Gorzki owoc zwycięstwa

04.10.03, 00:01
Gorzki owoc zwycięstwa

Wiktoria wiedeńska 1683 roku

Rozmowa o tureckim zagrożeniu nowożytnej Europy i kampanii wiedeńskiej 1683
roku z prof. Almut Bues z Niemieckiego Instytutu Historycznego w Warszawie
oraz prof. Dariuszem Kołodziejczykiem i prof. Mirosławem Nagielskim z
Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego.


MICHAŁ KOPCZYŃSKI I BOGUSŁAW KUBISZ 2003-09-25




Czy rok 1683 stanowił apogeum zagrożenia Europy przez Turków, czy też jest
to tylko mit?

Dariusz Kołodziejczyk: Zagrożenie istniało realnie, ale rok 1683 to nie było
jego apogeum. Dużo poważniejsze niebezpieczeństwa wystąpiły już wcześniej. W
1480 roku Turcy wylądowali na południu Włoch i gdyby nie śmierć Mehmeda
Zdobywcy, to prawdopodobnie nie miałby kto bronić Rzymu. Pod Wiedniem Turcy
pojawili się już w 1529 roku, a ponownie trzy lata później. Wtedy imperium
Osmanów znajdowało się w szczytowym punkcie ekspansji. W końcu XVI wieku
osiągnęło chyba granice rozsądnego wzrostu. Turcy mogli jeszcze zdobyć
Kamieniec Podolski, ale już nie Gdańsk, choć Kara Mustafa ostrzegał polskich
negocjatorów, że jeśli nie podpiszą traktatu buczackiego, Turcy pójdą na
Gdańsk. Gdyby w 1683 roku Wiedeń upadł, Turcy doszliby może jeszcze do Linzu,
ale już nie dalej. Paul Kennedy użył terminu imperial overextension, który ja
wolę w angielskim niż polskim brzmieniu. Według niego każde imperium osiąga w
jakimś momencie stadium przesytu. Weźmy choćby logistykę: na ściągnięcie
wojsk ze wschodniej Anatolii do Stambułu trzeba było miesiąca, przemarsz do
granicy austriackiej zająłby kolejny miesiąc, a powrót - dwa miesiące.
Tymczasem timarioci, czyli większość jazdy osmańskiej, otrzymywali dochody z
danin chłopskich w dwóch ratach: na początku maja i na początku listopada.
Nic dziwnego, że wszystkie traktaty polsko-tureckie podpisywano jesienią, gdy
Turcy musieli wracać do domu. Podejmowali wprawdzie kampanie zimowe,
zostawiali garnizony w fortecach pogranicznych, ale nie były to operacje na
dużą skalę.
Almut Bues: Z punktu widzenia Rzeszy rok 1683 nie jest w żadnym razie
przełomem. Przełomem był on na pewno dla Habsburgów, którzy najpierw obronili
Wiedeń, a w następnych latach zaczęli poszerzać kosztem Turcji swe kraje
dziedziczne. W Rzeszy wielkie poczucie zagrożenia ze strony Turcji istniało w
XVI wieku, szczególnie po klęsce pod Mohaczem w 1526 roku. Wtedy nakładały
się dwa problemy: reformacja i zagrożenie islamskie. Na pytanie, kto
groźniejszy: heretycy czy Turcy, najczęściej odpowiadano, że ci drudzy. W
XVII wieku Rzeszę absorbowała wojna trzydziestoletnia. Zagrożenie tureckie
nie miało wpływu na jej życie wewnętrzne. Prawdziwą cezurą w XVII stuleciu
był traktat westfalski w 1648 roku. Z punktu widzenia Wirtembergii czy
Palatynatu głównym zagrożeniem była Francja. Żadnego interesu w udzielaniu
pomocy Habsburgom nie miały też Bawaria i Brandenburgia, ich rywale w Rzeszy.
Natomiast istniało silne poczucie zagrożenia w krajach habsburskich. Bitwa
pod Wiedniem była początkiem drogi, która po 13 latach doprowadziła do pokoju
w Karłowicach.

D.K.: Warto wspomnieć o postawie Marcina Lutra, który Turków potępiał i się
ich obawiał. Tymczasem w obozie protestanckim byli i tacy, którzy w Turkach
widzieli potencjalnych sojuszników. W Imperium Osmańskim znalazło się wielu
arian, zarówno polskich, jak i niemieckich. Turecki wstręt wobec dogmatu
Świętej Trójcy, usuwanie rzeźb z ołtarzy kościołów zamienionych na meczety
były bliskie ich poglądom. W Turcji pojawiały się z kolei pogłoski, że
podobno islam wygrywa na zachodzie Europy, ponieważ ludzie
wyrzucają "bałwany" z kościołów. Niektórzy ariańscy uchodźcy przyjmowali
islam. Tak więc możliwość sojuszu muzułmańsko-protestanckiego istniała.
Luter, który z powodów politycznych i doktrynalnych odrzucał przymierze z
Turcją, korzystał z zagrożenia tureckiego. Natomiast w oczach szerokiej
opinii publicznej Turcy byli ogromnym zagrożeniem, niemalże wysłannikiem
Szatana, karą Bożą. Przeciętny szlachcic, czy to w Polsce, czy w Styrii,
Turków się bał i wiedział, że z nimi trzeba walczyć. Co innego politycy: były
państwa, które od lat współpracowały z Turcją, zawierały sojusze. Choćby
Francja w XVI wieku czy państwo Jagiellonów, którzy wówczas konsekwentnie
współpracowali z Imperium Osmańskim przeciwko Habsburgom, zwłaszcza na
terenie Węgier. A więc Turcy mogli być też pożądanym partnerem.

    • ignorant11 Re: Gorzki owoc zwycięstwa(2) 04.10.03, 00:02
      Mirosław Nagielski: Od lat sześćdziesiątych XVII wieku zagrożenie ze strony
      Turcji wzrasta na całym pograniczu: konflikt o Kretę, później wojny z Austrią,
      z Rzeczpospolitą w 1672 roku, z Rosją w latach 1673-1674. Front uderzenia
      tureckiego był bardzo szeroki: od Azowa na wschodzie po Morze Śródziemne.
      Biorąc pod uwagę ogrom wysiłku i rozciągnięcie linii komunikacyjnych, należy
      podziwiać państwo, które prowadziło działania wojenne na tylu teatrach. Klęska
      przychodzi dopiero w 1683 roku, ale wówczas po raz pierwszy doszło do
      połączenia trzech sił: austriackich Habsburgów, Rzeszy Niemieckiej i
      Rzeczypospolitej. W XVI wieku i bardzo długo również w następnym stuleciu
      Rzeczpospolita nie chciała się angażować w konflikt turecko-habsburski,
      wiedząc, że oznacza to pewną wojnę z Turcją. Dopiero za panowania Michała
      Korybuta Wiśniowieckiego opowiedziała się wyraźnie po stronie obozu
      habsburskiego. Wcześniej, mimo pewnych za drażnień, stosunki z Turcją były
      poprawne, o czym świadczy sojusz z Chanatem Krymskim w latach 1654-1666.

      Czy Turcy sformułowali program ekspansji w Europie, wyznaczyli linię, do której
      chcieli dojść?

      D.K.: W tureckich kronikach pojawia się półmityczne miejsce, zwane "czerwonym"
      bądź "złotym jabłkiem" (kyzył elma), utożsamiane ze stolicą zachodniego
      chrześcijaństwa. W kontekście epoki tym "jabłkiem" mógł być Rzym lub Wiedeń.
      Nad Bosforem zastanawiano się, kto jest głową chrześcijaństwa zachodniego:
      papież, czy cesarz. Wezyr Kara Mustafa, którego osobowość jest godna
      zainteresowania nie tylko historyka, ale i psychologa, zdobywając jedno
      z "czerwonych jabłek" zasłużyłby się islamowi, sułtanowi i umocniłby swoją
      pozycję w imperium.

      Czy Turcy żądali od Polaków, aby przeszli na islam?

      D.K.: To był obowiązek każdego władcy muzułmańskiego. W każdym osmańskim liście
      do chrześcijańskiego króla po jego imieniu pojawia się arabski tekst: oby jego
      koniec był dobry. "Dobry koniec" znaczy przejście na islam. W 1590 roku żądanie
      to wyrażono bardziej explicite, co wywołało w Polsce antyturecką histerię.
      Wcześniej Rzeczpospolita w porę nie wysłała posła do Stambułu, a Zygmunt III
      przespał możliwość utrzy-mania dobrych kontaktów z Portą. O tym, że nie doszło
      do wojny zdecydowała z jednej strony interwencja królowej Anglii Elżbiety, a z
      drugiej Żydów stambulskich, którzy utrzymywali kontakty handlowe z
      Rzeczpospolitą. Wszyscy państwo są skłoni traktować bitwę wiedeńską jako epizod
      w długotrwałych zmaganiach z Turcją.

      Co to zwycięstwo oznaczało dla Europy?

      D.K.: Oblężenie Wiednia w 1683 roku na pewno było czymś więcej niż epizodem.
      Batalia wiedeńska była jedną z największych bitew tej epoki. Wcześniej Kara
      Mustafa umiejętnie wykorzystywał wewnętrzne konflikty w krajach, z którymi
      walczył. Bijąc się z Wenecją, popierał prawosławnych Greków na Krecie przeciwko
      katolickiej szlachcie weneckiej, na Ukrainie poparł Kozaków i prawosławną
      ludność przeciwko szlachcie polskiej, na Węgrzech tamtejszą szlachtę
      protestancką przeciwko katolickim Habsburgom. Swą "wywrotową polityką"
      doprowadził jednak do tego, czego Porcie udawało się uniknąć przez poprzednich
      dwieście lat, czyli antytureckiego sojuszu Wiednia, Warszawy i Wenecji. Pod
      Wiedniem nie ma jeszcze Wenecji, ale są już dwaj pozostali sojusznicy, i
      dlatego ta kampania jest ważna. Poza tym sukces z 1683 roku po kilkunastu
      latach wojny otworzył drogę Habsburgom do podboju Bałkanów i do budowy zupełnie
      nowego, absolutystycznego państwa.

      A.B.: Rok 1683 był też bardzo ważny dla kultury. Od tego mniej więcej czasu
      zaczyna się barok habsburski i pietas Austriaca, która jest sposobem
      centralizacji krajów dziedzicznych nie tyle przez urzędy centralne, ile przez
      kulturę. Istnieje na ten temat bardzo ciekawa książka Tima Blanninga The
      culture of power and the power of culture. Oczywiście na rezultaty trzeba było
      czekać do końca XVII, a nawet do XVIII wieku.

      M.N.: Jest jeszcze aspekt polityczny. Habsburgowie po Wiedniu uzyskali wolną
      rękę na flance zachodniej, tworząc w marcu 1684 roku w Linzu Świętą Ligę. Dwa
      lata później włączyła się do niej Rosja. Gdy Liga dźwigała ciężar wojny z
      Turcją, część sił austriackich mogła zostać uruchomiona przeciw Francji. Gdyby
      wskutek licznych afrontów, jakich mu nie szczędzono, Sobieski po Wiedniu
      wycofał się, to Habsburgowie nie mieliby takich możliwości.
      • ignorant11 Re: Gorzki owoc zwycięstwa(3) 04.10.03, 00:04
        D.K.: Obok aspektów politycznych i kulturalnych należy jeszcze podkreślić
        znaczenie zagrożenia tureckiego dla wewnętrznej konsolidacji i modernizacji
        państwa Habsburgów. Turcy paradoksalnie przyczynili się bardzo do jego
        wzmocnienia zarówno w XVI, jak i od końca XVII wieku. Zagrożenie tureckie
        pomogło zreformować system podatkowy. W XVI wieku cesarz, pod pretekstem zbioru
        podatków na wojnę turecką, mógł usprawnić administrację, łamiąc przy okazji
        opór opozycji. Podobna sytuacja wystąpiła w końcu XVII wieku. Po Wiedniu
        zagrożenie tureckie umożliwiło uzyskanie zgody społecznej na rozprawę z
        protestantami. Niezbyt chlubnym, ale ważnym epizodem był sąd w Preszowie (węg.
        Eperjes), gdzie sądzono za zdradę heretyków. Przed owym sądem stanęła duża
        część szlachty węgierskiej i sporo mieszczan. To był rodzaj państwowej
        inkwizycji. Nie rzymskiej, tylko habsburskiej. Habsburgowie mieli na to większe
        niż wcześniej przyzwolenie stanów, ponieważ tamtejsi protestanci sprzyjali
        Turkom, a ci zagrażali centralnym ziemiom austriackim. Jest tu wyraźna analogia
        do polskich arian, których wygnano za poparcie Szwedów podczas potopu. Poza tym
        mało kto wie, że część ludności Węgier przeszła na islam i tę ludność po wojnie
        z Turcją albo wygnano, albo zmuszono do powrotu na łono Kościoła katolickiego.
        Dzisiaj na Węgrzech niemal nie ma śladów muzułmańskiej obecności. Tylko w
        mieście Pecs zachowały się meczety. Tymczasem w Kamieńcu Podolskim do dzisiaj
        stoi minaret.


        Atak polskiej husarii przesądził o wyniku bitwy pod Wiedniem - obraz
        Aleksandra Orłowskiego

        Czy Jan III powinien był iść pod Wiedeń?

        M.N.: Historiografia polska wypowiedziała się w tej kwestii jednoznacznie: pod
        Wiedeń trzeba było iść. Po zdobyciu cesarskiej stolicy potęga turecka zapewne
        wkrótce pojawiłaby się pod Krakowem. Tak samo trzeba odpowiedzieć na pytanie o
        udział Rzeczpospolitej w Lidze Świętej, choć tu zdania są podzielone, w Europie
        trwała bowiem rywalizacja między Habsburgami a Burbonami. Czy Sobieski
        mógł "sprzedać się lepiej", balansując pomiędzy Francją a cesarzem? Rozważając
        tę kwestię, trzeba pamiętać, że musiał się liczyć z opiniami poddanych, a
        poparcie szlachty dla polityki antytureckiej było silne. Można także zapytać,
        czy król musiał tkwić w Lidze Świętej aż do śmierci. Przeciwnicy jego polityki
        wskazują, że Turcy ustami wysłanników Chanatu Krymskiego sugerowali nam
        porzucenie obozu habsburskiego w zamian za zwrot Kamieńca Podolskiego i Podola.
        Trudno orzec, na ile był to realna propozycja, a na ile gra obliczona na
        skompromitowanie jednego z aliantów w oczach Europy. Z kolei ważnym motywem na
        rzecz pozostania w Lidze była polityka dynastyczna Sobieskiego, który zabiegał
        o koronę dla swego pierworodnego syna Jakuba.

        Zwycięstwo wiedeńskie, podobnie jak zwycięstwo grunwaldzkie, nie zostało
        wykorzystane. Dotyczy to także reformy ustroju Rzeczypospolitej. To, co udało
        się Habsburgom, nie udało się Sobieskiemu. Czy była szansa, aby korzystając z
        wojen tureckich zmodernizować państwo?

        D.K.: Zgadzam się z prof. Zbigniewem Wójcikiem, że pójście pod Wiedeń było
        chyba najbardziej dramatyczną decyzją Sobieskiego i jednocześnie pożegnaniem z
        programem reform. Sobieski porzucał obóz francuski, w którym miał znacznie
        więcej do powiedzenia, czego jego niedawni stronnicy nigdy mu nie wybaczyli. Z
        kolei w obozie prohabsburskim nigdy nie został przyjęty jako pewny sojusznik. W
        dodatku po Wiedniu Sobieski zajmował się głównie polityką dynastyczną. Kolejne
        nieudane kampanie na Podolu można tłumaczyć w różny sposób: brakiem artylerii,
        sił oblężniczych, pieniędzy. Ale można je także tłumaczyć brakiem serca do
        odbicia Kamieńca przed podporządkowaniem Mołdawii. Sobieski wiedział, że po
        zdobyciu podolskiej twierdzy sejm nie da ani grosza na wojnę ofensywną. Jak
        długo turecki Kamieniec pozostawał za plecami, tak długo można było walczyć o
        Mołdawię dla Jakuba.


        • ignorant11 Re: Gorzki owoc zwycięstwa(4) 04.10.03, 00:04
          Czy król, korzystając z wielkiego rozgłosu wokół zwycięstwa wiedeńskiego i
          poparcia wojska, nie mógł się pokusić o swego rodzaju zamachu stanu, by zmienić
          ustrój Rzeczypospolitej?

          M.N.: Jan III Sobieski doszedł do korony dzięki wojsku i szlachcie po Chocimiu.
          Przeprowadzenie zamachu stanu w stylu duńskim (Fryderyk III w 1660 roku po
          wojnie ze Szwecją - red.) nie było raczej możliwe. Pamiętajmy, że wojsko
          Rzeczypospolitej nie było armią zawodową. Była to armia z zaciągu
          szlacheckiego, podzielająca umiłowanie złotej wolności szlacheckiej. Sobieski
          musiał się więc liczyć się ze spiskami i nielojalnością wojska. Sam przecież
          uczestniczył w spiskach przeciwko Wiśniowieckiemu i pamiętał burzliwy schyłek
          panowania Jana Kazimierza. Wiele już pisano o tym, czy panowanie królów rodaków
          dawało szansę wzmocnienia państwa, czy wręcz przeciwnie. Rządy Sobieskiego są
          raczej potwierdzeniem tej drugiej tezy. Do chwili śmierci miał on 13 lat na
          realizację koncepcji politycznych, o których myślał idąc pod Wiedeń i
          zawierając traktat w Linzu. W 1696 roku nic z tego nie zostało wypełnione.
          Podole z Kamieńcem znajdowało się nadal w rękach tureckich, o Mołdawii i
          Wołoszczyźnie, a co za tym idzie o realizacji planów dynastycznych można było
          tylko pomarzyć. Do tego dochodzi rozkład wewnętrzny państwa: sprawa Sapiehów,
          zbliżająca się wojna domowa na Litwie. Okazuje się, że zaabsorbowany wielką
          polityką Jan III nie panował nad sytuacją wewnętrzną.

          D.K.: Skoro mówimy o potencjalnym wojskowym zamachu stanu w Rzeczypospolitej,
          to pamiętajmy o szczególnej randze urzędu hetmana od końca XVI wieku. Za czasów
          Zamoyskiego i potem hetman potrafił prowadzić własną politykę, niekiedy
          sprzeczną z królewską. W XVII wieku to zjawisko narasta. Sobieski jako hetman
          szkodził jak mógł Michałowi Korybutowi Wiśniowieckiemu. Kiedy sam został
          królem, dane mu było poczuć, co oznacza krnąbrny hetman. Wyniesiony przez niego
          Stanisław Jabłonowski, z czasem zaczął prowadzić niezależną politykę, a wojsko
          było bardziej związane z hetmanem niż z królem. Pozycja hetmana była zbyt
          mocna, by bez jego udziału król mógł myśleć o zamachu stanu.

          Część historyków, zwłaszcza w Austrii i Niemczech, głosi, że rola
          Rzeczypospolitej pod Wiedniem nie była duża, że bitwę wygrała piechota, polscy
          żołnierze odznaczyli się głównie rabunkami, a ich wódz obłowił się. List
          Sobieskiego z namiotów wezyrskich, który tłumaczono na wiele języków, służył do
          propagandy sukcesu, ale z drugiej strony przyczynił się do powyższych,
          niekorzystnych opinii.

          D.K.: Tezy, z którymi przekonywująco polemizuje Zbigniew Wójcik w biografii
          Jana III Sobieskiego, to w dużym stopniu owoc nacjonalistycznej historiografii
          dziewiętnastowiecznej. Nasza historiografia nie była zresztą pod tym względem
          dużo lepsza od austriackiej. Myślę, że do dzisiaj wielu polskich uczniów nie
          wie, że pod Wiedniem walczyły także wojska Habsburgów i oddziały niemieckie.
          Polacy odegrali ogromną rolę, chociaż nie można umniejszać roli księcia Karola
          Lotaryńskiego, jednego z najwybitniejszych ówczesnych wodzów. Sobieski
          przyprowadził armię, której Kara Mustafa zupełnie się nie spodziewał pod
          Wiedniem. Można powiedzieć, że wojska osmańskie były zbyt nowoczesne, żeby
          wygrać tę bitwę. Kara Mustafa miał piechotę wyposażoną w broń palną, artylerię,
          saperów i tylko niewiele konnicy, która po miesiącu oblężenia nie była zresztą
          zdatna do walki. Tymczasem nad Dunajem spadła na niego jazda wykorzystywana na
          stepach wschodniej Europy.

          M.N.: Turcy nie podejrzewali, że w ogóle uda się ściągnąć tak duże siły, a
          Rzeczpospolita wypełni zobowiązania sojusznicze wobec cesarza. Gdyby nie polska
          jazda, to Turkom udałoby się wyprowadzić znaczną część sił. Przecież Kara
          Mustafa nie przerwał oblężenia Wiednia i część jednostek pieszych nadal tkwiła
          pod murami. Jeszcze w trakcie bitwy Turcy próbowali atakować umocnienia
          wiedeńskie. Karol Lotaryński wiązał większość piechoty tureckiej, spychał ją,
          ale jej nie rozbił. To polska jazda przebiła się do głównego obozu Kara Mustafy
          i spowodowała klęskę całego zgrupowania znajdującego się pod Wiedniem. Co do
          łupów - gdyby to przełamanie nastąpiło na skrzydle dowodzonym przez Karola
          Lotaryńskiego, to znalazłyby się one w rękach niemieckich.
          • ignorant11 Re: Gorzki owoc zwycięstwa(5) 04.10.03, 00:05
            Czy bez udziału polskiego wojska habsbursko-niemieckie miały szansę
            odblokowania miasta?

            M.N.: Moim zdaniem, wcześniej czy później, Wiedeń zostałby odblokowany, ale nie
            doszłoby do rozbicia armii Kara Mustafy.

            D.K.: Dwadzieścia lat temu ukazał się bardzo ważny artykuł Zygmunta
            Abrahamowicza. Według niego Kara Mustafa świadomie nie chciał zdobyć Wiednia,
            bowiem zgodnie z tradycją osmańską miasto zdobyte szturmem przez trzy dni może
            być plądrowane przez wojsko. Żaden wódz, a nawet sułtan, nie byłby w stanie się
            temu sprzeciwić. Kara Mustafa poszedł pod Wiedeń także po to, aby zaradzić
            kłopotom finansowym państwa osmańskiego. Gdyby miasto skapitulowało, wszystkie
            łupy przejęłyby władze osmańskie. Wracając do polskich zdobyczy po bitwie,
            Sobieski był głównodowodzącym i ponosił odpowiedzialność za rozstrzygnięcie
            bitwy, dlatego miał prawo do lwiej części łupów. Wspaniałe zbiory tureckie w
            Karlsruhe i Ingölstadt to są właśnie łupy zagarnięte przez wodzów niemieckich.
            Nasze zbiory na Wawelu pochodzą w dużej mierze z tego, co zdobyto pod Wiedniem.
            Osobiście najbardziej żałuję, że zaginęły archiwa tureckie, które
            najprawdopodobniej zagarnęła strona polska.

            Sobieski zadbał o propagandę swej osoby. Czy to, że ogłosił się triumfatorem
            spod Wiednia, zaszkodziło mu, czy też pomogło w polityce zagranicznej? Czy inni
            władcy, zwłaszcza cesarz Leopold I, nie czuli się zagrożeni, że pozostaną w
            cieniu Sobieskiego?

            M.N.: Propaganda odgrywała ogromną rolę i Sobieski doskonale to wiedział.
            Gazetki ulotne pisane spod Wiednia, obwieszczające o zwycięstwie króla
            polskiego, obiegły większość dworów europejskich. Cesarz był zły, że wymógł on
            triumfalny wjazd do Wiednia. Później Sobieski starał się zdyskontować swą sławę
            w celach dynastycznych.

            D.K.: Sobieski konsekwentnie, przed Wiedniem i po nim, utrzymywał kontakty z
            powstańcami węgierskimi Imre Thökölya, którzy walczyli przeciwko Habsburgom po
            stronie tureckiej. Król był popularny na Węgrzech, także wśród tamtejszych
            dysydentów. To powodowało, że cesarz Leopold nie uznał go za sojusznika godnego
            pełnego zaufania. Oprócz tego zarówno dla Habsburgów, jak i dla króla Francji
            Ludwika XIV, elekcyjny król polski nie mógł się równać ze starymi europejskimi
            dynastiami. Propaganda Sobieskiego mogła być skuteczna wobec przeciętnego
            czytelnika gazet, ale dworów raczej nie przekonała.

            Jak zareagowali na zwycięstwo wiedeńskie sąsiedzi Rzeczypospolitej: Rosja i
            Brandenburgia?

            M.N.: Rosja to jest wielki problem panowania Sobieskiego. Zaangażowanie w wojnę
            z Turcją w pierwszych latach panowania, później Wiedeń i Liga Święta oznaczały
            całkowite zlekceważenie flanki wschodniej. Akceptując traktat Grzymułtowskiego,
            Sobieski tracił definitywnie ziemie utracone na rzecz Rosji w rozejmie
            andruszowskim z 1667 roku i oddawał inicjatywę w Europie Środkowowschodniej.
            Prof. Wójcik zwraca uwagę, że strona polska nie doceniała wielu punktów w tym
            traktacie, choćby mówiącego o prawie Rosji do ingerencji w wewnętrzne sprawy
            Rzeczypospolitej w celu opieki nad prawosławiem.

            A.B.: Brandenburgia w 1686 roku zawarła pierwszą umowę z Habsburgami. Wcześniej
            nie należała do sojuszników cesarza. Szukała oparcia w Szwecji albo we Francji.
            W czasie drugiej wojny północnej znalazła się w koalicji antyszwedzkiej wraz z
            Habsburgami, a potem popierała Niderlandy w wojnie z Francją. Po Wiedniu
            nastąpiło dalsze zbliżenie z Habsburgami.

            Jak wyglądała sytuacja przegranej Turcji?

            D.K.: Turcja osmańska, która zdecydowanie przegrała kampanię 1683 roku, okazała
            się dużo bardziej żywotna, niż zakładano. Przede wszystkim przez kilkanaście
            lat nadal prowadziła wojnę z czterema państwami europejskimi. Poniosła
            niewielkie straty terytorialne, ale część utraconych ziem odzyskała na początku
            XVIII wieku. Państwa zależne od Imperium Osmańskiego okazały się podczas tej
            wojny lojalne. Dotyczy to zwłaszcza Mołdawii, której hospodar Konstanty
            Kantemir czuł się zagrożony przez Sobieskiego. Bez pomocy mołdawskiej w postaci
            tysięcy wozów z zaopatrzeniem turecka załoga Kamieńca nie utrzymałaby się.
            Chanat Krymski, który wcześniej nie zawsze był posłuszny sułtanowi, w latach
            dziewięćdziesiątych stał wiernie przy Turcji. Dla Turcji bitwa wiedeńska była
            początkiem końca epoki tzw. renesansu Köprülich, ostatniego okresu ekspansji.
            Bitwa wiedeńska wywoła też refleksję wśród elit osmańskich, pierwsze próby
            reform, które będą podejmowane w XVIII wieku. W tych próbach dużą rolę odegrali
            uchodźcy z Węgier, zarówno muzułmanie, jak i protestanci.

            Jakie znaczenie miała bitwa pod Wiedniem dla narodowej świadomości Polaków?

            D.K.: Wiktoria wiedeńska była ostatnim wielkim sukcesem polskiego oręża przed
            upadkiem Rzeczypospolitej pod koniec XVIII wieku. W polskiej mentalności
            zwycięska bitwa, odpowiednio przedstawiona i rozpropagowana, była i jest
            wydarzeniem bardzo ważnym, nie do usunięcia. Np. po upadku powstania
            styczniowego wystawiono w Warszawie Straszny dwór Moniuszki. Przez carską
            cenzurę zdołano przemycić tylko jeden wątek polityczny - rycerzy wracających
            spod Wiednia.

            Dziękujemy za rozmowę.

            Mówią Wieki nr 9/2003
            • alex.4 Re: Gorzki owoc zwycięstwa(5) 04.10.03, 13:26
              z tego jednoznacznie widać. O ile dla Europy upadek Wiednia nie wywołałby
              dalszej ekspansji Tureckiej, to dla Polski mógł być on katastrofalny. To Polska
              btyła najłąbszym elementem ukłądanki. Turcja potrzebowała ekspansji dla
              ekspansji nie dla korzyści. Jedynym miejscem była słaba Polska. A reformy.
              Trzeba by wojny domowej. Sobieski nie był na to gotów. Gdyby Jan Kazimierz był
              bardziej energiczny... ale nie był...
              Pozdr
              • ignorant11 Zwróć uwagę na to, że... 04.10.03, 13:43
                alex.4 napisał:

                > z tego jednoznacznie widać. O ile dla Europy upadek Wiednia nie wywołałby
                > dalszej ekspansji Tureckiej, to dla Polski mógł być on katastrofalny. To
                Polska
                >
                > btyła najłąbszym elementem ukłądanki. Turcja potrzebowała ekspansji dla
                > ekspansji nie dla korzyści. Jedynym miejscem była słaba Polska. A reformy.
                > Trzeba by wojny domowej. Sobieski nie był na to gotów. Gdyby Jan Kazimierz
                był
                > bardziej energiczny... ale nie był...
                > Pozdr

                Sława!

                ... z dzisiejszej perspektywu to własnie kraje współczesnej unii europejskiej
                wydają się być ostoja barbarzyństwa, zaś Polska prekursorem wspólczesnego
                państwa...

                Myślę, że wystarczyło wzmocnić jedynie skarb i wojsko, zrobić coś z
                prawosławnymi i ogłosić Polskę obrońca wszelkiej wiary chreścijańskiej...

                Dałoby nam możliwość interwencji zarówno w sprawy habsbusrkie, niemieckie jak i
                rosyjskie, jak i mozliwośc wojny prewencyjnej z Turcją.

                W artykule pisano, że być może Turcy byli w stanie zagrozić jeszcze Krakowowi,
                ale już nie Warszawie...

                I to właśnie polska odsiecz złamała potęgę turecką!

                Myślę, że należało mocniej przyciskać Habsburgów, może udałoby się odzyskać
                Śląsk...
                • alex.4 Re: Zwróć uwagę na to, że... 04.10.03, 14:58
                  1 Polska była coraz mnie przyzwoitym państwem. Zaczeły się pojawiać niedowładu
                  ustrojowego (właściwie Siciński nie był pierwszą osobą która zastosowała
                  liberum veto. On nie wyraził zgody na przedłużenie posiedzenia sejmu poza
                  regulaminowm czasem), narastała nie tolerancja religijna (która nigdy nie jest
                  czynnikiem prorozwojowym). Polska potrzebowała armii i wiekszych podatków na
                  jej utrzymanie.
                  2 Polske móglby spotkać los Węgier. Część zajeli Turcy, reszta uległa rozsypce
                  i przejęciu przez okoliczne państwa.
                  3 Wojna z Turcja mogłaby wymagać stałego ponoszenia kosztów wojny. Podzielona
                  klasa polityczna Polski mogłaby tego nie zauważyć. W chwili obioru Sobieskiego
                  na króla, blisko było do kolejnej wojny domowej. Zresztą kampanię Sobieskiego
                  na Mołdawi pokazały że wojny nie roztrzyga jedna bitwa.
                  Pozdr
Pełna wersja