskiego pochodzenia), są chodzącą antyreklamą
      zbliżającej się szybko do Polski, super-cywilizacji młodych żeńskich „grubasonów
      made in USA”.
      Żeby jednak przedostać się do tej „czarnej dziury” naszego (czyżby jeszcze
      naszego?) Kontynentu, obywatele Polski Dzisiaj musza pokonać Żelazną Kurtynę
      Strachu, jaką rozpostarły nad ich umysłami „niby-polskie” władze i niby-polskie
      media. Dzięki tej KURTYNIE MYŚLI ilość kosztujących tylko 6 dolarów wiz,
      wydanych Polakom przez białoruskie konsulaty, spadła z 60 tysięcy (w pierwszym
      półroczu?) ostatniego roku, do tylko 25 tysięcy w roku bieżącym. Podejrzewam, że
      „normalni Polacy” po prostu boją się zobaczyć na własne oczy, jakim to „bogatym
      dziadostwem na wzór USA” stała się upstrzona gigantycznymi reklamami i totalnie
      zakorkowana samochodami, nasza Ojczyzna.
      Na zakończenie tego „meldunku z Czarnej Dziury Cywilizacji”, podam przykład, do
      jakiego stopnia ja sam dałem się wystraszyć niby-polskiej propagandzie. Otóż po
      przejechaniu granicy z Białą Rusią, najzwyczajniej się bałem, czy nasz Opel
      Astra pojedzie bez uszczerbku na lokalnej benzynie 95 oktanów. Pojechał bez
      zarzutów. W dodatku na stacji benzynowej w Mińsku się dziwiono, że biorę benzynę
      „95” a nie tę tańszą o prawie 25 procent „92”. Dopiero na stacji benzynowej w
      nadgranicznym Grodnie, od kierowcy polskiego TIR-a się dowiedziałem, że jakość
      benzyny na Białorusi jest wyraźnie lepsza niż w Polsce, bo jest ona tam zbyt
      tania by ją „chrzczono”. Usłyszawszy te mą opowieść jeden z bywalców Cafe Piano
      w Zakopanem dodał, ze szwindle z benzyną na Białorusi się nie opłacają, bo to
      zbyt drogo mogłoby kosztować takich specyficznych „inwestorów”.

      * Rzeczony tekst p.t. „Solidarność kłamstwa w sprawie Grodna oraz Mińska” (patrz
      załącznik) w roku ubiegłym opublikował, już sierpniu, krakowski tygodnik
      ogłoszeniowy „Bazar Małopolski – gazeta spod lady”, oraz we wrześniu
      „pozakioskowy” miesięcznik „Ojczyzna”. Dopiero niedawno dowiedziałem się, że w
      październiku ten „List otwarty” ukazał się także w „Świecie Inflant”, związanym
      z literacką oficyną „Akant” w Bydgoszczy. Na Białorusi mój list został
      opublikowany w „Głosie znad Niemna”, organie ZPB.

      • lacietis Antyproletariacka "Ruś Biała" 04.09.06, 10:49
        ++Na wstępie przypnę, że nie jestem francuskim pieskiem – jak większość
        Polaków, a do d.ZSRS jeżdżę od tylu lat, że pewne rzeczy, które szokują naszych
        współobywateli – dla mnie są nawet niezauważalne...

        Ruś Biała.
        ++Ruś Biała – a Białoruś – to jednak nie to samo... Bo Białoruś to także Ruś
        Czarna, kawał Wileńszczyzny i Polesie – na dodatek nie do końca wiadomo, gdzie
        ta Ruś Biała była! Że na dzisiejszej Białorusi – to fakt – ale tak dokładniej,
        to nie bardzo wiadomo. Niewątpliwie Mińsk – to była Ruś Biała, ale co do
        Połocka, Nowogródka, czy Witebska – to czort wie!
        Rozumiem litentia poetica – ale to trochę tak, jakby o całej Polsce mówić
        Wielka Polska (że niby Wielkopolska).


        Trzeba jednak przyznać, że „Rewolucja Anty-Proletariacka”, jaka miała miejsce
        w Europie Wschodniej kilkanaście lat temu, na Litwie miała też i swój pozytywny
        aspekt.(...)
        ++Chyba mocno proporcje się komuś pomyliły! Poza nienawiścią do ŁE i globalizmu
        (którą takowoż pałam) – trzeba mieć jeszcze oczy otwarte i starać się zachować
        nieco obiektywizmu... „Rewolucja Aanty-Proletariacka” (jak rozumiem, chodzi o
        wyzwolenie się spod ZSRS i obalenie komunizmu), miała wszędzie, głównie – choć
        nie wyłącznie – dobre skutki. Rzeczywiście (jak i w Polsce, Czechach, Słowacji,
        czy Rumunii) skutki nie były wyłącznie dobre – ale pisać o pozytywnych skutkach
        obalenia komuny w Republice Litewskiej jako marginalnym wyjątku, w morzu złych –
        to trochę więcej niż „własne poglądy” – to jednak po prostu bzdura!
      • lacietis tylu tam Polaków!!! 04.09.06, 10:50
        że w opuszczonym właśnie przez nas Dyneburgu Łotysze stanowią tylko 35 procent
        ludności, reszta to Rosjanie, Białorusini i ... Polacy, którzy według
        danych „Świata Inflant” stanowią tam aż 15 procent ludności!
        ++No pięknie! Ale co z tego? Ludność rosyjskojęzyczna stanowi w ogóle około 40%
        mieszkańców Łotwy. Jest to przekleństwem dla narodu i państwa łotewskiego,
        które nie może sobie pozwolić na ten luksus, co Lietuwa (gdzie mniejszości
        narodowe nie stanową nawet 20% ludności) by całemu temu towarzystwu nadać
        obywatelstwo i się nimi nie przejmować. Raczej na odwrót – Federacja Rosyjska
        wybrała sobie właśnie Łotwę na głównego wroga, by podtrzymywać w społeczeństwie
        nastroje „oblężonej twierdzy” i tem łatwiej wskazywać Pucina, jako jedynego
        zbawiciela Родины.
        A wracając do Polaków w Dyneburgu (szerzej: na Łotwie – i jeszcze szerzej: na
        Wschodzie), to takie statystyki wzbudzają w Polakach z Polski, b.romantyczne
        obrazy – niestety najczęściej fałszywe. Większość „Polaków” w Dyneburgu i na
        Łotwie to zwykli „русскоговорящие”, różniący się od „prawdziwych” Rosjan
        kilkoma drobnymi szczegółami:
        1.najczęściej wyznaniem [są rzymskimi katolikami], 2.czasem znają lepiej lub
        gorzej [co niezmiernie rzadko znaczy, że używają] j.polski; 3.Miewaja krewnych
        w Polsce – choć częściej na Białorusi i w Lietuwie; 4.No i deklarują bycie
        Polakami. Ale pod każdym względem (mentalności, znajomości kultury, poglądów
        politycznych, często też związków rodzinnych), bliżej im do miejscowej
        populacji Rosjan, niż Polaków z Polski. Oczywiście bywają wyjątki: naturalne i
        wtórne (takich co po upadku ZSRS, zaczęli wyciągać wnioski z bycia Polakiem,
        takie jak: nauka, a nawet mówienie w domu po polsku, posyłanie dzieci do
        polskiej szkoły, poznawanie kultury polskiej, działalność w organizacjach) –
        ale choć nie są oni zupełnie rzadcy – to jednak, takich dla których niemal nic
        nie wynika, z zapisu „Polak” – po obu stronach granicy łotewsko-białoruskiej
        jest miażdżąca większość.





        Bardzo dużo Polaków musi też mieszkać w odległym o pięćdziesiąt kilometrów od
        Dyneburga, białoruskim Braclawie, gdzie w sympatycznym hotelu zapłaciliśmy
        tylko po 12 $ od osoby za komfortowy nocleg i gdzie,
        ++Jeśli chodzi o noclegi – to Ukraina zdecydowanie przebija Białoruś – ja
        płaciłem za noclegi od 35 (21zł) do 20 (12zł) grzywien! Przy czym tylko raz –
        na dworcu autobusowym w Ungwarze/Użhorodzie spotkałem się z powszechnym na
        Białorusi zbójnickim zwyczajem brania od cudzoziemców o wiele więcej za nocleg,
        niż od miejscowych (czasami od Rosjan również, czasami byli w pośredniej
        kategorii). Ale i w tym wypadku różnica była niemal kosmetyczna: obywatel
        Ukrainy musiał zapłacić za łóżko 30, a obcokrajowiec 35 grz. ... W Łuklandii ta
        różnica chyba nigdy nie jest mniejsza, jak dwukrotność – ale najczęściej są to
        wyższe przeliczniki – co jak sądzę również odstrasza wielu turystów (dobrze, że
        w sklepach i pociągach, jeszcze na ten pomysł nie wpadli...).
        We Lwowie za 80grz. – czyli jakieś 15$, to proponowano dwuosobowy pokój „łuks” –
        czyli 7$ od osoby. A jednak walory turystyczne Lwowa, a Bracławia, sporo się
        różnią...

      • lacietis Łukaszenko najlepszy 04.09.06, 10:50
        zwiedzając następnego dnia rano na rowerach
        ++To ciekawostka – bo mnie też właśnie w Brasławiu „zmuszono” do rowerowego
        zwiedzania okolicy. Przy czym ja trafiłem na grodzisko, z przepiękną panorama
        na okoliczne jeziora. Na więcej nie miałem czasu, a mięśnie moich ud siły... ((-
        ;

        po tę turystyczną miejscowość, natknęliśmy się na lokalny cmentarz, na którym
        prawie połowa grobów z lat 1970 i 80 miała tablice z napisami po polsku!
        ++Zapewne chodzi o cmentarz katolicki – a to na tych terenach bardzo ważne
        zastrzeżenie! Na prawosławnym, napisy były zapewne głównie [jeśli nie
        wyłącznie] po rosyjsku, a po polsku nie było w ogóle. Zresztą jak sądzę nowsze
        pochówki na katolickim, tez były opisane głównie po rosyjsku.
        Można – a nawet należy solidaryzować się z tamtejszymi „Polakami” – i jak ktoś
        chce i może [ostatnio trafiłem na grupę takich co bardzo nie chcieli – nie
        tylko sami, ale i starali się obrzydzić to innym] to im pomagać. Ale nie należy
        myśleć, że Brasław to jakaś „polska twierdza”, czy enklawa. Należy przeczytać
        moje powyższe uwagi o „Polakach” na Łotwie – tyle, że jeszcze bardziej wzmocnić
        elementy sowiecko-rosyjskie, a osłabić polskie.


        Są one szerokie, dobrze oznakowane i o ciągle ulepszanej nawierzchni,
        oczywiście bez żadnej pomocy z UE walczącej z białoruską „dyktaturą”.
        ++I co z tego??? Niby, że Łukaszenko jest „хороший”? A polskie [a również – o
        czym mając przyspawane oczy do zachodu, zapominamy – czeski, słowacki,
        węgierski, rumuński, bułgarski, łotewski, estoński i lietuwiski rządy –
        obojętnie SLD, czy PiS – są gorsze od łobuza?...
        Po prostu chodzi o głupkowaty schemat, jaki istnieje w Polsce (i zapewne nie
        tylko) – że skoro coś jest na Wschodzie, to już wszystko tam musi być złe i
        gorsze! No a jak rządzi reżim – to już z całkiem wszystko jest do bani!!! I tu
        mamy do czynienia z tym samym głupawym schematem – tylko odwróconym. Skoro nie
        wszystko jest złe na Białorusi, to znaczy, że Łukaszenko nie jest dyktatorem –
        tylko dobrym wujkiem.
        Po prawdzie, jako nie zmotoryzowany – to na drogach się nie znam – i jakoś nie
        zauważam. Ale to, że bywają dobre drogi na Białorusi (bo mniej ważne drogi są
        często fatalne! Nawet jak na polskie warunki), nie znaczy jeszcze, że wszystko
        jest tam w porzo.
        Do Dyneburga z Rygi dojechałem pociągiem – więc w ogóle nie mogłem sprawdzić
        jakości dróg. Ale z Dyneburga do Jeziorosów (Lt), dotarłem autobusem – i nie
        zauważyłem niczego nadzwyczaj niekorzystnego. Po Kurlandii to w tem roku
        zrobiłem autobusami pewnie z 500km – i też nie mogę narzekać. Natomiast gdy
        jechałem autobusem z Wilna nad Narocz – pogorszenie jakości nawierzchni po
        wjeździe na „Błękitnooką”, była zauważalna [choć nie dramatyczna]. Na pewno
        pamiętam, że autobus zaczął wzbijać tumany pyły i czasami latały kamienie...
        Te kamienie – zresztą są bardzo zauważalne na przednich szybach pojazdów...
        Bardzo wiele samochodów ma popękane przednie szyby. I jest to cecha o wiele
        częściej spotykana w Rosji, Białorusi i Ukrainie, niż w państwach Bałtyckich.
        A jak już jesteśmy przy temacie... Na stacji autobusowej w Wilnie obserwowałem
        odjeżdżające autobusy, zastanawiając się jak będzie wyglądał mój. Autobusy
        bywały różniaste: polskie autosany, używane skandynawskie, nowe małe autobusy
        [nie mikrobusy – ale mniejsze od klasycznych] – i zapewne nie najnowsze – ale w
        pięknym stanie wysokopodłogowe (zresztą przedtem jeździłem takimi po Lietuwie).
        Tak sobie pomyślałem, że na Białorus to chyba jednak taki klimatyzowany nie
        pojedzie, ale jak podjechał mój autobus, to się zdziwiłem!
        Nie byłem zszokowany – bo mnie na Wschodzie mało szokuje, a z WNP dobrze znam
        ten model – ale jednak na tle całego lietuwiskiego [a wcześniej łotewskiego]
        taboru było to niejakie zdziwko! Przybył po nas [zarejestrowany na Białorusi}
        PAZ3205. Dla niewtajemniczonych – to taki mały autobus na 25-30 miejsc,
        wymyślony pod sam koniec ZSRS. Ma proste siedzenia – nie fotele lotnicze, a
        nawet osobne krzesełka – tylko takie dwuosobowe skajowe ławeczki. Nawet fajny
        [milusi]. Doskonały na krótkie trasy, jako autobus zakładowy, służbowy, czy
        transport miejski – bo w wielu miastach pełnowymiarowe autobusy się nie
        sprawdzają. Ale jako autobus międzynarodowy... na pięciogodzinny rejs...
        No i jeszcze jedna specyfika, różniąca „Europejczyków” od „sowków”. Ci ostatni
        boja się przeraźliwie przeciągów! Mimo panującego na dworze 33-34-stopniowego
        upału i nieznośnego zaduchu we wnętrzu podróżujące PAZiKiem obywatelki RB,
        pozamykały wszelkie okna i luki – i usiłowały też zamknąć „moje” okno – na co
        nie pozwoliłem, a dzięki temu, że siedziałem prawie na końcu, udało mi się tę
        pozycje obronić do końca podróży.


      • lacietis Czyścioszek 04.09.06, 10:51
        - Po drugie, jest to jeden z najczystszych krajów w Europie, przynajmniej
        w zwiedzanych przez nas miejscach publicznych, pod tym względem porównywalny li
        tylko ze Skandynawią i ewentualnie Szwajcarią.
        ++Zdaje się, że w ekonomii nazywa się to „ukrytym bezrobociem”. Rzeczywiście w
        śródmieściu Mińska, czy innych wielkich miast, jest bardzo czysto – bo jest
        nadmierne zatrudnienie w służbach porządkowych – gdyż innej pracy tym ludziom
        nie da się zapewnić. Właściwie to można by to nazwać „warsztatami narodowymi”
        dla bezrobotnych. Ale dzięki temu „bezrobotni” nie psują Baćce statystyk – a na
        dodatek w prestiżowych miejscach [bo nie na peryferiach] jest czyściutko.
        Przy okazji powiedział bym – o bardziej istotnych próbach utrzymania porządku.
        W wielu miejscach [choć jakoś tak wybiórczo] na Białorusi widziałem kolorowe
        kosze do segregacji śmieci. Choć przepełniony ściśle zakręconymi i nie
        zgniecionymi PET-ami, pojemnik na butelki plastykowe, na jednym z mińskich
        osiedli [służę zdjęciem], nie robił najlepszego wrażenia. Ale, w końcu nie było
        to pokazowe miejsce...


        nie tylko w Mińsku i w uzdrowisku „klasy I” jakim jest Narocz, położna nad
        pięknym jeziorem o tej samej nazwie.
        ++To jezioro to Narocz. Aa nad jeziorem mamy: Kupę, Urliki, Stiepieniewa i w
        niewielkim oddaleniu [ale za to takie miano nosi pole namiotowe] Antoninsberg.
        Na północ od Jeziora [obecnie niemal łącząc się z Kupą] znajduje się miasteczko
        Kobylnik – też nie wiadomo po co obdarowane przez bolszewików nazwą Narocz.
        Dzięki temu, w sumie nie wiadomo o co chodzi, jak mówisz Narocz – i dlatego
        miejscowi, nadal używają odwiecznych - przedbolszewickich nazw.



        Intensywne prace, podnoszące estetykę miasta, widzieliśmy także i w Grodnie, w
        którego centrum krawężniki układa się nie ze zwykłego betonu, ale ze
        sztucznego, różowo-czarnego granitu, takiego jakim na całym świecie obkłada się
        zazwyczaj fasady banków!
        ++Nie będę się wtrącał – bo sam dokładnie nie widziałem i nie mam wyrobionego
        zdania. Ale znawcy Grodna – współcześni grodnianie, twierdzą, że to nie remont –
        tylko niszczenie historycznego wyglądu miasta, na skale większą, niż przez
        poprzednie 50 lat władzy bolszewickiej!...

      • lacietis tylko szuje go nie kochają 04.09.06, 10:52
        Po czwarte, z rozmów z goszczącymi nas przedstawicielami „klasy średniej”
        (dziennikarz z Witebskiej „Gazety Raboczich” i naczelna białoruskiego
        miesięcznika literackiego „Niemen”, pani Nina Czajka), dowiedzieliśmy się, iż
        Białorusini ogólnie są zadowoleni z warunków życia jakie im stworzyła trwająca
        już 12 lat „dyktatura” ich prezydenta. (...)
        ++Chyba nie chodzi o żadne niezależne gazety – bo takich już chyba w RB nie
        ma...
        Autor zapomniał chyba jeszcze, spytać się o opinię funkcjonariuszy KGB i
        milicji (choć ja znam jednego mundurowego, o wprost przeciwnych poglądach...),
        no a zwłaszcza pracowników administracji państwowej najwyższego szczebla.
        A swoją drogą, to i w PRL-u znalazło by się wielu „zadowolonych”, którzy byli
        zadowoleni, bo: bali się, mieli wiele do stracenia, nie wiedzieli, że może być
        inaczej itd. (najczęściej kombinacja różnych powodów).
        Ja akurat nie szukałem takich – ale sadzę, ze znalezienie zadowolonych
        z „Baćki”, na Białorusi [a jak widać nawet w Polsce!], nie jest wcale takie
        trudne... Zwłaszcza – jak się wie gdzie szukać... (((-:


        - Po piąte i to jest najważniejszy punkt mego meldunku. Gdy się jedzie przez
        Białoruś, to w ogóle nie widać porzuconych pól, tak charakterystycznych dla
        krajobrazu „post-proletariackiej”, Środkowo-Wschodniej Europy.
        ++To tak, jak z wspominanymi przeze mnie na wątku „Błękitnooka” telewizorami
        horizon i witiaź. Czy chodzi o to by „wszystkie pola były obsiane”, czy o to,
        by było co jeść – i to jeść dobrze!
        Bo jeśli chodzi tylko o sztukę, dla sztuki – no to koniec rozmowy – to fajnie,
        że Baćka pilnuje, by wszystko było obsiane.
        Aa jeśli jednak chodzi o cos innego – to w sumie chyba lepiej, że byłe pola
        stoją odłogiem, lub są zalesiane [to mi się szalenie podoba!!!], a jednocześnie
        produkuje się dostateczną ilość [pomijam tegoroczną suszę – to wypadek],
        różnorakiej, potrzebnej ludziom żywności i upraw przemysłowych. Teraz Polska
        produkuje ogromne ilości papryki – choć dawne pola zbożowe leżą odłogiem. A
        może leżą odłogiem dla tego, że kiedyś spora część zboża marnowała się w
        magazynach, przy przeładunku i przewozach?...
        A jak Baćka chciał uniezależnić Białoruś od importu zielonego groszku – i
        nakazał kilku kołchozom, jego produkcję – to wyszła z tego jedna wielka obsuwa!
        Wiec nie wiem, czy jest aż tak wesoło?


        .

        (...) „wojny polsko-polskiej”, jaka została stoczona w roku ubiegłym przez
        działaczy Związku Polaków Białorusi, przy bardzo aktywnym wsparciu
        strony „zwycięsko-przegranej” przez władze III RP.(...)
        ++Wojna była [i jest] nie tyle „polsko-polska”, ani nawet „białorusko-polska” –
        co reżimu z niezależnymi organizacjami. A ZPB był, chyba już ostatnią na tyle
        durzą organizacja społeczną na Białorusi, która nie była podporządkowaną
        władzom. Przy czym, nie chodziło o jakieś bzdury z „suwerennością” RB
        i „ingerencją” obcych mocarstw – tylko o taką sytuacje, jaka była w Polsce za
        PRL-u. Maja istnieć tylko organizacje będące „emisja Baćki w masy” [niechże to
        będą i masy Polaków obywateli RB] – i żadne inne, niezależnie od tego czy są
        wobec niego wrogie, czy neutralne. „bo kto nie z nami, ten przeciw Baćce”.


        we wrześniu ubiegłego roku byłem w Krakowie, w Pałacu Decjusza, na otwartym
        dla publiczności sympozjum „Non Violent Revolutions”, gdzie wypowiadali się,
        głównie zresztą po angielsku, młodzi organizatorzy niedawnych „kolorowych
        rewolucji” w Serbii, w Gruzji i na Ukrainie.
        ++Dużo się o tej inspiracji i milionach [miliardach?] dollarów, słyszało –
        zwłaszcza w rosyjskich SMI. Oby to była prawda – choć ja to za bardzo tego
        doinwestowania białoruskiej opozycji nie widzę. A warto by. Bo człowiek
        naprawdę zaangażowany w działalność opozycyjna na Białorusi nie ma szans na
        normalną pracę [nie dlatego, że nie ma czasu – ale dlatego, że go wywalą] –
        wiec, gdyby była odpowiednia ilość niezależnych materialnie działaczy – to może
        by się coś ruszyło???
        Ale, to chyba niestety tylko сказки! Шкада!!!...

        (...) „moderator” tego sympozjum zapewniał publiczność, że i na
        Białorusi „kolorowa rewolucja” się uda, to obecni na sali młodzi Białorusini
        byli bardzo sceptyczni odnośnie „sukcesu demokracji” w ich kraju.
        ++Ja też. Choć tarot daje nadzieję... (((((((-:


        Pani Izabela nam opowiedziała, że w ramach sankcji za brak poparcia dla
        commandante Borys, Konsulat Polski (czyżby naprawdę polski?) w Grodnie otrzymał
        nakaz odmawiania wiz wjazdowych do naszego (czyżby naprawdę naszego?) kraju
        wszystkim, zazwyczaj starszym już wiekiem działaczom ZPB.
        ++A czy czasami nie, tym którzy – często nawet nie znając polskiego [o takich
        opowiadali mi w Brasławiu Białorusini] – na polecenie „wiertikali” tworzą nowy
        Łukaszenkowski Związek Polaków na Białorusi? I rzeczywiście, chyba jednak nie
        do „waszego kraju” – bo ten przestał istnieć w 1989r.!

        (...)zaś kierowniczka Domu ma zakaz wyjazdu do odległych o 150
        kilometrów „europejskich” Suwałk(...)
        ++No to chyba musiała nieźle, podlizywać się reżymowi! A może nawet coś
        więcej?...
        Nie znam sprawy – więc nie kontynuuję.
      • lacietis na Ukrainie byli jeszcze szczuplejsi... 04.09.06, 10:54
        Trzeba przyznać, że pomimo wyraźnie wyższego standardu życia na Białorusi w
        porównaniu z Ukrainą
        ++Zdanie o tyle ciekawe – co zastanawiające! Bo jak już wspominałem – ja byłem
        w tym roku i na Białorusi i na Ukrainie – i nie spostrzegłem nic takiego.
        Spostrzegłem tylko, ze ceny przeliczane wg kursów walut, są na Białorusi wyższe
        [szczególnie dotyczy to żywności], co potwierdzali też, Białorusini jeżdżący na
        Ukrainę. No i sklepy są o wiele lepiej zaopatrzone na Ukrainie. Jest więcej,
        bardziej urozmaiconego – i często lepszego towaru. No i import. Na Białorusi są
        liczne towary spożywcze: łotewskie, ukraińskie, rosyjskie i mniej liczne
        polskie. Na Ukrainie towarów białoruskich nie uświadczysz. Ukraińcy mają kilka
        znanych poza Ukrainą – zwłaszcza na Białorusi - marek: Obołoń [nie tylko piwo –
        ale i lemoniada „Żywczyk”], słoiki warzywne „Czumak”, sosy „Torczyn”,
        cukierki „liszczyna”, no i wódka „Niemirow”. Takich marek białoruskich na
        Ukrainie i w Polsce [poza sokiem brzozowym w kartonach] – nie ma!
        Co prawda na Białorusi mieszkałem u krewnych i znajomych, a na Ukrainie tylko w
        tanich hotelach – ale generalnie byłbym skłonny stwierdzić, że zdanie
        o „wyższym standardzie życia na Białorusi, niż Ukrainie” jest kłamstwem, lub
        manipulacją.




        Te braki materialne mają jednak i swą pozytywną stronę. Dyktator Łukaszanko
        ponoć naucza swój „kołchoz ze sprywatyzowanym sektorem handlowym oraz
        prasowym”, że jak jego podwładni zaczną się przejadać, to utyją i zaczną
        chorować.
        ++To najlepiej było na Ukrainie w początkach lat 30-tych XXw. Tam odchudzanie
        doprowadziły władze sowieckie do perfekcji – miliony odchudziły się na wieki
        wieków! Była tez obsuwa: - niektórzy zamiast umierać puchli z głodu – co psuło
        ich „zdrowe sylwetki” (jeszcze-) żywych kościotrupów.
        Oczywiście drwię, z tezy, że niedożywienie jest dobre dla zdrowia, a nie z
        ofiar „wełykoho hłodomoru” lat 30-tych.


        I rzeczywiście, na Białej Rusi zdecydowana większość obywateli jest smukła,
        zaś wyjątkowo zgrabne „laski”, jakie miałem możność obserwować w centrum Lidy
        ++Szczupła sylwetka, powinna wynikać ze zdrowego sposobu odżywiania i zażywania
        ruchu, a nie braku pieniędzy na żywność, czy po prostu niedożywienia. To może w
        Polsce też rozszerzymy „strefy biedy”, by było mniej grubasów???
        To co piszesz – to kompletna bzdura!


      • lacietis "Niby-polskie" 04.09.06, 10:56


        (gdzie ponoć 60 procent ludności jest polskiego pochodzenia),
        ++Najwyraźniej nie rozumiesz, kto na Białorusi jakiego jest pochodzenia!
        „Polskiego pochodzenia” – to statystycznie tam w ogóle nikogo nie ma! W
        Lidzie, to może być 60% ludności z rodzin katolickich – co niegdyś uważano za
        wyznacznik polskości, ale dziś znaczy o wiele mniej – na pewno już nie świadczy
        o polskości. A pochodzenia białoruscy katolicy są jak najbardziej miejscowego –
        takiego samego, jak ich prawosławni sąsiedzi.


        „niby-polskie” władze i niby-polskie media
        ++To jakie są te władze??? Zwłaszcza obecny PiS-owski z dodatkiem, LPR
        i „Samoobrony” rząd??? Unijny? Amerykański? Globalistyczny??? – A!!! Pewnie jak
        zwykle żydowski!...
        A kiedy był naprawdę polski? Za PRL-u? Czy Chieno-Pisast? A może Komitet
        Rewolucyjny z Dzierzyńskim i Marchlewskim na czele?
        A czy Ty nie jesteś „niby-polski”, skoro na określenie środków masowego
        przekazu [ŚMP], czyli publikatorów – używasz globalistycznego słówka „media”,
        które po polsku dotyczy pośrednictwa w kontaktach żywych z duchami?... (-:

      • lacietis Łukaszenko zjada polskich turystów! 04.09.06, 10:57
        Żeby jednak przedostać się do tej „czarnej dziury” naszego (czyżby jeszcze
        naszego?) Kontynentu, obywatele Polski Dzisiaj musza pokonać Żelazną Kurtynę
        Strachu, jaką rozpostarły nad ich umysłami. Dzięki tej KURTYNIE MYŚLI ilość
        kosztujących tylko 6 dolarów wiz, wydanych Polakom przez białoruskie konsulaty,
        spadła z 60 tysięcy (w pierwszym półroczu?) ostatniego roku, do tylko 25
        tysięcy w roku bieżącym. Podejrzewam, że „normalni Polacy” po prostu boją się
        zobaczyć na własne oczy,
        ++A wziąłeś pod uwagę ilość odmów wydania wiz, oraz tych, którzy z obawy przed
        odmową wydania wizy, nie wystąpili o takową? Albo w poprzednich latach brali
        wizę kilkukrotnie – a potem im odmówiono wiec, już nie podbijają statystyki?
        Choć faktem jest, że nasi niezbyt inteligentni współobywatele, z tego, ze na
        Białorusi panuje antynarodowy reżym moskiewskiego kundla łańcuchowego, wynosi
        przeświadczenie, że podróż na Białoruś, powinna wiązać się z niebezpieczeństwem
        osobistym. Oni sobie nic konkretnego nie wyobrażają – po prostu, są przekonani,
        że to niebezpieczne i tyle!
        Gdyby pomyśleli (co nie wchodzi w rachubę) – musieli by sobie wyobrazić:
        czekistów nocami porywających turystów z hotelowych pokojów, milicjantów
        młócących pałkami Polaków na ulicach i w środkach transportu publicznego, GAISz-
        ników strzelających z rkm-ów, do samochodów z unijnymi rejestracjami. No i jak
        by sobie wyobrazili już takie bzdury – to doszli by do wniosku, że to jest
        jednak niemożliwe. Ale czy ja wiem? W końcu komentowany artykuł, świadczy, ze
        można jednak wierzyć w rozmaite brednie... Tyle, że jedne są pro-, a inne anty-
        łukaszenkowskie.
    • lacietis Re: Meldunek z podróży do "czarnej dziury" Europy 31.08.06, 12:16
      To za kilka dni wystawie moje polemiczne komentarze - bo dobyłem trase bardzo
      podobną - choc nie identyczna. Nawet w uzyciu był też: samochód [autostop] i
      rower - choć głównie podróżowałem komunikacją publiczną.
      Nieskromnie dodam, iż mam te przewagę, że później byłem również na Ukrainie [ze
      o Czechach i Słowacji - jako państwach nie posowieckich, nie wspomnę] - mam
      wiec nieco większy materiał porównawczy.
      • gunther Re: Meldunek z podróży do "czarnej dziury" Europy 07.09.06, 15:35
        Witam

        W tym roku także "popełniliśmy" Białą Ruś, tyle że tylko na rowerach
        (marszrutek nie liczę).

        1. Komentarze o biedzie gdy w sklepach wszystko (prawie) można kupić uznacie za
        bezsensowne, ale u nas w kraju za rządów Ślepowrona też chleb i mleko było
        (pamiętam wypowiedź jakiegoś Francuza który mówił że jest w Polsce normalnie).
        Mogą kupić jak mają za co, a o to niełatwo - chyba że się szmugluje do Polski
        papierosy, wódkę czy paliwo.
        2. Jest czysto i bezpiecznie, fakt. W ciągu pierwszej półgodziny w Grodnie
        naliczyłem 6 (sic!) różnych służb mundurowych.
        3. Noclegi - mieliśmy namioty i staraliśmy się rozkładać przy katolickich
        kościołach, co z racji tego że nie mają tego typu gości na codzień nie było
        problemem.
        4. Pas przy granicy Litwy i Białorusi po obu stronach granicy był najbardziej
        spolonizowany, bo miejscowi nie chcąc deklarować się Litwin-Rus wybierał Polak.
        Gens ruthene natio polonum (czy jakoś tak). Wszyscy (!!) polski rozumieją i
        większość stara się mówić, ale nie zawsze zrozumiale.
        5. Jedno czym się rożnią to że tam jest po prostu SMUTNO. Mimo że ludzie b.
        serdeczni i szczerzy to dominuje jakaś szarość, porównywałem do do późnego
        Gierka i Ślepowrona.

        PS. Pojadę tam jeszcze na pewno, bo warto i wszystkich zachęcam.
        PS2. Jak podczas rozmowy jedna panna powiedziała "To u was tak jak u nas"
        zgodnie odkrzyknęliśmy " No jednak nie"


        ______________________________
        A na drzewach zamiast liści...
        • lacietis Re: Meldunek z podróży do "czarnej dziury" Europy 08.09.06, 15:40
          Liebe Gunther!
          Wiem, że chciałeś dobrze - i (moze błędnie wnoszę) zgadzasz się z moimi
          odczuciami na temat Republiki Białoruś - ale jakim cudem naliczyłeś w Grodnie,
          aż 6 różnych służb mundurowych?... (((-:
          Tak sobie myślę, że mogłeś widzieć: 1.wojska pograniczne; 2.celników;
          3.milicję; no może jeszcze 4.kolejarzy; A jeszcze 5.wojsko! (choc na to to juz
          trzeba lekkiego specjalisty, by odróżnić wojskowego, od pogranicznika) - to i
          tak 6 mi nie chce wyjść...
          Owszem mundury jeszcze nosi: straż pożarna [jak wojskowe - trzeba sie dobrze
          znać!], KGB i SBP (chyba tylko w Mińsku) niezwykle rzadko! Wojska wewnetrzne -
          ale ich to odróżnić od wojska, lub milicji - to juz naprawdę tylko wielcy spece
          umieją. Mundury też noszą pewnie lotnicy cywilni i leśnicy, ale... Zyebys tak
          wszystkich ich woidział w Grodnie? I to przez pół godziny?...
          Pewnie żeś kilka razy policzył milicje - bo mozna zauważyć dość dużą
          swobodenoszenia przedmiotów mundurowych. Jednego dnia latem można bez problemu
          spotkać milicjantów w następujacych trzech wersjach munduru:
          1.Wyjściowym, z marynarką
          2.Specnaz (dawniej AMAP/OMON) w polowych panterkach i z beretami czarnymi [ale
          zdarzają się i z czerwonymi! - co dodatkowo myli]. Właściwie powinni juz teraz
          nosić całkowicie czarne - ale ja w lipcu na takich jakoś nie trafiłem.
          3.Służbowym, z "olimpijką" [battle dress - czyli kurteczka, tylko do pasa]
          4.Służbowym w koszuli - ale tu możliwe są trzy podwersje: z krawatem i długim
          rękawem; krótkim rękawem, bez krawata i schowanym pasem - tak, że widać iż
          koszuli nie wkłada się do spodni; analogicznie - ale z pasem założonym tak iż
          masz wrażenie, że koszula wciągnieta jest do spodni. A i spodnie moga byc
          noszone z półbutami, albo wepchniete do trzewików.
          W sumie jest to jedna milicja - ale te wersje mundurów mogą mlić i stwarzać
          wrażenie, że służb jest więcej, niz jest ich w istocie [choć i tak jest ich
          wiele].
          • gunther Re: Meldunek z podróży do "czarnej dziury" Europy 11.09.06, 12:11
            Priwiet

            Wybacz, ale nie pytałem się (takie dziwne przyzwyczajenie, by mundurowych
            omijać) kto oni zaś, ale ilość się zgadza. Nie neguję tym Twych wywodów co do
            różności sortów w jednej służbie.

            PS. Mieliśmy raz kontakt z milicją. Zapytał się co mamy zamiar zrobić z
            rowerami na noc, i by mieć spokój załatwił nam (tak sam z siebie) przechowalnię.

            Добрага дня!
            ______________________________
            A na drzewach zamiast liści...
            • lacietis Państwo policyjne 11.09.06, 16:04
              gunther napisał:

              > Priwiet - chiba Prywitańnia! (((-:
              >
              > Wybacz, ale nie pytałem się
              ++Wybaczam!

              (takie dziwne przyzwyczajenie, by mundurowych
              > omijać)
              ++Chodzi po prostu o to by nie przeginać pały. jak napiszesz "sześć formacji
              mundurowych" to wyglada NATO, że RB to państwo superpolicyjne... A Białoruś
              oczywiscie państwem policyjnym jest - ale juz nie aż tak, ze mają nie wiadomo
              ile służb porządkowych, czy pałuja kazdego [zwłaszczxa turyste] na ulicy.
              Prawde mówiąc - to jednak stosunkowo rzadko tam pałują - choć oczywiscie, nie
              koniecznie w słusznej sprawie.
              Nie twierdzę, nawet ze miałeś intencje, przedstawienia Białorusi, jako państwa,
              gdzie przeciętnemu człowiekowi zagrozenie stwarza nadmiar służb mundurowych -
              ale czytelnik mógł odnieść własnie takie wrażenie - stąd - atakże z
              zamiłowania do konkretu - moje zauwahi...

              > PS. Mieliśmy raz kontakt z milicją. Zapytał się co mamy zamiar zrobić z
              > rowerami na noc, i by mieć spokój załatwił nam (tak sam z siebie)
              przechowalnię.
              ++Bo Białorusini to na ogół dobrzy i życzliwi ludzie - i w wielu z nich nawet
              słuzba w milicji, nie niszczy tej cechy - chociaż, rzeczywiście różnie to z
              milicjantami łukaszenkowskimi bywa... ja równiez raczej nie pcham się im w
              objęcia - i o wiele mniej boję się mjilicjantów ukraińskich.
              Ale też wiem, że bez bardzo wyraźnego powodu, nawet łukaszenkowski siepacz mi
              nic nie zrobi. I jak trzeba - to i ich się pytam o coś. Bo choc chodzą różnie
              ubrani - to potworami nie są.
              >
              > Добрага дня!
    • irish76 Re: Meldunek z podróży do "czarnej dziury" Europy 11.09.06, 17:15
      mam dziwne wrazenie ze witomir troche poplynal w tonie jak za Gierka...
      ale nie wiem po co,
      moze ma w tym jakis interes
      moze mu za to placa?

      generalnie jakies dziwne wnioski wysnuwa i tu sie zgadzam z pozostalymi
      interlokutorami wink
      • lacietis Chyba nie Witomir... 11.09.06, 18:02
        Gubie sie w domysłach - ale mam wrazenie, że to jest tekst, który witomir [z
        niejasnych powodów] umiescił - ale jednak nie napisał. I choć pisałem, tak
        jakbym odpowiadał własnie jemu - to później doszedłem do wniosku, ż echyba nie
        jest autorem, tej "pochwały głupkaszyzmu"...
        • witomir Dr Marek Głogoczowski... 12.09.06, 09:53
          Nie jestem autorem tego tekstu, zresztą zamieściłem w pierwszym poście odnośnik
          i dane autora dr Marka Głogoczowskiego- teraz przesyłam Jego maila mglogo@poczta.fm
          (w razie potrzeby polemiki) tekst wydał mi się ciekawy z punktu widzenia "forum
          słowaiańskiego" dlatego postanowiłem go wkleić
          • oldpiernik Re: Dr Marek Głogoczowski... 12.09.06, 12:08
            Poruszyłeś mnie tym wklejeniem.
            Pozostali zwiadowcy takoż.
            Po mojemu, to tam jest, jak jest, czyli byle jak, jak to w zamordyźmie.
            Goście widzą to, co chcą zobaczyć.
            Póki co, zajmuje mnie (turystycznie) południowa słowiańszczyzna, więc czekam na
            dalsze sprawozdania.

            OLDBEZUPRZEDZEŃ :0)
Pełna wersja