Dodaj do ulubionych

Do więzienia za polskie pałace

12.05.09, 23:41
Sława!
www.rp.pl/artykul/11,302285_Do_wiezienia__za_polskie_palace.html
Do więzienia za polskie pałace
Andrzej Pisalnik 08-05-2009, ostatnia aktualizacja 08-05-2009 14:05
Żemłosław. Władze Białorusi nie mają pomysłu na zagospodarowanie
niszczejących tu latami posiadłości polskiej szlachty. W ostatnim
orędziu do narodu i parlamentu prezydent Aleksander Łukaszenko kazał
wykorzystywać je do rozwoju turystyki. Czyli odsprzedawać prywatnemu
biznesowi


autor zdjęcia: Andrzej Pisalnik
źródło: Fotorzepa
Pałac Umiastowskich, rozgrabiony w czasie pierwszej wojny światowej
przez Niemców i zamieniający się w ruinę w dzisiejszej niepodległej
Białorusi, najlepiej prezentuje się od strony rzeki Gawii.
Gospodarze i goście wychodzili niegdyś na jej malowniczy brzeg, by
wsiąść do łódki lub po prostu delektować się otaczającą przyrodą

autor zdjęcia: Andrzej Pisalnik
źródło: Fotorzepa
Przed pałacem stoi teraz pomnik poległych żołnierzy 168. Pułku
Strzelców 24. Samaro-Ulianowskiej Żelaznej Dywizji. Kiedyś był tu
klomb z kwiatami
+zobacz więcejPrzedsiębiorcy nie kwapią się z kupowaniem „staroci”
po cenach proponowanych przez państwo. Stare budowle potrzebują
kosztownych renowacji. Gdy jednak nadarza się okazja nabycia
zabytkowego majątku za przysłowiowy grosz – w grę wkracza prokurator.

Tak właśnie było z białoruską kopią pałacu króla Stanisława Augusta
Poniatowskiego w warszawskich Łazienkach – z pałacem Umiastowskich
we wsi Żemłosław (leży 40 kilometrów od Lidy w obwodzie grodzieńskim
przy granicy z Litwą). Przewodniczący miejscowego kołchozu pozbył
się za bezcen kłopotliwych, bo wymagających natychmiastowego
remontu, zabudowań na rzecz biznesmena z Mińska. Teraz grozi mu do
sześciu lat więzienia za korupcję.

Prokuratura w Grodnie uznała, że równowartość 4 tys. dolarów, które
przedsiębiorca wpłacił do kołchozowej kasy, to zdecydowanie za mało.
Zespół pałacowo-parkowy liczy bowiem sześć budynków (sam pałac
wyceniono na ok. 3 tys. dolarów) i jest wpisany na listę zabytków
kultury i historii Białorusi. Wart jest co najmniej 50 razy tyle –
uważają prokuratorzy.

– A pan tu na zwiady od nowego właściciela czy dziennikarz? – słyszę
w trakcie fotografowania olbrzymiej, pomalowanej na srebrno, rzeźby
radzieckiego żołnierza. Zasłania fasadę gmachu do złudzenia
przypominającego ten w warszawskich Łazienkach.

– A mnie sprzedano razem z tym pałacem – informuje starsza pani.
Dowiedziawszy się, że jestem korespondentem polskiej gazety, biegnie
do pałacowej oficyny. Wraca z książką „Żemłosław” Kazimierza
Niechwiadowicza, który teraz mieszka w Poznaniu, ale urodził się (w
1957 r.) w leżących cztery kilometry od Żemłosławia Subotnikach.

W oficynie, z której wraca „sprzedana z pałacem” Teresa Maskiewicz,
rzeczywiście znajduje się jej mieszkanie. Otrzymała je od kołchozu
tuż po II wojnie światowej albo – jak mówią w tych stronach – za
drugich Sowietów (pierwsi to ci, którzy przyszli po 17 września 1939
r.). – Tego tu być nie powinno – macha ręką na pomnik żołnierza. Ma
77 lat i twierdzi, że pamięta, jak tu było za „prawdziwych panów”,
czyli przed II wojną.

Rodzice Teresy Maskiewicz pracowali przy pałacu. Matka doglądała
kwiatów i sadzonek drzew, które sprowadzała do pałacowego parku,
nawet z Ameryki, margrabina. Janina Umiastowska z domu Ostroróg-
Sadowska herbu Nałęcz, wdowa po ostatnim właścicielu posiadłości
hrabim Władysławie Umiastowskim, tytuł margrabiny otrzymała od
papieża Benedykta XV w 1920 r. Ojciec pani Teresy Bronisław
Maskiewicz pracował w stajni.

W miejscu, gdzie stoi teraz otoczony zdziczałymi krzewami pomnik
poległych na tych ziemiach żołnierzy 168. Pułku Strzelców 24. Samaro-
Ulianowskiej Żelaznej Dywizji, kiedyś był klomb z kwiatami. –
Szczególnym umiłowaniem pani cieszyły się róże – wspomina Teresa
Maskiewicz, świetnie mówiąca po polsku. Na pytanie, dlaczego uważa,
że została sprzedana razem z pałacem, odpowiada: – Bo sprzedano też
oficynę, w której mieszkam, a ja nie mam gdzie się wyprowadzić.
(Później dowiem się, że pani Teresa mnie zwodzi. Biznesmen, który
kupił zespół pałacowo-parkowy wraz z jej mieszkaniem, nie miał
zamiaru jej nigdzie wypędzać, a na dodatek zaklinał się, że
wyremontuje lokum.)


ZSRR by go uratował

Pytam panią Teresę o możliwość obejrzenia pałacowych wnętrz. Ma
klucz tylko od lewego skrzydła. Gdy otwiera drzwi wejściowe, czuć
zapach pleśni. – W zimie przechowujemy tu ziemniaki – tłumaczy, gdy
dostrzegam charakterystyczne ślady wzdłuż ściany przy balustradzie
schodów. Na piętrze znajduję dużą salę widowiskową. Na tylnej
ścianie sceny odrapane socrealistyczne malowidło. Przedstawia
tańczących kołchoźników. – Tu był klub, a wcześniej kaplica
pałacowa, którą miejscowi nazywali kościołem, gdyż w Żemłosławiu
świątyni nie było – tłumaczy pani Teresa. W kącie widać piec, nad
nim wyrwa w suficie. Gdy pada deszcz, z płaskiego dachu pałacu
(będącego też tarasem) tę część budynku zalewa woda. W sąsiednim
pomieszczeniu wraki porzuconych mebli i rozbity fortepian. Najwięcej
śmieci jest w mniejszych pokojach. Drzwi do jednego z nich udało się
otworzyć tylko do połowy, tak był nimi wypełniony.

Ze słów pani Teresy wynika, że w czasach, gdy w pałacu mieściła się
siedziba sowchozu, klub i kino, a w innym skrzydle poczta – stan
budynku był o wiele lepszy. Dopiero po opuszczeniu obiektu przez te
wszystkie instytucje miejscowi i przyjezdni zaczęli obdzierać z
kafli wykonane we francuskim stylu kominy i piece.

Przez zabite deskami okno w centralnej części budynku można zajrzeć
do pałacowego holu. Na podłodze leżą porzucone w nieładzie arkusze
papieru. Można na nich dostrzec wykresy i cyfry charakterystyczne
dla kołchozowej dokumentacji o udojach i zebranych plonach. Na
ścianie zachowała się tablica informująca o seansach filmowych.

– Tak naprawdę, gdyby nie rozpad ZSRR, pałac byłby uratowany –
twierdzi Olga Kursiewicz, emerytowana nauczycielka miejscowej
szkoły. Mieszkańcy Żemłosławia zarekomendowali mi ją jako osobę
najlepiej znającą pałac Umiastowskich.

Opowiada, że pod koniec lat 80. znane w całym ZSRR mińskie zakłady
zegarowe Łucz planowały założyć tu sanatorium dla swoich
pracowników. W tym celu specjaliści z pobliskich Sołeczników,
leżących obecnie na terenie Litwy, wyczyścili dno przylegającego do
pałacu stawu. – W 1991 r. jednak Sołeczniki raptem znalazły się w
innym państwie, a i zakładom Łucz było już nie do sanatorium –
wzdycha pani Olga.

Gdy pytam o stosunek do transakcji zawartej przez przewodniczącego
kołchozu z mińskim biznesmenem, pani Olga broni szefa kołchozu. – A
co miał zrobić, jak w czasie żniw lub siewu telefonują do niego
władze rejonowe i każą wygospodarować środki na konserwację zabytku?
Miał nie zapłacić kombajnistom czy co?! Jest przekonana, że
odsprzedanie pałacu za symboliczny grosz było słuszną decyzją. –
Przecież biznesmen odremontowałby go i tchnąłby nowe życie do
Żemłosławia – mówi.


Racja przewodniczącego kołchozu

Żemłosław wymiera. Do tutejszej wiejskiej szkoły, którą ostatnio ze
średniej przekształcono w bazową, uczęszcza obecnie niespełna 100
uczniów, włączając dzieci z okolicznych wsi i chutorów (szkoła
bazowa to nauczanie do dziewiątej klasy, maturę na Białorusi zdaje
się po ukończeniu 11. klasy). Olga Kursiewicz pamięta czasy, gdy
było ich 400. – Młodzież nie widzi tu dla siebie żadnej perspektywy
i szuka szczęścia w dużych miastach – twierdzi. Według niej
wykorzystywanie pałacu Umiastowskich do, jak planował biznesmen,
zorganizowania gospodarstwa agrotury
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka