eliot
14.01.09, 09:40
... zamiast mitów i medialnych bredni na temat gazu :
wyborcza.pl/1,82247,6153292,Slogany_i_fakty_gazowego_konfliktu.html
Slogany i fakty gazowego konfliktu
Andrzej Kublik2009-01-12, ostatnia aktualizacja 2009-01-12 20:37
W sporze o gaz Rosja zarzuca Kijów chwytliwymi oskarżeniami. Ukraina
przedstawia fakty, które z trudem przebijają się do opinii
publicznej.
- Jest coraz więcej dowodów, że Ukraina kradnie gaz - powiedział
wczoraj rano publicysta w radiowej "Trójce". Ponieważ nie podał
żadnego dowodu, jego stwierdzenie to raczej przykład skuteczności
rosyjskiej machiny propagandowej. Moskwa od początku gazowego
konfliktu z Kijowem rzuca chwytliwe, populistyczne oskarżenia. "Nie
chcą płacić", "kradną gaz" - mówią przedstawiciele władz Rosji i
Gazpromu. Unikają konfrontacji z faktami i liczbami, które
przedstawia Kijów.
1. Czy Ukraina ma długi wobec Rosji?
Bezpośrednio - na pewno nie.
Ukraiński koncern Naftohaz importował dotąd gaz wyłącznie od
szwajcarskiej spółki RosUkrEnergo (RUE), która w połowie należy do
Gazpromu, a w połowie do dwóch ukraińskich przedsiębiorców. Na
konferencji 3 stycznia szef Naftohazu Ołeh Dubyna poinformował, że w
2008 r. jego firma kupiła od RUE prawie 48 mld m sześc. gazu, za
który zapłaciła ponad 8,6 mld dol.
Już w połowie grudnia rzecznik Gazpromu oskarżał Naftohaz, że ma
ponad 800 mln dol. długów za całość gazu dostarczonego w tym
miesiącu. To zdumiewające, ale większość zachodnich dziennikarzy
powtarzała te zarzuty, nie zwracając uwagi, że są absurdalne. Nie ma
mowy o długach, skoro nie upłynął termin zapłaty. W przedostatnim
dniu 2008 r. Naftohaz zapłacił zaś ponad 1,52 mld dol. za dostawy w
listopadzie i także za grudzień - przed zakończeniem tego miesiąca.
Wtedy Gazprom zaczął twierdzić, że Ukraina jest mu dłużna jeszcze
613 mln dol. - bo z grudniowej zapłaty odliczono część pieniędzy na
kary za nieterminowe płatności. Według rosyjskiego koncernu do
wcześniejszych kar dojdą odsetki, bo pieniądze wpłacone przez
Naftohaz 30 grudnia na konto RUE, z powodu świąt w Rosji Gazprom
dostanie z opóźnieniem dwóch tygodni.
- To już sprawa rozliczeń między RUE i Gazpromem. My należności
zapłaciliśmy - podkreślał Naftohaz.
Ukraiński koncern w ogóle kwestionował kary naliczane przez RUE i
chciał, by sprawę rozstrzygnął arbitraż.
2. Czy Ukraina kradnie gaz?
"Od początku roku do 7 stycznia, kiedy Gazprom wstrzymał dostawy na
tranzyt, przesłaliśmy do Europy Zachodniej prawie 1,44 mld m sześc.
gazu" - poinformował Naftohaz. Aby ta ilość gazu dopłynęła do
Europy, trzeba było utrzymać odpowiednie ciśnienie w rurach,
zużywając na to 123 mln m sześc. Z tego 74 mln m sześc. pochodziło z
własnych ukraińskich zasobów, a 50 mln m sześc. z gazu dostarczanego
z Rosji. Te dane są zbieżne z informacjami Gazpromu, który ogłosił,
że Naftohaz "ukradł" 65 mln m sześc. z gazu wtłaczanego na Ukrainę.
Rzecz w tym, że Ukraina zużywa rocznie ok. 6,4 mld m sześc. gazu,
aby utrzymać odpowiednie ciśnienie w rurach tranzytowych. Dotąd ten
gaz Naftohaz kupował od spółek Gazpromu. Jednak od stycznia Gazprom
zakręcił kurek Ukrainie, bo nie uzgodniono kontraktów na 2009 r.
Teraz Rosjanie żądają, aby Ukraina z własnych zapasów dostarczała
gaz do utrzymania ciśnienia w rurach. Kijów odmawia, bo - jak
tłumaczy - nie chce dotować z własnej kieszeni transportu gazu, na
którym zarobiłby tylko Gazprom
3. Europejskie ceny
Gazprom początkowo chciał podnieść Ukrainie cenę gazu ze 180 do 250
dol. za 1 tys. m sześc. i chciał zamrozić dotychczasowe opłaty za
tranzyt, które wynoszą 1,7 dol. za przesył 1 tys. m gazu na
odległość 100 km.
Kijów uznał, że to niekorzystna propozycja. Dlaczego? W październiku
zeszłego roku premierzy Rosji Władimir Putin i Ukrainy Julia
Tymoszenko podpisali memorandum, w którym uzgodniono, że ceny gazu
dla Ukrainy i opłaty za tranzyt przez Ukrainę osiągną "europejski"
poziom w ciągu trzech lat. Tymczasem zdaniem ekspertów i Gazpromu
średnia roczna cena rosyjskiego gazu dla Europy w 2009 r. wyniesie
260-280 dol., wliczając w to koszt transportu przez Ukrainę. Kijów
ocenił, że wbrew ustaleniom premierów Gazprom już w tym roku
chce "europejskiej" ceny. Ukraińcy oferowali więc 201 dol. za 1 tys.
m sześc. gazu, a potem podnieśli ofertę do 235 dol. - o 6 proc.
poniżej propozycji Rosjan. Gazprom nie przyjął tego kompromisu.
Naftohaz wyliczył też, że jeśli ceny gazu wzrosną do 250 dol., a
cennik za tranzyt się nie zmieni, to Kijów będzie musiał z własnej
kieszeni wydać dodatkowo 0,5 mld dol. na utrzymanie ciśnienia w
gazociągach tranzytowych. Dlatego najpierw Ukraińcy chcieli podnieść
opłaty do 2 dol., a potem obniżyli swoje żądania do 1,8 dol. Gazprom
nie przyjął tej oferty, choć w zeszłym tygodniu Putin potwierdził
zagranicznym dziennikarzom, że dotychczasowe opłaty za tranzyt przez
Ukrainę były dwa razy niższe niż w Europie Zachodniej.