Już 60 lat temu... (1)

02.04.07, 12:14
Forum „Świat”
Niemcy wroca do polskosci
Autor: Nimfa
Data 2007-04-01 21:45

"O reslawizację Wschodnich Niemiec" - Karol Stojanowski, 1946

1. Wschodnie Niemcy cmentarzyskiem słowiańskim

Niemcy nie są narodem tak jednolitym, jak np. Polacy. Poza zróżnicowaniem
religijnym i językowym, odgrywa u nich bardzo poważną rolę zróżnicowanie
szczepowe, czyli jak to się obecnie utarło, zróżnicowanie krwi. Narodowe
terytorium niemieckie składa się z trzech zasadniczych części: germańskiej,
celtoromańskiej i słowiańskiej. Germańskie terytorium w Niemczech obejmuje
północno-zachodnie tereny na północ od Menu oraz na zachód od Łaby i Sali.
Żywioł ściśle germański ekspandując ze swego terytorium zalał dzisiejsze
południowe Niemcy, etnicznie przed tym celtyckie, oraz zgermanizował je.
Terytorium południowych Niemiec uległo późniejszym wpływom rzymskim. Oba te
terytoria razem połączone, przeprowadziły w średnich wiekach, znany ogólnie
podbój zachodniej Słowiańszczyzny. Na skutek tego podboju powstało trzecie
terytorium, tj. terytorium słowiańsko-niemieckie.

Jeszcze w średnich wiekach Słowiańszczyzna sięgała, jak wskazuje załączona
mapa, bardzo daleko na zachód. Przekraczała ona Łabę oraz dochodziła do Sali.
Na zachód od dzisiejszej polskiej granicy, tj. od dolnej Odry, Nysy Łużyckiej
oraz na zachód od górskiego masywu czeskiego rozprzestrzeniały swe siedziby
trzy wielkie ludy słowiańskie. Południe tego terytorium zamieszkiwali
Serbowie Łużyccy zwani Łużyczanami. Nizinę nadbałtycką zajmowali na zachodzie
po prawym i po lewym brzegu Łaby Obotryci [Obodryci]. Dalej zaś na wschód od
Obotrytów aż do Odry rozciągały się siedziby Weletów, zwanych też Lutykami.
Bardzo wyraziście unaocznia zasięg słowiański w Niemczech mapka, wyjęta z
tajnego pisemka Wendischer Bote, wydawanego w czasie obecnej wojny [chodzi o
II wojnę światową] przez „Związek Niemców Pochodzenia Słowiańskiego” (Verband
der Deutschen slawischer Abstammung). Mapka ta wskazuje, że takie miasta, jak
Hamburg, Kilonia, Lubeka, Magdeburg, Lipsk, nie mówiąc już o Berlinie, leżą
na dawnych ziemiach słowiańskich, przy czym niektóre wyrazy są pochodzenia
słowiańskiego (Lubeka, Lipsk, Berlin).

Napór germańsko-niemiecki na Słowian zaczął się jeszcze w VII w. po
Chrystusie. Wtedy to Słowiańszczyźnie zagrażali germańscy Frankowie. W
związku bodaj z tym naporem powstało najstarsze państwo Samona.
Najpotężniejsze uderzenia spotkały Słowian w wieku X i XII. Akcję
przeciwsłowiańską prowadziło dwóch monarchów z dynastii saskiej: Henryk I i
Otton I w wieku X-tym oraz margrabia brandenburski Albrecht Niedźwiedź i
książę saski Henryk Lew w wieku XII. Walki niemiecko–słowiańskie były bardzo
krwawe i uporczywe. Słowianie bronili się bardzo dzielnie w wojnach obronnych
i w powstaniach po podboju niezależnych państw słowiańskich. Na bohatera tych
walk wyrósł zwłaszcza lud Weletów. Dramat słowiański za Odrą zakończył się w
roku 1181, kiedy Pomorze Szczecińskie zdobyte dla Polski ponownie przez
Bolesława Krzywoustego podporządkowało się Niemcom.

Podbój niemiecki był robiony z właściwym temu narodowi okrucieństwem.
Ludność, zwłaszcza sfery zamożniejsze i kierownicze, masowo wyrzynano. Ze
względów natury gospodarczej nie wszystkich Słowian wyniszczono fizycznie. Na
skutek tego ludowa masa słowiańska na ogół pozostała przez długi czas
słowiańską. W niektórych państewkach, które się Niemcom dobrowolnie
podporządkowały, pozostawiono też słowiańską szlachtę, a nawet dynastie
panujące przy życiu. Ziemie słowiańskie na zachód od Odry stały się po
niemieckim podboju świadkiem drugiego procesu, tj. niemieckiej kolonizacji i
germanizacji olbrzymich mas słowiańskich. Proces ten trwał nieprzerwanie od
podboju obecnego niemieckiego wschodu aż do chwili dzisiejszej. Germanizacja
posuwała się wprawdzie systematycznie, ale bardzo powoli i opornie. Jeszcze
do dzisiejszego czasu nie zdołano zgermanizować Łużyczan, którzy przetrwali w
ilości około 400 000 ludzi. Jeszcze w XVIII stuleciu resztki ludności
słowiańskiej na zachód od Odry mówiły swoim językiem, który zachował się w
pisanych zabytkach do dziś. Za czasów Lutra właściwie całe wschodnie Niemcy
mówiły po słowiańsku. Jeszcze przy końcu XVIII stulecia w czasie rozbiorów
Polski w tak zwanej kuźnicy kołłątajowskiej dyskutowano projekt połączenia
dynastycznego Polski ze Saksonią. W ówczesnej bowiem Saksonii mieszkała
wielka ilość Słowian, którą politycy polscy mieli zamiar obronić przed
germanizacją.

Żywioł słowiański wewnątrz niemieckiego organizmu walczył nawet po
zgermanizowaniu go. Był to typ walki zastępczej. Po prostu żywioł ten,
któremu zniszczono jego kulturę i jego organizację społeczną, czuł się w
niemieckich warunkach zbyt obco i starał się o zrzucenie jarzma niemieckiej
kultury, walcząc z jej centrami czy też upostaciowaniami. Dziś uczeni
badający historię Słowiańszczyzny wysuwają hipotezę, że średniowieczne wojny
chłopskie były właściwie buntami chłopskiego elementu słowiańskiego przeciw
niemieckim panom. Jest też wysoce prawdopodobne, że słowiańska krew była tym
podłożem, które przyjęło niemiecki protestantyzm religijny. Trzeba bowiem
pamiętać, że Niemcy nawrócili pogan połabskich gwałtem i wbrew ich woli na
chrześcijaństwo. Skutek tego nawrócenia siłą na chrześcijaństwo był taki, że
zgermanizowane elementy słowiańskie uważały chrześcijaństwo niejako
instynktownie za wiarę obcą. Dawali tedy zgermanizowani Słowianie materiał do
wszystkich rewolucyj religijnych, nie wyłączając ostatnich eksperymentów z
niemieckim neopoganizmem współczesnym.

2. Nieco o ruchu reslawizacyjnym po wojnie światowej

Dopóki naród niemiecki był w okresie powodzenia, ekspansji i rozmachu, dopóty
ta zgermanizowana masa słowiańska powiększała niemiecką potęgę. Nie miała ona
najzupełniej, lub też posiadała bardzo rzadko świadomość swego słowiańskiego
pochodzenia. Już jednakże po pierwszej wojnie światowej masa ta zaczęła się
ruszać. Zaczęły się szerzyć nawet wewnątrz granic Rzeszy Niemieckiej bardzo
ciekawe, choć dość sporadyczne, powroty do słowiańskiego pnia. (Oczywiście w
Polsce i Czechosłowacji powroty te były bardzo liczne.) Działały w budzeniu
się tego procesu rozmaite przyczyny. Przede wszystkim oddziaływała na
wyobraźnię zniemczonych Słowian klęska Niemców i renesans polityczny
Słowiańszczyzny, która posunęła była swe granice polityczne dość daleko na
zachód. U wschodnich granic Niemiec pojawiły się nowe państwa słowiańskie,
tj. państwo polskie i państwo czeskie, wydarte spod niemieckiego zaboru.
Pojawienie się to przypominało zgermanizowanym Słowianom ich pochodzenie i
zwracało uwagę na zmiany zaszłe w procesach etnicznych.

Bardzo ciekawym świadectwem literackim tych procesów jest książka
niemieckiego dyplomaty Rudolfa Nadolnego. Jest to odpowiedź na książkę
Masaryka, zatytułowaną „Nowa Europa”. Masaryk starał się w niej przekonać
zarówno czeską, jak i też pozaczeską opinię publiczną, że Niemcy, podlegający
doktrynie pangermańskiej, realizują od wieków program Drang nach Osten.
Książka ta powstała w czasie pierwszej wojny światowej jako akt propagandy
wewnętrznej i zewnętrznej późniejszego prezydenta republiki czechosłowackiej,
a następnie po wojnie rozeszła się w kilku językach. Nadolny postanowił dać
odpowiedź Masarykowi i w ten sposób powstała jego książka. Gruntowne jej
streszczenie i omówienie znajdzie czytelnik w mojej książce dotyczącej
niemieckiego rasizmu. Tutaj ograniczymy się jedynie do streszczenia końcowego
rozdziału tej książki, zajmującego się przyszłością mieszanego niemiecko-
słowiańskiego obszaru, położonego pomiędzy Wisłą a Karpatami, Łabą i Lasem
Czeskim. Zadaje on sobie pytanie, czy kraj ten ulegnie dalszej slawizacji czy
germanizacji, czy też powstanie tam coś nowego, tak jak to się dzieje dość
często na terytoriach narodowo mie
    • eliot Re: Już 60 lat temu... (2) 02.04.07, 12:16
      Już dzisiaj – wywodzi autor – można z całą pewnością twierdzić, że istnieje
      odrębny typ człowieka wschodnio-połabskiego. Różni się on dość poważnie zarówno
      od zachodnio-połabskiego Niemca, jak też od czystego Słowianina zza Wisły. Nowy
      ten typ nie jest jeszcze jednolity. Zależy on od elementów, jakie się na niego
      złożyły. Typ ten cechują pewne zjawiska językowe, ogólno-cywilizacyjne, a
      zwłaszcza wspólne rysy charakteru narodowego. Na skutek tej mieszaniny w
      mieszanej sferze słowiańsko-niemieckiej obserwujemy wielką ilość wybitnych
      czynów i ludzi, a Berlin, Drezno i Praga są uznane nie bez powodu za ważne
      centra duchowe i polityczne.

      Specjalny, nowo powstający typ narodowy, jakim jest typ wschodnio-połabski,
      jeszcze się nie zdołał uświadomić, nie mówi się o nim ostatecznie ani też się
      go nie bada. Dzieje się to wedle autora z tego względu, że dotychczas
      rozpatrywano ludzi tej strefy geograficznej pod kątem przynależności do żywiołu
      niemieckiego albo słowiańskiego, pod kątem walki obu elementów etnicznych.
      Tymczasem celem tych elementów nie jest wzajemne zwalczanie się, lecz wzajemne
      zjednoczenie się i stworzenie narodu.

      Oprócz tego każe Nadolny pamiętać, że nowo powstający typ narodowy nie jest
      wszędzie jednakowy. Dziś jeszcze można w tej strefie obserwować całą gamę typów
      począwszy od czysto niemieckiego aż po czysto słowiański. Mimo to jednak, bez
      względu na język, wiąże te typy pewne podobieństwo. Nie darmo np. Czechów
      nazywają słowiańskimi Prusakami. Tysiącletnie wpływy niemieckie doprowadziły
      Czechów do tego, że stali się oni podobni do Prusaków. To samo twierdzi Nadolny
      o polskich elementach na odcinku północnym i na Śląsku. Bez względu na to, czy
      mieszkają ci ludzie po tej, czy po tamtej stronie dzisiejszej granicy polsko-
      niemieckiej, stali się oni na skutek wielorakich wpływów niemieckich innymi
      ludźmi, nie podobnymi do Polaków ze wschodu.

      Najciekawsze jednak, że ten nowy naród wschodnio-połabski ma mówić po
      niemiecku, co więcej miałby mieć niemiecką kulturę. Uspokaja przytem autor
      prezydenta Masaryka, że to nie będzie żadna germanizacja żywiołu słowiańskiego.
      Od czegóż spekulacje prehistoryczne. Przecież omawiane terytoria były w bardzo
      dawnych okresach wedle Nadolnego germańskimi. A zatem Słowianie zaszedłszy tam
      zdobyli pewne prawa, ale tylko prawa do życia. Niemcy natomiast mają prawa
      gospodarza, prawa do swej mowy i kultury, do czego Słowianie musza się
      dostosować. Książkę swą kończy autor jakby manifestem wiary w wyższą wartość
      cywilizacyjną i rasową, nowego narodu wschodnio-połabskiego. Będzie on –
      powiada – kuźnią wielkich ludzi takich jak Hus, Herder, Wallenstein i Moltke,
      Kant i Kopernik.

      Książka Nadolnego jest dla naszego zagadnienia dokumentem pierwszorzędnej wagi.
      Cóż właściwie Nadolny proponuje? Oto ni mniej ni więcej tylko wy-tworzenie na
      wschód od Łaby nowego narodu mówiącego wprawdzie po niemiecku, ale mającego
      swoją własną a odrębną od reszty Niemców świadomość narodową. Istotą tej
      odrębności jest w przedstawieniu Nadolnego poczucie dużej przymieszki krwi
      słowiańskiej na terytorium niemieckim. Powstałby zatem naród mówiący wprawdzie
      po niemiecku, ale nawiązujący do słowiańskości, a co za tym idzie do
      Słowiańszczyzny. Nasuwa się tu pytanie, czy była to ze strony autora
      fantastyczna utopia, czy też taki „naród wschodnio-połabski” mógł rzeczywiście
      powstać. Pytanie to ma charakter nie tylko czysto teoretyczny, akademicki.
      Pozytywna albo negatywna odpowiedz na to pytanie może mieć także znaczenie
      polityczne. Pozy­tywna odpowiedź na to pytanie może się stać ważną wskazówką
      etnogenetyczną wpływająca istotnie na sformowanie się obecnie na terytorium
      pomiędzy Odrą i Nysą, Łabą i Salą nowych a właściwie starych; słowiańskich
      elementów narodowych.

      W rzeczywistości idea Nadolnego nie była ideą utopijną. Tego bowiem typu naród,
      o jakim myślał Nadolny, rzeczywiście istnieje, a nawet posiada swe własne
      państwo. Narodem tym jest naród irlandzki. Irlandczycy, należący do rodziny
      narodów celtyckich, różniący się od Anglików językiem, religią, obyczajami i
      kulturą, ulegli w ciągu swoich dziejów daleko idącej asymilacji na rzecz
      żywiołu angielskiego. Cała Irlandia, za wyjątkiem bardzo cieniutkiego skrawka
      zachodniego, mówiła i właściwie ciągle jeszcze mówi językiem angielskim.
      Jedynie w tym cieniutkim pasie nadmorskim językiem codziennego życia był
      celtycki język irlandzki. Mimo to Irlandczycy, mówiący językiem angielskim i
      żyjący kulturą angielską, podjęli długoletnią walkę polityczną, nie wyłączając
      walki zbrojnej ze swą angielską metropolią. Walka uwieńczona została zdobyciem
      własnej państwowości przez Irlandczyków. Dopiero po uzyskaniu swego własnego
      państwa Irlandczycy zaczęli receltyzowac swoją wyspę. 0 ile mi przy tym
      wiadomo, proces tej receltyzacji nie jest jeszcze zakończony, nawet na
      terytorium samodzielnej republiki irlandzkiej.

      Czy Rudolf Nadolny zdawał sobie sprawę z tej irlandzkiej analogii, trudno dziś
      przesądzić. W ogóle trudno jest rozstrzygnąć na podstawie jego książki, jako
      pewnego rodzaju dokumentu psychologiczno-politycznego, czy był to twór polityka
      niemieckiego, czy ideologa słowiańskiego, czy też pewnego rodzaju spowiedź
      mieszańca słowiańsko-niemieckiego? Słowiańskie elementy są w książce bardzo
      mocne. Nadolny nie jest na tyle zgermanizowany, ażeby nie odczuwał w sobie
      słowiańskiej krwi. Krew ta jest u niego nawet powodem dumy. Książka Nadolnego
      jest irracjonalnym wyznaniem wiary mieszańca germańsko-słowiańskiego,
      świadomego swej odrębności wobec żywiołu niemieckiego.

      Drugą przyczyną powodującą na niemieckim wschodzie ferment reslawizacyjny stał
      się niemiecki rasizm. Nie tu miejsce na gruntowną. analizę tego ze wszech miar
      interesującego prądu. Ciekawych czytelników odsyłam do dwóch moich książek
      poświęconych niemieckiemu rasizmowi. Ograniczę się tu tylko do stwierdzenia, że
      niemieccy rasiści w swych pracach idealizowali rasy zamieszkujące terytorium
      zachodnio-niemieckie tj. rasę nordyczną i falicką. Rasy natomiast wschodnio-
      bałtycką i wschodnią, tworzące wedle niemieckich rasistów podkład rasowy
      niemieckiego wschodu oceniali bardzo negatywnie. Stąd rasiści w stosunkach
      wewnętrznych stale drażnili zasymilowaną masę słowiańską, przypominając jej
      rzekomą niższość rasową. Rasizm wprowadził w Niemczech i bardzo szeroko
      spopularyzował zwyczaj badania historii rodzinnych. Niejeden Niemiec
      pochodzenia słowiańskiego został dzięki badaniom dziejów swej rodziny
      uświadomiony co do swego słowiańskiego pochodzenia. Ra­sizm też podniósł do
      wyżyn religijnych pojecie krwi. Ta mistyka krwi ogarniała w swoisty sposób nie
      tylko Niemców pochodzenia germańskiego, ale też i Niemców pochodzenia
      słowiańskiego.

      Niebezpieczeństwo musiało być w tej dziedzinie dość poważne i dla
      wtajemniczonych dość widoczne, kiedy tu i ówdzie odzywały się dzwonki na alarm,
      a nawet próbowano stwarzać doktryny mające na celu zahamować i nie dopuścić do
      procesu reslawizacyjnego w Niemczech. Tak np. von Kappher w jednym z czasopism
      rasistowskich poświęca temu zagadnieniu cały artykuł. Autor podaje w tym
      artykule szkic historii zmagań niemiecko-słowiańskich. Zaznacza w nim w
      szczególności, że Pomorze jest najmniej zgermanizowane ze wszystkich dzielnic
      zniemczonej Słowiańszczyzny. Wyjmujemy z artykułu ciekawą dla naszego
      zagadnienia cytatę: Za wyjątkiem nielicznych wysp czysto niemieckich całe
      wschodnie Niemcy są przetkane słowiańskim elementem; przemieszany z germańskim,
      zgermanizowany lud słowiański i litewski [jest] wszędzie. Mówić jednak o
      polskości jest bardzo śmiało. Nie mówmy za wiele – przynajmniej tu na
      wschodzie – o naszej germańskości, lecz starajmy się o to, aby być dobrymi
      Aryjczykami.
      • eliot Re: Już 60 lat temu... (3) 02.04.07, 12:18
        Tezom niemieckiego ruchu rasowego przeciwstawiała się bardzo ciekawa książka
        dwóch docentów nie­mieckich Fr. Merkenschlagera i K. Sallera. Tytułu tej książce
        dostarczyła nazwa starożytnego miasta słowiańskiego u ujścia Odry „Vineta”.
        Autorzy twierdzą, że Niemcy nie są ani germańskie, ani słowiańskie, ani
        celtyckie, gdyż obecnie powstaje z tych elementów składowych nowa rasa
        niemiecka. Obaj uczeni w innych swych pracach wskazują na rozkładowy charakter
        niemieckiego rasizmu. Wysunęli tedy ideę tzw. rasy niemieckiej, mającej na celu
        bronić naród niemiecki przed rozbijaniem go na elementy składowe. Omawiana
        książka stara się przywiązać Niemców uczuciowo do idei rasy niemieckiej.
        Autorzy bardzo jed­nak wysoko cenią element słowiański, któremu poświęcają
        bardzo dużo miejsca. Książka ma coś w swej treści z idei i ducha Nadolnego.
        Propaguje ona dalszy podbój Słowiańszczyzny, ściślej mówiąc Polski i
        Czechosłowacji. W odróżnieniu od rasistów hitlerowskich autorzy „Vinety”
        chcieliby Słowian raczej zniemczyć niż wytępić. Książka ta została przez reżim
        hitlerowski skonfiskowana.

        Jak te sprawy załamywały się w duszy poszczególnej jednostki, możemy się
        zorientować w przypadku barona Henryka v. Sprengera, właściciela Działynia pod
        Gnieznem. Wedle pewnej relacji ten właściciel około 12.000 morgów ziemi, nie
        znający języka polskiego, twierdził, że jest Słowianinem, gdyż rodzina jego
        wywodzi się z wyspy Rugii. Mimo, że sam byt protestantem, czuł dziwną słabość
        do katolickiego kleru. Na kilka lat przed obecną wojną zapisał majątek „Obora”
        biskupstwu gnieźnieńskiemu. Na przewłaszczenie tego majątku nie zgodziło się
        jednak województwo poznańskie. Córkę swą jedynaczkę chciał wychować w kulturze
        polskiej, na co nie zgodziła się żona, patriotka niemiecka, pochodząca z
        Berlina. Na tym tle małżeństwo się rozeszło i matka wychowała córkę na Niemkę.
        Sprenger na łożu śmierci w roku 1939 sprzedał cały majątek Polakowi-sąsiadowi.
        Ściśle mówiąc sprzedał mu za minimalna cenę, chcąc ominąć akt darowizny. Myślał
        on, że tą drogą zmusi swą córkę do wyjścia za mąż za Polaka, nabywcę majątku.

        Ruch reslawizacyjny w Niemczech został zahamowany przez hitleryzm. Działał tu
        zarówno terror wewnętrzny, jak też przede wszystkim olbrzymie natężenie
        niemieckiego nacjonalizmu i olbrzymie powodzenie niemieckiej machiny wojennej.
        Mimo to jednak wydaje się, że ruch ten nie tyko nie zamarł, ale zaczął się
        właśnie organizować. Tak by przynajmniej należało sądzić po numerze tajnego
        pisma słowiańskiego wychodzącego w czasie wojny w języku niemieckim. Pismo nosi
        nazwę Wendischer Bote i wychodziło jako organ związku Niemców słowiańskiego
        pochodzenia. Pismo stoi na niskim, ludowym poziomie. Rzuca ono hasła
        skorzystania z niemieckiej klęski i oddzielenia całych wschodnich Niemiec od
        Rzeszy Niemieckiej. Oprócz odezwy „Związku Niemców Słowiańskiego Pochodzenia”
        34 artykuliki o Obotrytach i Weletach. Poza tym mamy tam przedruk z pism
        Herdera, dotyczący słowiańskości Wschodnich Niemiec. Niestety na numerze pisma
        czy też może jednorazowej ulotki nie ma daty wydania.

        Jak zatem widzimy, ruch reslawizacyjny robił w Niemczech pewne postępy.
        Wytwarzały się warunki do jego ugruntowania i rozszerzenia się. Wojna obecna
        posunęła zachodnie granice Słowiańszczyzny nad Odrą i za Odrą. To oczywiście
        powinno wzmóc ten ruch wydatnie. Uważamy, że ruchowi temu powinien przyjść z
        pomocą nie tyko świat słowiański, ale w ogóle cały świat cywilizowany, cała
        Organizacja Narodów Zjednoczonych. Powinno się umożliwić polityczną działalność
        reslawizacyjną tym elementom, które wykażą w tym kierunku chęci. Powinno się
        grupy mówiących dziś po niemiecku Słowian oddać pod ochronę międzynarodową i
        uchronić ich od niemieckiego terroru. Terenom zamieszkałym przez
        zgermanizowanych Słowian trzeba dać taką organizacje, aby w nich mogły się
        równocześnie wyżywać zarówno elementy słowiańskie jak też elementy ciążące do
        Niemców. To może się stać tyko w organizacjach państwowych niezależnych od
        Niemiec, a podległych Organizacji Narodów Zjednoczonych. Ze względu na
        szczepowe zróżnicowanie dawnych Słowian oraz ze względu na rożny stopień ich
        zgermanizowania wydaje mi się, że należałoby na północno-wschodnim terenie
        obecnych Niemiec stworzyć pod międzynarodową ochroną dwa państwa służące celom
        reslawizacji, a to państwo łużyckie i państwo połabskie.

        3. Zagadnienie państwa łużyckiego

        Południe terytorium słowiańskiego dzisiejszych Niemiec Wschodnich zamieszkiwali
        Łużyczanie. Była to, jak pisze dr Gołąbek, przestrzeń znaczna, Na południe
        mianowicie graniczyli Łużyczanie z Czechami, na północ sięgali daleko za
        Berlin, na wschodzie stykali się bezpośrednio z plemionami polskimi, na zachód
        rozciągali swe posiadłości aż do dzisiejszej Wirtembergii, czyli mówiąc
        dokładniej mieszkali miedzy Salą, Hawelą, Odrą, Bobrą, Kwisą i Górami
        Sudeckimi, skąd na zachód sięgali aż do Werry i Fuldy, na południe pod
        Jabłoniec i górę Jeszted. W owych odległych czasach zaliczano do Łużyczan
        jeszcze inne plemiona jak Chudiców, Głomaczów i Dalemińców nad Muldą, przy czym
        należy wiedzieć, że stosunkowo dość długo Łużyczanami nazywano tylko
        mieszkańców terenów nad Dolna Sprewą, czyli obecnych Dolnych Łużyczan,
        natomiast obecni Górni Łużyczanie nosili nazwę Milczan.

        Dziś są Łużyczanie najmniejszym ludem słowiańskim. Resztki jego siedzą rozbite
        w królestwie saskim i pruskim, w regencjach budziszyńskiej, legnickiej i
        frankfurckiej. Oficjalna niemiecka statystyka za rok 1926 podaje na całym
        terytorium łużyckim tylko 71.000 Łużyczan. Jeszcze w roku 1910 ta sama
        statystyka podała 111.167 Łużyczan. Sami Łużyczanie oceniali swą liczebność w
        roku 1926 na 200.000 do 250.000 ludzi. Mimo wszystkich przeciwności losów
        Łużyczanie twardo trzymają się przy życiu. Ewald Müller w książce wydanej w
        roku 1893 oblicza ilość Łużyczan na 63.000. Wysuwa on przypuszczenie, że za lat
        60 Łużyczanie wymrą całkowicie, licząc się z przypuszczalnym ich rocznym
        ubytkiem 1000 ludzi. Tymczasem minęło lat 50 a Łużyczan raczej przybyło nawet,
        wedle niemieckich statystyk. Tenże sam autor przytacza w tym związku
        przewidywanie Niemców z czasów Lutra, wedle którego Łużyczanie mieli wymrzeć za
        lat sto. Minęły jednak cztery stulecia, a Łużyczanie żyją, trzymając się swego
        języka, a nawet w ostatnim ćwierćwieczu bardzo poważnie rozwinęli swe życie
        narodowe we wszystkich dziedzinach. Ostatnio zaś Łużycko-serbski Komitet
        Narodowy stwierdza na podstawie danych statystycznych z r. 1939, że liczba
        Łużyczan waha się od 400 do 500 tysięcy ludności.

        Początkowo przed podbojem niemieckim żyli Łużyczanie swoim własnym życiem
        państwowym, rządzeni przez rodzimych książąt, których, potomkowie w linii
        żeńskiej żyją do dziś. Już Karol Wielki przez założenie marchii wschodnich,
        między którymi znajdowała się nad Salą Marchia Łużycka, dał początek idei
        podboju Łużyczan. Istotny podbój rozpoczął król Henryk I w roku 928, a
        zakończył margrabia Gero w roku 963. Łużyczanie po podbiciu robili szereg
        powstań przeciwniemieckich. W roku 1002 Bolesław Chrobry odebrał Łużyce
        Niemcom. Polacy walcząc z Niemcami byli w posiadaniu Łużyc do roku 1031. Od
        ustąpienia naszych przodków z Łużyc pozostali już w nich Niemcy aż do
        wkroczenia na terytorium łużyckie wojsk radzieckich i polskich w roku 1945.
        Wprawdzie były czasy, kiedy Łużyce należały do Czech, ale Czechy pozostawały w
        zależności od Niemiec.

        Po niemieckim podboju zepchnięto Łużyczan do najniższych warstw społecznych,
        wyniszczając ich pod względem biologicznym, kulturalnym i narodowym. Łużyczanie
        przeżyli przez te z górą tysiąc lat prawdziwe piekło udręki i poniżenia. Mimo
        to utrzymali swą narodowość i swój język na szczątkowym terytorium, sterczącym
        jak dwie skaliste, małe wysepki, oblane niemieckim morzem. Uratowało Łużyczan
        kilka okresów wolno
        • eliot Re: Już 60 lat temu... (4) 02.04.07, 12:22
          Uratowało Łużyczan kilka okresów wolnościowych, które Niemcy przeżywały. W tych
          to okresach zaczynali Łużyczanie pisać w swoim języku i uratowali w ten sposób
          swoją narodowa odrębność. Po raz pierwszy taką sposobność uzyskali Łużyczanie w
          czasie reformacji, która dała początek piśmiennictwa w języku łużyckim. Po tym
          duży krok naprzód postąpili w okresie romantyzmu. Niemiecki romantyzm,
          emocjonujący się wszystkim, co wybiegało poza dotychczasowy schemat,
          zainteresował się także Łużyczanami i podnosi w ten sposób dość wysoko sympatie
          dla łużyckich odrębności kulturalnych. Odbiły się także na możliwościach
          łużyckich lata 1848–1850. Najbardziej jednak brzemienna w następstwa była dla
          Łużyczan pierwsza wojna światowa. Wtenczas to Łużyczanami zainteresowali się
          Czesi, którzy chcieli włączyć do Czechosłowacji przynajmniej Górne Łużyce,
          przylegające do Czech. Czesi sfinansowali odpowiednią akcję polityczną i
          kulturalną na Łużycach. Łużyczanie wysłali nawet swego przedstawiciela na
          konferencję pokojową, oczywiście w charakterze nieoficjalnym. Ten cały okres
          został wzmocniony przez to, że Niemcy przeszły okres względnej swobody
          politycznej zakończony dopiero rewolucją hitlerowską. W tym okresie Łużyczanie
          zorganizowali się dość dobrze pod względem oświatowym, gospodarczym a nawet
          politycznym. Dopiero system hitlerowski tuż bezpośrednio przed wojna wyrządził
          Łużyczanom wielkie szkody, likwidując ich narodowy dorobek ostatnich
          dziesięcioleci.

          Rozwiązanie zagadnienia państwa łużyckiego nie jest łatwe. Łużyczanie
          rozpatrywani jako lud mówiący swym własnym, słowiańskim językiem są narodem
          małym, po prostu malutkim. Sami nie mogliby oczywiście zorganizować i utrzymać
          swego własnego państwa. Terytorium ich składa się z dwu nie połączonych ze sobą
          wysp łużyckich, tj. Łużyc Górnych i Dolnych. Oba te terytoria różnią się
          pomiędzy sobą dość znacznie pod względem językowym i religijnym. Dolne,
          protestanckie Łużyce, mówią narzeczem bardziej zbliżonym do polszczyzny,
          podczas gdy Górne, przeważnie katolickie Łużyce zbliżają się językowo bar­dziej
          do czeszczyzny. U Łużyczan zaznaczają się wielkie sympatie słowiańskie. Starsze
          pokolenie budowało raczej na Czechach. Przed wojną zaczęła nurtować w młodym
          pokoleniu łużyckim myśl oparcia się o Polskę. Wynikało to przede wszystkim z
          tego, że Łużyczanie, żyli w Niemczech. razem z. Polakami i stad szły silniejsze
          wzajemne kontakty.

          Do Łużyc, zwłaszcza Górnych, wysuwają pretensje Czesi, na zasadzie
          przynależności Łużyc w pewnym okresie do korony czeskiej. Rozwiązanie to miało
          po poprzedniej wojnie światowej nawet pewną rację. Śląsk miał należeć wtedy do
          Niemiec. Łużyce zatem nie mogłyby się utrzymać jako państwo samodzielne, będąc
          otoczone z trzech stron niemieckimi posiadłościami. Obecnie jednakże, kiedy
          Śląsk wrócił do polskiej macierzy takie same pretensje do Łużyc może wysuwać
          Polska na podstawie ich przynależności do Polski za czasów pierwszych Piastów.
          Zarówno jednak polska jak też czeska inkorporacja Łużyc nie byłaby na miejscu.
          Łużyczanie powinni otrzymać dla swego narodu odrębne państwo, gwarantowane
          przez Organizację Narodów Zjednoczonych.

          Trudno byłoby mi tutaj dokładnie określać granice tego nowego państwa
          słowiańskiego. Chciałbym tylko zastanowić się nad głównymi zasadami tego tworu
          państwowego. Nie można i nie należy tworzyć malutkiego państwa ograniczonego do
          Łużyczan mówiących dziś po łużycku. Byłby to twór bardzo słaby. Należy obecnie
          stworzyć wielkie, najmniej dwumilionowe a nawet trzymilionowe państwo łużyckie
          podobne w swej strukturze i w swym charakterze socjologicznym do państwa
          irlandzkiego. W nowym państwie łużyckim Łużyczanie nie zgermanizowani musieliby
          posiąść możność reslawizacji swych zgermanizowanych ziomków. W ciągu lat
          kilkudziesięciu możnaby przez system szkolny nauczyć na powrót Łużyczan
          mówiących dziś po niemiecku, języka łużyckiego, tak jak uczy się dziś
          Irlandczyków mówiących po angielsku języka irlandzkiego. W związku z tą zasadą
          granice państwa łużyckiego i jego terytorium musza być tak ustalone, aby
          dzisiejszy ośrodek mówiących po łużycku Łużyczan mógł sprostać zadaniom
          reslawizacji państwa. Aby temu zadaniu Łużyczanie mogli sprostać, trzeba
          koniecznie doprowadzić do terytorialnego połączenia pomiędzy Łużyczanami
          Górnymi i Dolnymi. Z przestrzeni oddzielającej oba te szczepy należy wysiedlić
          Niemców, a na to miejsce osiedlić ludność łużycką. W ten sposób powstałoby
          jednolite terytorium, które by stanowiło już dość poważny ośrodek asymilacyjny
          dla części państwa, mówiącego obecnie po niemiecku.
          • eliot Re: Już 60 lat temu... (5) 02.04.07, 12:24
            4. O państwo reslawizacyjne Połabian

            Na północ i północny-zachód od Łużyczan oraz na zachód od Odry mieszkały dwa
            ludy tzw. połabskie, tj. Obotryci na zachodzie i Weleci na wschodzie. Do grupy
            obotryckiej wchodziły następujące szczepy: Obotryci w ścisłym tego słowa
            znaczeniu, Warnowie i Wagrowie. Do grupy weleckiej należeli: Ratarowie,
            Doleńcy, Czrezpienianie, Chyzini, Morzyczanie, Linianie, Hawolanie albo
            Stodoranie, Sprewianie i prawdopodobnie Lubuszanie. Bardzo dla omawianych przez
            nas zagadnień ważni Drzewianie, mieszkający na zachód od Łaby wokół Lüneburga,
            należeli albo do Obotrytów, albo też do Weletów.

            Niestety ta gałąź zachodnich Słowian uległa germanizacji o wiele szybciej i
            gruntowniej. Najdłużej opierali się jej kresowi, załabscy Drzewianie, których
            język zaginął w drugiej połowie XVIII stulecia. Wedle danych historyka
            Zachodniej Słowiańszczyzny Widajewicza Niemcy dopiero po wydaniu zakazu
            używania nienawistnej słowiańskiej mowy mogli zlikwidować tak daleko na zachód
            wysunięty cypel słowiański. Ale znamienna rola Drzewian nie kończy się na tak
            długim zachowaniu słowiańskości – pisze Widajewicz – jeszcze jeden szczegół z
            ich przeszłości godzien jest uwagi. Oto zostały po nich zabytki piśmienne,
            jedyne obszerne zabytki, jakie po dawnych Połabianach posiadamy. Odgrywają one
            rolę słowiańskiego testamentu, gdyż powstały w najostatniejszej fazie zaniku
            Drzewian. Mieszkaniec tych stron Jan Parum Schultze (1678—1734) opracował
            kronikę, w której opisał zwyczaje i tryb życia tamtejszych Słowian, a pastor
            Chrystian Hennig zestawił w początkach XVIII wieku słownik ich mowy. Dla
            badaczy języka połabskich Słowian są to zabytki nieocenionej wartości. Dziad i
            ojciec Schultzego znali dobrze ojczystą mowę, siostra rozumiała niewiele, a
            młodszy brat nic już nie pojmował. Zapisał więc Schultze znamienną uwagę: „Gdy
            ja i je­szcze ze trzy osoby umrzemy, nikt już wiedzieć nie będzie, jak po
            słowiańsku nawet psa nazwać”.

            Mimo tego, że Słowiańszczyznę połabską zgermanizowano szybciej i bez reszty,
            nie zanikła tam świadomość słowiańska. Jest ona rozlana dość szeroko. Kto był
            po wojnie światowej u tzw. Wendów Lüneburskich, tj. właśnie u Drzewian, ten wic
            o tym, że ci Wendowie posiadają świadomość swej przynależności szczepowej w
            bardzo wybitnym stopniu. Swą wendyjską przynależnością wyraźnie się szczycą i
            chlubią. To samo jest w Meklemburgii, gdzie świadomość słowiańska utrzymała się
            specjalnie u szlachty, dawniej słowiańskiej, a dziś zgermanizowanej. Podobno u
            szla­chty tej od jakiegoś czasu utrwala się zwyczaj, że je­den ze synów w
            rodzinie uczy się jakiegoś żyjącego języka słowiańskiego. Poważną też
            świadomość słowiańską posiada Rugia, pomimo to, że najprędzej dała się
            zgermanizować. A poza tym rozbudza się ta świadomość na całym terytorium
            słowiańskim, dawniej zamieszkałym przez Połabian. Przed wojną obecną np.
            przyszedł do Instytutu Zachodnio–Słowiańskiego w Poznaniu list od Niemca z
            Kilonii, donoszący o tym, że piszący list doszedł na podstawie badań nad
            historią swojej rodziny do przekonania, że w nim nie płynie ani kropla krwi
            niemieckiej. Wobec tego autor listu prosi o wskazówki, jak ma się nauczyć
            języka polskiego, jako najbliższego języka dawnych jego przodków, który to
            język bez śladów zaginął.

            Oczywiście tak prosto zagadnienia połabskiego rozwiązać nie można, jak to
            zrobił ów Kilończyk. Myśląc o reslawizacji Połabian, można się oprzeć jedynie o
            testament językowy upartych Drzewian. Po prostu musi się znaleźć pewna ilość
            Słowian połabskich, która wróci do swego zamarłego już języka, a następnie
            stanie się kadrą reslawizacyjną na terenie zamieszkałym przez Słowian
            połabskich mówiących dziś po niemiecku. Nonsensowna utopia – powie niejeden –
            naród, który przestał mówić swoim językiem nie wraca już do niego. Otóż nie!
            Znowu jesteśmy obecnie świadkami takiego niezmiernie ciekawego zjawiska
            socjologicznego. Dowodu na możliwość powrotu do swego starego języka
            dostarczają nam Żydzi palestyńscy, którzy w pokaźnej ilości wrócili do języka
            hebrajskiego, wymarłego o wiele dawniej, aniżeli język słowiańskich Drzewian.
            Zapewne, że świadomość narodowa Żydów jest o wiele większa, aniżeli świadomość
            narodowa Połabian. Ale i ta ostatnia istnieje przynajmniej w zarodku, na co
            starałem się przytoczyć dowody. Państwo zatem Połabian, będące instrumentem
            reslawizacji, byłoby państwem ilustrującym proces powstawania państwa
            żydowskiego w Palestynie. W skład państwa połabskiego, które można by nazwać
            państwem Wendow (Wendland), powinnyby wejść wszystkie ziemie Obotrytow i
            Lutykow oraz te skrawki dawnej Słowiańszczyzny, które nie wejdą ewentualnie w
            skład państwa łużyckiego albo czeskiego. Byłoby to państwo duże, oparte o Morze
            Niemieckie i Bałtyckie, graniczące z Polską, Łużycami, Niemcami i Danią. W
            państwie tym znajdowałyby się tak wielkie miasta, jak Berlin, Magdeburg,
            Lubeka, Kilonia i Hamburg. Przez długi jeszcze czas językiem potocznym a nawet
            urzędowym w państwie połabskim byłby język niemiecki. Język połabski dopiero by
            powoli wprowadzano. Wprowadzono by go najpierw ochotniczo, a w miarę
            upowszechnienia wprowadzono by go do urzędów. Organizacja Zjednoczonych Narodów
            byłaby protektorem państwa połabskiego, pilnując, aby elementy chcące się
            reslawizowac nie były narażone na terror i szykany Niemców o hitlerowskim
            poglądzie na świat.
            • eliot Re: Już 60 lat temu... (6) 02.04.07, 12:26
              5. Reslawizacja jedyną gwarancją uspokojenia Niemiec

              Na zakończenie tej broszury chcę się zastanowić nad wpływem, jaki wywarłoby
              stworzenie państwa łużyckiego i państwa połabskiego na niemieckie możliwości
              zaborcze. Zarówno poprzednia, jak i obecna wojna światowa, wykazały, że Niemcy
              są narodem niebezpiecznym dla pokoju światowego. W obu tych wojnach wykazały
              one niesłychanie zaborczy charakter, który oczywiście nie tak prędko się zmieni
              i który będzie ich pchał do dalszych awantur wojennych, o ile tylko zmienią się
              warunki dzisiejsze. Pokuszę się tu o odpowiedź na pytanie, dlaczego niemiecki
              charakter narodowy ma tak silne rysy zaborczości. Za pierwszą i najważniejszą
              przyczynę zaborczości niemieckiej uważam właśnie udany zabór ziemi
              słowiańskiej. Najpierw zabór ten niesłychanie powiększał niemiecki potencjał
              narodowy, co dawało Niemcom przewagę ilościową nad innymi narodami
              europejskimi, a zatem nie tylko ufność we własne siły, ale też możność
              prowadzenia zwycięskich wojen zaborczych. Niezmiernie też ważną przyczyną
              niemieckiej zaborczości była kompletna bezkarność podboju Zachodnich Słowian.
              Każdy niemiecki polityk myślał, że jeśli udały się dotychczasowe podboje, to
              udadzą się następne. Obecnie wprawdzie ponieśli Niemcy wielką klęskę militarną,
              ale nie jest pewne, czy sprowadzi to w ich charakterze narodowym takie zmiany,
              że zaniechają oni na przyszłość polityki podboju.

              Stworzenie w ostatecznym traktacie pokojowym dwu projektowanych tutaj państw
              reslawizacyjnych, pomniejszyłoby przede wszystkim bardzo poważnie niemiecki
              potencjał wojenny. Niemcy staliby się narodem tak wielkim jak europejscy
              Anglicy, Francuzi, czy też Włosi. Wielkość ta gwarantowałaby Niemcom narodowy i
              państwowy byt oraz możliwości poważnej twórczości cywilizacyjnej, odbierałaby
              im natomiast realne możliwości podboju innych sąsiednich narodów. Powstanie
              państw zachodnio-słowiańskich byłoby wreszcie widocznym zadośćuczynieniem za
              krzywdy, jakie Niemcy Słowiańszczyźnie wyrządzili. To odstręczałoby w
              przyszłości od wszelkich zamysłów zdobywczych oraz powstrzymywałoby ich od
              rzucania hasła Drang nach Osten.

              Po powstaniu państw zachodnio-słowiańskich za Odrą upadłby raz na zawsze, bez
              jakiejkolwiek możliwości odrodzenia się, najpotworniejszy twór historii, tj.
              państwo pruskie. Z państwem tym zniknęłyby z terenów Europy tradycje
              Hohenzollernów, tradycje Fryderyka zwanego Wielkim, Bismarcka, Wilhelma i ich
              najwszechstronniejszego wcielenia, tj. Hitlera. Niemcy ograniczone do
              zachodniego i południowego swego terytorium straciłyby wiele ze swej zaborczej
              psychiki. Jeżeli w najbliższym traktacie pokojowym nie powstaną projektowane
              zachodnio-słowiańskie państwa reslawizacyjne, to Niemcy wywołać mogą trzecią
              wojnę światową.

              Mówi się dzisiaj bardzo wiele na temat moralności politycznej. Postulat
              moralności w polityce jest postulatem słusznym. Rozpatrując wysunięte tu
              projekty na terenie wschodnich Niemiec dwóch państw reslawizacyjnych musimy
              stwierdzić, że projekty te są moralnie uprawnione. Są one bowiem ze wszechmiar
              sprawiedliwe. Przecież Niemcy podbili te kraje, stosując takie same metody
              wojowania, jakie stosowali w obecnej wojnie. Potem zasymilowali element
              słowiański przy pomocy siły i gwałtu. Jest tedy ważną sprawą moralno-polityczną
              umożliwienie Słowianom powrotu do ich własnej narodowości. Powrót ten będzie
              tylko wypełnieniem się dziejowej sprawiedliwości na terenie Wschodnich Niemiec.

              Niniejsza rozprawa ukazała się w roku 1946, u schyłku życia wrocławskiego
              naukowca. Profesor Karol Stojanowski (1903 - 1947), w latach międzywojennych
              związany ze Stronnictwem Narodowym (od roku 1935 członek Komitetu Głównego tej
              partii) orędownik współpracy narodów słowiańskich (przede wszystkim gorący
              przyjaciel Czechów i Słowaków), w czasie wojny redaktor Państwa Narodowego, na
              którego łamach postulował jako jeden z pierwszych polskich polityków granicę
              zachodnią odrodzonej Polski na Odrze i Nysie, po powstaniu warszawskim był
              zwolennikiem ugody z Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego, co umożliwiło mu
              w pierwszych latach po wyzwoleniu publikowanie szeregu prac z zakresu historii
              i antropologii.
    • sztylet69 Re: Już 60 lat temu... (1) 03.04.07, 20:30
      W 1949 roku powstało NRD i od tego czasu był zakaz wspominania nawet o
      jakiejkolwiek autonomii Serbołużyczan,o państwie nie wspominając. Byłato
      osobista decyzja Stalina i Rosjan, że nie ma być w przyszłości śladu po
      jakichklolwiek próbach niepodległościowych Serbów. Nic nie mogło osłabiać NRD,
      moskiewskiego staelity, pseudo państewka które powstało tylko jako baza wypadowa
      Sowietów w planowanej wojnie z Zachodem.
      W Polsce od 1950 roku jest przerwa, i dopiero w latach 70 zaczynają się wzmianki
      o Łużyczanach, ale tylko wyłącznie o ich kulturze, etnografii itd.
      • ignorant11 Re: Już 60 lat temu... (1) 03.04.07, 22:30
        Sława!

        I jak oceniasz szanse teraz AD2007..?

        Forum Słowiańskie
        gg 1728585
Pełna wersja