ignorant11
04.10.03, 00:01
Gorzki owoc zwycięstwa
Wiktoria wiedeńska 1683 roku
Rozmowa o tureckim zagrożeniu nowożytnej Europy i kampanii wiedeńskiej 1683
roku z prof. Almut Bues z Niemieckiego Instytutu Historycznego w Warszawie
oraz prof. Dariuszem Kołodziejczykiem i prof. Mirosławem Nagielskim z
Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego.
MICHAŁ KOPCZYŃSKI I BOGUSŁAW KUBISZ 2003-09-25
Czy rok 1683 stanowił apogeum zagrożenia Europy przez Turków, czy też jest
to tylko mit?
Dariusz Kołodziejczyk: Zagrożenie istniało realnie, ale rok 1683 to nie było
jego apogeum. Dużo poważniejsze niebezpieczeństwa wystąpiły już wcześniej. W
1480 roku Turcy wylądowali na południu Włoch i gdyby nie śmierć Mehmeda
Zdobywcy, to prawdopodobnie nie miałby kto bronić Rzymu. Pod Wiedniem Turcy
pojawili się już w 1529 roku, a ponownie trzy lata później. Wtedy imperium
Osmanów znajdowało się w szczytowym punkcie ekspansji. W końcu XVI wieku
osiągnęło chyba granice rozsądnego wzrostu. Turcy mogli jeszcze zdobyć
Kamieniec Podolski, ale już nie Gdańsk, choć Kara Mustafa ostrzegał polskich
negocjatorów, że jeśli nie podpiszą traktatu buczackiego, Turcy pójdą na
Gdańsk. Gdyby w 1683 roku Wiedeń upadł, Turcy doszliby może jeszcze do Linzu,
ale już nie dalej. Paul Kennedy użył terminu imperial overextension, który ja
wolę w angielskim niż polskim brzmieniu. Według niego każde imperium osiąga w
jakimś momencie stadium przesytu. Weźmy choćby logistykę: na ściągnięcie
wojsk ze wschodniej Anatolii do Stambułu trzeba było miesiąca, przemarsz do
granicy austriackiej zająłby kolejny miesiąc, a powrót - dwa miesiące.
Tymczasem timarioci, czyli większość jazdy osmańskiej, otrzymywali dochody z
danin chłopskich w dwóch ratach: na początku maja i na początku listopada.
Nic dziwnego, że wszystkie traktaty polsko-tureckie podpisywano jesienią, gdy
Turcy musieli wracać do domu. Podejmowali wprawdzie kampanie zimowe,
zostawiali garnizony w fortecach pogranicznych, ale nie były to operacje na
dużą skalę.
Almut Bues: Z punktu widzenia Rzeszy rok 1683 nie jest w żadnym razie
przełomem. Przełomem był on na pewno dla Habsburgów, którzy najpierw obronili
Wiedeń, a w następnych latach zaczęli poszerzać kosztem Turcji swe kraje
dziedziczne. W Rzeszy wielkie poczucie zagrożenia ze strony Turcji istniało w
XVI wieku, szczególnie po klęsce pod Mohaczem w 1526 roku. Wtedy nakładały
się dwa problemy: reformacja i zagrożenie islamskie. Na pytanie, kto
groźniejszy: heretycy czy Turcy, najczęściej odpowiadano, że ci drudzy. W
XVII wieku Rzeszę absorbowała wojna trzydziestoletnia. Zagrożenie tureckie
nie miało wpływu na jej życie wewnętrzne. Prawdziwą cezurą w XVII stuleciu
był traktat westfalski w 1648 roku. Z punktu widzenia Wirtembergii czy
Palatynatu głównym zagrożeniem była Francja. Żadnego interesu w udzielaniu
pomocy Habsburgom nie miały też Bawaria i Brandenburgia, ich rywale w Rzeszy.
Natomiast istniało silne poczucie zagrożenia w krajach habsburskich. Bitwa
pod Wiedniem była początkiem drogi, która po 13 latach doprowadziła do pokoju
w Karłowicach.
D.K.: Warto wspomnieć o postawie Marcina Lutra, który Turków potępiał i się
ich obawiał. Tymczasem w obozie protestanckim byli i tacy, którzy w Turkach
widzieli potencjalnych sojuszników. W Imperium Osmańskim znalazło się wielu
arian, zarówno polskich, jak i niemieckich. Turecki wstręt wobec dogmatu
Świętej Trójcy, usuwanie rzeźb z ołtarzy kościołów zamienionych na meczety
były bliskie ich poglądom. W Turcji pojawiały się z kolei pogłoski, że
podobno islam wygrywa na zachodzie Europy, ponieważ ludzie
wyrzucają "bałwany" z kościołów. Niektórzy ariańscy uchodźcy przyjmowali
islam. Tak więc możliwość sojuszu muzułmańsko-protestanckiego istniała.
Luter, który z powodów politycznych i doktrynalnych odrzucał przymierze z
Turcją, korzystał z zagrożenia tureckiego. Natomiast w oczach szerokiej
opinii publicznej Turcy byli ogromnym zagrożeniem, niemalże wysłannikiem
Szatana, karą Bożą. Przeciętny szlachcic, czy to w Polsce, czy w Styrii,
Turków się bał i wiedział, że z nimi trzeba walczyć. Co innego politycy: były
państwa, które od lat współpracowały z Turcją, zawierały sojusze. Choćby
Francja w XVI wieku czy państwo Jagiellonów, którzy wówczas konsekwentnie
współpracowali z Imperium Osmańskim przeciwko Habsburgom, zwłaszcza na
terenie Węgier. A więc Turcy mogli być też pożądanym partnerem.