msciwoj24
02.11.03, 22:20
Grobla budowana przez Rosjan w Cieśninie Kierczeńskiej "stanowi bezpośrednie
zagrożenie" dla suwerenności Ukrainy - napisali w oświadczeniu o sytuacji
wokół wyspy Tuzła członkowie prezydium Medżlisu (parlamentu Tatarów
Krymskich), wzywając władze państwa do okazania "zdecydowania" w obronie
całości terytorialnej kraju
Członkowie Medżlisu w dokumencie zatytułowanym "O zagrożeniu terytorialnej
całości Ukrainy" napisali, że budowa grobli jest dowodem na to, że "najwyższe
władze Rosji wzięły kurs na zrewidowanie ukraińsko-rosyjskich porozumień w
sprawie granicy".
Tatarów niepokoi jednak nie tylko to, że Rosjanie bez porozumienia z Kijowem
zaczęli sypać groblę w kierunku ukraińskiej wyspy położonej w przesmyku
łączącym Morze Czarne z Azowskim. Trwożą ich też wypowiedzi polityków
rosyjskich otwarcie "kwestionujących prawo Ukrainy nie tylko do wyspy, ale i
całego akwenu Morza Azowskiego".
„Teraz, kiedy rozgorzał konflikt wokół Tuzły, z Moskwy znów dochodzą do nas
nawoływania o konieczności «zwrócenia » Rosji Całego Krymu i Sewastopola, a
ekspansywnej polityce Federacji Rosyjskiej towarzyszy zmasowana antyukraińska
kampania propagandowa. Widzimy, że w Rosji uaktywniły się te siły, które
wciąż nie mogą się pogodzić nie tylko z rozpadem Związku Radzieckiego, ale
też z powrotem Tatarów Krymskich do Ojczyzny” - napisali członkowie Medżlisu,
przypominając, że Stalin w latach 40. wygnał Tatarów z Krymu.
Medżlis wezwał więc "polityków ukraińskich, by okazali zdecydowanie w obronie
suwerenności i całości terytorialnej państwa".
W czwartek w Kijowie rozpoczęły się rozmowy Igora Iwanowa, rosyjskiego
ministra spraw zagranicznych, i jego ukraińskiego kolegi Konstantyna
Hryszczenki na temat konfliktu granicznego.
Rosjanie w ubiegły czwartek, po trzech tygodniach robót prowadzonych w
stachanowskim tempie, przerwali sypanie grobli, której koniec jest oddalony
zaledwie o kilkadziesiąt metrów od wyspy. Stale jednak poszerzają i umacniają
gotowy już 4-km odcinek. Zażądali też, by Ukraińcy zabrali z wyspy swych
pograniczników. Kijów jednak się na to nie zgodził.
www1.gazeta.pl/swiat/1,34180,1752595.html