ignorant11
19.10.03, 17:21
Sława!
Niemiecka prasa
Niedziela, 19 października 2003 - 15:30 CEST (13:30 GMT)
Polska stała się już niemiecką kolonią medialną.
"Frankfurter Allgemeine Zeitung" przejęty przez polski kapitał (a choćby
przez hiszpański). A do tego "Sueddeutsche Zeitung", "Berliner
Zeitung", "Berliner Morgenpost" czy "Koelner Stadt Anzeiger". W Niemczech to
niemożliwe! To, co jest niemożliwe w Niemczech, jest faktem w Polsce,
Czechach, na Węgrzech, Słowacji czy w Serbii i Czarnogórze. "To wielkie
zagrożenie dla niezależnego dziennikarstwa i wolności myśli. Stary monopol
państwa totalitarnego został w Europie Środkowej zamieniony na monopol obcego
kapitału" - można przeczytać w raporcie Europejskiej Federacji Dziennikarzy.
Zagraniczny kapitał - w trzech czwartych niemiecki - kontroluje 85 proc.
rynku medialnego w Europie Środkowej, w tym ponad połowę rynku prasowego.
Według autorów raportu EFD, niemieccy właściciele gazet w Polsce, Czechach i
na Węgrzech próbują narzucać redakcjom swój - zgodny z narodowym interesem -
punkt widzenia. Czy w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii bądź we Włoszech
do pomyślenia jest sytuacja, że dysponent najważniejszych gazet jest
ulokowany za granicą i stamtąd ocenia działania rządu, parlamentu, polityków
czy wymiaru sprawiedliwości? To eksperyment tak absurdalny, że nikomu nie
przyszedł do głowy.
O politycznej bezstronności niemieckich właścicieli gazet można się było
przekonać już 1997 r. Po opublikowaniu przez nie istniejący już
dziennik "Życie" oraz "Dziennik Bałtycki" artykułów o wakacjach w Cetniewie
rosyjskiego szpiega Władimira Ałganowa i Aleksandra Kwaśniewskiego,
właściciel tego drugiego tytułu - Passauer Neue Presse - szybko wycofał się z
zarzutów. Prezes Franz Xaver Hirtreiter wysłał wtedy list do prezydenta
Kwaśniewskiego, kończący się słowami: "Chciałbym przeprosić pana we wszelki
możliwy sposób". Prezydent wycofał następnie z sądu pozew
przeciwko "Dziennikowi Bałtyckiemu".
Wszystko, co wasze, to nasze
W Niemczech wciąż obowiązuje zasada: "Wszystko, co wasze, to nasze, a co
nasze, to wam nic do tego". Karykaturzysta "Die Zeit" narysował w ubiegłym
roku Niemcy jako warowną twierdzę, nad którą unosi się flaga państwowa i
napis: "Nic na sprzedaż!". Gdy Karol Marks twierdził, że kapitał nie ma
ojczyzny, głęboko się mylił. Kapitał ma narodowość i realizuje polityczne
interesy swojego dysponenta. "Obecny rząd Niemiec brutalnie forsuje
niemieckie interesy narodowe, usiłuje narzucać Unii Europejskiej niemieckie
struktury organizacyjne i dąży do renacjonalizacji wielu dziedzin wspólnej
polityki unii" - napisał w "Die Zeit" Christian Wernicke, brukselski
korespondent tygodnika. "Kurs polityki Berlina pod sterami Gerharda
Schroedera jest bardziej narodowy niż kiedykolwiek przedtem" - napisał w
komentarzu redakcyjnym dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung". Czy
niemiecki kapitał w mediach zrobi wyjątek i nie będzie realizował
niemieckiego interesu narodowego? Nie ma na to żadnych dowodów.
Można się cieszyć, kiedy do Polski napływa zagraniczny kapitał, bo to oznacza
szanse na modernizację gospodarki. Ale nie zwalnia to rządu i klasy
politycznej, by jednak dbała o interes narodowy, rozumiany długofalowo. A
długofalowo rozumiany interes narodowy to m.in. swoboda dyskursu publicznego.
Dominacja niemieckich koncernów na rynku prasy swobodę tego dyskursu
ogranicza. Niemiecki kapitał dominuje jednocześnie w wielkich agencjach
reklamowych, co ułatwia zwalczanie konkurencji. Jego wpływy w mediach będą z
każdym rokiem rosnąć, co przełoży się na skuteczny lobbing, zarówno na
poziomie samorządów, jak i w parlamencie. Jak zauważają autorzy raportu EFD,
na Zachodzie nauczono się, że za wpływami w gospodarce, w tym w mediach,
idzie polityczne uzależnienie. Dlatego zachowuje się tam narodową kontrolę
nad sektorami strategicznymi, a za taki uznawane są media (nie kontrolę
państwową, lecz narodową). Ściśle dba się tam też o dywersyfikację wpływów,
czyli nie dopuszcza do wyraźnej dominacji jednego państwa jako inwestora.
Jak powstawał niemiecki monopol prasowy w Polsce
Po niedawnej sprzedaży przez norweski koncern Orkla dwóch wrocławskich
dzienników ("Słowo Polskie" i "Wieczór Wrocławia") niemieckiemu Passauer Neue
Presse, Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich zwróciło się do Urzędu Ochrony
Konkurencji i Konsumenta o zbadanie, czy nie mamy tu do czynienia z
monopolem. We Wrocławiu Passauer Neue Presse jest już właścicielem wszystkich
(poza lokalnym dodatkiem "Gazety Wyborczej") dzienników. Podobnie jest w
Poznaniu (po zakupie "Głosu Wielkopolski" i "Gazety Poznańskiej"), w Gdańsku
(po kupnie "Dziennika Bałtyckiego" i wchłoniętego przez niego jako bezpłatny
dodatek "Wieczoru Wybrzeża"), Łodzi ("Express Ilustrowany" i "Dziennik
Łódzki"), Katowicach ("Dziennik Zachodni" i "Trybuna Śląska") oraz w Krakowie
("Dziennik Polski" i "Gazeta Krakowska"). Monopol informacyjny zapewnił sobie
niemiecki koncern w województwie warmińsko-mazurskim. W 1998 r. "Gazetę
Olsztyńską" kupił Franz Xaver Hirtreiter, były dyrektor Passauer Neue Presse,
obecnie doradca zarządu tej firmy. Następnie "Gazeta Olsztyńska" uruchomiła
12 tygodników na Warmii i Mazurach. W dodatku należąca do PNP firma Media Tak
ma praktycznie monopol na sprzedaż powierzchni reklamowej w dziennikach
regionalnych. - W ten sposób jeden podmiot całkowicie zdominował rynek mediów
drukowanych w północno-wschodniej Polsce. To niezwykle groźna sytuacja dla
wolności słowa i swobody publicznej debaty - mówi Krystyna Mokrosińska,
prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
Od miękkiej ekspansji do twardej dominacji
Na polskim rynku mediów niemieckie koncerny stosowały taktykę rozmiękczania.
Na początku lat 90. zaczęły wydawać na naszym rynku jedynie czasopisma
specjalistyczne o niewielkim zasięgu. Potem zakładali pisma dla kobiet i
młodzieży - "Claudię", "Sandrę", "Twój Weekend", "Bravo" czy "Bravo Girl".
Zbigniew Oniszczuk twierdzi, że Niemcy nie chcieli się wtedy rzucać w oczy,
bo wiedzieli, że w Polsce nie było akceptacji dla ekspansji niemieckich
koncernów w mediach. Swoje wydawnictwa często ukrywali wówczas pod nic nie
mówiącymi nazwami, na przykład we Wrocławiu działała firma Phoenix
Intermedia. Passauer Neue Presse swój pierwszy polski tytuł ("Gazetę
Robotniczą" przemianowaną potem na "Gazetę Wrocławską") kupił za
pośrednictwem szwajcarskiego Interpublication AG. Już wtedy Niemcy
przygotowywali się do odkupienia różnych tytułów od koncernów z innych
krajów, co potwierdziło kupno w 1994 r. ośmiu dzienników regionalnych od
francuskiego koncernu Hersant. W następnych dwóch latach Passauer Neue Presse
dokupił jeszcze trzy tytuły i w ten sposób stał się praktycznie monopolistą w
segmencie dzienników regionalnych. Zdobył też silną pozycję na rynku
drukarskim - obecnie posiada sześć drukarni.
Pluralizm po niemiecku
W jeszcze większym stopniu niż w Polsce niemieckie koncerny kontrolują media
w Czechach (opanowały 82 proc. rynku prasy lokalnej) i na Węgrzech (75 proc.
całego rynku prasowego). W Czechach niemiecki kapitał kupił największe gazet,
m.in. "Mlada Fronta Dnes", "Lidove Noviny", "Hospodarske Noviny", "Tyden".
Podobnie jest na Węgrzech, gdzie Niemcy
kontrolują "Nepszabadsag", "Vilaggazdasag" czy "Magyar Hirlap". Na Słowacji
do niemieckich koncernów należy ponad 30 tytułów. Teraz rozpoczęły one
ekspansję na Bałkany oraz kraje nadbałtyckie. Niedawno koncern Westdeutsche
Allgemeine Zeitungsverlag kupił najważniejszy dziennik w Serbii i
Czarnogórze - "Politika". W efekcie Europa Środkowa zaczyna przypominać
niemiecką kolonię prasową. Nie pozostaje to bez wpływu na bieżącą politykę.
Najlepszym tego dowodem są zgodne z niemieckim punktem widzenia publikacje
w "Mlada Fronta Dnes" czy "Lidovych Novinach", podkreślające krzywdę Niemców
wypędzonych z Sudetów, czy nawołujące