Bezczelne niemieckie roszczenia- urojenia

28.07.07, 12:30
Sława!
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070727/swiat/swiat_a_1.html
"FAZ": Polska nie chce oddać dzieł sztuki zrabowanych Niemcom

Niemcy oskarżają Polskę o opieszałość w zwracaniu przejętych podczas wojny
niemieckich dzieł sztuki. Nie kwapią się jednak do oddania łupów, które sami
zrabowali

O sprawie poinformował na pierwszej stronie prestiżowy niemiecki dziennik
"Frankfurter Allgemeine Zeitung". W artykule zatytułowanym "Ostatni niemieccy
jeńcy wojenni" gazeta oskarżyła Polskę o utrudnianie negocjacji w sprawie
zwrotu niemieckich dzieł sztuki. Z naszej winy miały one "zabrnąć w ślepą
uliczkę".

Według "FAZ" Polska piętrzy przeszkody od dwóch lat, czyli mniej więcej od
czasu wyborczego zwycięstwa PiS. Nawet wcześniej stać ją jednak było jedynie
na gesty -na przykład zwrot egzemplarza Biblii Lutra podczas wizyty kanclerza
Gerharda Schrödera w Warszawie.

Tymczasem, jak dowodzi gazeta, w polskim posiadaniu nadal znajdują się
niemieckie dzieła sztuki oraz bezcenne dokumenty, księgozbiory, rękopisy i
nuty najwybitniejszych kompozytorów. Niezwracanie ich jest zaś sprzeczne z
prawem międzynarodowym, z konwencją haską na czele. Dziennikarz "FAZ" powołał
się na raport przygotowywany przez niemieckiego rządowego negocjatora Tono Eitela.

Właśnie dlatego sprawa została potraktowana w Warszawie bardzo poważnie.
Wczoraj w godzinach popołudniowych odbyła się narada w MSZ z udziałem minister
Anny Fotygi. -Pani minister była sprawą zbulwersowana - powiedział nam jeden z
jej współpracowników.

Zbulwersowany jest również Wojciech Kowalski, polski negocjator zajmujący się
rozmowami na temat dzieł sztuki. - Oskarżenia zawarte w artykule są
nieprawdziwe, żadnych negocjacji nie blokujemy - powiedział "Rz". - Niemcy
zarzucają nam "rabunek mienia", ale przecież Polacy niczego nie rabowali.
Dzieła, o których mowa, zastaliśmy na ziemiach zachodnich przyznanych Polsce
przez aliantów.

Podkreśla też, że trudność w uregulowaniu tego zagadnienia polega między
innymi na tym, że okupanci niemieccy nie tylko rabowali dobra kultury w
Polsce, ale przede wszystkim świadomie je niszczyli. Dzisiaj nie mają nawet
czego specjalnie oddawać. Szacunki mówią nawet o pół milionie utraconych dzieł
sztuki, a wyliczenia strat bibliotek sięgają kilkudziesięciu milionów książek
i rękopisów, których, jak wiadomo, nie da się niczym zrekompensować.

Niemiecki resort spraw zagranicznych nie chce komentować sprawy. -Mogę
powiedzieć tylko tyle, że negocjacje trwają i faktycznie od kilku lat nie
odnotowaliśmy specjalnego postępu - powiedziała "Rzeczpospolitej" rzeczniczka
ministerstwa. - Zdajemy sobie sprawę, że to bardzo drażliwa kwestia, ale nasze
stanowisko jest jednak niezmienne. Zgodnie z prawem te dzieła sztuki są
własnością Niemiec i chcemy, żeby znalazły się w Niemczech.

Prof. Dieter Bingen, dyrektor Niemieckiego Instytutu Polskiego w Darmstadt,
uważa, że wydźwięk artykułu "FAZ" jest "nie na miejscu". - Nazywanie dzieł
sztuki "ostatnimi jeńcami wojennymi" jest niesłuszne i prowadzi donikąd. Ich
zwrot jest sprawą drażliwą i skomplikowaną na płaszczyźnie kulturowej,
historyczno-moralnej oraz prawnej. Dlatego w tej kwestii potrzebny jest
poważny dialog, a nie ostre osądy zamieszczane w prasie -powiedział "Rz".
PIOTR ZYCHOWICZ, mok

Uratowaliśmy te dzieła przed Armią Czerwoną

To wyjątkowo irytująca historia. Sam zajmowałem się tą sprawą, jeżeli
negocjacje się nie udały to nie z winy Polski tylko ówczesnego niemieckiego
rządu SPD i Zielonych. Przede wszystkim jednak to przecież my uratowaliśmy
wiele niemieckich dóbr kultury przed dewastacją lub rozgrabieniem przez Armię
Czerwoną. Potem przez wiele lat je restaurowaliśmy, dbaliśmy o dokumenty i
książki. Artykuł jest tym bardziej nie na miejscu, że sami Niemcy nie
rozliczyli się z dóbr kultury zagrabionych w Polsce.

Władysław Bartoszewski były minister spraw zagranicznych
Forum Słowiańskie
gg 1728585
    • ignorant11 Dzieła zrabowane z Polski 28.07.07, 12:31
      Sława!

      Dzieła wywiezione z Polski
      www.rzeczpospolita.pl/dodatki/druga_strona_070727/druga_strona_a_3.html
      druga_strona_a_3-1.F.jpg
      Monika Kuhnke, historyk sztuki z zespołu MSZ ds. restytucji dóbr kultury
      ARCHIWUM MSZ

      Rz: Jaki wpływ na polskie zasoby dzieł sztuki miała II wojna światowa?

      Monika Kuhnke : Straszliwy. Wielka ich część została zrabowana, spalona lub
      zdewastowana przez obu okupantów. Bardzo często był to rabunek niejako
      przypadkowy, dokonywany przez szeregowych żołnierzy, którzy przywłaszczali sobie
      wszystko, co wpadło im w oko. Szczególnie przedmioty ze złota. Symboliczne jest
      słynne rozgrabienie szkatuły królewskiej, w której Izabela Czartoryska
      gromadziła pamiątki po polskich monarchach. W Sieniawie, gdzie była ukryta,
      znaleźli ją żołnierze Wehrmachtu. Przepadło niemal wszystko.

      Na ziemiach zajętych przez Armię Czerwoną było tak samo?

      Oczywiście. Znam taką historię: Sowieci weszli do jednego z dworków, w którym
      właściciel gromadził od lat cenne dzieła sztuki. Po ich wyjściu w sporym budynku
      pozostał tylko wieszak na parasole.

      Czy kradzieże dzieł sztuki odbywały się tylko spontanicznie?

      Obaj okupanci grabili oczywiście również w majestacie ustanowionego przez siebie
      prawa. W przypadku Niemców rekwizycje takie nazywały się zabezpieczaniem. W
      efekcie przepadały całe cenne kolekcje, zbiory. Inne świadomie palono i
      niszczono. Tak jak wspaniałą warszawską bibliotekę na Okólniku z bezcennymi dla
      naszej narodowej kultury zbiorami.

      Jakie były powojenne losy wywiezionych przez okupantów polskich dzieł sztuki?

      Z zabranych do Niemiec niewielka część zaraz po wojnie wróciła do kraju.
      Oddawali jednak nie Niemcy, ale Amerykanie, którzy znajdowali je w swojej
      strefie okupacyjnej. Tak odzyskaliśmy między innymi "Damę z łasiczką". Potem w
      ramach wymiany z PRL kilka obiektów oddała NRD. Przytłaczająca większość nigdy
      jednak nie została nam zwrócona.

      A po 1989 roku?

      Gdyby Niemcy porządnie przetrząsnęli prywatne kolekcje, ale również prywatnei
      państwowe muzea, na pewno znaleźliby wiele zrabowanych w Polsce dzieł sztuki.
      Nam bardzo trudno to zrobić ze względu na problemy z dokumentacją i
      zlokalizowaniem obiektów. Jednak nawet gdy mamy całkowitą pewność, nie zawsze
      udaje nam się sprowadzić dzieła z powrotem. Na tak ogromną ilość skradzionych
      nam dzieł sztuki wróciło zdecydowanie za mało.

      Co działo się po wojnie z dziełami zagrabionymi przez Związek Sowiecki?

      Część w latach czterdziestych, a później po 1956 roku wielki brat we
      wspaniałomyślnym geście zdecydował się oddać. Były to jednak tylko te dzieła, co
      do których nie było wątpliwości, że zostały wywiezione z Polski. Stanowiły one
      jedynie wierzchołek góry lodowej. Większość z nich nigdy nie ujrzała światła
      dziennego. Po upadku Związku Sowieckiego było nie lepiej. Władze Rosji nie
      kwapią się do oddawania skradzionych w Polsce obiektów. Złożyliśmy im szereg
      doskonale udokumentowanych wniosków, ale one ciągle domagają się kolejnych
      papierów. Ostatnie dzieła odzyskaliśmy w połowie lat 90. Od tego czasu nic w tej
      sprawie się nie dzieje.
      rozmawiał Piotr Zychowicz

      Forum Słowiańskie
      gg 1728585
      • andrzej.sawa Re: Dzieła zrabowane z Polski 30.07.07, 04:13
        Problem jest w tym,że niektórzy,w tym poprawni politycznie idioci zapomnieli kto
        zaczął wojnę.
        Niemcy powinny zwrócić wszystko i pomóc znaleźć to co zrabowali,a gdzie mogą
        dotrzeć.Następnie mogą conajwyżej prosić.Tylko prosić.
        • ignorant11 Re: Dzieła zrabowane z Polski 30.07.07, 11:04
          andrzej.sawa napisał:

          > Problem jest w tym,że niektórzy,w tym poprawni politycznie idioci zapomnieli kt
          > o
          > zaczął wojnę.
          > Niemcy powinny zwrócić wszystko i pomóc znaleźć to co zrabowali,a gdzie mogą
          > dotrzeć.Następnie mogą conajwyżej prosić.Tylko prosić.


          Sława!
          Tak tak, zaiste tak.

          Chyba zabytkami jest podobnie jak z archiwami wg prawa naleza do miejsc gdzie
          powstały lub zostały ukryte przez włąscicieli...

          Forum Słowiańskie
          gg 1728585
          • andrzej.sawa Re: Dzieła zrabowane z Polski 30.07.07, 11:35
            To dla mnie mniej ważne.Nie może być wymiany.Najpierw następcy tych co rabowali
            muszą się rozliczyć.
            Oczywiście rozumiem,że Niemcom jest przykro,że to co u nich było jest w tej
            chwili w Polsce,ale niestety to ich państwo zaczęło awanturę.
    • ignorant11 Niemiecki rachunek za II wojnę światową 03.08.07, 12:10
      Sława!
      www.rzeczpospolita.pl/dodatki/opinie_070803/opinie_a_2.html
      Niemiecki rachunek za II wojnę światową

      Zwrot byłych niemieckich dóbr kultury jest niezgodny z polską racją stanu. Rząd,
      który na to by się zgodził otworzyłby prawną furtkę dla zwrotu całego
      niemieckiego mienia przejętego po wojnie przez Polskę - piszą znawcy spraw
      niemieckich Mariusz Muszyński i Krzysztof Rak

      opinie_a_2-1.F.jpg
      Skrzynie ze zrabowanymi obrazami Jana Matejki ukryte przez Niemców w okolicach
      Jeleniej Góry, czerwiec 1945 r.
      PAP/CAF/TEODOR WALCZAK
      opinie_a_2-2.F.jpg
      Mariusz Muszyński
      opinie_a_2-3.F.jpg
      Krzysztof Rak

      Od kilku dni prasa w RFN wzywa Polskę do zwrotu niemieckich dóbr kultury
      przejętych po II wojnie światowej. Przywołuje IV konwencję haską z 1907 r.
      dotyczącą wojny lądowej. Załączony do niej regulamin nakazuje traktować dobra
      kultury jak majątek prywatny. Oznacza to, że w przeciwieństwie do innego mienia
      państwowego dzieła kultury należące nie tylko do osób prywatnych, ale i te
      stanowiące własność kraju wojującego nie powinny podlegać wojennej konfiskacie.
      Niemcy powołują się również na art. 28 ust. 3 przyjętego w 1991 r.
      polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy, który
      mówi o dążeniu do rozwiązywania problemów dotyczących dóbr kultury i archiwaliów
      w duchu porozumienia i pojednania. Wreszcie wskazują, że sami zwracają dzieła
      sztuki zagrabione Żydom w III Rzeszy oraz na terenach okupowanych i z tego
      powodu oczekują wzajemności od Polaków.

      Jednak zwrot byłych niemieckich dóbr kultury jest niezgodny z polską racją
      stanu. Każdy rząd, który zgodziłby się na ich oddanie, nie tylko znacząco
      zubożyłby nasze muzea, ale również otworzyłby prawną furtkę dla zwrotu całego
      niemieckiego mienia przejętego po wojnie przez Polskę.

      Niszczenie polskich dóbr

      Polacy dobrze pamiętają, że już w pierwszych miesiącach okupacji w Generalnej
      Guberni Hans Frank wydał specjalne rozporządzenie o tzw. zabezpieczeniu dzieł
      sztuki. Na tej podstawie grabiono cenne eksponaty z kolekcji prywatnych i
      zbiorów państwowych. Do Niemiec wywieziono m.in. ołtarz Wita Stwosza z kościoła
      Mariackiego w Krakowie, rysunki Dürera z Ossolineum, Honoriusza Daumiera z
      Warszawskiej Zachęty, starodruki z Warszawskiej Biblioteki Uniwersyteckiej itp.

      Wojska okupacyjne wbrew tak przywoływanej przez Niemców IV konwencji haskiej
      burzyły zabytki i pomniki, paliły całe biblioteki i archiwa. Według danych z
      1946 r. straty w dobrach kultury wyniosły ponad 5365 mln zł (wartość z 1945 r.).
      Do rabunku na własne konto przyłączali się urzędnicy niemieccy z najwyższymi
      dostojnikami włącznie. Dziś potomkowie tych osób mieszkają w dzielnicach milionerów.

      Zadośćuczynienie, nie grabież

      Nie jest prawdą twierdzenie niemieckiej prasy i ekspertów, że w trakcie wojny
      Polska zagrabiła dobra kultury wbrew prawu międzynarodowemu. Nie doszło do
      złamania konwencji haskiej, ponieważ właścicielami dawnych niemieckich dóbr
      kultury staliśmy się na zasadzie sukcesji ziem, na których się one znajdowały, a
      więc Śląska, Pomorza Zachodniego, Warmii i Mazur oraz dawnego Wolnego Miasta
      Gdańska. Zgodnie z normami międzynarodowymi regulującymi sprawy zmian
      terytorialnych całe mienie dawnego państwa niemieckiego, w tym mienie muzeów i
      archiwów, przeszło na własność Polski z momentem sukcesji i bez odszkodowania.
      Ale jest i drugi tytuł polskiej własności. Wynika on z odpowiedzialności Niemiec
      za zbrodnie wojenne i obowiązku wypłacenia z tego tytułu reparacji. Prawo
      międzynarodowe stanowi, iż odpowiedzialność ma miejsce wtedy, gdy spełnione są
      łącznie dwa warunki: naruszenie normy prawa międzynarodowego oraz możliwość
      przypisania tego naruszenia państwu. W przypadku III Rzeszy oba są spełnione
      bezdyskusyjnie.

      I właśnie część mienia nabytego w powojennym procesie reparacyjnym stanowią
      dobra kultury. Przeszły one na własność Polski jako tzw. restytucja zastępcza -
      zadośćuczynienie za dobra polskiej kultury zniszczone przez III Rzeszę.
      Procedurę rewindykacji prowadziło po wojnie specjalnie w tym celu powołane Biuro
      Rewindykacji i Odszkodowań Ministerstwa Kultury i Sztuki. Działania miały na
      celu nie tylko odzyskanie zagrabionych dzieł polskich, ale i wyrównanie strat
      spowodowanych umyślnym działaniem Niemców na szkodę polskiej kultury narodowej w
      związku z przeprowadzanym wynaradawieniem.

      Domniemanie bezprawności

      Za publikacjami niemieckich mediów kryje się jednak coś więcej niż żądanie
      zwrotu dóbr kultury. To intencja podważenia lub w najlepszym przypadku niezgody
      na poczdamski porządek terytorialny. Stosowanie do ziem przejętych przez Polskę
      w 1945 r. norm IV konwencji haskiej oznacza polityczne podważanie suwerenności
      Polski w powojennych granicach. Przypomnijmy raz jeszcze, konwencja zawiera
      reguły postępowania stron wojujących na terenach okupowanych, a ziemie zachodnie
      zostały przejęte przez Polskę w suwerenne władanie w 1945 r. razem z całym
      majątkiem byłej Rzeszy.

      Sam zwrot byłych niemieckich dzieł sztuki pociąga za sobą kolejne
      niebezpieczeństwo. Jedną z form pobierania po wojnie reparacji od Niemiec przez
      Polskę było przejęcie wszystkich majątków prywatnych byłych obywateli Rzeszy.
      Skoro dobra kultury niezależnie od rodzaju właściciela są traktowane przez
      konwencję haską tak jak mienie prywatne, negowanie możliwości ich zatrzymania
      oznacza podważanie możliwości przejęcia niemieckich majątków prywatnych w 1945 r.

      Każda decyzja o zwrocie dóbr kultury pociągnie więc za sobą domniemanie o
      przyznaniu się do bezprawności przejęcia mienia prywatnego.

      Błędy polityki pojednania

      Inne niebezpieczeństwo wiąże się z przyjętym w 1991 r. traktatem o dobrym
      sąsiedztwie i przyjaznej współpracy. Przywoływany wcześniej art. 28 otwiera
      możliwość rozmów na temat dóbr kultury; jest normą zobowiązującą do dialogu,
      choć wcale nie do jego zakończenia. W prawie międzynarodowym nazywa się takie
      normy pactum de contrahendo. Jednak już samo przyjęcie tej normy do traktatu
      było kolejnym z szeregu błędów polskiej polityki zagranicznej wobec Niemiec w
      latach 90. XX w. Negatywne skutki tej normy wiążą się bowiem z niezamknięciem
      kwestii dóbr kultury w stosunkach dwustronnych. Przypomnijmy, że w trakcie
      prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego pojawiały się publiczne informacje o
      możliwości oddania Berlinowi tzw. Biblioteki Pruskiej. Niebezpieczeństwo polega
      więc na tym, że w przyszłości któryś z rządów może ulec politycznym naciskom.

      Dla Polaków znających własną historię niemieckie żądanie zwrotu dóbr kultury
      brzmi cynicznie. Jest jednak pochodną krytycyzmu Berlina wobec polskich prób
      kreowania polityki historycznej, mimo iż niemiecka polityka zagraniczna
      posługuje się tym orężem od co najmniej dwóch dekad. Przede wszystkim jednak
      żądanie to symbolizuje klęskę specyficznie rozumianego pojednania forsowanego
      przez autorów polskiej polityki zagranicznej na początku lat 90. XX wieku.

      Większość dzisiejszych problemów na linii Warszawa - Berlin polega właśnie na
      tym, że strona polska wykazała zbyt mało determinacji, a zbyt dużo politycznej
      łatwowierności. Dlatego ofiary nazizmu nie dostały odszkodowań sensu stricte,
      tylko skromne świadczenia ex gratia (czyli z łaski), pojawiły się niemieckie
      roszczenia majątkowe, wróciły problemy z delimitacją Zatoki Pomorskiej itp.
      Żądając zwrotu dóbr kultury, Niemcy wystawiają Polakom kolejny rachunek za II
      wojnę światową.
      Mariusz Muszyński i Krzysztof Rak
      Mariusz Muszyński jest profesorem na Wydziale Prawa UKSW, gdzie wykłada prawo
      międzynarodowe i prawo europejskie. Krzysztof Rak jest historykiem filozofii,
      ekspertem w dziedzinie stosunków polsko-niemieckich
      Czytaj także


      Forum Słowiańskie
      gg 1728585
    • ignorant11 Berlin chce odzyskać kolekcję samolotów 03.08.07, 12:37
      Sława!
      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070803/kraj/kraj_a_5.html
      Berlin chce odzyskać kolekcję samolotów

      Niemcy domagają się zwrotu nie tylko księgozbioru Biblioteki Pruskiej, czyli
      słynnej Berlinki, która po wojnie trafiła do Biblioteki Jagiellońskiej. Chcą
      też, żeby do Berlina powróciły zabytkowe samoloty znajdujące się w krakowskim
      Muzeum Lotnictwa Polskiego

      kraj_a_5-1.F.jpg
      Niemiecki Halberstadt CL II w Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie
      PIOTR GUZIK

      Chodzi o część tzw. kolekcji Göringa, która przed wojną znajdowała się w
      berlińskich Deutsche Luftfahrt Sammlung (Niemieckich Zbiorach Lotniczych) i po
      wojnie trafiła do Krakowa.

      Ponad20 samolotów z tej kolekcji można dziś oglądać na dawnym lotnisku w
      Czyżynach. Prezentowane są na dwóch wystawach: osobno maszyny odrestaurowane,
      osobno w stanie, w jakim je odnaleziono. Oprócz maszyn niemieckich, prezentowane
      są także francuskie, rosyjskie, angielskiej i polskie z pionierskiego etapu
      awiacji, I wojny światowej oraz z dwudziestolecia międzywojennego.

      Rarytas na skalę światową

      - Obok "Damy z łasiczką" Leonarda da Vinci w Muzeum Czartoryskich kolekcja ta
      jest drugim rarytasem na skalę światową, jaki można zobaczyć w Krakowie - tak
      określa wartość zbioru dyrektor Muzeum Lotnictwa Polskiego Krzysztof Radwan.
      -Wszystkie maszyny to pojedyncze egzemplarze, których nie ma już nikt na
      świecie. Z wyjątkiem samolotu Sopwith F. Camel. Tego zachowało się pięć sztuk -
      dodaje Krzysztof Mroczkowski z krakowskiego muzeum.

      Porzucone w Kuźnicy Czarnkowskiej

      Pomysłodawcą i opiekunem kolekcji był marszałek Hermann Göring, który sam był
      pilotem podczas I wojny światowej. Zgromadził w Berlinie fantastyczny zbiór
      starych maszyn, które uzupełniał o zdobycze wojenne. Do berlińskich zbiorów
      trafiła m.in. polska maszyna PZL P-11c z 1935 roku, stacjonująca na krakowskim
      lotnisku w Czyżynach.

      Zbiory Göringa zostały częściowo zniszczone podczas alianckiego nalotu bombowego
      w listopadzie 1943 roku. Samoloty wydobyte spod gruzów sal wystawowych Niemcy
      zapakowali do trzech pociągów i ewakuowali na Wschód.

      Co się stało z dwoma transportami, nie wiadomo. Wagony trzeciego transportu
      polscy żołnierze odkryli w 1945 roku na bocznicy w Kuźnicy Czarnkowskiej koło
      Poznania. W 1963 roku samoloty te trafiłydo powstającego w Krakowie Muzeum
      Lotnictwa.

      Niemieckie starania

      Od lat 80. Niemcy zabiegają o przejęcie kolekcji. W 1986 roku Muzeum Komunikacji
      i Techniki w Berlinie podpisało umowę z ówczesną dyrekcją krakowskiego muzeum.
      Pierwsze dwie maszyny zwrócono Niemcom w 1987 roku. Jednak po 1989 roku polskie
      władze zerwały umowę. Powód? Mogła doprowadzić do utraty połowy kolekcji.

      -Te samoloty są i będą w Krakowie -twardo stawia sprawę Krzysztof Radwan.
      Tłumaczy, że należą się nam jako mienie porzucone podczas II wojny światowej.
      Tym bardziej że odnaleziono je na terenach, które jeszcze przed 1939 roku
      należały do Polski.

      - Jeśli do kogoś nie trafia ten argument, to kolejnym jest tzw. restytucja
      zastępcza za polskie zbiory lotnicze utracone w wyniku działań wojennych - mówi
      Radwan. Przypomina, że Niemcy zniszczyli bardzo cenne kolekcje znajdujące się w
      Poznaniu, Lwowie i Warszawie.

      Dr Holger Steinle z niemieckiego muzeum technicznego jest innego zdania. Według
      niego samoloty powinny wrócić do Berlina. -Nie chcę konfliktów. Jestem jednak
      bardzo zasmucony stanem rządowych negocjacji. Moim zdaniem można w tej sprawie
      znaleźć kompromis -mówi.

      Według niego jedną z możliwości mogłaby być wymiana eksponatów. Ale uniemożliwia
      to "bezkompromisowa" postawa niemieckiego rządu w sprawie "zrabowanych dzieł".

      -Berlin uważa, że jeśli uda się znaleźć porozumienie z Polską, to będzie możliwe
      także z Rosją. A negocjacje z Rosją w tej sprawie są wiele trudniejsze -mówi
      Steinle.

      Na szybkie rozwiązanie sprawy niemieckich zbiorów lotniczych na razie nie liczy.
      -Rozmowy toczą się od 14 lat. W latach 80. wyglądało na to, że zbiory wrócą do
      Berlina. Teraz powoli tracę nadzieję - dodaje.

      Postawy dyrektora krakowskiego muzeum nie rozumie. - Musimy ze sobą rozmawiać.
      Upartość do niczego nie doprowadzi -uważa Steinle.
      JERZY SADECKI z Krakowa, ALEKSANDRA RYBIŃSKA
      Czytaj także

      * Niemieckie roszczenia



      Forum Słowiańskie
      gg 1728585
    • ignorant11 Niemieckie roszczenia 03.08.07, 12:41
      Sława!
      www.rzeczpospolita.pl/dodatki/pierwsza_strona_070803/pierwsza_strona_a_4.html
      Niemieckie roszczenia

      Polska powinna oddać "zrabowane" dzieła sztuki - twierdzą niemieckie władze.
      Tamtejsze muzea sporządzają listy eksponatów, które po wojnie znalazły się w
      naszym kraju

      Niemcy uważają, że Polska powinna oddać "zrabowane" im dzieła sztuki. Dziennik
      "Frankfurter Allgemeine Zeitung" cytuje niemieckiego negocjatora Tono Eitela,
      który nazywa znajdujące się w Polsce niemieckie dobra kultury właśnie "zrabowaną
      sztuką". Także tygodnik "Der Spiegel" użył tych określeń.

      - Jestem zaszokowana używaniem takiej retoryki -komentuje minister spraw
      zagranicznych Anna Fotyga. Polski negocjator prof.Wojciech Kowalski uważa, że
      prawnie dzieła sztuki są własnością polskiego państwa. -Po wojnie znajdujące się
      na byłych terenach Niemiec zamki oraz ich zawartość stały się automatycznie
      polską własnością.

      Niemieckie muzea gorączkowo sporządzają jednak listy dzieł sztuki, które po
      drugiej wojnie światowej trafiły do Polski i Rosji. W obu krajach znajduje się -
      według szacunków Berlińskich Muzeów -jeszcze około 180 tysięcy dzieł ze zbiorów
      muzeów stolicy Niemiec.

      Muzeum Etnologiczne niedawno zgłosiło brak 50 tysięcy eksponatów,a Muzeum
      Rzemiosła upomina się o30 tysięcy zaginionych dzieł.

      Zdaniem wicedyrektora Berlińskich Muzeów Günthera Schauertego dzieła mogą się
      znajdować w Polsce. Podobnie jak dziesiątki tysięcy cennych dokumentów,
      księgozbiorów, rękopisów i nut najwybitniejszych kompozytorów.

      - Często muzea nie wiedzą, ile dzieł zaginęło ani gdzie się one znajdują. Jednak
      powoli zaczynają sporządzać listy - twierdzi kierownik niemieckiego biura
      koordynacyjnego ds. strat kulturowych Uwe Hartmann. - To wierzchołek góry
      lodowej. Zgłaszają się do nas spadkobiercy wypędzonych rodzin arystokratycznych
      z Prus Wschodnich i Dolnego Śląska. Często musieli wszystko zostawić. Teraz chcą
      odzyskać zawartość swoich zamków, od portretu babci do talerza.
      ALEKSANDRA RYBIŃSKA
      180 tys. dzieł sztuki z berlińskich muzeów znajduje się według niemieckich
      szacunków w Polsce i Rosji



      Forum Słowiańskie
      gg 1728585
Pełna wersja