ignorant11
31.10.03, 00:15
Sława!
Na końcu świata. Samojedzi
Tomasz Kizny 26-10-2003, ostatnia aktualizacja 24-10-2003 12:54
Jest ich dziewięćdziesięciu. Wolność, o której dawno przestali marzyć, spadła
na nich jak brzemię. Nie bardzo wiedzą, jak żyć. Nie mają dokąd uciekać,
nawet gdyby chcieli. Dalej jest tylko poligon nuklearny na Nowej Ziemi i
lodowe pola Oceanu Arktycznego
Dawniej. Ejchmans
W lipcu 1930 roku parowce "Mietiel" i "Gleb Bokij" wypłynęły z Archangielska
i wzięły kurs na północ. Prowadzone przez lodołamacz przebiły się przez lody
na Morzu Barentsa i rankiem 17 lipca stanęły na kotwicy w zatoce Warnek u
wybrzeży arktycznej wyspy Wajgacz. Na ląd zeszło stu kilkudziesięciu więźniów
GUŁagu, oddział żołnierzy i naczelnik ekspedycji - zasłużony oficer OGPU
(sowieckiej policji politycznej) Fiodor Iwanowicz Ejchmans.
Po Złotą Babę
Tubylcy z syberyjskiego plemienia Nieńców, którzy koczowali na wyspie w
czumach - tradycyjnych namiotach ze skór reniferów - ze zdumieniem oglądali
przybyszy. Na brzegu stanęły wojskowe namioty, zadymiły żelazne piecyki, ze
statków wyładowywano na brzeg tony materiałów budowlanych, żywności i węgla.
W świetle polarnego dnia praca wrzała przez całą dobę, więźniowie pracowali
na dwie zmiany po 12 godzin. Budowali bazę ekspedycji, baraki, koszary,
piekarnię, stajnie i składy żywności. Dla siebie Ejch-mans rozkazał zbudować
dom na wzgórzu z widokiem na zatokę i osiedle, które nazwał Warnek. Na
początku września, przed nadejściem pierwszych mrozów, więźniowie i ich
strażnicy byli gotowi do stawienia czoła nadchodzącej zimie polarnej.
Wajgacka Ekspedycja OGPU (1922-34) miała za zadanie wydobycie rud cynku i
ołowiu odkrytych wcześniej na wyspie oraz poszukiwanie nowych złóż surowców.
Prawdopodobnie Ejchmans liczył, że znajdzie złoto. Na północy Rosji od dawna
krążyła legenda o "Złotej Babie" - nienieckim bożku z kutego złota, jakoby
ukrywanym przez tubylców.
Kopalnię na półwyspie naprzeciwko osiedla zbudowano w kilka miesięcy. Latem
więźniowie pływali do pracy na łodziach, a zimą chodzili pieszo przez
zamarzniętą zatokę Warnek, trzymając się liny rozpiętej na słupach wbitych w
lód, by w śnieżnych zawiejach nie zgubić drogi. Górników spuszczano ręcznymi
kołowrotami do szybu, gdzie wydobywali rudę kilofami. "Na wiosnę ślepliśmy od
nieustannego jaskrawego światła. Wydawano nam ciemne okulary ochronne, ale
było ich mało. Kontrast między ciemną kopalnią a iskrzącym się śniegiem źle
wpływał na wzrok. Latem dokuczały komary, zimą mróz. Wiele osób miało
odmrożenia. Ludzie ginęli w kopalni na skutek obrywania się wind i zawałów
sztolni" - wspominał były więzień Wajgacza Wacław Dworżecki.
Latem, kiedy wybrzeże było wolne od lodu, do zatoki Warnek zawijały statki,
które przywoziły nowych skazanych i zaopatrzenie, a zabierały do
Archangielska rudę. W ciągu roku wydobyto jej około tysiąca ton. Po dwóch
latach liczba więźniów przekroczyła tysiąc.
Jesienią 1932 roku na Wajgaczu wydarzyła się tragedia. Oto wspomnienie
więźnia Konstantina Gurskiego: "W zatoce Warnek w odległości siedmiuset
metrów od brzegu trzecią dobę stał parowiec. Trwał załadunek rudy. Nagle
temperatura zaczęła gwałtownie spadać. Kuter holujący trzy łodzie z więźniami
z trudem przebijał się do brzegu przez grubą warstwę kaszy lodowej, kiedy
nagle silnik odmówił posłuszeństwa. Zaczęła się wyjątkowo silna burza
śnieżna. Dopiero trzeciego dnia zatoka na tyle zamarzła, że pierwsi
śmiałkowie po deskach układanych na lodzie dotarli do uwięzionych łodzi.
Wśród żywych znaleźli tylko maszynistę i sternika. Uratowali się dzięki temu,
że byli w zamkniętej sterówce kutra i mieli lutlampę, którą się ogrzewali.
Pozostałe 24 osoby na łodziach zamarzły na śmierć".
Polarne głębiny
Pomimo trudnych warunków pracy i życia Wajgacka Ekspedycja bardziej
przypominała miasteczko pionierów na Alasce niż sowiecki łagier. Więźniów
karmiono do syta, a dieta była bogata w jarzyny, aby zapobiec szkorbutowi.
Ciepłe baraki, czysta pościel, zimowe ubrania - wszystko to wywoływało
zdumienie u więźniów przybywających z innych łagrów. Nie było ogrodzeń z
drutu kolczastego, po pracy więźniowie swobodnie chodzili po osiedlu, a gdy
wysyłano ich w tundrę, dostawali broń myśliwską. Za wykonanie dziennej normy
odpisywano im dwa dni od wyroku, a dobrze pracującym wypłacano premie
pieniężne i pozwalano sprowadzać rodziny. Ejchmans dbał także o życie
kulturalne przymusowych osadników. W osiedlowym klubie występował więźniarski
zespół muzyczno-teatralny, wyświetlano filmy. Organizowano wyścigi
narciarskie. Na polecenie Ejchmansa więźniowie redagowali i drukowali
propagandową gazetę "Przodownik" i gazetkę ścienną "Polarne Głębiny". Sam
Ejchmans i jego zastępca Eduard Skaja wolny czas spędzali na polowaniach na
białe niedźwiedzie, polarne lisy, morsy i białe delfiny. Dobre traktowanie
więźniów było elementem ówczesnej polityki władz obliczonej na kolonizację
Dalekiej Północy, ale także świadczyło o naczelniku, który - jak się wydaje -
miał bardziej naturę awanturnika niż dozorcy.
Fiodor Ejchmans - w myśl zaleceń władzy radzieckiej - porządkował jednak
życie okolicznych mieszkańców. Zorganizował na wyspie kołchoz myśliwych i
hodowców reniferów. Nieńcy przyjęli kolektywizację jak katastrofę. Wolnych
nomadów zmuszono do osiadłego życia, a renifery - odwieczna podstawa ich
bytu - stały się własnością "ojczyzny proletariatu". Myśliwi musieli oddawać
kołchozowi lisy polarne, skóry fok, ryby. Nie próbowali stawiać oporu, a z
czasem przywykli do nowego życia. Za pracę dostawali grosze, ale kołchoz
dostarczał broni myśliwskiej, amunicji, sieci, skuterów śnieżnych, benzyny. A
w sklepie stały skrzynki z tanią wódką.
Album rodzinny
Jemielian Nikołajew, carski oficer skazany na dziesięć lat jako potencjalny
wróg władzy sowieckiej, odbywał wyrok na lodołamaczu "Małygin", który
obsługiwał Wajgacką Ekspedycję. Chociaż był więźniem, pełnił na statku
funkcję pierwszego oficera, bo miał doświadczenie w nawigacji arktycznej.
Ejchmans poznał jego córkę Galinę, gdy przyjechała na widzenie z ojcem. Latem
1931 roku odbył się ich ślub w Archangielsku. Decyzja ożenku z córką więźnia
politycznego wymagała odwagi i determinacji ze strony oficera OGPU.
Młodożeńcy zamieszkali w domu naczelnika z widokiem na zatokę Warnek.
Spędzili wspólnie na Wajgaczu kilka miesięcy.
Na początku 1932 roku nadzieje na znalezienie złota - jeśli Ejchmans je
żywił - rozwiały się. Po dwóch latach intensywnych poszukiwań odkryto tylko
małe złoża cynku i miedzi. Na wiosnę, gdy okazało się, że żona jest w ciąży,
Ejchmans postanowił wrócić do Moskwy. Po Galinę przyleciał znany radziecki
lotnik polarny Fiodor Farich. W czasie przymusowego lądowania w tundrze
samolot uległ awarii. Lekko poturbowanym rozbitkom pomogli koczujący w
pobliżu Nieńcy. Wszystko skończyło się szczęśliwie i latem Galina urodziła w
Moskwie córkę Elwirę.
W następnych latach Ejchmans pracował w sowieckim wywiadzie, głównie w
Japonii. W 1938 roku, w czasie wielkiej czystki, został wezwany do Moskwy,
aresztowany i rozstrzelany. Galina jako "żona wroga ludu" też nie uniknęłaby
represji, ale wcześniej rozwiodła się z Ejchmansem. Dzięki temu ocalał także
album fotografii z Wajgacza, który przechowywała. Dzisiaj spoczywa on w
szufladzie córki naczelnika Wajgackiej Ekspedycji OGPU, mieszkającej w
Stanach Zjednoczonych 70-letniej Elwiry Fiodorowny Ejchmans.
Jeszcze dawniej. Samojedzi
Tutejsi tubylcy byli ludem myśliwych i hodowców reniferów, który koczował na
ogromnych obszarach północnej Europy i północno-wschodniej Syberii aż po
Jenisej. Nazywano ich Samojedami, ale nie wiadomo dlaczego. Naukowcy nie
potrafią jednoznacznie określić pochodzenia tej nazwy. Rosyjscy najeźdźcy
wypierali tubylców z najlepszych łowisk i przez wieki grabili na drodze
kolonialnego handlu suto podl