eliot
07.03.08, 09:19
www.gazetawyborcza.pl/1,75477,4997211.html
Niech prezydent Kaczyński broni Serbołużyczan
bart, Berlin 2008-03-07, ostatnia aktualizacja 2008-03-06 17:54
- Jeśli Niemcy nie będą nas finansowo wspierać, nasz język i kultura
zginą - przekonują Serbowie Łużyccy i apelują o pomoc
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Lech Kaczyński
ZOBACZ TAKŻE
Papież szczególnie pamiętany przez Serbołużyczan (04-04-05, 16:14)
Jak świętują Serbołużyczanie (25-03-05, 00:00)
Misja europosła Chruszcza (24-02-05, 00:00)
- Myślę, że gdy Angela Merkel upomina się u Lecha Kaczyńskiego o
prawa mniejszości niemieckiej w Polsce, to polski prezydent powinien
upomnieć się o nas - mówi Jan Nuck, przewodniczący Domowiny, czyli
związku Serbołużyczan.
A jest o co się upominać. Serbowie twierdzą bowiem, że niemiecki
rząd systematycznie obcina dotacje specjalnej fundacji, która ma
wspierać ich walkę o zachowanie kultury i języka.
Serbołużyczanie - potomkowie Słowian zachodnich - to jedna z
czterech oficjalnych mniejszości narodowych w Niemczech. Ich
społeczność liczy sobie 60 tys. osób i kurczy się. Serbowie,
represjonowani przez nazistów, w zjednoczonych Niemczech zostali
wzięci pod ochronę państwa. Odpowiednie zapisy znalazły się nawet w
konstytucji Saksonii.
- Rząd federalny i rządy landowe ich nie respektują - twierdzi Nuck.
Teraz sytuacja jest fatalna: Serbołużyczanie, by utrzymać swoje
szkoły, instytucje kulturalne, potrzebują w tym roku co najmniej 16
mln euro. Brakuje im prawie 4 mln. Pieniędzy nie ma, bo nie ma
porozumienia między Berlinem a władzami landów, w których żyją
Serbołużyczanie, co do sposobu ich finansowania. A bez tego nie
można przyznać im dotacji.
- Te dotacje to nie są wielkie sumy, to budżet średniego teatru.
Landy zrzucają odpowiedzialność na rząd federalny, a ten się sprawą
w ogóle nie interesuje - mówi Benedikt Dyrlich, szef związku
serbskich artystów. - Zarzuca się nam, że tkwimy w skansenie. A
nasze teatry wystawiają Szekspira i Turgieniewa. Książki po serbsku
wydawano już w czasach reformacji - dodaje Dyrlich.
Serbołużyczanie prowadzą zakrojoną na szeroką skalę akcję odradzania
języka - tworzą serbskojęzyczne przedszkola i szkoły. Bez pieniędzy
nic z tych planów nie wyjdzie. Wówczas wyrośnie kolejne pokolenie
Serbów, które nie będzie znało własnego języka i kultury.
Gdy Serbowie upominają się o pieniądze w Berlinie, odsyła się ich do
lokalnych samorządów.
- Nie jesteśmy Duńczykami [mniejszość narodowa w północnych
Niemczech], nie mamy drugiej ojczyzny, która by dbała o nasze
interesy. O wszystko musimy się bić sami - mówią.
Zdesperowani opublikowali wczoraj manifest do niemieckiej i
europejskiej opinii publicznej. Domagają się w nim stworzenia
długoterminowej perspektywy finansowej. Europejczyków proszą zaś, by
wymogli to na Niemcach.
Źródło: Gazeta Wyborcza