Słowiańszczyzna, a Unia Europejska

    • ignorant11 Prawa tylko tymczasowe 04.10.03, 13:15
      System nicejski od początku był pomyślany jako tymczasowy, w kampanii przed
      referendum skrzętnie to pominięto
      Prawa tylko tymczasowe



      Polityczny establishment doskonale wiedział, że postanowienia z Nicei będą
      weryfikowane przed 2009 r., bo taka deklaracja została dołączona do samego
      traktatu. Przyznał to w piątek minister spraw zagranicznych Włodzimierz
      Cimoszewicz - w przeddzień otwarcia w Rzymie konferencji międzyrządowej
      poświęconej unijnej konstytucji. Spór idzie zatem tylko o to, czy niekorzystna
      dla Polski decyzja o zmianie systemu głosowania w UE ma być podjęta jeszcze
      przed wejściem w życie Traktatu Nicejskiego, czy też po jego "przetestowaniu".
      Wprawdzie w kwestii utrzymania postanowień z Nicei rząd zapowiada twarde
      stanowisko, ale nieoficjalnie mówi się już o kompromisie, który miałby polegać
      na... odsunięciu zmian w czasie.
      - Nie przewidujemy zmiany stanowiska - tak minister spraw zagranicznych
      Włodzimierz Cimoszewicz w przededniu konferencji międzyrządowej w Rzymie ucinał
      wszelkie spekulacje na temat możliwości ustępstw Polski w kwestii utrzymania
      systemu nicejskiego w unijnej konstytucji. Traktat Nicejski sprzyja, według
      niego, realizacji takich wartości, jak "solidarność, kultura kompromisu i
      równowaga między państwami członkowskimi Unii", podczas gdy system
      zaproponowany w unijnej konstytucji zmierza do "prawnie potwierdzonej dominacji
      mniejszości w UE". Pytany, czy rząd, prowadząc kampanię przed referendum
      akcesyjnym, wiedział, iż postanowienia z Nicei zostaną wkrótce podważone,
      Cimoszewicz przyznał, że ich tymczasowość została zapisana w samym Traktacie
      Nicejskim i "wszyscy o tym doskonale wiedzieli". Wszyscy, za wyjątkiem
      zdecydowanej większości polskiego społeczeństwa.
      - Spór idzie o to, że jedna strona twierdzi, że system nicejski jest zły i
      trzeba go zmienić jeszcze przed wejściem w życie, my zaś uważamy, że należy go
      najpierw przetestować - wyjaśnił szef MSZ.
      W myśl Traktatu Nicejskiego decyzja o zmianie lub utrzymaniu systemu głosowania
      w Radzie UE musi być podjęta do 2009 r., wtedy bowiem spodziewane jest
      przystąpienie do UE kolejnych państw: Bułgarii i Rumunii. Za wprowadzeniem
      zmian już teraz opowiadają się przede wszystkim Niemcy i Francja.
      W czwartek Sejm przyjął uchwałę, w której wyraził poparcie dla czterech
      postulatów rządu na konferencję międzyrządową. Upoważnił w niej rząd do
      zastosowania weta w wypadku, gdyby w Rzymie doszło do podważenia Traktatu
      Nicejskiego. Pozostałe polskie postulaty to wprowadzenie do preambuły
      konstytucji odwołania do dziedzictwa chrześcijańskiego, utrzymanie
      zasady "jeden kraj - jeden komisarz" oraz zablokowanie możliwości tworzenia w
      ramach Unii paktów militarnych konkurencyjnych wobec NATO.
      Minister Cimoszewicz wyjaśnił jednak, że użycie weta podczas konferencji nie
      jest możliwe, ponieważ decyzje będą tam podejmowane przez konsensus, a nie
      głosowanie. - Będziemy dążyć do wspólnego stanowiska - zadeklarował. W kręgach
      prounijnych polityków można spotkać się z opinią, że Polska musi uzyskać w
      Rzymie przynajmniej przesunięcie terminu decyzji w sprawie sposobu głosowania w
      UE (tak uważa m.in. były minister ds. integracji Jacek Saryusz-Wolski). Nie
      brakuje jednak głosów, że sztywne stanowisko rządu w sprawie Nicei jest błędem,
      a ustępstwo "nie będzie jakąś narodową tragedią" (ten pogląd reprezentuje np.
      Janusz Reiter z Centrum Stosunków Międzynarodowych).
      Co będzie, jeśli jakieś państwo nie ratyfikuje eurokonstytucji? Czy
      automatycznie znajdzie się poza Unią?
      Według eksperta Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej Cezarego Jasińskiego -
      nikt tego nie wie. Sama konstytucja przewiduje, że jeśli w ciągu dwóch lat po
      jej podpisaniu nie zostanie ratyfikowana przez wszystkie kraje, to zbierze się
      Rada Europejska i ona zadecyduje, co dalej z tym fantem zrobić. Z punktu
      widzenia prawa międzynarodowego taki traktat nie wchodzi po prostu w życie -
      powiedział Jasiński.
      Nicejski system głosowania w poszerzonej Unii, korzystniejszy dla Polski,
      opiera się na tzw. ważeniu głosów, tzn. każdy kraj dysponuje stałą sumą głosów
      (np. Polska - 27, Niemcy - 29). Tymczasem konstytucja UE przewiduje głosowanie
      w Radzie Europejskiej tzw. podwójną większością, opartą na ilości państw i
      liczbie ludności. W systemie nicejskim 10 państw Europy Środkowowschodniej,
      dysponując 101 głosami i 103 mln mieszkańców, stanowiło już tzw. mniejszość
      blokującą, która mogła zapobiec niekorzystnym dla tej części kontynentu
      decyzjom Rady. W nowym systemie, który w myśl konstytucji miałby obowiązywać od
      2009 r. - do zablokowania decyzji potrzebne byłoby 14 państw liczących łącznie
      197 mln mieszkańców. Dzięki tej zmianie największe państwa UE - Francja i
      Niemcy, uzyskałyby w niej głos decydujący. Ich pozycja w Unii od kilku lat
      systematycznie rośnie. O ile przed Niceą siła ich głosu wynosiła 15 proc., to
      po Traktacie Nicejskim wzrosła do 17 proc., a w razie zatwierdzenia unijnej
      konstytucji w obecnym kształcie - wyniesie aż 39 proc. Według Jacka Saryusz-
      Wolskiego z Europejskiego Centrum w Natolinie - system nicejski jest lepszy nie
      tylko dla Polski, ale i dla Europy. Podczas forum dyskusyjnego w Pałacu
      Prezydenckim Wolski skrytykował podnoszące się w prasie głosy, iż Polska nie
      powinna upierać się w tej sprawie. Według niego, nowa formuła prawna głosowań
      stanowi przygrywkę do przeprowadzenia zmian w polityce UE, takich jak
      zamrożenie unijnego budżetu oraz renacjonalizacja polityki rolnej i
      strukturalnej (renacjonalizacja oznacza tu powrót do finansowania z "narodowej"
      kieszeni). - Wariant "więcej Europy, a mniej pieniędzy" jest sprzeczny z polską
      racją stanu - podkreślił Wolski. Goszczący na tym spotkaniu szef polskiej
      dyplomacji zwrócił uwagę, że przyjęcie za kryterium rozstrzygnięcia liczby
      ludności jest nieostre. - Demografia ma swoją dynamikę, a zresztą, kto będzie
      określał liczebność danego kraju? - pytał. Zwrócił też uwagę, że
      miarą "demokracji" nie może być wyłącznie kryterium liczby ludności, ale także
      inne parametry, np. siła gospodarki, położenie, pozycja międzynarodowa.
      Małgorzata Goss



      Prysnął kolejny mit
      Oto prysnął nagle kolejny mit utworzony w trakcie kampanii przedreferendalnej -
      mit o solidarnej Europie i silnej w niej pozycji Polski (cyt. "...będziemy
      mieli 27 głosów w Radzie, tylko o dwa mniej niż Niemcy i Francja"). Okazało
      się, że Europa nie ma zamiaru być solidarna, a Polska po akcesji rychło
      znajdzie się w cieniu potężnych Niemiec. Na tym tle poczynania rządu
      przypominają rozpaczliwe ruchy pływaka tonącego w rzece. A rzeka spokojnie
      płynie tam, gdzie od początku zmierzała.
      MaG





    • ignorant11 Jednak blokujemy Franco-Niemcy 05.10.03, 01:13
      Bitwa o konstytucję (aktl.)
      Sobota, 04 października 2003 - 17:55 CEST (15:55 GMT)




      Na obrady konferencji międzyrządowej w Rzymie przybyli przywódcy 25 obecnych i
      przyszłych państw Unii Europejskiej. Szczyt ma zapoczątkować debatę nad
      przyszłą konstytucją Unii.

      Dla Polski zasadniczą kwestią jest sposób podejmowania decyzji w Radzie UE;
      system nicejski jest kompromisem wypracowanym w trudnych negocjacjach, zaś
      podważenie ustaleń nicejskich grozi powrotem do dyskusji o równowadze między
      krajami członkowskimi Unii - powiedział premier Leszek Miller podczas otwarcia
      Konferencji Międzyrządowej. Podkreślił, że system nicejski zapewnia równowagę
      między państwami członkowskimi i gwarantuje utrzymanie w Unii spójności i
      solidarności.
      "Uważamy, że odrzucenie systemu nicejskiego jeszcze zanim został wypróbowany
      nie ma uzasadnienia. Pamiętajmy, że obywatele mojego kraju głosując w
      referendum akcesyjnym opowiedzieli się za ustaleniami z Nicei" - podkreślił
      szef polskiego rządu. Poinformował innych uczestników unijnego szczytu, że
      stanowisko polskie w kwestii utrzymania zasad nicejskich zostało zdecydowanie
      poparte przez polski parlament - i to zarówno przez koalicję rządową, jak i
      opozycję.

      Premier powiedział również, że Polska za konieczne uznaje, by konferencja
      omówiła kwestię odniesienia się w preambule konstytucji do tradycji
      chrześcijańskich. Zapowiedział, że podczas konferencji polska delegacja będzie
      opowiadać się za systemem prezydencji grupowej, utrzymaniem zasady "jeden kraj -
      jeden komisarz z pełnym prawem głosu" oraz zapewnieniem, by europejska
      polityka bezpieczeństwa i obrony nie była konkurencyjna wobec NATO.

      Premier Włoch Silvio Berlusconi na zakończenie sesji szefów rządów państw
      uczestniczących w Konferencji Międzyrządowej powiedział, że jeśli Polska i
      Hiszpania będą upierały się przy swoim stanowisku, w konstytucji europejskiej
      zostanie przyjęta zasada głosowania postanowiona w Nicei.

      Berlusconi wyraził nadzieję, że państwa uczestniczące w konferencji dojdą i w
      tej kwestii do porozumienia.

      Podczas konferencji prasowej premierowi Włoch pośrednio zaprzeczył
      przewodniczący Parlamentu Europejskiego Pat Cox, który przypomniał, że
      konstytucja europejska będzie zastępowała wszystkie przyjęte wcześniej
      traktaty, a więc także traktat z Nicei.

      Przewodniczący Komisji Europejskiej Romano Prodi wypowiadając się na temat
      stanowiska Polski i Hiszpanii, które sprzeciwiają się zasadzie głosowania
      większością państw i ich mieszkańców, zwrócił uwagę, że zasada głosowania w
      Unii przyjęta w projekcie konstytucji opracowanym przez Konwent ma
      charakter "znacznie bardziej uniwersalny i demokratyczny" niż zasada głosowania
      przyjęta w traktacie z Nicei

      Po raz pierwszy w historii konferencja międzyrządowa UE nie zaczyna debaty nad
      nowym unijnym traktatem od zera, lecz przyjęła za "dobrą podstawę" do
      rozpoczęcia obrad projekt konstytucji sporządzony przez Konwent Europejski,
      zgromadzenie przedstawicieli parlamentów i rządów.

      Projekt niemal bez zastrzeżeń podoba się Niemcom, Francji, Włochom, Belgii,
      Holandii i Luksemburgowi. Nawołują one do szybkiego uchwalenia konstytucji -
      najlepiej na szczycie 12-13 grudnia w Brukseli. Inne państwa chcą poprawiać
      dokument w różnych punktach.

      Szef polskiej dyplomacji Włodzimierz Cimoszewicz przyznał po sesji szefów
      państw, otwierającej konferencję międzyrządową w Rzymie, że "mówcy, którzy
      wyraźnie nawiązywali do systemu nicejskiego, stanowili mniejszość".

      "W przypadku niektórych innych kwestii, takich jak kwestia Komisji
      Europejskiej, składu, statusu komisarzy, znacznie częściej ten sam postulat był
      zgłaszany niż w przypadku Nicei. Ale kilka państw na ten temat się wypowiadało.
      Polska i Hiszpania bardzo jednoznacznie" - powiedział Cimoszewicz. Miller
      dodał, że "premier Aznar mówił bardzo jasno, bardzo zbliżonym do naszego
      językiem, natomiast premier (Słowacji Mikulasz) Dzurinda zachował w tej sprawie
      rezerwę".

      Premier podkreślił, że na pewno nie zgłosi jako pierwszy propozycji kompromisu
      między Polską i Hiszpanią, obstających przy nicejskim systemie głosowania w
      Radzie UE, a większością państw członkowskich, które chcą go zmienić.
      Cimoszewicz zaprzeczył przy tym, jakoby dopuszczanie przezeń podjęcia w 2008-
      2009 roku dyskusji o przyszłości tego systemu było sugestią kompromisu.

      ***

      Jak podał Reuter z Brukseli, powołując się na niewymienione z nazwiska
      osobistości oficjalne, Francja wezwała Unię Europejską do ustanowienia własnych
      sił paramilitarnych, które zajęłyby się zadaniami pokojowymi w krajach,
      przechodzących od konfliktów do stabilizacji. Siły te miałyby być oparte na
      francuskiej Gendarmerie, czy włoskich Carabinieri. Inicjatywa ta spotkała się
      z "dużym, ale nie jednomyślnym poparciem" na konferencji międzyrządowej w
      Rzymie - dodaje Reuter, przytaczając opinię dyplomatów. Jak zaznacza agencja,
      Francja, Włochy, Hiszpania, Portugalia, Holandia i Belgia mają już siły
      paramilitarne, które można byłoby włączyć do takich sił unijnych.

      rp, pap

      Sława!

      Debilny jest ten komputer obyczajowy: zakwsetionował mi wyraz "szachujemy" jako
      zawierający niecenzuralne słowo...
    • ignorant11 Referendum albo nic Jarosław Kaczyński 05.10.03, 01:51
      Referendum albo nic
      Tygodnik "Wprost", Nr 1088 (05 października 2003)


      Jarosław Kaczyński
      Prezes Prawa i Sprawiedliwości

      Projekt konstytucji europejskiej stawia przed Polakami dwa zasadnicze pytania:
      czy zaakceptować przedstawioną propozycję i w jaki sposób ją zaaprobować lub
      odrzucić. Jedyną odpowiedzią, jakiej można udzielić, jest jasne, pozbawione
      jakichkolwiek wątpliwości stwierdzenie: na projekt w obecnej wersji nie
      wyrażamy zgody i domagamy się przeprowadzenia referendum.
      Minęło mniej więcej sto dni od momentu, gdy decydowaliśmy o wejściu do unii, a
      ściślej o zaakceptowaniu traktatu akcesyjnego. Traktat dawał nam dobre warunki
      polityczne i jednocześnie skromne, wręcz trudne warunki gospodarcze.
      W Europie trzeba być, a jeśli się ma mocną pozycję w walce o swoje interesy,
      obecność ta jest czymś oczywistym. Unia to zespół państw narodowych
      załatwiających w niej swoje sprawy, w tym określających relacje z innymi
      państwami. Przykład zupełnie kuriozalny znajdziemy w samej konstytucji. Artykuł
      III-141, powołując się na niekorzystne skutki gospodarcze podziału Niemiec,
      mówi, że wobec dawnej NRD nie będą stosowane niektóre ograniczenia tzw.
      wspólnych polityk. Kto jeszcze w siłę narodowego interesu nie wierzy, niech
      zajrzy do danych dotyczących budżetu unii. Wynosi on procent europejskiego
      produktu krajowego brutto. Budżety państw członkowskich stanowią od 40 proc. do
      60 proc. PKB tych krajów. Tendencji, by przekazywać więcej pieniędzy unii, nie
      ma. Każdy pilnuje swego.
      Dziś proponuje się, choćby poprzez samo użycie nazwy "konstytucja" (a
      nie "traktat konstytucyjny"), dokument, w którym prawo państw narodowych ma
      mieć mniejszą moc niż unijne, nie kontrolowane władze z Brukseli zostaną
      umocnione i pojawi się możliwość prowadzenia wspólnej - czytaj:
      anytamerykańskiej - polityki zagranicznej. W takiej unii będzie można zawierać
      partykularne porozumienia militarne osłabiające NATO, pogorszy się pozycja
      państw mniejszych i - radykalnie - Polski. Ponadto dokument ten oparty jest na
      antychrześcijańskiej ideologii, tak bowiem trzeba traktować pominięcie zapisu
      dotyczącego tradycji chrześcijańskiej w preambule. Co to oznacza?
      Oznacza unię hegemonii silniejszych wobec słabszych, unię, w której solidarność
      bez hegemonii zastąpi ostatecznie hegemonia bez solidarności. Polskę już dziś
      próbuje się szantażować i jednocześnie namawiać, by za protekcję przy kasie -
      bardzo zresztą skromnej - wcieliła się w rolę niemieckiego klienta. Kto
      twierdzi, że można na tym skorzystać, jest albo skończonym głupcem, albo
      łotrem, świadomie z takich czy innych przyczyn działającym na szkodę własnego
      narodu. Powtórzę raz jeszcze: nasza rezygnacja z ustaleń nicejskich byłaby
      ustępstwem nie wobec Europy, ale wobec państw dążących do hegemonii, i
      spowoduje, że uzyskamy podrzędny status ze wszystkimi tego konsekwencjami w
      polityce, gospodarce, kulturze, a także w sferze świadomości historycznej. Rola
      biednych peryferii, którym będzie się przypisywało winy silniejszych, i którymi
      będzie można handlować - to byłby skutek kapitulacji.
      Nie wystarczy jednak powiedzieć: "Nicea albo śmierć". To tylko litera "a".
      Trzeba też powiedzieć "b". Konstytucja europejska, nawet jeśli będzie znacznie
      poprawiona, może być przyjęta tylko w referendum. Decyzja jest nie mniej ważna
      niż ta podejmowana w czerwcu. Ci, którzy nam wmawiają, że nie ma pola manewru,
      najwyraźniej uznają, iż już jesteśmy członkami drugiej kategorii. Przeciwnicy
      referendum zachowują się jak sztab, który planując bitwę, wyklucza z góry
      użycie najlepszej broni i skupia się na planach odwrotowych. Polska historia
      nieraz udowadniała, iż droga to do klęski. Mamy wystarczające środki, by tę
      bitwę wygrać.
    • ignorant11 Brawo! Pierwszy sukces... 05.10.03, 02:28
      Cimoszewicz: większość za prezydencją grupową


      (PAP) 05-10-2003, ostatnia aktualizacja 05-10-2003 00:13

      5.10.Warszawa (PAP) - Podczas sobotniej sesji ministrów spraw zagranicznych
      obecnych i przyszłych państw UE większość poparła polską propozycję powołania
      prezydencji grupowej - powiedział w sobotę późnym wieczorem dziennikarzom szef
      polskiej dyplomacji Włodzimierz Cimoszewicz

      Towarzyszył on w Rzymie premierowi Leszkowi Millerowi podczas sobotniej
      uroczystości otwarcia konferencji międzyrządowej, która ma ostatecznie
      opracować unijną konstytucję

      Przed południem odbyła się pierwsza sesja szefów rządów i państw, którzy
      później spotkali się ponownie na uroczystym śniadaniu, wydanym przez prezydenta
      Włoch Carlo Azeglio Ciampiego

      Miller spotkał się z premierem Włoch Silvio Berlusconim i - jak powiedział
      rzecznik rządu Marcin Kaszuba - przedstawił argumenty przemawiające za polskimi
      postulatami dotyczącymi konstytucji UE

      Obaj premierzy ustalili, że kontakty dwustronne będą intensywniejsze, a w
      najbliższym czasie ma dojść do ich kolejnego spotkania. Premier rozmawiał też z
      kanclerzem Niemiec Gerhardem Schroederem i prezydentem Francji Jacquesem
      Chirakiem

      W sobotę w Rzymie odbyła się też pierwsza w ramach konferencji międzyrządowej
      sesja ministrów spraw zagranicznych. Cimoszewicz powiedział, że ponieważ to
      Polska zgłosiła propozycję powołania prezydencji grupowej, satysfakcjonuje nas,
      iż "ogromna większość" uczestników tego spotkania opowiedziała się za tym
      pomysłem

      Jednocześnie przyznał jednak, że gdy chodzi o szczegóły, to jest bardzo wiele
      różnic. Różne są np. zdania, ile państw miałoby tworzyć prezydencję grupową -
      Polska zaproponowała 4 państwa, pojawiały się też opinie, że powinno być ich 3
      albo 5

      Padły też co najmniej trzy warianty odnośnie tego, jak długo powinna trwać
      kadencja prezydencji grupowej - 1 rok, 18 miesięcy, 2 lata. Nie ma też
      zgodności, czy w ramach prezydencji grupowej obowiązywać ma zasada rotacji w
      kierowaniu poszczególnymi radami sektorowymi

      "Jedyny wniosek, jaki w tej chwili sformułowałbym, to, że dominuje poparcie dla
      idei. Włosi zaproponowali, że opracują projekt przepisu Traktatu
      Konstytucyjnego ujmując w kwadratowe nawiasy te stwierdzenia, które w tej
      chwili wywołują różnice stanowisk" - powiedział Cimoszewicz. Ocenił jednak, że
      szansa na wprowadzenie prezydencji grupowej jest obecnie większa niż mógł
      przypuszczać jeszcze dwa tygodnie temu

      Szef MSZ poinformował też, że w zasadzie doszło do zgody, aby nie tworzyć Rady
      Legislacyjnej

      Cimoszewicz powiedział, że jeszcze nie wiadomo, czy na kolejnym szczycie szefów
      państw i rządów, który odbędzie się za dwa tygodnie w Brukseli, przywódcy zajmą
      się kwestią systemu podejmowania decyzji w Radzie UE - za czym opowiada się
      Polska

      Chcemy utrzymania systemu nicejskiego, w projekcie konstytucji zaproponowano
      jego zmianę na metodę mniej dla Polski korzystną

      Szef MSZ dodał, że oczekuje, iż Włochy, przewodniczące Unii w tym półroczu, w
      najbliższych dniach przedstawią propozycje porządku obrad szczytu i będzie on
      już znany podczas następnego spotkania ministrów spraw zagranicznych, które
      odbędzie się za tydzień w Luksemburgu. (PAP) mok/ bno/
    • ignorant11 Polskie veto dla niemieckiej hegemonii 05.10.03, 13:01
      UE/ "Spiegel": Niemiecki rząd grozi fiaskiem konstytucji UE


      (PAP) 05-10-2003, ostatnia aktualizacja 05-10-2003 11:34

      5.10.Berlin (PAP) - Niemiecki rząd grozi - według niemieckiego tygodnika "Der
      Spiegel" - doprowadzeniem do fiaska rozpoczętych w sobotę obrad nad nową
      konstytucją europejską, jeżeli 25 krajów nie dojdzie do porozumienia w kwestii
      zmiany systemu głosowania w europejskiej Radzie Ministrów

      Powołując się na opinię kanclerza Gerharda Schroedera, niemiecki magazyn podał
      w niedzielę, że jeżeli Hiszpania i Polska będą chciały podczas konferencji
      międzyrządowej zachować "partout" (bezwarunkowo) swoje stanowisko, Niemcy
      pozostaną również "twarde jak kość"

      Warszawa i Madryt domagają się utrzymania w mocy ustalonego w 2000 r. w Nicei
      systemu głosowania, przyznającego obu krajom tylko dwa głosy mniej niż
      największym krajom Unii - m.in. Niemcom i Francji. Berlin dąży natomiast do
      przyjęcia propozycji Konwentu Europejskiego, który znacznie wzmocnił rolę
      krajów o dużej liczbie ludności w podejmowaniu zapadających większością głosów
      decyzji

      Jak dowiedział się "Spiegel", w niemieckim ministerstwie spraw zagranicznych
      krąży pogląd, iż podczas końcowej rundy rozmów w grudniu br. należy w razie
      konieczności wstrzymać prace nad całą konstytucją

      Szefowie rządów oraz ministrowie spraw zagranicznych 15 obecnych oraz 10
      przyszłych państw Unii Europejskiej rozpoczęli w sobotę w Rzymie konferencję na
      temat ostatecznego kształtu Traktatu Konstytucyjnego. Uczestnicy obrad
      zapowiedzieli, że będą dążyć do przyjęcia konstytucji przed końcem bieżącego
      roku. (PAP) lep/ dmi/ mw/
    • ignorant11 Niemiecka próba dyktatu 05.10.03, 13:38
      Dlaczego Niemcy nie chcą Nicei


      Rozmawiała Anna Rubinowicz-Gründler, Berlin 03-10-2003, ostatnia aktualizacja
      03-10-2003 18:12

      Nie pozwolimy, aby Polacy dyktowali nam, że w konstytucji ma być
      chrześcijaństwo i Nicea, bo inaczej weto! - mówi Ulrike Guérot

      Anna Rubinowicz-Gründler: Dlaczego Niemcy nie chcą się zgodzić na polski
      postulat utrzymania układu sił z Nicei? Dotychczas zasadą UE było, że duże
      państwa odstępowały część swej siły mniejszym. Czy Niemcy mają dość tej
      niesprawiedliwości?

      Ulrike Guérot: - Traktat nicejski jest nie do przyjęcia, bo nie wystarczy, aby
      uczynić Europę efektywną po rozszerzeniu. Nicea to był najmniejszy wspólny
      mianownik. Ten traktat nie wystarcza, nie ze względu na ważenie głosów, tylko
      dlatego, że nicejska potrójna większość złożona z ważonych głosów państw i
      ludności jest tak skomplikowana, że nigdy nie uda się zbudować "winning
      coalitions" (koalicji zwycięzców), o ile kwalifikowana większość ma wynosić 73
      proc. głosów. Według tego systemu nie da się skonstruować żadnej większości
      typu biedni kontra bogaci albo nowi kontra starzy członkowie, płatnicy netto
      kontra reszta, północ kontra południe. Natomiast nowa wersja traktatu
      przewidująca podwójną większość daje 80-proc. szansę tworzenia koalicji do
      podejmowania decyzji. Rozumiem, że Polska chce zatrzymać swoich 27 głosów, ale
      także Polska ma interes w tym, aby rozszerzona Unia funkcjonowała. A z Niceą
      nie zadziała.

      A może są inne względy zmiany tego systemu, np. "kara" dla Polski i Hiszpanii
      za nieposłuszeństwo w sprawie Iraku?

      - To kompletny nonsens! Chodzi wyłącznie o skuteczność Europy. Polacy jeszcze
      nie doświadczyli, co to znaczy, bo jeszcze nie brali udziału w unijnych
      decyzjach. Stawiają żądanie i może nawet nie wiedzą, jaką szkodę wyrządzają w
      rzeczywistości. Rozumiem, że Polska buduje pozycję do negocjacji, ale polski
      pakiet jest tak obszerny i ciężki: komisarz, 27 głosów, odwołanie się do
      wartości chrześcijańskiej w preambule konstytucji i sprawy obronne. Mogę
      Polakom tylko poradzić: zdecydujcie się na coś, bo wszystkiego nie dostaniecie.
      My też nie pozwolimy, aby Polacy dyktowali nam, że w konstytucji ma być
      chrześcijaństwo i Nicea, bo inaczej weto!

      A jeśli Polska uprze się przy Nicei?

      - Jedyny możliwy kompromis jest taki, że zachowując Niceę, obniżamy poprzeczkę
      dla większości kwalifikowanej z 73 do 60 proc., żeby takie decyzje w ogóle
      mogły zapadać. Ale wtedy 27 głosów straci faktycznie na wartości.

      Niemcy powtarzają, że unijna konstytucja powinna być przyjęta w takim
      kształcie, jak uchwalił ją konwent konstytucyjny, bez poprawek. Czy to
      realistyczne podejście?

      - Myślę, że tak, choć rząd Schrödera już znalazł się pod presją opozycji. CSU
      opublikowała dziesięciopunktowy katalog poprawek, chodzi m.in. o odwołanie się
      do Boga oraz o zmniejszenie niektórych kompetencji Brukseli. Ponieważ
      konstytucję muszą ratyfikować obie izby niemieckiego parlamentu, a w
      Bundesracie CDU/CSU ma większość, chadecja ma instrument nacisku. Mimo to
      oficjalne stanowisko rządu brzmi na razie: nie ruszać projektu, ale po cichu
      rząd dodaje, że jeśli inni wyciągną swoje listy postulatów, to my też to
      zrobimy.

      Co mogłoby się znaleźć na niemieckiej liście życzeń?

      - Trudno powiedzieć. Niemcy nie mają problemów z osiągniętymi rozwiązaniami
      instytucjonalnymi: ze zmniejszeniem Komisji, z likwidacją rotacyjnego
      przewodnictwa w UE, z przyjętym rozwiązaniem dotyczącym głosowania
      większościowego. Jeśli już, to najbardziej prawdopodobne wydaje mi się
      podważenie zmian w Komisji [gdzie od 2009 r. ma obowiązywać rotacja komisarzy -
      red.]. Można argumentować, że jeśli w Komisji zapadłaby jakaś decyzja żywotnie
      dotykająca Niemiec, to nie będzie ona wiarygodna w Niemczech, jeśli w Komisji
      zabraknie akurat niemieckiego komisarza.

      A odwołanie do wartości chrześcijańskiej w preambule konstytucji?

      - To ważny temat, bardziej dla opozycji niż dla rządu. Chodzi oczywiście o
      członkostwo Turcji w UE - jeśli wpisze się do konstytucji odwołanie do
      chrześcijaństwa, to buduje się przeszkodę dla przyjęcia Turcji do UE.

      Do tej pory przeciwko wpisaniu wartości chrześcijańskich do konstytucji
      występowała raczej Francja niż Niemcy, mimo że rząd Schrödera jest raczej
      zwolennikiem przyjęcia Turcji do Unii. Czy stanowisko Niemiec może się jakoś
      zmienić?

      - To bardzo trudne do oszacowania. Z jednej strony rząd może dostać się pod
      presję opozycji, z drugiej strony Schröder może chcieć okazać solidarność z
      Francją. Ale nie wykluczam, że Schröder raczej będzie się kierował względem na
      opozycję niż na Francję.

      Co sądzi Pani o spekulacjach, że oprócz politycznej argumentacji w grze o
      konstytucję UE mogą pojawić się pieniądze z przyszłego budżetu UE?

      - Obawiam się, że tak będzie. To najgorszy scenariusz: że nie da się rozdzielić
      reform instytucjonalnych od negocjacji nad nowym budżetem UE. Że Hiszpania
      powie: OK, rezygnujemy z 27 głosów w zamian za fundusze kohezyjne, a Polska:
      OK, rezygnujemy z komisarza za 100-proc. dopłaty bezpośrednie dla rolników od
      początku członkostwa itd. To zresztą scenariusz, na który Niemcy nie przystaną,
      bo w ostatecznym rozrachunku te roszczenia finansowe musiałyby sfinansować
      Niemcy, co w obecnej sytuacji finansowej kraju uważam za wykluczone.

      Skoro Niemcy nie chcą nic zmieniać, w takim razie po co jest konferencja
      międzyrządowa? Tylko żeby przyklepać projekt Konwentu?

      - A po co był Konwent? Czy nie opowiadaliśmy ludziom, że tym razem zrobimy
      inaczej, że będzie Konwent i powszechna dyskusja? Po co była strona
      internetowa, na której każdy mógł wpisywać swe życzenia wobec konstytucji? Po
      co przesłuchania z udziałem organizacji pozarządowych? Po to, żeby 25 ministrów
      spraw zagranicznych wszystko to teraz przewróciło na Niceę? Czy to nie byłoby
      oszustwem wobec obywateli? Uważam, że trudna praca 105 Europejczyków zasługuje
      na nieco więcej respektu, tym bardziej że szefowie rządów - jak widać po
      Amsterdamie czy Nicei - nie potrafią tego zrobić lepiej?

      A co będzie, jeśli Polska zdecyduje się na weto w sprawie ważenia głosów?

      - Wtedy będziemy musieli żyć z Niceą, mam nadzieję, że przynajmniej z paroma
      poprawkami, jak już mówiłam, z obniżeniem kworum do 60 proc. Najpóźniej po roku
      okaże się, że Unia nie jest w stanie działać na tych warunkach, że trzeba
      powołać nowy Konwent albo nową konferencję międzyrządową. Jeśli Unia nie będzie
      dobrze działać, nikt na tym nie zyska, bo jak będzie blokada, to odżyją ruchy
      antyeuropejskie, ci Haiderowie i Le Penowie.

      W ostatecznym rozrachunku chodzi o pytanie, czy lepiej jest nam żyć z Unią, czy
      bez niej. Do tej pory wszyscy odpowiadali, że lepiej jednak z Unią. Ale dobre
      rzeczy mają swoją cenę, którą wszyscy musimy zapłacić.

      Czy Niemcy mogą pomóc Polsce wyjść z twarzą z tego konfliktu?

      - Jest pewne pole manewru, np. invocatio Dei w preambule konstytucji
      europejskiej i skład Komisji - dwa ważne postulaty, które można jakoś
      uwzględnić. Pytanie, czy w takim wypadku Polska zrezygnowałaby z pozostałych
      postulatów.

      * dr Ulrike Guérot jest szefową badań europejskich w Niemieckim Towarzystwie
      Polityki Zagranicznej w Berlinie
    • ignorant11 Jak UE niszczy polską gospodarkę... 08.10.03, 19:35
      Rząd idzie na udry z Cargillem


      nik 08-10-2003, ostatnia aktualizacja 08-10-2003 18:16

      Rada Ministrów odrzuciła we wtorek propozycję ugody z amerykańskim koncernem
      spożywczym w sprawie dotyczącej wyników negocjacji z UE

      Spór między rządem a firmą Cargill to bezpośredni skutek ustaleń, jakie zapadły
      podczas negocjacji członkowskich z Unią Europejską. Cargill jest właścicielem
      podwrocławskiej fabryki izoglukozy, słodkiego syropu sporządzanego z mąki
      pszennej, używanego - zamiast cukru z buraków - do słodzenia napojów
      bezalkoholowych, np. coca-coli. Należące do Cargilla zakłady mogą rocznie
      wyprodukować ok. 120 tys. ton izoglukozy - i mniej więcej na tyle ocenia się
      krajowe zapotrzebowanie na syrop.

      Problem w tym, że w trakcie negocjacji w obszarze "rolnictwo", Polska i Unia
      Europejska ustaliły, że w naszym kraju będzie się wytwarzać mniej niż 30 tys.
      izoglukozy rocznie (resztę trzeba będzie importować). To znaczyłoby, że
      amerykańska firma musi radykalnie zredukować produkcję.

      Na początku września br. Cargill wystąpił więc z kompromisową propozycją -
      Polska ma mu wypłacić odszkodowanie w kwocie nie mniejszej niż 130 mln dolarów.
      W swoim żądaniu, opierał się na treści porozumienia handlowego ze Stanami
      Zjednoczonymi, które chroni amerykańskich inwestorów w Polsce.

      W środę rząd jednak odrzucił tę ofertę. - Roszczenia należy uznać za
      bezzasadne - głosi oficjalny komunikat. - Konieczność dostosowania prawodawstwa
      polskiego do ustawodawstwa Unii Europejskiej wynika z zapisów Układu
      Europejskiego, który wszedł w życie 1 lutego 1994 r., a więc obowiązywał już w
      momencie wejścia w życie Traktatu z USA - wynika z komunikatu.

      Rząd, odrzucając propozycję ugody, poinformował, że podda się procedurze
      arbitrażu międzynarodowego. Związane z tym koszty - uznała Rada Ministrów -
      będą niewspółmierne niższe.
    • travel_wawa Słowiańszczyzna w UE? 10.10.03, 23:42
      Wiele do zrobienia:
      Najpierw zlikwidować szlabany w Cieszynie i granice w Tatrach.
      Komunistyczna izolacja naszych spoleczenstw poczynila sporo spustoszen, w ten
      sposob to sie nadrobi.
      Drugie zadanie - wspieranie Ukrainy w jej dazeniach do wstapienia do UE.
      Trzecie, najtrudniejsze Bialorus: wspieranie opozycji, obalenie Lukaszenki,
      wejscie Bialorusi do UE.

      No chyba starczy, mam nadzieje, ze tego dozyjesmile
      • ignorant11 Re: Słowiańszczyzna w UE? 11.10.03, 06:06
        travel_wawa napisał:

        > Wiele do zrobienia:
        > Najpierw zlikwidować szlabany w Cieszynie i granice w Tatrach.
        > Komunistyczna izolacja naszych spoleczenstw poczynila sporo spustoszen, w ten
        > sposob to sie nadrobi.
        > Drugie zadanie - wspieranie Ukrainy w jej dazeniach do wstapienia do UE.
        > Trzecie, najtrudniejsze Bialorus: wspieranie opozycji, obalenie Lukaszenki,
        > wejscie Bialorusi do UE.
        >
        > No chyba starczy, mam nadzieje, ze tego dozyjesmile

        Sława!

        Czwarte: izolowanie FRanco-Niemiec i przekształcenie UE w twór NAFTApodobny.

        Piąte: wszpólna strefa USA, Rosją, Bliskim Wschodem, ASEAN, Japonią...
        • travel_wawa Z Rosja to bym zaczekal... 11.10.03, 09:47
          ...az troche zmienia swoja mentalnosc.
          Jak na razie to zamykaja kraj przed cudzoziemcami wymagajac zaproszen,
          rejetracji, Bog wie czego...potem mowia, ze to Polacy odgradzaja sie wizami.

          Odgradzanie sie od Europy to zly pomysl.

          Ja tam lubie podroze bez paszportu i kontroli granicznych, ale skoro Rosjanom
          to jest obce?

          Dlatego obstaje przy marzeniach, ktore moga sie spelnic za mojego zyciasmile
          Ucywilizowanie Rosji to zadanie dla przyszlych pokolen.
    • ignorant11 Kłótnia w NATO o unijną konstytucję - Amerykanie z 17.10.03, 00:28

      • ignorant11 Re: Kłótnia w NATO o unijną konstytucję - Ameryka 18.10.03, 06:40
        Sława!
        Nowy spór USA z Europą: awantura o obronę

        Robert Sołtyk, Bruksela, kid 17-10-2003, ostatnia aktualizacja 17-10-2003 19:26

        Nowy spór przez Atlantyk. Polska nie chce takiej współpracy obronnej Unii
        Europejskiej, która byłaby "nieprzejrzysta i zamknięta dla innych państw". Tym
        samym popieramy stanowisko USA w nowym sporze transatlantyckim

        Polski ambasador przy NATO z takim przesłaniem wystąpi na poniedziałkowej
        nadzwyczajnej Radzie NATO w Brukseli poświęconej tworzonej właśnie tożsamości
        obronnej UE.

        Awantura w Sojuszu, którą rozpoczął w środę ambasador USA przy NATO Nicholas
        Burns, przyćmiła szczyt Unii w Brukseli, na którym miały zapaść decyzje o
        zapisach konstytucji w sprawie współpracy obronnej. Burns mówił w NATO
        o "zagrożeniu fundamentów NATO", gdyż Europejczycy odmawiają dyskusji o
        stosunkach między obydwoma organizacjami. Jeszcze większym zaskoczeniem była
        ostra odpowiedź Francji i Niemiec, ale też Hiszpanii i Włoch, że o konstytucji
        Europejczycy chcą wpierw porozmawiać sami.

        By zapobiec eskalacji napięcia, przywódcy Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii i
        Belgii postanowili więc odłożyć decyzje na później.

        Dyplomaci brytyjscy w kuluarach zapewniali, że USA nie ma powodów do obaw. -
        Nasza intencją jest upewnienie się, że nic nie podważy znaczenia NATO jako
        gwaranta terytorialnej obrony Europy - mówił brytyjski szef MSZ Jack Straw. -
        Czy ktoś przytomny wyobraża sobie, że Londyn mógłby wystąpić przeciw
        Waszyngtonowi? - pytał retorycznie jeden z obserwatorów.

        Polski szef MSZ Włodzimierz Cimoszewicz widział rzeczy inaczej. - Nie zaskakują
        mnie krytyczne uwagi naszego amerykańskiego partnera i to, że USA są
        zainteresowane przebiegiem dyskusji w UE. Nasze ustalenia będą miały wpływ na
        stosunki transatlantyckie i rolę NATO w Europie. Polskie uwagi do projektu
        konstytucji wiążą się m.in. z obawą o osłabienie roli NATO.

        Chodzi o art 40 pkt. 7 i III-214 (patrz ramka), które nie tylko w opinii USA i
        Polski nie są jasne. Mowa jest w nich o deklaracji, której treści dotąd nie ma;
        o grupie współpracujących państw, która także nie jest znana (wspólną
        inicjatywę obronną odebraną jako wrogą wobec NATO, gdyż wspominającą o
        niezależnym sztabie, przedstawiły w kwietniu Francja, Niemcy, Belgia i
        Luksemburg); wreszcie są swoiste gwarancje bezpieczeństwa, wedle których
        udzielenie pomocy sprowadza się do... dyskusji ministrów.

        Amerykanie wystąpili w środę ostro, choć wiedzieli, że propozycja tych zapisów
        w konstytucji autorstwa Brytyjczyków, Niemców i Francuzów nie jest już
        aktualna, bo premiera Blaira nie przekonały ogólnikowe zapewnienia prezydenta
        Chiraca co do oddzielnej od NATO komórki planowania przyszłej europejskiej
        armii. Dlaczego to zrobili? Obserwatorzy spekulują, że mogą być dwa powody. Po
        pierwsze, ekipa Busha zaczęła nie dowierzać Blairowi i jego proeuropejskim
        doradcom, więc przywołała ich do porządku. Wedle drugiej wersji jesteśmy
        świadkami teatru, a dramatyczne gesty Burnsa miały wzmocnić Blaira w jego
        dyskusjach z Francją i Niemcami.

        Chirac mówił wczoraj, że "europejska obrona bez Brytyjczyków byłaby projektem
        niekoherentnym". Zapewnił, że współpraca obronna Unii nie podważa zobowiązań
        wobec NATO.

        Cimoszewicz przestrzegał w Brukseli przed kosztownym dublowaniem struktur
        obronnych. Europejski sztab w Tervuren to już jednak idea nieaktualna -
        Brytyjczycy uzyskali od Francji i Niemiec zgodę, by ten sztab to była grupa
        kilkudziesięciu oficerów przemieszczających się między Londynem, Paryżem,
        Berlinem, Rzymem i Atenami. Ewentualne operacje wojskowe Unii byłyby prowadzone
        albo w oparciu o infrastrukturę NATO (jak to jest w przypadku misji w
        Macedonii), albo sztabów narodowych (jak było z misją w Kongu).

        Premier Leszek Miller po dyskusjach w Brukseli: - Łatwo będzie osiągnąć
        kompromis w sprawie wspólnej polityki bezpieczeństwa i obrony. Trzeba działać
        na rzecz zwiększenia tożsamości obronnej Europy, ale nie wolno czynić niczego,
        co byłoby konkurencyjne wobec NATO.




        Pozdrawiam i zapraszam na:
        Forum Słowiańskie


        Ignorant
      • ignorant11 bez paniki, Europa jest za biedna 18.10.03, 06:41
        Sława!
        Amerykański analityk: bez paniki, Europa jest za biedna

        Dla "Gazety" komentuje Clark Murdock, analityk obronny, były zastępca dyrektora
        departamentu planowania lotnictwa wojskowego USA:

        Nie widzę w planach budowy europejskiego dowództwa obronnego większego
        zagrożenia dla NATO, choć rozumiem motywy Białego Domu, który przeciwko temu
        dowództwu głośno protestuje.

        Głównym celem budowy takiego dowództwa ma być bowiem nie reforma europejskich
        sił zbrojnych, lecz zagranie na nosie Amerykanom. Zamiast wydawać miliony
        dolarów na zbędną strukturę, Europejczycy powinni skoncentrować się na
        prawdziwych reformach - budowie sił szybkiego reagowania, wywiadzie
        satelitarnym.

        Czy Francuzi i Niemcy tego chcą, czy nie - europejska obronność jest ściśle
        powiązana z Ameryką. Chciałbym zobaczyć, jak kanclerz Niemiec wytłumaczy swym
        wyborcom potrzebę wydania miliardów np. na budowę samolotu transportowego,
        jeśli Amerykanie mogą ich użyczyć prawie za darmo.

        W planach Francji i Niemiec nie widzę zagrożenia z tego prostego powodu, że
        kraje te nie mają pieniędzy na samodzielną politykę obronną. Poza tym z kim
        chciałyby ją robić? Większość krajów w UE nie będzie przecież chciała zrywać
        porozumień z USA. Wszystkie niezbędne reformy Europejczycy mogą i powinni
        prowadzić poprzez NATO.




        Pozdrawiam i zapraszam na:
        Forum Słowiańskie


        Ignorant
      • ignorant11 Re: Kłótnia w NATO o unijną konstytucję - Ameryka 18.10.03, 06:43

        Sława!

        Dla "Gazety" komentuje Dominique Moisi, wiceszef Francuskiego Instytutu
        Stosunków Międzynarodowych (IFRI), jeden z najbardziej proatlantyckich
        ekspertów w Paryżu:

        Obecna kłótnia Ameryki z Europą w sprawach obronności to wiele hałasu o nic.
        To, co się dzieje, to ledwie przesunięcie akcentów. Po wojnie w Iraku i w
        obliczu tego, jaka jest tam teraz sytuacja, obserwujemy powrót Brytyjczyków do
        ducha współpracy wojskowej z Francją ze szczytu z St. Malo, gdzie rozpoczęto
        marsz w stronę europejskiej obronności.

        Dostrzegam trzy elementy. Po pierwsze, Europejczycy po miesiącach nieobecności
        na europejskim polu obronności powoli odzyskują właściwy rytm. Po drugie, Blair
        osłabiony w polityce wewnętrznej za postawę wobec Iraku wysyła sygnały, że
        zachowuje wobec Waszyngtonu pewną autonomię. I po trzecie, to właśnie wywołuje
        podenerwowanie rządu USA, który uważa, że obrona europejska ma być budowana
        wyłącznie wokół NATO. Dostrzegam w tej reakcji coś przesadzonego i
        anachronicznego.

        By uspokoić nastroje, dyskusje o obronności zostaną teraz ze strony
        Europejczyków na kilka tygodni zamrożone. Porozumienie w tych sprawach w
        europejskiej konstytucji jednak będzie - jak zawsze Europejczycy w ostatniej
        chwili znajdą kompromis.



        Pozdrawiam i zapraszam na:
        Forum Słowiańskie


        Ignorant
    • ignorant11 Mamy wspólne interesy 17.10.03, 02:48

    • ignorant11 Pozycji Polski w Europie nie można umocnić (1) 18.10.03, 07:20
      Sława!
      Pozycji Polski w Europie nie można umocnić poprzez konflikt z Niemcami i
      Francją

      Jacek Pawlicki 13-10-2003, ostatnia aktualizacja 15-10-2003 23:25

      Polska utrzyma swą mocną pozycję w Unii, jeśli przekona Niemcy i Francję, że
      leży to w interesie ich i Unii jako całości. To niezwykle trudne zadanie, ale
      nie ponad nasze siły - pisze Jacek Pawlicki



      Dlatego też rząd powinien zrobić wszystko, by twarda walka o miejsce w
      przyszłej Unii nie naraziła na szwank stosunków Polski z Niemcami, naszym
      strategicznym partnerem w Europie. W przypadku Francji mamy ten luksus, że
      gorzej już chyba być nie może. Oczywiście to marne pocieszenie...

      Pierwsze ostrzeżenie

      Negocjacje w sprawie europejskiej konstytucji są wielkim sprawdzianem polskiej
      polityki zagranicznej, która dotąd jakoś rządowi Millera wychodziła.
      Największymi zadaniami tej polityki - po wynegocjowaniu korzystnych dla nas
      zapisów dotyczących głosów w Radzie Ministrów UE - powinna być budowa
      nowego "partnerstwa równych" z Niemcami i próba odbudowania stosunków z
      Francją. Te ostatnie są trudne, emocjonalne i naznaczone wzajemnymi animozjami
      oraz stereotypami.

      Wpadka z francuskimi rakietami Roland znalezionymi w Iraku i kompromitacja, po
      tym jak błędnie oceniając ich rok produkcji, zasugerowaliśmy, że Francja łamie
      embargo ONZ, pokazuje, jak bardzo antyfrancuskie są polskie elity. Gdyby polscy
      żołnierze znaleźli w Iraku np. rakiety brytyjskie, nikt nie pisnąłby publicznie
      ani słowa, a między Warszawą i Londynem rozdzwoniłyby się czerwone telefony. W
      wypadku francuskich rakiet nikomu nie przyszło do głowy, by skonsultować się z
      francuskimi ekspertami wojskowymi czy MSZ. - Dowalimy żabojadom! - pomyślał
      pewnie ten, kto zdecydował o puszczeniu "na drut" informacji o rakietach bez
      uprzedniego sprawdzenia całej sprawy. Dowalił owszem, ale Polsce...

      Nie bez kozery Francuzi "wyciągnęli" całą sprawę w dniu otwarcia konferencji
      międzyrządowej, najważniejszego wydarzenia w polsko-unijnych stosunkach od
      szczytu w Kopenhadze w 2002 r. Trudno o lepszy moment na wytknięcie
      niekompetencji kraju, który ma ambicje ratowania "spójności i solidarności
      Europy".

      Jastrzębie nad konstytucją

      Bicie się w piersi za gafę z rakietami nie zmieniło polskiego poczucia
      bezwzględnej racji w sprawie Nicei. Kiedy red. Piotr Wierzbicki ze skrajnie
      antyrządowej "Gazety Polskiej" pochwalił publicznie ministra Włodzimierza
      Cimoszewicza za twardość w walce o korzystne dla Polski zapisy traktatu z
      Nicei, pomyślałem sobie, że Polska stanęła na głowie. Po chwili zrozumiałem, że
      to dobrze, bo bez sięgnięcia po sztukę politycznej akrobacji nie osiągniemy
      swego celu.

      Niestety, Polska nie bacząc na własne słabości, rozkochała się w twardości i
      przekonaniu, że ma rację bez względu na argumenty partnerów. Nawet zakładając,
      że ją mamy - w Europie tak jak wszędzie - nie wystarczy mieć racji i nie
      wystarczy być twardym. Rację trzeba jeszcze udowodnić, a twardość zamienić w
      sukces negocjacyjny. A z tym na razie nie jest dobrze.

      Na razie dominuje "twardość dla twardości". Ludzie z otoczenia negocjatorów
      mówią o swoistym paraliżu. Ten, kto śmie się wychylić i wystąpić przeciw
      oficjalnej "twardej linii" obrony Nicei, jest natychmiast atakowany, nie tylko
      przez opozycję. Minister Hübner poszła pod pręgierz populistów w Sejmie za to,
      że jest zbyt łagodna. Choć wotum nieufności wobec niej przepadło z kretesem,
      pozostał niesmak. Hübner postrzegana jako zwolenniczka kompromisu zapłaciła też
      swoistą cenę za brak twardości w sprawie Nicei. Premier nie zabrał jej na
      rozpoczęcie konferencji międzyrządowej do Rzymu - oficjalnie dlatego, że
      polityka międzynarodowa to konstytucyjne uprawnienie ministra Cimoszewicza.
      Nieoficjalnie w obozie "jastrzębi", z min. Cimoszewiczem na czele, nie ma
      miejsca na "gołębicę".

      Emocje w sprawie konstytucji nie sprzyjają zdrowemu rozsądkowi. Co więcej,
      sojusz z Hiszpanią w sprawie obrony Nicei głaszcze polską duszę, ma w sobie coś
      z obrony rzeczy niemożliwych, bycia "Chrystusem narodów". Alians z Niemcami
      wymaga za to dalekowzroczności, wysiłku i wielkiego zaufania do chłodnego,
      skąpego i igrającego jak z ogniem sprawą Centrum przeciw Wypędzeniom -
      partnera. Słowem jest mało sexy.

      Obrona Nicei - nawet jeśli skończy się klęską - przejść może do historii jako
      kolejny narodowy zryw. Wpisuje się w silny w naszej świadomości stereotyp
      Polski skrzywdzonej przez mocarzy, oszukiwanej, zrywającej się do powstań,
      niemających szans na zwycięstwo, a jednak podziwianych.

      Tymczasem rozum podpowiada trzymanie emocji na wodzy i robienie trzeźwych
      rachunków. W historii Unii Europejskiej nie ma inicjatywy, która przyjęłaby się
      bez aprobaty Niemiec i Francji. Chyba że Polsce marzy się rola drugiej Wielkiej
      Brytanii, eurosceptycznej i wiecznie na marginesie, krytycznej i budującej swą
      pozycję w Unii na występowaniu przeciw kolejnym inicjatywom integracyjnym.
      Miejsce "hamulcowego" pewnie się wkrótce zwolni, gdyż premier Tony Blair prze
      do Europy. Pytanie, czy Polska ma taki potencjał gospodarczy i dyplomatyczny i
      wielowiekową tradycję mocarstwową jak Wielka Brytania?

      Wybór i kalkulacje

      Wybór: "upieranie się przy swoim i weto albo kompromis", jest trudny, a emocje
      urosły tak bardzo, jakbyśmy mieli decydować się na coś, co odczujemy na własnej
      skórze, za chwilę. Tymczasem dotkliwe dla nas zmiany w sposobie liczenia głosów
      zaczną obowiązywać dopiero w listopadzie 2009 r. Rację mają ci, którzy mówią,
      iż obecnym krajom UE, a w szczególności Niemcom i Francji, zależy, żeby już
      teraz - przed rozszerzeniem - przesądzić zmianę. Mocarstwa chcą mieć gwarancję,
      że po 2009 r. ułożą Europę według własnych potrzeb, a kraje w rodzaju Polski
      nie będą blokowały jej rozwoju ani awanturowały się o pieniądze. Nie wierzą też
      w traktat z Nicei, przez który zdaniem wielu unijnych ekspertów może dojść do
      paraliżu decyzyjnego w rozszerzonej Unii.

      Zgoda, według naukowych symulacji prawdopodobieństwo zawarcia konstruktywnej
      koalicji na podstawie zapisów z Nicei sięga 3 proc. W dzisiejszej Unii przy
      obecnym układzie głosów prawdopodobieństwo to wynosi nieco ponad 7 proc. i Unia
      jakoś nie stoi w miejscu, a blokady decyzyjne w poszczególnych ministerialnych
      radach branżowych zdarzają się niezmiernie rzadko.

      W perspektywie rozwoju wydarzeń na świecie sześć lat, które mamy na stosowanie
      korzystnych zapisów z Nicei, to niemal wieczność. Biorąc pod uwagę dystans
      dzielący nas od średniaków w Unii, który chcemy odrobić dzięki unijnym
      funduszom, sześć lat to chwila. Według najbardziej optymistycznych szacunków
      Brukseli nawet przy niezłym tempie rozwoju gospodarczego droga do unijnej
      średniej zajmie nam aż ćwierć wieku! Wszystko zależy od tego, jak wykorzystamy
      tę bardzo długą chwilę.

      Warto pamiętać jednak, że do listopada 2009 r. Polska będzie miała w Radzie
      Ministrów UE tylko dwa głosy mniej niż Niemcy i bez jej zgody nie przejdzie
      właściwie żadna ważna decyzja. Do 2009 r. będziemy mogli zadbać o politykę
      spójności - czyli fundusze strukturalne. Przypilnujemy też unijnej Wspólnej
      Polityki Rolnej, by nie poszła w niekorzystnym dla nas kierunku.

      Jeśli do listopada 2009 r. wzmocnimy swoją pozycję w Unii, pokażemy, że można
      na nas liczyć w integracji, a jednocześnie umiemy walczyć o swoje interesy,
      zmniejszenie wagi na instytucjonalnej szali Unii nie będzie tragedią. Pytanie,
      czy to wszystko nam się uda, biorąc pod uwagę wewnętrzne waśnie, widmo rządów
      populistów i słabość naszej administracji.




      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie


      Ignorant
      • ignorant11 Pozycji Polski w Europie nie można umocnić (2) 18.10.03, 07:21
        Sława!
        Pozycji Polski w Europie nie można umocnić poprzez konflikt z Niemcami i
        Francją (2)


        Mocarstwo na dotarciu

        Eksperci są zgodni, że siła Polski w Unii nie będzie zależała od jednorazowego,
        efektownego zrywu, ale od poziomu elit rządzących, klasy eurodeputowanych, siły
        administracji i wreszcie - umiejętności budowania i lawirowania między
        sojuszami. W tym wymiarze Polska potrzebuje zarówno pragmatycznych sojuszy z
        Niemcami, krajami wyszehradzkimi, politycznych związków z Francją, jak i
        emocjonalnych sojuszy w rodzaju tego z Hiszpanią.

        Tak więc "wierzyć Niemcom czy też Hiszpanom" jest w gruncie rzeczy sztucznym
        dylematem. Musi to zrozumieć polska klasa rządząca, zanim rząd zdecyduje się
        wetować europejską konstytucję z powodu konieczności obrony Nicei. Nie ma
        wątpliwości, że Polsce trudno byłoby zaistnieć w Unii w stanie "wojny
        psychologicznej" z Niemcami, głównym płatnikiem netto, geograficznym
        sojusznikiem i politycznym mentorem - czy tego chcemy, czy też nie. Wiadomo, że
        zawetowanie przez Polskę eurokonstytucji skończyłoby się zapewne czymś więcej
        niż ochłodzeniem stosunków z Niemcami. Co więcej doprowadzi do jeszcze
        większego zbliżenia Niemiec z Francją, do ustanowienia jeszcze dotkliwszego
        prymatu tych krajów nad Europą. Nie będzie to dobre ani dla Polski, ani dla
        Hiszpanii, ani dla reszty Europy.

        Zwolennicy polityki twardości i weta podpowiadają, że tylko "stawiając się" w
        Unii, Polska może zyskać szacunek Niemiec i Francji. - Nigdy dotąd ambasador
        francuski nie rozmawiał ze mną z takim zainteresowaniem jak po skrytykowanym
        przez Chiraca włączeniu się w iracką wojnę - mówił mi jeden z byłych polskich
        ministrów, nie kryjąc zadowolenia. Na niepopularnej w Europie i potępianej
        przez Niemcy i Francję proamerykańskiej polityce wobec Iraku Polska zajechała
        daleko. Wysyłając kilkuset żołnierzy, awansowaliśmy do rangi prawie mocarstwa
        obejmującego strefę okupacyjną w Iraku.

        Jednak Europa to nie Irak, stosunki z Brukselą są dużo bardziej skomplikowane
        niż z Waszyngtonem, a ekonomiczna i polityczna przyszłość Polski leży po
        europejskiej stronie Atlantyku...

        Kasa do lasa

        Pytanie o weto konstytucji sprowadza się właściwie do jednej ważnej kwestii -
        czy Polskę stać na konflikt z Niemcami? Wchodzimy do Unii, liczymy na miliardy
        euro z unijnej kasy, a Niemcy są głównym płatnikiem i inżynierem finansowym. Co
        więcej Niemcy są i będą głównym rynkiem zbytu dla naszych towarów i najpewniej
        jednym z głównych inwestorów. Niestety, dylemat Nicea albo kasa nie jest taki
        prosty, jak go malują. Pierwsze przymiarki do unijnego budżetu wskazują na to,
        że w latach 2007-13 Komisja Europejska chce "przyciąć" fundusze strukturalne
        [czyli pieniądze na autostrady i ochronę środowiska - red.], co uderzy
        najbardziej w Polskę i jej ambicje nadgonienia unijnej średniej.

        Naiwne jest zakładanie, że pompowanie miliardów euro w biedne regiony Polski,
        Czech czy Słowacji będzie priorytetem Berlina. W interesie każdego niemieckiego
        rządu - czy to chadecji, czy SPD - będzie ograniczanie niemieckiej "działki" do
        wspólnego budżetu UE. Z drugiej strony - ostrzegają dyplomaci z dużych krajów
        Unii - Hiszpania, dzisiejszy sojusznik, może stać się jutro głównym rywalem w
        walce o strukturalne pieniądze. Co więcej - jak sugerują dyplomaci z dużych
        krajów Unii - jeśli UE zdecyduje, że pomoc strukturalne ma płynąć tylko do
        dziesięciu nowych państw członkowskich, Hiszpania natychmiast to zawetuje. W
        interesie Polski leży więc - mówią - odebranie Hiszpanii "nicejskiej" pozycji
        mocarstwa.

        Przez Niemcy do Francji

        Tak naprawdę chodzi nie tyle o to, czy w Unii będziemy mieli o dwa głosy mniej
        niż Niemcy, ile o to, czy będziemy w stanie bronić tam swoich interesów. Być
        może dzięki sile głosów, a być może dzięki umiejętnym sojuszom? Jak
        mówi "Gazecie" b. ambasador Polski w Niemczech, a dziś szef Centrum Stosunków
        Międzynarodowych Janusz Reiter, nasza pozycja w Unii zależeć będzie m.in. od
        tego, na ile uda się przekonać Niemcy, że w ich interesie leży Polska
        silniejsza, mająca większy wpływ na to, co dzieje się w Unii, słowem partner,
        na którego mogą liczyć - podobnie jak dziś Francja.

        Zdaniem Reitera trzeba przypominać Niemcom, że proponowali nam rolę trzeciego
        partnera w przywództwie Europy obok Francji. Co więcej - b. ambasador uważa, że
        tylko poprzez Niemcy, które są "zbyt duże, żeby myśleć tylko o sobie", wiedzie
        droga do zbliżenia z Francją. A bez naprawienia stosunków, a potem zbliżenia z
        Francją trudno liczyć na sukces Polski w Unii Europejskiej.


        Jacek Pawlicki




        Pozdrawiam i zapraszam na:
        Forum Słowiańskie


        Ignorant
    • ignorant11 Ustawa pod dyktando Bruxeli 18.10.03, 07:51
      Sława!

      Komisja Europejska naciska o zniesienie obowiązku stosowania języka polskiego w
      obrocie prawnym
      Rugowanie polszczyzny



      Rząd planuje ograniczenie obowiązku używania języka polskiego w obrocie
      gospodarczym i prawnym na terenie Rzeczypospolitej. Na wprowadzenie stosownych
      zmian w Ustawie o języku polskim naciskają Komisja Europejska oraz zagraniczne
      lobby finansowe, niezadowolone z obciążania go kosztami tłumaczeń.

      Rząd zamierza ograniczyć zakres używania języka polskiego w obrocie
      gospodarczym na terenie Polski. Projekt odpowiednich zmian w Ustawie o języku
      polskim (DzU nr 90/1999, poz. 999) trafił do pierwszego czytania w sejmowej
      komisji europejskiej - w komisji, a nie na forum Izby, chociaż dotyczy materii
      konstytucyjnej. Prawdopodobnie marszałek podjął decyzję o tym szczególnym
      trybie w celu uniknięcia rozgłosu, jaki muszą wywołać proponowane zmiany. A nie
      jest to jeszcze ostatnie słowo rządu w tej sprawie.
      - Kiedy 19 września premier skierował projekt do laski marszałkowskiej,
      wydawało się, że wszystkie uwagi Komisji Europejskiej zostały uwzględnione.
      Jednak 2 października Bruksela zgłosiła kolejne wątpliwości do tej ustawy -
      poinformował Rafał Skąpski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Kultury.
      Zadeklarował, że część uwag wniesionych przez KE zostanie przez rząd "od ręki"
      uwzględniona, inne wymagają konsultacji z Urzędem Ochrony Konkurencji i
      Konsumentów oraz z Komitetem Badań Naukowych. Konsultacje zostaną
      przeprowadzone do 28 października.

      W Polsce po polsku
      Ustawa o języku polskim w dotychczasowym brzmieniu nakazuje stosowanie języka
      polskiego w obrocie prawnym na terytorium RP między podmiotami polskimi lub gdy
      jedną ze stron jest podmiot polski. Za niezastosowanie się do ustawy
      przewidziane są kary grzywny i możliwość orzeczenia przez sąd nawiązki w
      wysokości 100 tys. zł na rzecz Funduszu Promocji Twórczości. Przy wprowadzaniu
      tych przepisów chodziło m.in. o zagwarantowanie firmom polskim, że nie będą
      zmuszane przez dominujące na polskim rynku spółki zagraniczne do zawierania
      umów w obcych językach. Polska wersja językowa umowy była wersją rozstrzygającą
      w ewentualnym postępowaniu przed sądem. Ustawa miała zapobiec kuriozalnym
      sytuacjom, jakie zdarzały się wcześniej, np. podczas sprzedaży Włochom FSO,
      kiedy to rząd wskutek nieznajomości języka włoskiego i braku polskiej wersji
      umowy sprzedał fabrykę ze stratą Skarbu Państwa w wysokości 100 mln zł, co
      wykazała kontrola NIK.
      Złe doświadczenia z przeszłości nie zrażają jednak ekipy Leszka Millera. W
      ocenie rządu, nakaz zawierania umów po polsku stanowi ograniczenie w wymianie
      gospodarczej, utrudnia działalność firm i naraża je na dodatkowe koszty
      związane z tłumaczeniem dokumentów i umów.
      "Generalny obowiązek stosowania języka krajowego stoi w sprzeczności z
      podstawowymi zasadami rządzącymi jednolitym rynkiem wewnętrznym Wspólnoty
      Europejskiej w zakresie swobodnego przepływu towarów i osób oraz swobody
      świadczenia usług" - to fragment rządowego uzasadnienia nowelizacji.
      Zmiana ustawy o języku polskim ma polegać na ograniczeniu obowiązku użycia
      języka polskiego na terenie Rzeczypospolitej w obrocie prawnym z udziałem
      konsumentów. Oznacza to, że cała dokumentacja firm, umowy między firmami, obrót
      hurtowy itp. będą mogły pomijać polską wersję językową. Rząd chce także
      ograniczyć obowiązek umieszczania polskich napisów na towarach do informacji
      podstawowych, związanych z oznaczeniem towaru. Całkowitą nowością w polskim
      prawie będzie również przepis pozwalający zawierać w języku obcym umowy o pracę
      na terytorium Polski, o ile zażyczy sobie tego pracownik (w rzeczywistości
      decyzję o wyborze języka podejmować za niego będzie zagraniczny pracodawca,
      jako strona silniejsza). Projekt otwiera drogę do wprowadzenia obcych języków
      nie tylko do gospodarki, ale i do urzędów publicznych. Umieszczono w nim
      sformułowanie, że "podmioty wykonujące zadania publiczne na terytorium RP,
      dokonują czynności urzędowych oraz składają oświadczenia woli w języku polskim,
      chyba że [i to jest ta furtka] przepisy szczególne stanowią inaczej".

      SLD za, a nawet przeciw
      - To kolejna zmiana, która ogranicza zakres użycia języka polskiego. Jeszcze
      trochę, a z ustawy zostanie sam tytuł i preambuła - przyznał Jan Byra z SLD,
      zaznaczając, że "nie chodzi tu o obronę mowy ojczystej, lecz o ochronę praw
      konsumenta". Mimo zgłoszenia krytycznych uwag Byra uznał, że "ustawy nie można
      odrzucić, a rugowanie języka polskiego z gospodarki jest nieuchronne".
      Ostro skrytykował projekt Roman Giertych (KP LPR), wskazując, że nowelizacja
      pociągnie za sobą konieczność zmiany kodeksu postępowania cywilnego.
      - Kto w Polsce pisze prawo - Sejm i rząd czy Komisja Europejska? - pytał Jerzy
      Czerwiński (RKN).
      Minister Rafał Skąpski wyjaśnił, że konsultacje z Brukselą to "standardowa
      forma w postępowaniu dostosowawczym".
      Posłowie SLD sprzeciwili się odrzuceniu projektu w pierwszym czytaniu. Za
      kontynuowaniem prac w podkomisji głosowało 14 posłów, przeciw - 9.
      Małgorzata Goss

      Ustawa pod dyktando





      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie


      Ignorant
    • ignorant11 Europejska konstytucja będzie zmieniona - zgodzili 18.10.03, 15:25
      Sława!
      Unia Europejska. Debata o konstytucji

      Dominik Uhlig, Robert Sołtyk, Bruksela 17-10-2003, ostatnia aktualizacja 17-10-
      2003 19:21

      Europejska konstytucja będzie zmieniona - zgodzili się przywódcy Unii i
      przyszłych członków. Prezydent Jacques Chirac, który w piątek mówił także w
      imieniu kanclerza Niemiec, unikał krytyki Polski i Hiszpanii

      Włosi, przewodzący UE, zapowiedzieli teraz dyplomatyczne konsultacje, bo nie ma
      szans na przyjęcie projektu Valery'ego Giscarda d'Estaing. Do Polski i
      Hiszpanii, które nie chcą zmiany systemu głosowania i bronią zapisów z Nicei,
      dołączyły (ze względów taktycznych) Estonia i Malta. Hiszpania (też taktycznie)
      przyłączyła się z kolei do 18 krajów, w tym Polski, które wolą zasadę "jeden
      kraj - jeden komisarz -jeden głos" w Komisji w Brukseli niż ograniczenie jej
      składu.

      Premier Włoch Silvio Berlusconi mówił, że przedstawi kompromisowe propozycje
      zapewne na szczycie 25 państw w połowie listopada. Ta taktyka gry na czas
      wywołuje zniecierpliwienie. - Musimy się wreszcie zająć prawdziwymi problemami -
      mówił premier Belgii Guy Verhofstadt. Holender Jan Peter Balkenende dodał: -
      Jeśli będziemy nadal powtarzać nasze stanowiska, to nigdzie to nie zaprowadzi.
      Także premier Miller przyznał, że szczyt postępu nie przyniósł. Polska i
      Hiszpania czekają, by wysłuchać włoskie propozycje, choć Miller i Aznar wątpią,
      by zmienili zdanie.

      Premier odpierał zarzuty, jakoby upór w obronie Nicei był arogancki lub
      agresywny (to opinie wielu komentatorów w Brukseli). - Spokojnie, cierpliwie
      koncentrujemy się na merytorycznej dyskusji, nie ma tu żadnej agresji. Nikt nie
      może oczekiwać, że będziemy milcząco potakiwać wszystkiemu, co się mówi - mówił
      Miller. Prezydent Chirac komentował ugodowo: - Nigdy nie miałem wrażenia, by [z
      winy Polski i Hiszpanii - red.] sytuacja była zablokowana. Rzeczy idą w dobrym
      kierunku - mówił. Dodał jednak, że należy dążyć do "szybkiego rozwiązania na
      bazie propozycji Konwentu", czyli tzw. podwójnej większości [Nicea opiera się
      na potrójnej większości, w tym tzw. ważonych głosów, co konstytucja chce
      przekreślić - red.]. Minister Tadeusz Iwiński mówił, że nie należy umierać za
      grudniowy termin przyjęcia konstytucji i nie wyklucza opóźnienia do przejęcia
      pałeczki w UE przez Irlandczyków.

      Berlusconi i szef Komisji Europejskiej Romano Prodi są za ogólnoeuropejskim
      referendum w sprawie konstytucji. To jednak jest nierealne - w Niemczech nie
      przewiduje tego konstytucja Niemiec, a Wielka Brytania i Szwecja są przeciw.
      Chirac i Miller w jednobrzmiących wypowiedziach stwierdzili, że zależeć to
      będzie od zapisów konstytucji i "za wcześnie jest dziś przesądzać". Francuz
      dodał, że skonsultuje w tej sprawie partie polityczne w parlamencie.




      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie


      Ignorant
    • ignorant11 Rosja już dokonała europejskiego wyboru 20.10.03, 16:55

    • ignorant11 EU: pierwsze sukcesy polskiej dyplomacj 28.10.03, 01:29
      Sława!
      Osiem krajów obecnej Unii Europejskiej oraz kandydujących do niej popiera
      umieszczenie w preambule unijnej konstytucji odniesienia do chrześcijaństwa -
      wynika z konsultacji przeprowadzonych przez kierujących pracami konferencji
      międzyrządowej Włochów z 24 pozostałymi uczestnikami debaty nad ostatecznym
      kształtem konstytucji Unii Europejskiej. Dziś w Brukseli odbędzie się kolejne
      posiedzenie konferencji międzyrządowej, w którym uczestniczyć będzie 25
      ministrów spraw zagranicznych obecnych i przyszłych państw członkowskich Unii.
      Na tej sesji po raz pierwszy zostanie poruszona sprawa zmiany preambuły unijnej
      konstytucji, o co zabiegają przewodniczący pracom nad końcowym kształtem
      konstytucji Włosi.
      Wcześniej premier Włoch Silvio Berlusconi mówił nawet o 11 krajach
      popierających odniesienie do chrześcijaństwa.
      Z otwartych ankiet przesłanych w ostatnich dniach przez poszczególne rządy do
      Rzymu wynika, że Hiszpania, Irlandia, Malta, Polska, Portugalia, Czechy i
      Słowacja z różnych względów popierają włoski rząd, który jeszcze w trakcie prac
      Konwentu Europejskiego zabiegał o odniesienie do "judeo-chrześcijańskiego
      dziedzictwa Europy". Wśród zdecydowanych przeciwników podkreślenia roli
      chrześcijaństwa w historii Europy znajdują się Francja, Belgia i Luksemburg. W
      zeszłym tygodniu prezydent Francji Jacques Chirac po raz kolejny podkreślił, że
      nie jest gotowy na "żaden kompromis" w obronie "świeckiego charakteru państwa
      francuskiego".
      Na dzisiejszym spotkaniu ministrowie będą również rozmawiać o zapisach unijnej
      konstytucji, które znoszą nicejski system podejmowania decyzji w Radzie UE,
      oraz o rotacyjnym przewodnictwie pracom Unii Europejskiej. Pierwsze konkretne
      propozycje w sprawie zmian w projekcie konstytucji UE poznamy jednak zapewne w
      przyszłym miesiącu.
      Piotr Wesołowski, Bruksela


      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie
      nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
      www.pajacyk.pl
      Ignorant
      +++
      • ignorant11 Już nie 8, ale 10 krajów popiera Polskę... 28.10.03, 01:30

    • ignorant11 Szanse dla Warszawy po wejściu do UE 28.10.03, 01:59

    • ignorant11 JKM: Koń trojański czy oślica Baalama? 28.10.03, 14:13
      Sława!
      Koń trojański czy oślica Baalama?

      Janusz Korwin-Mikke

      Ostatnio obserwujemy ciekawy spektakl: JE Leszek Miller na kolejnym spotkaniu
      na szczycie państw "25" zaciekle broni interesów Stanów Zjednoczonych. Walczy
      formalnie o to, by Polska miała więcej głosów w radzie przyszłej Unii, ale
      przede wszystkim o to, by veto jednego państwa mogło sparaliżować niewczesne
      poczynania powstającego faszystowskiego kolosa - i o to (podobno to już
      wywalczył!!), by w Brukseli nie powstał sztab sił anty-NATO-wskich (czy raczej:
      antyamerykańskich). Oczywiście w tej sprawie najważniejsze było nie stanowisko
      premiera III RP, lecz ponowna zmiana stanowiska premiera rządu JKM p. Tońcia
      Blaira (nie wiem, czym Amerykanie przekonali Go do ponownej zmiany decyzji -
      ale na pewno w tej sprawie poszły argumenty najcięższe - bo przecież idzie o
      przyszłość świata!) - ale p. Miller był w tej grze ważną figurą - powiedzmy:
      koniem.

      Polska gra rolę konia trojańskiego - co było celem amerykańskiej polityki od
      dawna, o czym wielokrotnie na łamach "NCz!" pisałem. I dziś przyznaję się do
      błędu: to Amerykanie mieli rację! Była - i jest - szansa, że Unia nie powstanie
      jednak jako faszystowskie, scentralizowane państwo. I jest to ważniejsze niż
      partykularny interes Polski - zresztą bynajmniej niejednoznaczny w przypadku
      odrzucenia w referendum Anschlußu. I p. Miller zaparł się na trasie do wiodącej
      do opanowania Europy przez Lewiatana jak oślica Baalama. Co podziwiam.

      Jednocześnie obserwujemy manewry zmierzające do obalenia JE Leszka Millera.
      Stali Czytelnicy "NCz!" nie mają zapewne - i słusznie - żadnych wątpliwości: to
      ukryci agenci "Brukseli" zmierzają na gwałt do zastąpienia p. Millera kimś
      zdecydowanie probrukselskim. Np. WCzc. Józefem Oleksym.

      P. Oleksy dał się wielokrotnie poznać jako uczciwy, porządny eurosocjalista.
      Podobnie jak np. p. Andrzej Olechowski jest On powiązany przez jakieś niezbyt
      nawet ukryte nici z masońsko-tajniackim układem, który wyprowadzał nas z układu
      moskiewskiego i wprowadzał w eurosocjalizm. P. Oleksy uważa, że "zbyt wiele
      zainwestowaliśmy w UE, byśmy mogli się z tego wycofać" - i są to, jak sądzę,
      wypowiedzi szczere. W związku z tym p. Oleksy na forum "unijnym" wypowiadał się
      parokrotnie, że Polska nie powinna upierać się przy swoich partykularnych
      interesach, lecz podpisać projektowaną, faszystowską konstytucję przyszłej Unii.

      Taki kandydat jest idealny dla agentury brukselskiej. Nic dziwnego, że Go
      wysuwają na plan pierwszy. Należy też podziwiać zręczność, z jaką rolę
      zapiewajły powierzyli w tym boju WCzc. Izabelli Sierakowskiej. Jest to Posłanka
      w Swoim (i w powszechnym) odczuciu niezależna i "mówiąca, co myśli". Byłoby
      dobrze - i zachęcam Ją do tego! - by poszperała w pamięci i przypomniała Sobie,
      jaka osoba (lub kilka osób) ostatnio niby przypadkiem mówiło z Nią o
      konieczności zmiany premiera i zapłodniło Ją tą myślą...

      Zauważmy przy tym, że gdy lewa, proeuropejska część SLD zmierza do dalszej
      rozbudowy socjalizmu i np. podniesienia podatków "od tych wstrętnych bogaczy" -
      to JE Leszek Miller - zimny cynik, nie troszczący się o jakikolwiek socjalizm
      czy inną ideologię - zapowiada, że położy się oślicą Baalama i nie dopuści do
      tych absurdalnych zmian - przeciwnie: chce podatki uprościć i "obniżyć na 19%".

      Myśmy już dawno obliczyli, że "obniżka do 19%" oznacza w praktyce podwyżkę
      podatków o jakieś 2% - gdyż ok. 90% sum podatkowych wpływa obecnie od obywateli
      płacących podatek 19%... ale z licznymi ulgami. Ta zmiana może się jednak
      ludziom nawet opłacać - z uwagi na zmniejszenie kosztów dzięki uproszczeniu
      systemu.

      Ja osobiście wyrażam żal, że p. Miller zmarnował dwa lata. Że dwa lata temu, na
      samym wstępie, nie wykopał precz towarzyszy marzących o "nowym, dobrym
      eurosocjalizmie", nie wziął wszystkiego za mordę i nie rozpoczął reform na wzór
      np. śp. Denga (Xiao-Pinga) w Chinach. Jeśli Chińczycy kontynentalni osiągnęli
      dzięki temu tempo wzrostu 8%, a Polska miała 8 lat temu 7%, to gdyby p. Miller,
      zamiast bawić się w kontynuacje flirtu z soc-Europą, zaczął naśladować
      chińskich "komunistów" - pewno mielibyśmy już tempo wzrostu 13% i za
      kilkanaście lat przegonilibyśmy Francję i Niemcy! W dodatku nie mielibyśmy
      zalewu szukających "socjału" Arabów, Kurdów, Turków i innych azjatyckich
      przybyszów! Mam do p. Millera piekielny żal!

      Zamiast tego p. Miller zajmował się tak "ważnymi" sprawami, jak zakup F-16
      czy "miraży", jak wysłanie lub nie 3000 żołnierzy do Iraku - sprawami
      kompletnie marginalnymi, bo na wolnym rynku jak towar jest trochę droższy, to
      jest trochę lepszy (i różnica między "gripenami", "mirażami" czy F-16 jest
      niewielka), zaś to, czy 3000 żołnierzy 38-milionowej republiki jest w Iraku czy
      w kraju - nie powinno być w ogóle dostrzegalne (przypominam, że koszta
      utrzymania armii w Iraku są obiektywnie niższe niż w Polsce!!), brylował po
      salonach europejskich i amerykańskich, był "bardzo ważny" - tyle że pozwolił,
      by Jego podstawa, czyli Polska, powoli i systematycznie gniła.

      Powstała jednak zabawna sytuacja: Polska militarnie i ekonomicznie jest obecnie
      praktycznie zerem. Jednak dzięki zwartym układom III RP ma tyle głosu w
      sprawach powstającej Unii Europejskiej, że JE Leszek Miller stał się nagle
      niesłychanie ważną figurą. Realnie zresztą gdyby nawet Polska była pustynią,
      Bruksela nie mogłaby sobie pozwolić na utratę ważnego i dużego terytorium na
      drodze do Moskwy - terenu, który może stać się "nietonącym lotniskowcem USA".

      Nas jednak interesuje, czy ten teren będzie pustynią - czy kwitnącym krajem.
      Nadzieje te trudno wiązać z p. Millerem - na pewno jednak nie będzie żadnych z
      p. Oleksym, który uczciwie będzie budował w Polsce eurosocjalizm. W brydżu
      uczono mnie: jeśli jedna rozgrywka nie daje żadnych szans, a druga nawet małe -
      trzeba grać na tę drugą szansę...

      Oczywiście nie ma najmniejszego powodu, by UPR popierała p. Millera (które to
      poparcie - czysto werbalne przecież - w tej rozgrywce raczej by Mu
      zaszkodziło!!). Ja tylko w formie felietonu chciałem Państwa poinformować o
      możliwościach - i zagrożeniach - kryjących się w obecnej sytuacji.

      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie
      nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
      www.pajacyk.pl
      Ignorant
      +++
    • ignorant11 Polska może zabiegać o 8-9 mld "strukturalnych" eu 28.10.03, 23:16

    • ignorant11 Szreder mięknie... 30.10.03, 13:13

      • bolko_von_karierowitz OPCJA 30.10.03, 21:51
        Na stronie OPCJA NA PRAWO jest sporo artykulow na nasze tematy.

        www.opcja.pop.pl/
        • ignorant11 Re: OPCJA: Zrobiło mi sie ciepło 31.10.03, 00:40
          bolko_von_karierowitz napisał:

          > Na stronie OPCJA NA PRAWO jest sporo artykulow na nasze tematy.
          >
          > www.opcja.pop.pl/
    • ignorant11 nie ma zgody na zmianę postanowień akcesyjnych 06.11.03, 23:21

    • ignorant11 Współpraca graniczna sześciu państw kandydujących 07.11.03, 17:44

Pełna wersja