ignorant11 Prawa tylko tymczasowe 04.10.03, 13:15 System nicejski od początku był pomyślany jako tymczasowy, w kampanii przed referendum skrzętnie to pominięto Prawa tylko tymczasowe Polityczny establishment doskonale wiedział, że postanowienia z Nicei będą weryfikowane przed 2009 r., bo taka deklaracja została dołączona do samego traktatu. Przyznał to w piątek minister spraw zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz - w przeddzień otwarcia w Rzymie konferencji międzyrządowej poświęconej unijnej konstytucji. Spór idzie zatem tylko o to, czy niekorzystna dla Polski decyzja o zmianie systemu głosowania w UE ma być podjęta jeszcze przed wejściem w życie Traktatu Nicejskiego, czy też po jego "przetestowaniu". Wprawdzie w kwestii utrzymania postanowień z Nicei rząd zapowiada twarde stanowisko, ale nieoficjalnie mówi się już o kompromisie, który miałby polegać na... odsunięciu zmian w czasie. - Nie przewidujemy zmiany stanowiska - tak minister spraw zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz w przededniu konferencji międzyrządowej w Rzymie ucinał wszelkie spekulacje na temat możliwości ustępstw Polski w kwestii utrzymania systemu nicejskiego w unijnej konstytucji. Traktat Nicejski sprzyja, według niego, realizacji takich wartości, jak "solidarność, kultura kompromisu i równowaga między państwami członkowskimi Unii", podczas gdy system zaproponowany w unijnej konstytucji zmierza do "prawnie potwierdzonej dominacji mniejszości w UE". Pytany, czy rząd, prowadząc kampanię przed referendum akcesyjnym, wiedział, iż postanowienia z Nicei zostaną wkrótce podważone, Cimoszewicz przyznał, że ich tymczasowość została zapisana w samym Traktacie Nicejskim i "wszyscy o tym doskonale wiedzieli". Wszyscy, za wyjątkiem zdecydowanej większości polskiego społeczeństwa. - Spór idzie o to, że jedna strona twierdzi, że system nicejski jest zły i trzeba go zmienić jeszcze przed wejściem w życie, my zaś uważamy, że należy go najpierw przetestować - wyjaśnił szef MSZ. W myśl Traktatu Nicejskiego decyzja o zmianie lub utrzymaniu systemu głosowania w Radzie UE musi być podjęta do 2009 r., wtedy bowiem spodziewane jest przystąpienie do UE kolejnych państw: Bułgarii i Rumunii. Za wprowadzeniem zmian już teraz opowiadają się przede wszystkim Niemcy i Francja. W czwartek Sejm przyjął uchwałę, w której wyraził poparcie dla czterech postulatów rządu na konferencję międzyrządową. Upoważnił w niej rząd do zastosowania weta w wypadku, gdyby w Rzymie doszło do podważenia Traktatu Nicejskiego. Pozostałe polskie postulaty to wprowadzenie do preambuły konstytucji odwołania do dziedzictwa chrześcijańskiego, utrzymanie zasady "jeden kraj - jeden komisarz" oraz zablokowanie możliwości tworzenia w ramach Unii paktów militarnych konkurencyjnych wobec NATO. Minister Cimoszewicz wyjaśnił jednak, że użycie weta podczas konferencji nie jest możliwe, ponieważ decyzje będą tam podejmowane przez konsensus, a nie głosowanie. - Będziemy dążyć do wspólnego stanowiska - zadeklarował. W kręgach prounijnych polityków można spotkać się z opinią, że Polska musi uzyskać w Rzymie przynajmniej przesunięcie terminu decyzji w sprawie sposobu głosowania w UE (tak uważa m.in. były minister ds. integracji Jacek Saryusz-Wolski). Nie brakuje jednak głosów, że sztywne stanowisko rządu w sprawie Nicei jest błędem, a ustępstwo "nie będzie jakąś narodową tragedią" (ten pogląd reprezentuje np. Janusz Reiter z Centrum Stosunków Międzynarodowych). Co będzie, jeśli jakieś państwo nie ratyfikuje eurokonstytucji? Czy automatycznie znajdzie się poza Unią? Według eksperta Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej Cezarego Jasińskiego - nikt tego nie wie. Sama konstytucja przewiduje, że jeśli w ciągu dwóch lat po jej podpisaniu nie zostanie ratyfikowana przez wszystkie kraje, to zbierze się Rada Europejska i ona zadecyduje, co dalej z tym fantem zrobić. Z punktu widzenia prawa międzynarodowego taki traktat nie wchodzi po prostu w życie - powiedział Jasiński. Nicejski system głosowania w poszerzonej Unii, korzystniejszy dla Polski, opiera się na tzw. ważeniu głosów, tzn. każdy kraj dysponuje stałą sumą głosów (np. Polska - 27, Niemcy - 29). Tymczasem konstytucja UE przewiduje głosowanie w Radzie Europejskiej tzw. podwójną większością, opartą na ilości państw i liczbie ludności. W systemie nicejskim 10 państw Europy Środkowowschodniej, dysponując 101 głosami i 103 mln mieszkańców, stanowiło już tzw. mniejszość blokującą, która mogła zapobiec niekorzystnym dla tej części kontynentu decyzjom Rady. W nowym systemie, który w myśl konstytucji miałby obowiązywać od 2009 r. - do zablokowania decyzji potrzebne byłoby 14 państw liczących łącznie 197 mln mieszkańców. Dzięki tej zmianie największe państwa UE - Francja i Niemcy, uzyskałyby w niej głos decydujący. Ich pozycja w Unii od kilku lat systematycznie rośnie. O ile przed Niceą siła ich głosu wynosiła 15 proc., to po Traktacie Nicejskim wzrosła do 17 proc., a w razie zatwierdzenia unijnej konstytucji w obecnym kształcie - wyniesie aż 39 proc. Według Jacka Saryusz- Wolskiego z Europejskiego Centrum w Natolinie - system nicejski jest lepszy nie tylko dla Polski, ale i dla Europy. Podczas forum dyskusyjnego w Pałacu Prezydenckim Wolski skrytykował podnoszące się w prasie głosy, iż Polska nie powinna upierać się w tej sprawie. Według niego, nowa formuła prawna głosowań stanowi przygrywkę do przeprowadzenia zmian w polityce UE, takich jak zamrożenie unijnego budżetu oraz renacjonalizacja polityki rolnej i strukturalnej (renacjonalizacja oznacza tu powrót do finansowania z "narodowej" kieszeni). - Wariant "więcej Europy, a mniej pieniędzy" jest sprzeczny z polską racją stanu - podkreślił Wolski. Goszczący na tym spotkaniu szef polskiej dyplomacji zwrócił uwagę, że przyjęcie za kryterium rozstrzygnięcia liczby ludności jest nieostre. - Demografia ma swoją dynamikę, a zresztą, kto będzie określał liczebność danego kraju? - pytał. Zwrócił też uwagę, że miarą "demokracji" nie może być wyłącznie kryterium liczby ludności, ale także inne parametry, np. siła gospodarki, położenie, pozycja międzynarodowa. Małgorzata Goss Prysnął kolejny mit Oto prysnął nagle kolejny mit utworzony w trakcie kampanii przedreferendalnej - mit o solidarnej Europie i silnej w niej pozycji Polski (cyt. "...będziemy mieli 27 głosów w Radzie, tylko o dwa mniej niż Niemcy i Francja"). Okazało się, że Europa nie ma zamiaru być solidarna, a Polska po akcesji rychło znajdzie się w cieniu potężnych Niemiec. Na tym tle poczynania rządu przypominają rozpaczliwe ruchy pływaka tonącego w rzece. A rzeka spokojnie płynie tam, gdzie od początku zmierzała. MaG Odpowiedz Link
ignorant11 Jednak blokujemy Franco-Niemcy 05.10.03, 01:13 Bitwa o konstytucję (aktl.) Sobota, 04 października 2003 - 17:55 CEST (15:55 GMT) Na obrady konferencji międzyrządowej w Rzymie przybyli przywódcy 25 obecnych i przyszłych państw Unii Europejskiej. Szczyt ma zapoczątkować debatę nad przyszłą konstytucją Unii. Dla Polski zasadniczą kwestią jest sposób podejmowania decyzji w Radzie UE; system nicejski jest kompromisem wypracowanym w trudnych negocjacjach, zaś podważenie ustaleń nicejskich grozi powrotem do dyskusji o równowadze między krajami członkowskimi Unii - powiedział premier Leszek Miller podczas otwarcia Konferencji Międzyrządowej. Podkreślił, że system nicejski zapewnia równowagę między państwami członkowskimi i gwarantuje utrzymanie w Unii spójności i solidarności. "Uważamy, że odrzucenie systemu nicejskiego jeszcze zanim został wypróbowany nie ma uzasadnienia. Pamiętajmy, że obywatele mojego kraju głosując w referendum akcesyjnym opowiedzieli się za ustaleniami z Nicei" - podkreślił szef polskiego rządu. Poinformował innych uczestników unijnego szczytu, że stanowisko polskie w kwestii utrzymania zasad nicejskich zostało zdecydowanie poparte przez polski parlament - i to zarówno przez koalicję rządową, jak i opozycję. Premier powiedział również, że Polska za konieczne uznaje, by konferencja omówiła kwestię odniesienia się w preambule konstytucji do tradycji chrześcijańskich. Zapowiedział, że podczas konferencji polska delegacja będzie opowiadać się za systemem prezydencji grupowej, utrzymaniem zasady "jeden kraj - jeden komisarz z pełnym prawem głosu" oraz zapewnieniem, by europejska polityka bezpieczeństwa i obrony nie była konkurencyjna wobec NATO. Premier Włoch Silvio Berlusconi na zakończenie sesji szefów rządów państw uczestniczących w Konferencji Międzyrządowej powiedział, że jeśli Polska i Hiszpania będą upierały się przy swoim stanowisku, w konstytucji europejskiej zostanie przyjęta zasada głosowania postanowiona w Nicei. Berlusconi wyraził nadzieję, że państwa uczestniczące w konferencji dojdą i w tej kwestii do porozumienia. Podczas konferencji prasowej premierowi Włoch pośrednio zaprzeczył przewodniczący Parlamentu Europejskiego Pat Cox, który przypomniał, że konstytucja europejska będzie zastępowała wszystkie przyjęte wcześniej traktaty, a więc także traktat z Nicei. Przewodniczący Komisji Europejskiej Romano Prodi wypowiadając się na temat stanowiska Polski i Hiszpanii, które sprzeciwiają się zasadzie głosowania większością państw i ich mieszkańców, zwrócił uwagę, że zasada głosowania w Unii przyjęta w projekcie konstytucji opracowanym przez Konwent ma charakter "znacznie bardziej uniwersalny i demokratyczny" niż zasada głosowania przyjęta w traktacie z Nicei Po raz pierwszy w historii konferencja międzyrządowa UE nie zaczyna debaty nad nowym unijnym traktatem od zera, lecz przyjęła za "dobrą podstawę" do rozpoczęcia obrad projekt konstytucji sporządzony przez Konwent Europejski, zgromadzenie przedstawicieli parlamentów i rządów. Projekt niemal bez zastrzeżeń podoba się Niemcom, Francji, Włochom, Belgii, Holandii i Luksemburgowi. Nawołują one do szybkiego uchwalenia konstytucji - najlepiej na szczycie 12-13 grudnia w Brukseli. Inne państwa chcą poprawiać dokument w różnych punktach. Szef polskiej dyplomacji Włodzimierz Cimoszewicz przyznał po sesji szefów państw, otwierającej konferencję międzyrządową w Rzymie, że "mówcy, którzy wyraźnie nawiązywali do systemu nicejskiego, stanowili mniejszość". "W przypadku niektórych innych kwestii, takich jak kwestia Komisji Europejskiej, składu, statusu komisarzy, znacznie częściej ten sam postulat był zgłaszany niż w przypadku Nicei. Ale kilka państw na ten temat się wypowiadało. Polska i Hiszpania bardzo jednoznacznie" - powiedział Cimoszewicz. Miller dodał, że "premier Aznar mówił bardzo jasno, bardzo zbliżonym do naszego językiem, natomiast premier (Słowacji Mikulasz) Dzurinda zachował w tej sprawie rezerwę". Premier podkreślił, że na pewno nie zgłosi jako pierwszy propozycji kompromisu między Polską i Hiszpanią, obstających przy nicejskim systemie głosowania w Radzie UE, a większością państw członkowskich, które chcą go zmienić. Cimoszewicz zaprzeczył przy tym, jakoby dopuszczanie przezeń podjęcia w 2008- 2009 roku dyskusji o przyszłości tego systemu było sugestią kompromisu. *** Jak podał Reuter z Brukseli, powołując się na niewymienione z nazwiska osobistości oficjalne, Francja wezwała Unię Europejską do ustanowienia własnych sił paramilitarnych, które zajęłyby się zadaniami pokojowymi w krajach, przechodzących od konfliktów do stabilizacji. Siły te miałyby być oparte na francuskiej Gendarmerie, czy włoskich Carabinieri. Inicjatywa ta spotkała się z "dużym, ale nie jednomyślnym poparciem" na konferencji międzyrządowej w Rzymie - dodaje Reuter, przytaczając opinię dyplomatów. Jak zaznacza agencja, Francja, Włochy, Hiszpania, Portugalia, Holandia i Belgia mają już siły paramilitarne, które można byłoby włączyć do takich sił unijnych. rp, pap Sława! Debilny jest ten komputer obyczajowy: zakwsetionował mi wyraz "szachujemy" jako zawierający niecenzuralne słowo... Odpowiedz Link
ignorant11 Referendum albo nic Jarosław Kaczyński 05.10.03, 01:51 Referendum albo nic Tygodnik "Wprost", Nr 1088 (05 października 2003) Jarosław Kaczyński Prezes Prawa i Sprawiedliwości Projekt konstytucji europejskiej stawia przed Polakami dwa zasadnicze pytania: czy zaakceptować przedstawioną propozycję i w jaki sposób ją zaaprobować lub odrzucić. Jedyną odpowiedzią, jakiej można udzielić, jest jasne, pozbawione jakichkolwiek wątpliwości stwierdzenie: na projekt w obecnej wersji nie wyrażamy zgody i domagamy się przeprowadzenia referendum. Minęło mniej więcej sto dni od momentu, gdy decydowaliśmy o wejściu do unii, a ściślej o zaakceptowaniu traktatu akcesyjnego. Traktat dawał nam dobre warunki polityczne i jednocześnie skromne, wręcz trudne warunki gospodarcze. W Europie trzeba być, a jeśli się ma mocną pozycję w walce o swoje interesy, obecność ta jest czymś oczywistym. Unia to zespół państw narodowych załatwiających w niej swoje sprawy, w tym określających relacje z innymi państwami. Przykład zupełnie kuriozalny znajdziemy w samej konstytucji. Artykuł III-141, powołując się na niekorzystne skutki gospodarcze podziału Niemiec, mówi, że wobec dawnej NRD nie będą stosowane niektóre ograniczenia tzw. wspólnych polityk. Kto jeszcze w siłę narodowego interesu nie wierzy, niech zajrzy do danych dotyczących budżetu unii. Wynosi on procent europejskiego produktu krajowego brutto. Budżety państw członkowskich stanowią od 40 proc. do 60 proc. PKB tych krajów. Tendencji, by przekazywać więcej pieniędzy unii, nie ma. Każdy pilnuje swego. Dziś proponuje się, choćby poprzez samo użycie nazwy "konstytucja" (a nie "traktat konstytucyjny"), dokument, w którym prawo państw narodowych ma mieć mniejszą moc niż unijne, nie kontrolowane władze z Brukseli zostaną umocnione i pojawi się możliwość prowadzenia wspólnej - czytaj: anytamerykańskiej - polityki zagranicznej. W takiej unii będzie można zawierać partykularne porozumienia militarne osłabiające NATO, pogorszy się pozycja państw mniejszych i - radykalnie - Polski. Ponadto dokument ten oparty jest na antychrześcijańskiej ideologii, tak bowiem trzeba traktować pominięcie zapisu dotyczącego tradycji chrześcijańskiej w preambule. Co to oznacza? Oznacza unię hegemonii silniejszych wobec słabszych, unię, w której solidarność bez hegemonii zastąpi ostatecznie hegemonia bez solidarności. Polskę już dziś próbuje się szantażować i jednocześnie namawiać, by za protekcję przy kasie - bardzo zresztą skromnej - wcieliła się w rolę niemieckiego klienta. Kto twierdzi, że można na tym skorzystać, jest albo skończonym głupcem, albo łotrem, świadomie z takich czy innych przyczyn działającym na szkodę własnego narodu. Powtórzę raz jeszcze: nasza rezygnacja z ustaleń nicejskich byłaby ustępstwem nie wobec Europy, ale wobec państw dążących do hegemonii, i spowoduje, że uzyskamy podrzędny status ze wszystkimi tego konsekwencjami w polityce, gospodarce, kulturze, a także w sferze świadomości historycznej. Rola biednych peryferii, którym będzie się przypisywało winy silniejszych, i którymi będzie można handlować - to byłby skutek kapitulacji. Nie wystarczy jednak powiedzieć: "Nicea albo śmierć". To tylko litera "a". Trzeba też powiedzieć "b". Konstytucja europejska, nawet jeśli będzie znacznie poprawiona, może być przyjęta tylko w referendum. Decyzja jest nie mniej ważna niż ta podejmowana w czerwcu. Ci, którzy nam wmawiają, że nie ma pola manewru, najwyraźniej uznają, iż już jesteśmy członkami drugiej kategorii. Przeciwnicy referendum zachowują się jak sztab, który planując bitwę, wyklucza z góry użycie najlepszej broni i skupia się na planach odwrotowych. Polska historia nieraz udowadniała, iż droga to do klęski. Mamy wystarczające środki, by tę bitwę wygrać. Odpowiedz Link
ignorant11 Brawo! Pierwszy sukces... 05.10.03, 02:28 Cimoszewicz: większość za prezydencją grupową (PAP) 05-10-2003, ostatnia aktualizacja 05-10-2003 00:13 5.10.Warszawa (PAP) - Podczas sobotniej sesji ministrów spraw zagranicznych obecnych i przyszłych państw UE większość poparła polską propozycję powołania prezydencji grupowej - powiedział w sobotę późnym wieczorem dziennikarzom szef polskiej dyplomacji Włodzimierz Cimoszewicz Towarzyszył on w Rzymie premierowi Leszkowi Millerowi podczas sobotniej uroczystości otwarcia konferencji międzyrządowej, która ma ostatecznie opracować unijną konstytucję Przed południem odbyła się pierwsza sesja szefów rządów i państw, którzy później spotkali się ponownie na uroczystym śniadaniu, wydanym przez prezydenta Włoch Carlo Azeglio Ciampiego Miller spotkał się z premierem Włoch Silvio Berlusconim i - jak powiedział rzecznik rządu Marcin Kaszuba - przedstawił argumenty przemawiające za polskimi postulatami dotyczącymi konstytucji UE Obaj premierzy ustalili, że kontakty dwustronne będą intensywniejsze, a w najbliższym czasie ma dojść do ich kolejnego spotkania. Premier rozmawiał też z kanclerzem Niemiec Gerhardem Schroederem i prezydentem Francji Jacquesem Chirakiem W sobotę w Rzymie odbyła się też pierwsza w ramach konferencji międzyrządowej sesja ministrów spraw zagranicznych. Cimoszewicz powiedział, że ponieważ to Polska zgłosiła propozycję powołania prezydencji grupowej, satysfakcjonuje nas, iż "ogromna większość" uczestników tego spotkania opowiedziała się za tym pomysłem Jednocześnie przyznał jednak, że gdy chodzi o szczegóły, to jest bardzo wiele różnic. Różne są np. zdania, ile państw miałoby tworzyć prezydencję grupową - Polska zaproponowała 4 państwa, pojawiały się też opinie, że powinno być ich 3 albo 5 Padły też co najmniej trzy warianty odnośnie tego, jak długo powinna trwać kadencja prezydencji grupowej - 1 rok, 18 miesięcy, 2 lata. Nie ma też zgodności, czy w ramach prezydencji grupowej obowiązywać ma zasada rotacji w kierowaniu poszczególnymi radami sektorowymi "Jedyny wniosek, jaki w tej chwili sformułowałbym, to, że dominuje poparcie dla idei. Włosi zaproponowali, że opracują projekt przepisu Traktatu Konstytucyjnego ujmując w kwadratowe nawiasy te stwierdzenia, które w tej chwili wywołują różnice stanowisk" - powiedział Cimoszewicz. Ocenił jednak, że szansa na wprowadzenie prezydencji grupowej jest obecnie większa niż mógł przypuszczać jeszcze dwa tygodnie temu Szef MSZ poinformował też, że w zasadzie doszło do zgody, aby nie tworzyć Rady Legislacyjnej Cimoszewicz powiedział, że jeszcze nie wiadomo, czy na kolejnym szczycie szefów państw i rządów, który odbędzie się za dwa tygodnie w Brukseli, przywódcy zajmą się kwestią systemu podejmowania decyzji w Radzie UE - za czym opowiada się Polska Chcemy utrzymania systemu nicejskiego, w projekcie konstytucji zaproponowano jego zmianę na metodę mniej dla Polski korzystną Szef MSZ dodał, że oczekuje, iż Włochy, przewodniczące Unii w tym półroczu, w najbliższych dniach przedstawią propozycje porządku obrad szczytu i będzie on już znany podczas następnego spotkania ministrów spraw zagranicznych, które odbędzie się za tydzień w Luksemburgu. (PAP) mok/ bno/ Odpowiedz Link
ignorant11 Polskie veto dla niemieckiej hegemonii 05.10.03, 13:01 UE/ "Spiegel": Niemiecki rząd grozi fiaskiem konstytucji UE (PAP) 05-10-2003, ostatnia aktualizacja 05-10-2003 11:34 5.10.Berlin (PAP) - Niemiecki rząd grozi - według niemieckiego tygodnika "Der Spiegel" - doprowadzeniem do fiaska rozpoczętych w sobotę obrad nad nową konstytucją europejską, jeżeli 25 krajów nie dojdzie do porozumienia w kwestii zmiany systemu głosowania w europejskiej Radzie Ministrów Powołując się na opinię kanclerza Gerharda Schroedera, niemiecki magazyn podał w niedzielę, że jeżeli Hiszpania i Polska będą chciały podczas konferencji międzyrządowej zachować "partout" (bezwarunkowo) swoje stanowisko, Niemcy pozostaną również "twarde jak kość" Warszawa i Madryt domagają się utrzymania w mocy ustalonego w 2000 r. w Nicei systemu głosowania, przyznającego obu krajom tylko dwa głosy mniej niż największym krajom Unii - m.in. Niemcom i Francji. Berlin dąży natomiast do przyjęcia propozycji Konwentu Europejskiego, który znacznie wzmocnił rolę krajów o dużej liczbie ludności w podejmowaniu zapadających większością głosów decyzji Jak dowiedział się "Spiegel", w niemieckim ministerstwie spraw zagranicznych krąży pogląd, iż podczas końcowej rundy rozmów w grudniu br. należy w razie konieczności wstrzymać prace nad całą konstytucją Szefowie rządów oraz ministrowie spraw zagranicznych 15 obecnych oraz 10 przyszłych państw Unii Europejskiej rozpoczęli w sobotę w Rzymie konferencję na temat ostatecznego kształtu Traktatu Konstytucyjnego. Uczestnicy obrad zapowiedzieli, że będą dążyć do przyjęcia konstytucji przed końcem bieżącego roku. (PAP) lep/ dmi/ mw/ Odpowiedz Link
ignorant11 Niemiecka próba dyktatu 05.10.03, 13:38 Dlaczego Niemcy nie chcą Nicei Rozmawiała Anna Rubinowicz-Gründler, Berlin 03-10-2003, ostatnia aktualizacja 03-10-2003 18:12 Nie pozwolimy, aby Polacy dyktowali nam, że w konstytucji ma być chrześcijaństwo i Nicea, bo inaczej weto! - mówi Ulrike Guérot Anna Rubinowicz-Gründler: Dlaczego Niemcy nie chcą się zgodzić na polski postulat utrzymania układu sił z Nicei? Dotychczas zasadą UE było, że duże państwa odstępowały część swej siły mniejszym. Czy Niemcy mają dość tej niesprawiedliwości? Ulrike Guérot: - Traktat nicejski jest nie do przyjęcia, bo nie wystarczy, aby uczynić Europę efektywną po rozszerzeniu. Nicea to był najmniejszy wspólny mianownik. Ten traktat nie wystarcza, nie ze względu na ważenie głosów, tylko dlatego, że nicejska potrójna większość złożona z ważonych głosów państw i ludności jest tak skomplikowana, że nigdy nie uda się zbudować "winning coalitions" (koalicji zwycięzców), o ile kwalifikowana większość ma wynosić 73 proc. głosów. Według tego systemu nie da się skonstruować żadnej większości typu biedni kontra bogaci albo nowi kontra starzy członkowie, płatnicy netto kontra reszta, północ kontra południe. Natomiast nowa wersja traktatu przewidująca podwójną większość daje 80-proc. szansę tworzenia koalicji do podejmowania decyzji. Rozumiem, że Polska chce zatrzymać swoich 27 głosów, ale także Polska ma interes w tym, aby rozszerzona Unia funkcjonowała. A z Niceą nie zadziała. A może są inne względy zmiany tego systemu, np. "kara" dla Polski i Hiszpanii za nieposłuszeństwo w sprawie Iraku? - To kompletny nonsens! Chodzi wyłącznie o skuteczność Europy. Polacy jeszcze nie doświadczyli, co to znaczy, bo jeszcze nie brali udziału w unijnych decyzjach. Stawiają żądanie i może nawet nie wiedzą, jaką szkodę wyrządzają w rzeczywistości. Rozumiem, że Polska buduje pozycję do negocjacji, ale polski pakiet jest tak obszerny i ciężki: komisarz, 27 głosów, odwołanie się do wartości chrześcijańskiej w preambule konstytucji i sprawy obronne. Mogę Polakom tylko poradzić: zdecydujcie się na coś, bo wszystkiego nie dostaniecie. My też nie pozwolimy, aby Polacy dyktowali nam, że w konstytucji ma być chrześcijaństwo i Nicea, bo inaczej weto! A jeśli Polska uprze się przy Nicei? - Jedyny możliwy kompromis jest taki, że zachowując Niceę, obniżamy poprzeczkę dla większości kwalifikowanej z 73 do 60 proc., żeby takie decyzje w ogóle mogły zapadać. Ale wtedy 27 głosów straci faktycznie na wartości. Niemcy powtarzają, że unijna konstytucja powinna być przyjęta w takim kształcie, jak uchwalił ją konwent konstytucyjny, bez poprawek. Czy to realistyczne podejście? - Myślę, że tak, choć rząd Schrödera już znalazł się pod presją opozycji. CSU opublikowała dziesięciopunktowy katalog poprawek, chodzi m.in. o odwołanie się do Boga oraz o zmniejszenie niektórych kompetencji Brukseli. Ponieważ konstytucję muszą ratyfikować obie izby niemieckiego parlamentu, a w Bundesracie CDU/CSU ma większość, chadecja ma instrument nacisku. Mimo to oficjalne stanowisko rządu brzmi na razie: nie ruszać projektu, ale po cichu rząd dodaje, że jeśli inni wyciągną swoje listy postulatów, to my też to zrobimy. Co mogłoby się znaleźć na niemieckiej liście życzeń? - Trudno powiedzieć. Niemcy nie mają problemów z osiągniętymi rozwiązaniami instytucjonalnymi: ze zmniejszeniem Komisji, z likwidacją rotacyjnego przewodnictwa w UE, z przyjętym rozwiązaniem dotyczącym głosowania większościowego. Jeśli już, to najbardziej prawdopodobne wydaje mi się podważenie zmian w Komisji [gdzie od 2009 r. ma obowiązywać rotacja komisarzy - red.]. Można argumentować, że jeśli w Komisji zapadłaby jakaś decyzja żywotnie dotykająca Niemiec, to nie będzie ona wiarygodna w Niemczech, jeśli w Komisji zabraknie akurat niemieckiego komisarza. A odwołanie do wartości chrześcijańskiej w preambule konstytucji? - To ważny temat, bardziej dla opozycji niż dla rządu. Chodzi oczywiście o członkostwo Turcji w UE - jeśli wpisze się do konstytucji odwołanie do chrześcijaństwa, to buduje się przeszkodę dla przyjęcia Turcji do UE. Do tej pory przeciwko wpisaniu wartości chrześcijańskich do konstytucji występowała raczej Francja niż Niemcy, mimo że rząd Schrödera jest raczej zwolennikiem przyjęcia Turcji do Unii. Czy stanowisko Niemiec może się jakoś zmienić? - To bardzo trudne do oszacowania. Z jednej strony rząd może dostać się pod presję opozycji, z drugiej strony Schröder może chcieć okazać solidarność z Francją. Ale nie wykluczam, że Schröder raczej będzie się kierował względem na opozycję niż na Francję. Co sądzi Pani o spekulacjach, że oprócz politycznej argumentacji w grze o konstytucję UE mogą pojawić się pieniądze z przyszłego budżetu UE? - Obawiam się, że tak będzie. To najgorszy scenariusz: że nie da się rozdzielić reform instytucjonalnych od negocjacji nad nowym budżetem UE. Że Hiszpania powie: OK, rezygnujemy z 27 głosów w zamian za fundusze kohezyjne, a Polska: OK, rezygnujemy z komisarza za 100-proc. dopłaty bezpośrednie dla rolników od początku członkostwa itd. To zresztą scenariusz, na który Niemcy nie przystaną, bo w ostatecznym rozrachunku te roszczenia finansowe musiałyby sfinansować Niemcy, co w obecnej sytuacji finansowej kraju uważam za wykluczone. Skoro Niemcy nie chcą nic zmieniać, w takim razie po co jest konferencja międzyrządowa? Tylko żeby przyklepać projekt Konwentu? - A po co był Konwent? Czy nie opowiadaliśmy ludziom, że tym razem zrobimy inaczej, że będzie Konwent i powszechna dyskusja? Po co była strona internetowa, na której każdy mógł wpisywać swe życzenia wobec konstytucji? Po co przesłuchania z udziałem organizacji pozarządowych? Po to, żeby 25 ministrów spraw zagranicznych wszystko to teraz przewróciło na Niceę? Czy to nie byłoby oszustwem wobec obywateli? Uważam, że trudna praca 105 Europejczyków zasługuje na nieco więcej respektu, tym bardziej że szefowie rządów - jak widać po Amsterdamie czy Nicei - nie potrafią tego zrobić lepiej? A co będzie, jeśli Polska zdecyduje się na weto w sprawie ważenia głosów? - Wtedy będziemy musieli żyć z Niceą, mam nadzieję, że przynajmniej z paroma poprawkami, jak już mówiłam, z obniżeniem kworum do 60 proc. Najpóźniej po roku okaże się, że Unia nie jest w stanie działać na tych warunkach, że trzeba powołać nowy Konwent albo nową konferencję międzyrządową. Jeśli Unia nie będzie dobrze działać, nikt na tym nie zyska, bo jak będzie blokada, to odżyją ruchy antyeuropejskie, ci Haiderowie i Le Penowie. W ostatecznym rozrachunku chodzi o pytanie, czy lepiej jest nam żyć z Unią, czy bez niej. Do tej pory wszyscy odpowiadali, że lepiej jednak z Unią. Ale dobre rzeczy mają swoją cenę, którą wszyscy musimy zapłacić. Czy Niemcy mogą pomóc Polsce wyjść z twarzą z tego konfliktu? - Jest pewne pole manewru, np. invocatio Dei w preambule konstytucji europejskiej i skład Komisji - dwa ważne postulaty, które można jakoś uwzględnić. Pytanie, czy w takim wypadku Polska zrezygnowałaby z pozostałych postulatów. * dr Ulrike Guérot jest szefową badań europejskich w Niemieckim Towarzystwie Polityki Zagranicznej w Berlinie Odpowiedz Link
ignorant11 Jak UE niszczy polską gospodarkę... 08.10.03, 19:35 Rząd idzie na udry z Cargillem nik 08-10-2003, ostatnia aktualizacja 08-10-2003 18:16 Rada Ministrów odrzuciła we wtorek propozycję ugody z amerykańskim koncernem spożywczym w sprawie dotyczącej wyników negocjacji z UE Spór między rządem a firmą Cargill to bezpośredni skutek ustaleń, jakie zapadły podczas negocjacji członkowskich z Unią Europejską. Cargill jest właścicielem podwrocławskiej fabryki izoglukozy, słodkiego syropu sporządzanego z mąki pszennej, używanego - zamiast cukru z buraków - do słodzenia napojów bezalkoholowych, np. coca-coli. Należące do Cargilla zakłady mogą rocznie wyprodukować ok. 120 tys. ton izoglukozy - i mniej więcej na tyle ocenia się krajowe zapotrzebowanie na syrop. Problem w tym, że w trakcie negocjacji w obszarze "rolnictwo", Polska i Unia Europejska ustaliły, że w naszym kraju będzie się wytwarzać mniej niż 30 tys. izoglukozy rocznie (resztę trzeba będzie importować). To znaczyłoby, że amerykańska firma musi radykalnie zredukować produkcję. Na początku września br. Cargill wystąpił więc z kompromisową propozycją - Polska ma mu wypłacić odszkodowanie w kwocie nie mniejszej niż 130 mln dolarów. W swoim żądaniu, opierał się na treści porozumienia handlowego ze Stanami Zjednoczonymi, które chroni amerykańskich inwestorów w Polsce. W środę rząd jednak odrzucił tę ofertę. - Roszczenia należy uznać za bezzasadne - głosi oficjalny komunikat. - Konieczność dostosowania prawodawstwa polskiego do ustawodawstwa Unii Europejskiej wynika z zapisów Układu Europejskiego, który wszedł w życie 1 lutego 1994 r., a więc obowiązywał już w momencie wejścia w życie Traktatu z USA - wynika z komunikatu. Rząd, odrzucając propozycję ugody, poinformował, że podda się procedurze arbitrażu międzynarodowego. Związane z tym koszty - uznała Rada Ministrów - będą niewspółmierne niższe. Odpowiedz Link
travel_wawa Słowiańszczyzna w UE? 10.10.03, 23:42 Wiele do zrobienia: Najpierw zlikwidować szlabany w Cieszynie i granice w Tatrach. Komunistyczna izolacja naszych spoleczenstw poczynila sporo spustoszen, w ten sposob to sie nadrobi. Drugie zadanie - wspieranie Ukrainy w jej dazeniach do wstapienia do UE. Trzecie, najtrudniejsze Bialorus: wspieranie opozycji, obalenie Lukaszenki, wejscie Bialorusi do UE. No chyba starczy, mam nadzieje, ze tego dozyje Odpowiedz Link
ignorant11 Re: Słowiańszczyzna w UE? 11.10.03, 06:06 travel_wawa napisał: > Wiele do zrobienia: > Najpierw zlikwidować szlabany w Cieszynie i granice w Tatrach. > Komunistyczna izolacja naszych spoleczenstw poczynila sporo spustoszen, w ten > sposob to sie nadrobi. > Drugie zadanie - wspieranie Ukrainy w jej dazeniach do wstapienia do UE. > Trzecie, najtrudniejsze Bialorus: wspieranie opozycji, obalenie Lukaszenki, > wejscie Bialorusi do UE. > > No chyba starczy, mam nadzieje, ze tego dozyje Sława! Czwarte: izolowanie FRanco-Niemiec i przekształcenie UE w twór NAFTApodobny. Piąte: wszpólna strefa USA, Rosją, Bliskim Wschodem, ASEAN, Japonią... Odpowiedz Link
travel_wawa Z Rosja to bym zaczekal... 11.10.03, 09:47 ...az troche zmienia swoja mentalnosc. Jak na razie to zamykaja kraj przed cudzoziemcami wymagajac zaproszen, rejetracji, Bog wie czego...potem mowia, ze to Polacy odgradzaja sie wizami. Odgradzanie sie od Europy to zly pomysl. Ja tam lubie podroze bez paszportu i kontroli granicznych, ale skoro Rosjanom to jest obce? Dlatego obstaje przy marzeniach, ktore moga sie spelnic za mojego zycia Ucywilizowanie Rosji to zadanie dla przyszlych pokolen. Odpowiedz Link
ignorant11 Re: Kłótnia w NATO o unijną konstytucję - Ameryka 18.10.03, 06:40 Sława! Nowy spór USA z Europą: awantura o obronę Robert Sołtyk, Bruksela, kid 17-10-2003, ostatnia aktualizacja 17-10-2003 19:26 Nowy spór przez Atlantyk. Polska nie chce takiej współpracy obronnej Unii Europejskiej, która byłaby "nieprzejrzysta i zamknięta dla innych państw". Tym samym popieramy stanowisko USA w nowym sporze transatlantyckim Polski ambasador przy NATO z takim przesłaniem wystąpi na poniedziałkowej nadzwyczajnej Radzie NATO w Brukseli poświęconej tworzonej właśnie tożsamości obronnej UE. Awantura w Sojuszu, którą rozpoczął w środę ambasador USA przy NATO Nicholas Burns, przyćmiła szczyt Unii w Brukseli, na którym miały zapaść decyzje o zapisach konstytucji w sprawie współpracy obronnej. Burns mówił w NATO o "zagrożeniu fundamentów NATO", gdyż Europejczycy odmawiają dyskusji o stosunkach między obydwoma organizacjami. Jeszcze większym zaskoczeniem była ostra odpowiedź Francji i Niemiec, ale też Hiszpanii i Włoch, że o konstytucji Europejczycy chcą wpierw porozmawiać sami. By zapobiec eskalacji napięcia, przywódcy Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii i Belgii postanowili więc odłożyć decyzje na później. Dyplomaci brytyjscy w kuluarach zapewniali, że USA nie ma powodów do obaw. - Nasza intencją jest upewnienie się, że nic nie podważy znaczenia NATO jako gwaranta terytorialnej obrony Europy - mówił brytyjski szef MSZ Jack Straw. - Czy ktoś przytomny wyobraża sobie, że Londyn mógłby wystąpić przeciw Waszyngtonowi? - pytał retorycznie jeden z obserwatorów. Polski szef MSZ Włodzimierz Cimoszewicz widział rzeczy inaczej. - Nie zaskakują mnie krytyczne uwagi naszego amerykańskiego partnera i to, że USA są zainteresowane przebiegiem dyskusji w UE. Nasze ustalenia będą miały wpływ na stosunki transatlantyckie i rolę NATO w Europie. Polskie uwagi do projektu konstytucji wiążą się m.in. z obawą o osłabienie roli NATO. Chodzi o art 40 pkt. 7 i III-214 (patrz ramka), które nie tylko w opinii USA i Polski nie są jasne. Mowa jest w nich o deklaracji, której treści dotąd nie ma; o grupie współpracujących państw, która także nie jest znana (wspólną inicjatywę obronną odebraną jako wrogą wobec NATO, gdyż wspominającą o niezależnym sztabie, przedstawiły w kwietniu Francja, Niemcy, Belgia i Luksemburg); wreszcie są swoiste gwarancje bezpieczeństwa, wedle których udzielenie pomocy sprowadza się do... dyskusji ministrów. Amerykanie wystąpili w środę ostro, choć wiedzieli, że propozycja tych zapisów w konstytucji autorstwa Brytyjczyków, Niemców i Francuzów nie jest już aktualna, bo premiera Blaira nie przekonały ogólnikowe zapewnienia prezydenta Chiraca co do oddzielnej od NATO komórki planowania przyszłej europejskiej armii. Dlaczego to zrobili? Obserwatorzy spekulują, że mogą być dwa powody. Po pierwsze, ekipa Busha zaczęła nie dowierzać Blairowi i jego proeuropejskim doradcom, więc przywołała ich do porządku. Wedle drugiej wersji jesteśmy świadkami teatru, a dramatyczne gesty Burnsa miały wzmocnić Blaira w jego dyskusjach z Francją i Niemcami. Chirac mówił wczoraj, że "europejska obrona bez Brytyjczyków byłaby projektem niekoherentnym". Zapewnił, że współpraca obronna Unii nie podważa zobowiązań wobec NATO. Cimoszewicz przestrzegał w Brukseli przed kosztownym dublowaniem struktur obronnych. Europejski sztab w Tervuren to już jednak idea nieaktualna - Brytyjczycy uzyskali od Francji i Niemiec zgodę, by ten sztab to była grupa kilkudziesięciu oficerów przemieszczających się między Londynem, Paryżem, Berlinem, Rzymem i Atenami. Ewentualne operacje wojskowe Unii byłyby prowadzone albo w oparciu o infrastrukturę NATO (jak to jest w przypadku misji w Macedonii), albo sztabów narodowych (jak było z misją w Kongu). Premier Leszek Miller po dyskusjach w Brukseli: - Łatwo będzie osiągnąć kompromis w sprawie wspólnej polityki bezpieczeństwa i obrony. Trzeba działać na rzecz zwiększenia tożsamości obronnej Europy, ale nie wolno czynić niczego, co byłoby konkurencyjne wobec NATO. Pozdrawiam i zapraszam na: Forum Słowiańskie Ignorant Odpowiedz Link
ignorant11 bez paniki, Europa jest za biedna 18.10.03, 06:41 Sława! Amerykański analityk: bez paniki, Europa jest za biedna Dla "Gazety" komentuje Clark Murdock, analityk obronny, były zastępca dyrektora departamentu planowania lotnictwa wojskowego USA: Nie widzę w planach budowy europejskiego dowództwa obronnego większego zagrożenia dla NATO, choć rozumiem motywy Białego Domu, który przeciwko temu dowództwu głośno protestuje. Głównym celem budowy takiego dowództwa ma być bowiem nie reforma europejskich sił zbrojnych, lecz zagranie na nosie Amerykanom. Zamiast wydawać miliony dolarów na zbędną strukturę, Europejczycy powinni skoncentrować się na prawdziwych reformach - budowie sił szybkiego reagowania, wywiadzie satelitarnym. Czy Francuzi i Niemcy tego chcą, czy nie - europejska obronność jest ściśle powiązana z Ameryką. Chciałbym zobaczyć, jak kanclerz Niemiec wytłumaczy swym wyborcom potrzebę wydania miliardów np. na budowę samolotu transportowego, jeśli Amerykanie mogą ich użyczyć prawie za darmo. W planach Francji i Niemiec nie widzę zagrożenia z tego prostego powodu, że kraje te nie mają pieniędzy na samodzielną politykę obronną. Poza tym z kim chciałyby ją robić? Większość krajów w UE nie będzie przecież chciała zrywać porozumień z USA. Wszystkie niezbędne reformy Europejczycy mogą i powinni prowadzić poprzez NATO. Pozdrawiam i zapraszam na: Forum Słowiańskie Ignorant Odpowiedz Link
ignorant11 Re: Kłótnia w NATO o unijną konstytucję - Ameryka 18.10.03, 06:43 Sława! Dla "Gazety" komentuje Dominique Moisi, wiceszef Francuskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych (IFRI), jeden z najbardziej proatlantyckich ekspertów w Paryżu: Obecna kłótnia Ameryki z Europą w sprawach obronności to wiele hałasu o nic. To, co się dzieje, to ledwie przesunięcie akcentów. Po wojnie w Iraku i w obliczu tego, jaka jest tam teraz sytuacja, obserwujemy powrót Brytyjczyków do ducha współpracy wojskowej z Francją ze szczytu z St. Malo, gdzie rozpoczęto marsz w stronę europejskiej obronności. Dostrzegam trzy elementy. Po pierwsze, Europejczycy po miesiącach nieobecności na europejskim polu obronności powoli odzyskują właściwy rytm. Po drugie, Blair osłabiony w polityce wewnętrznej za postawę wobec Iraku wysyła sygnały, że zachowuje wobec Waszyngtonu pewną autonomię. I po trzecie, to właśnie wywołuje podenerwowanie rządu USA, który uważa, że obrona europejska ma być budowana wyłącznie wokół NATO. Dostrzegam w tej reakcji coś przesadzonego i anachronicznego. By uspokoić nastroje, dyskusje o obronności zostaną teraz ze strony Europejczyków na kilka tygodni zamrożone. Porozumienie w tych sprawach w europejskiej konstytucji jednak będzie - jak zawsze Europejczycy w ostatniej chwili znajdą kompromis. Pozdrawiam i zapraszam na: Forum Słowiańskie Ignorant Odpowiedz Link
ignorant11 Pozycji Polski w Europie nie można umocnić (1) 18.10.03, 07:20 Sława! Pozycji Polski w Europie nie można umocnić poprzez konflikt z Niemcami i Francją Jacek Pawlicki 13-10-2003, ostatnia aktualizacja 15-10-2003 23:25 Polska utrzyma swą mocną pozycję w Unii, jeśli przekona Niemcy i Francję, że leży to w interesie ich i Unii jako całości. To niezwykle trudne zadanie, ale nie ponad nasze siły - pisze Jacek Pawlicki Dlatego też rząd powinien zrobić wszystko, by twarda walka o miejsce w przyszłej Unii nie naraziła na szwank stosunków Polski z Niemcami, naszym strategicznym partnerem w Europie. W przypadku Francji mamy ten luksus, że gorzej już chyba być nie może. Oczywiście to marne pocieszenie... Pierwsze ostrzeżenie Negocjacje w sprawie europejskiej konstytucji są wielkim sprawdzianem polskiej polityki zagranicznej, która dotąd jakoś rządowi Millera wychodziła. Największymi zadaniami tej polityki - po wynegocjowaniu korzystnych dla nas zapisów dotyczących głosów w Radzie Ministrów UE - powinna być budowa nowego "partnerstwa równych" z Niemcami i próba odbudowania stosunków z Francją. Te ostatnie są trudne, emocjonalne i naznaczone wzajemnymi animozjami oraz stereotypami. Wpadka z francuskimi rakietami Roland znalezionymi w Iraku i kompromitacja, po tym jak błędnie oceniając ich rok produkcji, zasugerowaliśmy, że Francja łamie embargo ONZ, pokazuje, jak bardzo antyfrancuskie są polskie elity. Gdyby polscy żołnierze znaleźli w Iraku np. rakiety brytyjskie, nikt nie pisnąłby publicznie ani słowa, a między Warszawą i Londynem rozdzwoniłyby się czerwone telefony. W wypadku francuskich rakiet nikomu nie przyszło do głowy, by skonsultować się z francuskimi ekspertami wojskowymi czy MSZ. - Dowalimy żabojadom! - pomyślał pewnie ten, kto zdecydował o puszczeniu "na drut" informacji o rakietach bez uprzedniego sprawdzenia całej sprawy. Dowalił owszem, ale Polsce... Nie bez kozery Francuzi "wyciągnęli" całą sprawę w dniu otwarcia konferencji międzyrządowej, najważniejszego wydarzenia w polsko-unijnych stosunkach od szczytu w Kopenhadze w 2002 r. Trudno o lepszy moment na wytknięcie niekompetencji kraju, który ma ambicje ratowania "spójności i solidarności Europy". Jastrzębie nad konstytucją Bicie się w piersi za gafę z rakietami nie zmieniło polskiego poczucia bezwzględnej racji w sprawie Nicei. Kiedy red. Piotr Wierzbicki ze skrajnie antyrządowej "Gazety Polskiej" pochwalił publicznie ministra Włodzimierza Cimoszewicza za twardość w walce o korzystne dla Polski zapisy traktatu z Nicei, pomyślałem sobie, że Polska stanęła na głowie. Po chwili zrozumiałem, że to dobrze, bo bez sięgnięcia po sztukę politycznej akrobacji nie osiągniemy swego celu. Niestety, Polska nie bacząc na własne słabości, rozkochała się w twardości i przekonaniu, że ma rację bez względu na argumenty partnerów. Nawet zakładając, że ją mamy - w Europie tak jak wszędzie - nie wystarczy mieć racji i nie wystarczy być twardym. Rację trzeba jeszcze udowodnić, a twardość zamienić w sukces negocjacyjny. A z tym na razie nie jest dobrze. Na razie dominuje "twardość dla twardości". Ludzie z otoczenia negocjatorów mówią o swoistym paraliżu. Ten, kto śmie się wychylić i wystąpić przeciw oficjalnej "twardej linii" obrony Nicei, jest natychmiast atakowany, nie tylko przez opozycję. Minister Hübner poszła pod pręgierz populistów w Sejmie za to, że jest zbyt łagodna. Choć wotum nieufności wobec niej przepadło z kretesem, pozostał niesmak. Hübner postrzegana jako zwolenniczka kompromisu zapłaciła też swoistą cenę za brak twardości w sprawie Nicei. Premier nie zabrał jej na rozpoczęcie konferencji międzyrządowej do Rzymu - oficjalnie dlatego, że polityka międzynarodowa to konstytucyjne uprawnienie ministra Cimoszewicza. Nieoficjalnie w obozie "jastrzębi", z min. Cimoszewiczem na czele, nie ma miejsca na "gołębicę". Emocje w sprawie konstytucji nie sprzyjają zdrowemu rozsądkowi. Co więcej, sojusz z Hiszpanią w sprawie obrony Nicei głaszcze polską duszę, ma w sobie coś z obrony rzeczy niemożliwych, bycia "Chrystusem narodów". Alians z Niemcami wymaga za to dalekowzroczności, wysiłku i wielkiego zaufania do chłodnego, skąpego i igrającego jak z ogniem sprawą Centrum przeciw Wypędzeniom - partnera. Słowem jest mało sexy. Obrona Nicei - nawet jeśli skończy się klęską - przejść może do historii jako kolejny narodowy zryw. Wpisuje się w silny w naszej świadomości stereotyp Polski skrzywdzonej przez mocarzy, oszukiwanej, zrywającej się do powstań, niemających szans na zwycięstwo, a jednak podziwianych. Tymczasem rozum podpowiada trzymanie emocji na wodzy i robienie trzeźwych rachunków. W historii Unii Europejskiej nie ma inicjatywy, która przyjęłaby się bez aprobaty Niemiec i Francji. Chyba że Polsce marzy się rola drugiej Wielkiej Brytanii, eurosceptycznej i wiecznie na marginesie, krytycznej i budującej swą pozycję w Unii na występowaniu przeciw kolejnym inicjatywom integracyjnym. Miejsce "hamulcowego" pewnie się wkrótce zwolni, gdyż premier Tony Blair prze do Europy. Pytanie, czy Polska ma taki potencjał gospodarczy i dyplomatyczny i wielowiekową tradycję mocarstwową jak Wielka Brytania? Wybór i kalkulacje Wybór: "upieranie się przy swoim i weto albo kompromis", jest trudny, a emocje urosły tak bardzo, jakbyśmy mieli decydować się na coś, co odczujemy na własnej skórze, za chwilę. Tymczasem dotkliwe dla nas zmiany w sposobie liczenia głosów zaczną obowiązywać dopiero w listopadzie 2009 r. Rację mają ci, którzy mówią, iż obecnym krajom UE, a w szczególności Niemcom i Francji, zależy, żeby już teraz - przed rozszerzeniem - przesądzić zmianę. Mocarstwa chcą mieć gwarancję, że po 2009 r. ułożą Europę według własnych potrzeb, a kraje w rodzaju Polski nie będą blokowały jej rozwoju ani awanturowały się o pieniądze. Nie wierzą też w traktat z Nicei, przez który zdaniem wielu unijnych ekspertów może dojść do paraliżu decyzyjnego w rozszerzonej Unii. Zgoda, według naukowych symulacji prawdopodobieństwo zawarcia konstruktywnej koalicji na podstawie zapisów z Nicei sięga 3 proc. W dzisiejszej Unii przy obecnym układzie głosów prawdopodobieństwo to wynosi nieco ponad 7 proc. i Unia jakoś nie stoi w miejscu, a blokady decyzyjne w poszczególnych ministerialnych radach branżowych zdarzają się niezmiernie rzadko. W perspektywie rozwoju wydarzeń na świecie sześć lat, które mamy na stosowanie korzystnych zapisów z Nicei, to niemal wieczność. Biorąc pod uwagę dystans dzielący nas od średniaków w Unii, który chcemy odrobić dzięki unijnym funduszom, sześć lat to chwila. Według najbardziej optymistycznych szacunków Brukseli nawet przy niezłym tempie rozwoju gospodarczego droga do unijnej średniej zajmie nam aż ćwierć wieku! Wszystko zależy od tego, jak wykorzystamy tę bardzo długą chwilę. Warto pamiętać jednak, że do listopada 2009 r. Polska będzie miała w Radzie Ministrów UE tylko dwa głosy mniej niż Niemcy i bez jej zgody nie przejdzie właściwie żadna ważna decyzja. Do 2009 r. będziemy mogli zadbać o politykę spójności - czyli fundusze strukturalne. Przypilnujemy też unijnej Wspólnej Polityki Rolnej, by nie poszła w niekorzystnym dla nas kierunku. Jeśli do listopada 2009 r. wzmocnimy swoją pozycję w Unii, pokażemy, że można na nas liczyć w integracji, a jednocześnie umiemy walczyć o swoje interesy, zmniejszenie wagi na instytucjonalnej szali Unii nie będzie tragedią. Pytanie, czy to wszystko nam się uda, biorąc pod uwagę wewnętrzne waśnie, widmo rządów populistów i słabość naszej administracji. Pozdrawiam i zapraszam na: Forum Słowiańskie Ignorant Odpowiedz Link
ignorant11 Pozycji Polski w Europie nie można umocnić (2) 18.10.03, 07:21 Sława! Pozycji Polski w Europie nie można umocnić poprzez konflikt z Niemcami i Francją (2) Mocarstwo na dotarciu Eksperci są zgodni, że siła Polski w Unii nie będzie zależała od jednorazowego, efektownego zrywu, ale od poziomu elit rządzących, klasy eurodeputowanych, siły administracji i wreszcie - umiejętności budowania i lawirowania między sojuszami. W tym wymiarze Polska potrzebuje zarówno pragmatycznych sojuszy z Niemcami, krajami wyszehradzkimi, politycznych związków z Francją, jak i emocjonalnych sojuszy w rodzaju tego z Hiszpanią. Tak więc "wierzyć Niemcom czy też Hiszpanom" jest w gruncie rzeczy sztucznym dylematem. Musi to zrozumieć polska klasa rządząca, zanim rząd zdecyduje się wetować europejską konstytucję z powodu konieczności obrony Nicei. Nie ma wątpliwości, że Polsce trudno byłoby zaistnieć w Unii w stanie "wojny psychologicznej" z Niemcami, głównym płatnikiem netto, geograficznym sojusznikiem i politycznym mentorem - czy tego chcemy, czy też nie. Wiadomo, że zawetowanie przez Polskę eurokonstytucji skończyłoby się zapewne czymś więcej niż ochłodzeniem stosunków z Niemcami. Co więcej doprowadzi do jeszcze większego zbliżenia Niemiec z Francją, do ustanowienia jeszcze dotkliwszego prymatu tych krajów nad Europą. Nie będzie to dobre ani dla Polski, ani dla Hiszpanii, ani dla reszty Europy. Zwolennicy polityki twardości i weta podpowiadają, że tylko "stawiając się" w Unii, Polska może zyskać szacunek Niemiec i Francji. - Nigdy dotąd ambasador francuski nie rozmawiał ze mną z takim zainteresowaniem jak po skrytykowanym przez Chiraca włączeniu się w iracką wojnę - mówił mi jeden z byłych polskich ministrów, nie kryjąc zadowolenia. Na niepopularnej w Europie i potępianej przez Niemcy i Francję proamerykańskiej polityce wobec Iraku Polska zajechała daleko. Wysyłając kilkuset żołnierzy, awansowaliśmy do rangi prawie mocarstwa obejmującego strefę okupacyjną w Iraku. Jednak Europa to nie Irak, stosunki z Brukselą są dużo bardziej skomplikowane niż z Waszyngtonem, a ekonomiczna i polityczna przyszłość Polski leży po europejskiej stronie Atlantyku... Kasa do lasa Pytanie o weto konstytucji sprowadza się właściwie do jednej ważnej kwestii - czy Polskę stać na konflikt z Niemcami? Wchodzimy do Unii, liczymy na miliardy euro z unijnej kasy, a Niemcy są głównym płatnikiem i inżynierem finansowym. Co więcej Niemcy są i będą głównym rynkiem zbytu dla naszych towarów i najpewniej jednym z głównych inwestorów. Niestety, dylemat Nicea albo kasa nie jest taki prosty, jak go malują. Pierwsze przymiarki do unijnego budżetu wskazują na to, że w latach 2007-13 Komisja Europejska chce "przyciąć" fundusze strukturalne [czyli pieniądze na autostrady i ochronę środowiska - red.], co uderzy najbardziej w Polskę i jej ambicje nadgonienia unijnej średniej. Naiwne jest zakładanie, że pompowanie miliardów euro w biedne regiony Polski, Czech czy Słowacji będzie priorytetem Berlina. W interesie każdego niemieckiego rządu - czy to chadecji, czy SPD - będzie ograniczanie niemieckiej "działki" do wspólnego budżetu UE. Z drugiej strony - ostrzegają dyplomaci z dużych krajów Unii - Hiszpania, dzisiejszy sojusznik, może stać się jutro głównym rywalem w walce o strukturalne pieniądze. Co więcej - jak sugerują dyplomaci z dużych krajów Unii - jeśli UE zdecyduje, że pomoc strukturalne ma płynąć tylko do dziesięciu nowych państw członkowskich, Hiszpania natychmiast to zawetuje. W interesie Polski leży więc - mówią - odebranie Hiszpanii "nicejskiej" pozycji mocarstwa. Przez Niemcy do Francji Tak naprawdę chodzi nie tyle o to, czy w Unii będziemy mieli o dwa głosy mniej niż Niemcy, ile o to, czy będziemy w stanie bronić tam swoich interesów. Być może dzięki sile głosów, a być może dzięki umiejętnym sojuszom? Jak mówi "Gazecie" b. ambasador Polski w Niemczech, a dziś szef Centrum Stosunków Międzynarodowych Janusz Reiter, nasza pozycja w Unii zależeć będzie m.in. od tego, na ile uda się przekonać Niemcy, że w ich interesie leży Polska silniejsza, mająca większy wpływ na to, co dzieje się w Unii, słowem partner, na którego mogą liczyć - podobnie jak dziś Francja. Zdaniem Reitera trzeba przypominać Niemcom, że proponowali nam rolę trzeciego partnera w przywództwie Europy obok Francji. Co więcej - b. ambasador uważa, że tylko poprzez Niemcy, które są "zbyt duże, żeby myśleć tylko o sobie", wiedzie droga do zbliżenia z Francją. A bez naprawienia stosunków, a potem zbliżenia z Francją trudno liczyć na sukces Polski w Unii Europejskiej. Jacek Pawlicki Pozdrawiam i zapraszam na: Forum Słowiańskie Ignorant Odpowiedz Link
ignorant11 Ustawa pod dyktando Bruxeli 18.10.03, 07:51 Sława! Komisja Europejska naciska o zniesienie obowiązku stosowania języka polskiego w obrocie prawnym Rugowanie polszczyzny Rząd planuje ograniczenie obowiązku używania języka polskiego w obrocie gospodarczym i prawnym na terenie Rzeczypospolitej. Na wprowadzenie stosownych zmian w Ustawie o języku polskim naciskają Komisja Europejska oraz zagraniczne lobby finansowe, niezadowolone z obciążania go kosztami tłumaczeń. Rząd zamierza ograniczyć zakres używania języka polskiego w obrocie gospodarczym na terenie Polski. Projekt odpowiednich zmian w Ustawie o języku polskim (DzU nr 90/1999, poz. 999) trafił do pierwszego czytania w sejmowej komisji europejskiej - w komisji, a nie na forum Izby, chociaż dotyczy materii konstytucyjnej. Prawdopodobnie marszałek podjął decyzję o tym szczególnym trybie w celu uniknięcia rozgłosu, jaki muszą wywołać proponowane zmiany. A nie jest to jeszcze ostatnie słowo rządu w tej sprawie. - Kiedy 19 września premier skierował projekt do laski marszałkowskiej, wydawało się, że wszystkie uwagi Komisji Europejskiej zostały uwzględnione. Jednak 2 października Bruksela zgłosiła kolejne wątpliwości do tej ustawy - poinformował Rafał Skąpski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Kultury. Zadeklarował, że część uwag wniesionych przez KE zostanie przez rząd "od ręki" uwzględniona, inne wymagają konsultacji z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz z Komitetem Badań Naukowych. Konsultacje zostaną przeprowadzone do 28 października. W Polsce po polsku Ustawa o języku polskim w dotychczasowym brzmieniu nakazuje stosowanie języka polskiego w obrocie prawnym na terytorium RP między podmiotami polskimi lub gdy jedną ze stron jest podmiot polski. Za niezastosowanie się do ustawy przewidziane są kary grzywny i możliwość orzeczenia przez sąd nawiązki w wysokości 100 tys. zł na rzecz Funduszu Promocji Twórczości. Przy wprowadzaniu tych przepisów chodziło m.in. o zagwarantowanie firmom polskim, że nie będą zmuszane przez dominujące na polskim rynku spółki zagraniczne do zawierania umów w obcych językach. Polska wersja językowa umowy była wersją rozstrzygającą w ewentualnym postępowaniu przed sądem. Ustawa miała zapobiec kuriozalnym sytuacjom, jakie zdarzały się wcześniej, np. podczas sprzedaży Włochom FSO, kiedy to rząd wskutek nieznajomości języka włoskiego i braku polskiej wersji umowy sprzedał fabrykę ze stratą Skarbu Państwa w wysokości 100 mln zł, co wykazała kontrola NIK. Złe doświadczenia z przeszłości nie zrażają jednak ekipy Leszka Millera. W ocenie rządu, nakaz zawierania umów po polsku stanowi ograniczenie w wymianie gospodarczej, utrudnia działalność firm i naraża je na dodatkowe koszty związane z tłumaczeniem dokumentów i umów. "Generalny obowiązek stosowania języka krajowego stoi w sprzeczności z podstawowymi zasadami rządzącymi jednolitym rynkiem wewnętrznym Wspólnoty Europejskiej w zakresie swobodnego przepływu towarów i osób oraz swobody świadczenia usług" - to fragment rządowego uzasadnienia nowelizacji. Zmiana ustawy o języku polskim ma polegać na ograniczeniu obowiązku użycia języka polskiego na terenie Rzeczypospolitej w obrocie prawnym z udziałem konsumentów. Oznacza to, że cała dokumentacja firm, umowy między firmami, obrót hurtowy itp. będą mogły pomijać polską wersję językową. Rząd chce także ograniczyć obowiązek umieszczania polskich napisów na towarach do informacji podstawowych, związanych z oznaczeniem towaru. Całkowitą nowością w polskim prawie będzie również przepis pozwalający zawierać w języku obcym umowy o pracę na terytorium Polski, o ile zażyczy sobie tego pracownik (w rzeczywistości decyzję o wyborze języka podejmować za niego będzie zagraniczny pracodawca, jako strona silniejsza). Projekt otwiera drogę do wprowadzenia obcych języków nie tylko do gospodarki, ale i do urzędów publicznych. Umieszczono w nim sformułowanie, że "podmioty wykonujące zadania publiczne na terytorium RP, dokonują czynności urzędowych oraz składają oświadczenia woli w języku polskim, chyba że [i to jest ta furtka] przepisy szczególne stanowią inaczej". SLD za, a nawet przeciw - To kolejna zmiana, która ogranicza zakres użycia języka polskiego. Jeszcze trochę, a z ustawy zostanie sam tytuł i preambuła - przyznał Jan Byra z SLD, zaznaczając, że "nie chodzi tu o obronę mowy ojczystej, lecz o ochronę praw konsumenta". Mimo zgłoszenia krytycznych uwag Byra uznał, że "ustawy nie można odrzucić, a rugowanie języka polskiego z gospodarki jest nieuchronne". Ostro skrytykował projekt Roman Giertych (KP LPR), wskazując, że nowelizacja pociągnie za sobą konieczność zmiany kodeksu postępowania cywilnego. - Kto w Polsce pisze prawo - Sejm i rząd czy Komisja Europejska? - pytał Jerzy Czerwiński (RKN). Minister Rafał Skąpski wyjaśnił, że konsultacje z Brukselą to "standardowa forma w postępowaniu dostosowawczym". Posłowie SLD sprzeciwili się odrzuceniu projektu w pierwszym czytaniu. Za kontynuowaniem prac w podkomisji głosowało 14 posłów, przeciw - 9. Małgorzata Goss Ustawa pod dyktando Pozdrawiam i zapraszam na: Forum Słowiańskie Ignorant Odpowiedz Link
ignorant11 Europejska konstytucja będzie zmieniona - zgodzili 18.10.03, 15:25 Sława! Unia Europejska. Debata o konstytucji Dominik Uhlig, Robert Sołtyk, Bruksela 17-10-2003, ostatnia aktualizacja 17-10- 2003 19:21 Europejska konstytucja będzie zmieniona - zgodzili się przywódcy Unii i przyszłych członków. Prezydent Jacques Chirac, który w piątek mówił także w imieniu kanclerza Niemiec, unikał krytyki Polski i Hiszpanii Włosi, przewodzący UE, zapowiedzieli teraz dyplomatyczne konsultacje, bo nie ma szans na przyjęcie projektu Valery'ego Giscarda d'Estaing. Do Polski i Hiszpanii, które nie chcą zmiany systemu głosowania i bronią zapisów z Nicei, dołączyły (ze względów taktycznych) Estonia i Malta. Hiszpania (też taktycznie) przyłączyła się z kolei do 18 krajów, w tym Polski, które wolą zasadę "jeden kraj - jeden komisarz -jeden głos" w Komisji w Brukseli niż ograniczenie jej składu. Premier Włoch Silvio Berlusconi mówił, że przedstawi kompromisowe propozycje zapewne na szczycie 25 państw w połowie listopada. Ta taktyka gry na czas wywołuje zniecierpliwienie. - Musimy się wreszcie zająć prawdziwymi problemami - mówił premier Belgii Guy Verhofstadt. Holender Jan Peter Balkenende dodał: - Jeśli będziemy nadal powtarzać nasze stanowiska, to nigdzie to nie zaprowadzi. Także premier Miller przyznał, że szczyt postępu nie przyniósł. Polska i Hiszpania czekają, by wysłuchać włoskie propozycje, choć Miller i Aznar wątpią, by zmienili zdanie. Premier odpierał zarzuty, jakoby upór w obronie Nicei był arogancki lub agresywny (to opinie wielu komentatorów w Brukseli). - Spokojnie, cierpliwie koncentrujemy się na merytorycznej dyskusji, nie ma tu żadnej agresji. Nikt nie może oczekiwać, że będziemy milcząco potakiwać wszystkiemu, co się mówi - mówił Miller. Prezydent Chirac komentował ugodowo: - Nigdy nie miałem wrażenia, by [z winy Polski i Hiszpanii - red.] sytuacja była zablokowana. Rzeczy idą w dobrym kierunku - mówił. Dodał jednak, że należy dążyć do "szybkiego rozwiązania na bazie propozycji Konwentu", czyli tzw. podwójnej większości [Nicea opiera się na potrójnej większości, w tym tzw. ważonych głosów, co konstytucja chce przekreślić - red.]. Minister Tadeusz Iwiński mówił, że nie należy umierać za grudniowy termin przyjęcia konstytucji i nie wyklucza opóźnienia do przejęcia pałeczki w UE przez Irlandczyków. Berlusconi i szef Komisji Europejskiej Romano Prodi są za ogólnoeuropejskim referendum w sprawie konstytucji. To jednak jest nierealne - w Niemczech nie przewiduje tego konstytucja Niemiec, a Wielka Brytania i Szwecja są przeciw. Chirac i Miller w jednobrzmiących wypowiedziach stwierdzili, że zależeć to będzie od zapisów konstytucji i "za wcześnie jest dziś przesądzać". Francuz dodał, że skonsultuje w tej sprawie partie polityczne w parlamencie. Pozdrawiam i zapraszam na: Forum Słowiańskie Ignorant Odpowiedz Link
ignorant11 EU: pierwsze sukcesy polskiej dyplomacj 28.10.03, 01:29 Sława! Osiem krajów obecnej Unii Europejskiej oraz kandydujących do niej popiera umieszczenie w preambule unijnej konstytucji odniesienia do chrześcijaństwa - wynika z konsultacji przeprowadzonych przez kierujących pracami konferencji międzyrządowej Włochów z 24 pozostałymi uczestnikami debaty nad ostatecznym kształtem konstytucji Unii Europejskiej. Dziś w Brukseli odbędzie się kolejne posiedzenie konferencji międzyrządowej, w którym uczestniczyć będzie 25 ministrów spraw zagranicznych obecnych i przyszłych państw członkowskich Unii. Na tej sesji po raz pierwszy zostanie poruszona sprawa zmiany preambuły unijnej konstytucji, o co zabiegają przewodniczący pracom nad końcowym kształtem konstytucji Włosi. Wcześniej premier Włoch Silvio Berlusconi mówił nawet o 11 krajach popierających odniesienie do chrześcijaństwa. Z otwartych ankiet przesłanych w ostatnich dniach przez poszczególne rządy do Rzymu wynika, że Hiszpania, Irlandia, Malta, Polska, Portugalia, Czechy i Słowacja z różnych względów popierają włoski rząd, który jeszcze w trakcie prac Konwentu Europejskiego zabiegał o odniesienie do "judeo-chrześcijańskiego dziedzictwa Europy". Wśród zdecydowanych przeciwników podkreślenia roli chrześcijaństwa w historii Europy znajdują się Francja, Belgia i Luksemburg. W zeszłym tygodniu prezydent Francji Jacques Chirac po raz kolejny podkreślił, że nie jest gotowy na "żaden kompromis" w obronie "świeckiego charakteru państwa francuskiego". Na dzisiejszym spotkaniu ministrowie będą również rozmawiać o zapisach unijnej konstytucji, które znoszą nicejski system podejmowania decyzji w Radzie UE, oraz o rotacyjnym przewodnictwie pracom Unii Europejskiej. Pierwsze konkretne propozycje w sprawie zmian w projekcie konstytucji UE poznamy jednak zapewne w przyszłym miesiącu. Piotr Wesołowski, Bruksela Pozdrawiam i zapraszam na: Forum Słowiańskie nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ: www.pajacyk.pl Ignorant +++ Odpowiedz Link
ignorant11 JKM: Koń trojański czy oślica Baalama? 28.10.03, 14:13 Sława! Koń trojański czy oślica Baalama? Janusz Korwin-Mikke Ostatnio obserwujemy ciekawy spektakl: JE Leszek Miller na kolejnym spotkaniu na szczycie państw "25" zaciekle broni interesów Stanów Zjednoczonych. Walczy formalnie o to, by Polska miała więcej głosów w radzie przyszłej Unii, ale przede wszystkim o to, by veto jednego państwa mogło sparaliżować niewczesne poczynania powstającego faszystowskiego kolosa - i o to (podobno to już wywalczył!!), by w Brukseli nie powstał sztab sił anty-NATO-wskich (czy raczej: antyamerykańskich). Oczywiście w tej sprawie najważniejsze było nie stanowisko premiera III RP, lecz ponowna zmiana stanowiska premiera rządu JKM p. Tońcia Blaira (nie wiem, czym Amerykanie przekonali Go do ponownej zmiany decyzji - ale na pewno w tej sprawie poszły argumenty najcięższe - bo przecież idzie o przyszłość świata!) - ale p. Miller był w tej grze ważną figurą - powiedzmy: koniem. Polska gra rolę konia trojańskiego - co było celem amerykańskiej polityki od dawna, o czym wielokrotnie na łamach "NCz!" pisałem. I dziś przyznaję się do błędu: to Amerykanie mieli rację! Była - i jest - szansa, że Unia nie powstanie jednak jako faszystowskie, scentralizowane państwo. I jest to ważniejsze niż partykularny interes Polski - zresztą bynajmniej niejednoznaczny w przypadku odrzucenia w referendum Anschlußu. I p. Miller zaparł się na trasie do wiodącej do opanowania Europy przez Lewiatana jak oślica Baalama. Co podziwiam. Jednocześnie obserwujemy manewry zmierzające do obalenia JE Leszka Millera. Stali Czytelnicy "NCz!" nie mają zapewne - i słusznie - żadnych wątpliwości: to ukryci agenci "Brukseli" zmierzają na gwałt do zastąpienia p. Millera kimś zdecydowanie probrukselskim. Np. WCzc. Józefem Oleksym. P. Oleksy dał się wielokrotnie poznać jako uczciwy, porządny eurosocjalista. Podobnie jak np. p. Andrzej Olechowski jest On powiązany przez jakieś niezbyt nawet ukryte nici z masońsko-tajniackim układem, który wyprowadzał nas z układu moskiewskiego i wprowadzał w eurosocjalizm. P. Oleksy uważa, że "zbyt wiele zainwestowaliśmy w UE, byśmy mogli się z tego wycofać" - i są to, jak sądzę, wypowiedzi szczere. W związku z tym p. Oleksy na forum "unijnym" wypowiadał się parokrotnie, że Polska nie powinna upierać się przy swoich partykularnych interesach, lecz podpisać projektowaną, faszystowską konstytucję przyszłej Unii. Taki kandydat jest idealny dla agentury brukselskiej. Nic dziwnego, że Go wysuwają na plan pierwszy. Należy też podziwiać zręczność, z jaką rolę zapiewajły powierzyli w tym boju WCzc. Izabelli Sierakowskiej. Jest to Posłanka w Swoim (i w powszechnym) odczuciu niezależna i "mówiąca, co myśli". Byłoby dobrze - i zachęcam Ją do tego! - by poszperała w pamięci i przypomniała Sobie, jaka osoba (lub kilka osób) ostatnio niby przypadkiem mówiło z Nią o konieczności zmiany premiera i zapłodniło Ją tą myślą... Zauważmy przy tym, że gdy lewa, proeuropejska część SLD zmierza do dalszej rozbudowy socjalizmu i np. podniesienia podatków "od tych wstrętnych bogaczy" - to JE Leszek Miller - zimny cynik, nie troszczący się o jakikolwiek socjalizm czy inną ideologię - zapowiada, że położy się oślicą Baalama i nie dopuści do tych absurdalnych zmian - przeciwnie: chce podatki uprościć i "obniżyć na 19%". Myśmy już dawno obliczyli, że "obniżka do 19%" oznacza w praktyce podwyżkę podatków o jakieś 2% - gdyż ok. 90% sum podatkowych wpływa obecnie od obywateli płacących podatek 19%... ale z licznymi ulgami. Ta zmiana może się jednak ludziom nawet opłacać - z uwagi na zmniejszenie kosztów dzięki uproszczeniu systemu. Ja osobiście wyrażam żal, że p. Miller zmarnował dwa lata. Że dwa lata temu, na samym wstępie, nie wykopał precz towarzyszy marzących o "nowym, dobrym eurosocjalizmie", nie wziął wszystkiego za mordę i nie rozpoczął reform na wzór np. śp. Denga (Xiao-Pinga) w Chinach. Jeśli Chińczycy kontynentalni osiągnęli dzięki temu tempo wzrostu 8%, a Polska miała 8 lat temu 7%, to gdyby p. Miller, zamiast bawić się w kontynuacje flirtu z soc-Europą, zaczął naśladować chińskich "komunistów" - pewno mielibyśmy już tempo wzrostu 13% i za kilkanaście lat przegonilibyśmy Francję i Niemcy! W dodatku nie mielibyśmy zalewu szukających "socjału" Arabów, Kurdów, Turków i innych azjatyckich przybyszów! Mam do p. Millera piekielny żal! Zamiast tego p. Miller zajmował się tak "ważnymi" sprawami, jak zakup F-16 czy "miraży", jak wysłanie lub nie 3000 żołnierzy do Iraku - sprawami kompletnie marginalnymi, bo na wolnym rynku jak towar jest trochę droższy, to jest trochę lepszy (i różnica między "gripenami", "mirażami" czy F-16 jest niewielka), zaś to, czy 3000 żołnierzy 38-milionowej republiki jest w Iraku czy w kraju - nie powinno być w ogóle dostrzegalne (przypominam, że koszta utrzymania armii w Iraku są obiektywnie niższe niż w Polsce!!), brylował po salonach europejskich i amerykańskich, był "bardzo ważny" - tyle że pozwolił, by Jego podstawa, czyli Polska, powoli i systematycznie gniła. Powstała jednak zabawna sytuacja: Polska militarnie i ekonomicznie jest obecnie praktycznie zerem. Jednak dzięki zwartym układom III RP ma tyle głosu w sprawach powstającej Unii Europejskiej, że JE Leszek Miller stał się nagle niesłychanie ważną figurą. Realnie zresztą gdyby nawet Polska była pustynią, Bruksela nie mogłaby sobie pozwolić na utratę ważnego i dużego terytorium na drodze do Moskwy - terenu, który może stać się "nietonącym lotniskowcem USA". Nas jednak interesuje, czy ten teren będzie pustynią - czy kwitnącym krajem. Nadzieje te trudno wiązać z p. Millerem - na pewno jednak nie będzie żadnych z p. Oleksym, który uczciwie będzie budował w Polsce eurosocjalizm. W brydżu uczono mnie: jeśli jedna rozgrywka nie daje żadnych szans, a druga nawet małe - trzeba grać na tę drugą szansę... Oczywiście nie ma najmniejszego powodu, by UPR popierała p. Millera (które to poparcie - czysto werbalne przecież - w tej rozgrywce raczej by Mu zaszkodziło!!). Ja tylko w formie felietonu chciałem Państwa poinformować o możliwościach - i zagrożeniach - kryjących się w obecnej sytuacji. Pozdrawiam i zapraszam na: Forum Słowiańskie nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ: www.pajacyk.pl Ignorant +++ Odpowiedz Link
bolko_von_karierowitz OPCJA 30.10.03, 21:51 Na stronie OPCJA NA PRAWO jest sporo artykulow na nasze tematy. www.opcja.pop.pl/ Odpowiedz Link
ignorant11 Re: OPCJA: Zrobiło mi sie ciepło 31.10.03, 00:40 bolko_von_karierowitz napisał: > Na stronie OPCJA NA PRAWO jest sporo artykulow na nasze tematy. > > www.opcja.pop.pl/ Odpowiedz Link