Najnowsze niemieckie spiski przeciw Słowianom

29.12.03, 01:26

    • ignorant11 Najnowsze niemieckie spiski przeciw Słowianom(2) 29.12.03, 01:28
      Wojna kosowska była punktem zwrotnym dla elity politycznej Niemiec, która
      posłała swe wojska do boju po raz pierwszy od II wojny światowej. Powojenną
      politykę Republiki Federalnej ukształtowało odrzucenie militaryzmu, więc
      wysłanie jednostek niemieckich do boju w Kosowie było trudne do wyjaśnienia
      wyborcom. Obiekcje zneutralizowano retoryką praw człowieka, ale pozyskiwanie
      komplikował fakt, że to odstępstwo oznaczało poparcie dla wojny –
      przedsięwzięcia niezwykłego. Prawo międzynarodowe i konstytucja Niemiec
      powstały przecież z reakcji na okropności hitleryzmu.

      W niemieckiej polityce z okresu konfliktu na Bałkanach tradycyjni konserwatyści
      byli często najbardziej krytyczni, a liberałowie najbardziej bojowi. Egzamin
      nadarzył się w konflikcie kosowskim. Pierwsze od 1945 roku rozkazy bojowe dla
      żołnierzy niemieckich wydała partie socjaldemokratyczna (SPD) i Zielonych, obie
      o silnych tradycjach liberalnych. Udziału Niemiec w wojnie wytłumaczył minister
      spraw zagranicznych Joschka Fischer z Zielonych, który powołując się w opozycji
      na czasy faszyzmu, wypowiadał się przeciw posyłaniu niemieckich wojsk na wojnę
      w Bośni.

      Partia SPD kanclerza Gerharda Schrödera odziedziczyła mniejszy bagaż polityczny
      po ruchu pokojowym. W wyborach w 1998 r. stratedzy wyborczy z Wielkiej Brytanii
      i USA przekształcili na zamówienie SPD poważne dotąd zjazdy partii w bezwstydne
      okazje przekazu przez Schrödera, obliczone na naśladowanie polityki Blaira i
      Clintona. W bezsensownych sformułowaniach SPD zastąpiła argument polityczny
      emocjonalizmem pozbawionym znaczenia. Przyjęto słownictwo etycznej polityki
      zagranicznej na wzór brytyjskiej partii New Labour. Schröder często wyglądał
      jak słaba kopia Blaira, a nowa koalicja rządząca była zawstydzana raz po razie.
      Czerwono-Zielony „kryzys modernizacji” osiągnął dramatyczny szczyt tuż przed
      wojną NATO, kiedy minister finansów z SPD, Oskar Lafontaine, złożył rezygnację
      i otwarcie skrytykował kanclerza.

      Wybawienie
      Na wiosnę 1999 r. międzynarodowe poparcie dla wojny NATO wybawiło niemiecką
      koalicję, dając szansę naprawy wizerunku. Zbieg kłopotów wewnętrznych z
      pierwszymi oznakami kryzysu rządu oraz potrzeba przezwyciężenia oporów
      moralnych i politycznych, by uzasadnić zbrojną interwencję – szczególnie na
      Bałkanach, gdzie faszyzm II wojny światowej poczynił spustoszenie –
      doprowadziły do histerycznych reakcji. W żadnym innym państwie NATO nie użyto
      tak nagminnie retoryki Holokaustu, jak w Niemczech, gdzie celem było moralne
      podparcie wojny i udziału wojsk niemieckich. Zamiast w kategoriach interesów
      państwa i geopolitycznych, uzasadniano wojnę moralizowaniem. Nie wypadało
      jednak nazwać wojny karą dla Miloszewicia, bo to nie gwarantowało ogólnej
      jednomyślności. Wojna stała się w języku niemieckiej propagandy świętą wojną z
      Szatanem o zbawienie ludzkości.

      Sytuację w Kosowie porównywano z niemieckim faszyzmem, a Serbów do hitlerowców.
      Należało położyć kres „ludobójstwu”. Rząd skarżył się na dźwigane brzemię i że
      zmuszony został do wzięcia udziału w misji wbrew woli. Niemiecki udział był
      honorowym i „historycznym” obowiązkiem wynikającym z tradycji pacyfizmu i walki
      z faszyzmem. W telewizji i na prasówkach wojskowych Fischer i Scharping
      porównywali sytuację w III Rzeszy z obecną Serbią. Jamie Shea wyglądał na
      opanowanego w porównaniu z niemieckimi kolegami. Straszne opowiastki Scharpinga
      o „serbskim faszyzmie” miały zszokować społeczeństwo i otoczyć udział Niemiec
      chwałą i poczuciem humanitaryzmu. „Używam termin ‘obóz koncentracyjny’
      świadomie” – powiedział Scharping opisując serbski obóz rzekomo założony na
      stadionie w Prisztinie. Co dzień informował o odrażających zbrodniach, np.
      smażeniu płodów przez Serbów, które wyrwali z łona Albanek. Pod koniec kwietnia
      1999 r. Scharping pokazał prasie zdjęcie ze stycznia jako dowód wcześniejszej
      działalności ludobójczej Serbów. Kiedy dziennikarz Ulrich Deppendorf
      zakwestionował, że zdjęcie pochodzi z walk między siłami Jugosławii a WAK,
      Scharping odparł spekulacją nie do uwierzenia – czaszki roztrzaskano kijami
      bejsbolowymi.

      Kampania Scharpinga miała ten sam cel, co zmyłka o „masakrze” w Raczaku
      kierowana przez amerykańskie służby specjalne, z ambasadorem USA Williamem
      Walkerem, WAK i Madeleine Albright w rolach głównych (patrz rozdział pt.
      Szwindel w Raczaku). Zmyśleniami tego rodzaju zyskiwano aprobatę opinii
      publicznej dla czynów, jakich ona nigdy by nie poparła. Wykorzystano zasadę
      Gőbbelsa, że im bardziej absurdalne kłamstwo, tym łatwiej strawne. Moralizując
      i porównując do hitleryzmu, propaganda niemiecka okazała się skuteczna. Środki
      przekazu podawały bezkrytycznie, co rząd podsuwał, a odbiorcy nie mieli pojęcia
      o sprzecznościach i rozmiarze manipulacji. Scharping stał się drugim co do
      popularności ministrem po Fischerze.

      Wspólnicy
      Zmianie „etycznej polityki zagranicznej” i zrzuceniu ciężaru powojennej
      ideologii przez Czerwono-Zieloną koalicję towarzyszyła podobna zmiana w
      środkach przekazu. Okładka w Bild z 1.4.1999 r. pokazała zdjęcie konwoju
      uchodźców: „Pędzą ich do obozu koncentracyjnego.” Faktycznie uchodźcy
      przekraczali granicę do Macedonii. Pomijając prasę brukową jak Bild i Express
      oraz prywatne stacje telewizyjne, od których nie należy się wiele spodziewać,
      szanowane wydawnictwa – Spiegel, Zeit, Woche, Stern, Süddeutsche Zeitung,
      Frankfurter Rundschau i tageszeitung – i publiczna telewizja ARD i ZDF to
      zupełnie inna sprawa. W powojennej historii Niemiec trzymały się socjalno-
      demokratycznej i zielonej części politycznego spektrum. Kiedy wreszcie rządy
      objęli ich faworyci, próbowały im pomóc w rozwiązywaniu problemów politycznych,
      zapobiegając załamaniu się rządu.

      Nie brakowało dziennikarzy niezależnych, od których można było spodziewać się
      krytycznej oceny spraw wojny i pokoju. Ci ludzie rozumieli swój zawód jako
      powołanie dla niełatwego celu demokracji, więc badali strategie polityki
      zagranicznej własnych elit u władzy. Ale podobnie jak w kampanii w Bośni,
      bombardowania Jugosławii zniszczyły również ten rodzaj dziennikarstwa i
      odwróciły reporterkę do góry nogami. Np. zorientowany na Zielonych tageszeitung
      pokazał 30.4.1999 r. trzy zdjęcia martwych Albańczyków kosowskich rzekomo z
      wideo 15 zmasakrowanych przez Serbów na początku miesiąca. Jedno ze zdjęć
      pochodziło z artykułu Spiegela o styczniowej „masakrze” w Raczaku. Gazeta nie
      sprostowała propagandy, tylko utwierdziła czytelnika w przekonaniu, że masakra
      miała miejsce i zdjęcie dowodzi, że siły serbskie popełniły zbrodnie.

      Koledzy Scharpinga i Fischera w rządzie czerwono-zielonym, którzy dotychczas
      opowiadali się za pokojem, a teraz wydawało się wierzyli w „zwalczanie
      serbskiego faszyzmu” mieli w tej misji wpływowych zwolenników w wielu
      publikacjach. W tageszeitung ukazywały się przekonywujące artykuły za wojną
      NATO, w których autorzy nieugięcie dowodzili potrzeby inwazji lądowej,
      ostrzegali przed przedwczesnym pokojem, winili za wojnę Miloszewicia i
      sympatyzowali z podżeganiem zamachu na niego. Im bardziej skrajnie na lewo od
      tradycyjnego liberalizmu stał dany dziennikarz czy redaktor, tym bardziej
      zawzięte komentarze i tym gorsza była jakość przekazów.

      Bardziej subtelne i rzetelne dziennikarstwo praktykowały gazety tradycyjnie
      konserwatywnych. Frankfurter Allgemeine Zeitung nie zmienił swej pozycji
      orzeciw Serbom, uprawianej od początku kryzysu w Jugosławii, ale zamieścił
      poważne krytyki wojny i natowskiej propagandy, chociaż nie na głównych
      stronach. Być może oportunizm polityczny tego organu CDU odegrał jakąś rolę,
      jednak nie da się zaprzeczyć, że publikacje konserwatystów krytykowały politykę
      rządu oraz potępiły polityków za brak racjonaln
      • ignorant11 Najnowsze niemieckie spiski przeciw Słowianom(2) 29.12.03, 01:29
        Bardziej subtelne i rzetelne dziennikarstwo praktykowały gazety tradycyjnie
        konserwatywnych. Frankfurter Allgemeine Zeitung nie zmienił swej pozycji
        orzeciw Serbom, uprawianej od początku kryzysu w Jugosławii, ale zamieścił
        poważne krytyki wojny i natowskiej propagandy, chociaż nie na głównych
        stronach. Być może oportunizm polityczny tego organu CDU odegrał jakąś rolę,
        jednak nie da się zaprzeczyć, że publikacje konserwatystów krytykowały politykę
        rządu oraz potępiły polityków za brak racjonalnego uzasadnienia wojny i
        faktycznych odpowiedzi na krytykę. Rola obrony prawa międzynarodowego,
        konstytucji i zasad etyki dziennikarskiej przypadła więc redaktorom
        konserwatywnym. Na przykład były Zielony Jutta Ditfurth oskarżył Fischera w
        konserwatywnym magazynie Focus: „Co mogłoby być lepsze dla NATO niż minister
        spraw zagranicznych Niemiec, który nadużywa kategorie przeciw faszyzmowi, aby
        gloryfikować swój własny oportunizm? Kto wylewa wiadra zakłamanej moralności,
        na której byli lewicowcy i lewicowi liberałowie poślizgują i ślizgają się w
        nowe oczarowanie wojną?”

        W programie telewizji ARD z 25.4.1999 r. reprezentanci CDU włącznie z premierem
        Hesji Rolandem Kochem potępili „retorykę przeciw Miloszewiciowi” i ostrzegli,
        że nie są ani za „totalną wojną” ani za „całkowitym pokonaniem”. Alternatywny
        głos programu ARD, Monitor, był jeszcze słyszalny jesienią 1998 r., kiedy
        kilkakrotnie pokazał WAK i tajne zagrywki mocarstw zachodnich. Monitor mówił
        wtedy o finansowaniu WAK z handlu narkotykami oraz o skrytym poparciu przez
        niemiecką służbę wywiadowczą. Nagłośniono także rządowe dokumenty
        stwierdzające, że nie było systematycznego wydalania czy prześladowania
        Albańczyków w Kosowie. O tym wszystkim niemiecka opinia publiczna szybko
        zapomniała wobec nawału czerwono-zielonej propagandy.

        Połączenie „modernizatorów” w polityce ze środkami przekazu wykazało jaśniej
        niż dotychczas, że ci najgłośniejsi w żądaniach obrony praw człowieka i
        demokracji jednocześnie popierali totalną wojnę najbardziej absolutnie.
        Każdego, kto próbował ich zdemaskować natychmiast okrzykiwano agentem serbskiej
        propagandy. Ta sama grupa, która stosowała wyrażenia „obóz
        koncentracyjny”, „Auschwitz” i „ludobójstwo” najbardziej przyczyniła się do
        relatywizacji zbrodni hitlerowskich i odrodzenia niemieckiego militaryzmu. Pod
        auspicjami czerwono-zielonych przekręcono o 180 stopni powojenną powściągliwość
        polityczną i wojskową Niemiec. Wojna NATO z Jugosławią przypieczętowała nowy
        kierunek niemieckiej polityki, wyłaniający się od zakończenia zimnej wojny.

        Podkopy pod demokrację
        Zmiana paradygmatu politycznego wydobyła na powierzchnię problemy
        długoterminowe. Podważono demokrację niemiecką. Proces tworzenia opinii w
        społeczeństwie demokratycznym zależy od różnorodności i wiarygodności
        przedstawianych informacji. Ta zasadnicza rola środków przekazu została bardzo
        osłabiona w czasie wojny NATO. Najpoważniejszy był sabotaż demokratycznego
        procesu opiniotwórczego przez publikacje z tradycjami lewicy i liberalizmu.
        Jeden ważny przykład pochodzi z krótkotrwałej dyskusji nt. negocjacji w
        Ramboulliet. Dopiero w drugim tygodniu nalotów 6.4.1999 r. tageszeitung
        opublikował urywki z aneksu B, w którym Jugosławia miała zgodzić się na
        okupację przez NATO.

        Sześć dni potem na pierwszej stronie gazeta wydrukowała niezwykle zapalny
        artykuł Andreasa Zumacha pt. Kłamstwo w Ramboulliet: Co wiedział Joschka
        Fischer? Zumach porównał z tekstem porozumienia w Ramboulliet wcześniejsze
        wypowiedzi Fischera. 23.2.1999 r., kiedy przerwano rozmowy w Ramboulliet, rząd
        Niemiec przedłożył Bundestagowi propozycję wysłania 5,5 tys. żołnierzy dla
        wsparcia planu pokoju. Następnego dnia Fischer zdał sprawozdanie z negocjacji
        parlamentarnej komisji spraw zagranicznych i był przekonany, że pokojowe
        rozwiązanie konfliktu jest blisko. Komisje spraw zagranicznych, obrony i
        budżetu głosowały 25. kwietnia za udziałem wojsk Niemiec we wprowadzaniu umowy
        w Kosowie. Członowie komisji, inni z Bundestagu i starsi urzędnicy w
        ministerstwie Fischera w większości nie wiedzieli, jak przebiegły negocjacje w
        Ramboulliet i co było w aneksie porozumienia.

        Rewelacje Zumacha wzbudziły alarm. Kilku parlamentarzystów zażądało informacji
        i ubolewało nad ich brakiem zanim przystąpili do głosowania. Nawet rzeczniczka
        Zielonych Angelika Beer wyraziła oburzenie i oświadczyła, że gdyby znała tekst
        z Ramboulliet, nie tylko nie głosowałaby przeciw posłaniu wojsk niemieckich ale
        i zaproponowałaby inną strategię. Rozczarowany machinacjami Fischera reporter
        Stefan Reinecke pisał w tageszeitung z 13.4.1999 r.: „Co myśleć o rządzie,
        który nie czytał niedoszłego układu, więc nie zna szczegółów dlaczego angażuje
        się w wojnę. Jeśli rząd faktycznie został poinformowany o aneksie i przyjął
        jego warunki, była to przerażająca pomyłka.” Wydarzenia dowiodły, jak łatwo
        dziennikarze przyjęli wcześniej oficjalne informacje zamiast sprawdzić ich
        wiarygodność.

        Ministerstwo spraw zagranicznych pospieszyło naprawiać szkody z pomocą
        politycznych i osobistych przyjaciół w ważniejszych redakcjach, począwszy od
        tageszeitung. Trzy dni po opublikowaniu głośnego artykułu Zumacha z 12.4.1999
        r. wyciszyli go wywiadem z Fischerem pt. To barbarzyńska forma faszyzmu.
        Fischer wyparł się oskarżeń i wygłosił kazanie o zbrodniach Serbów i
        szlachetnej misji Zachodu, zamykając tym samym dyskusję o Ramboulliet. Zdaniem
        Zumacha Fischer wykorzystał osobistą znajomość redaktora naczelnego gazety
        zbliżonej do swej partii, by mieć ostatnie słowo i w ten sposób przerwać
        dyskusję. Fischer nie zgodził się na wywiad z Zumachem lub Bettiną Klaus,
        korespondentką gazety w Bonn, tylko zażądał Dietera Rulffa, który nie miał
        doświadczenia w temacie. Wyszło na to, że gazeta jakby przepraszała za artykuł
        Zumacha. Niemiecka polityka zagraniczna została w ten sposób uratowana przez
        tageszeitung, który uległ politycznej presji na temat ogromnej wagi
        międzynarodowej.

        Pod koniec wojny reportaże koncentrowały się na próbach dyplomatycznego
        rozwiązania konfliktu przez Fischera, podczas gdy NATO nasiliło naloty. Inaczej
        niż w Niemczech, amerykańskie i brytyjskie środki przekazu ignorowały spotkania
        Fischera z negocjatorami rosyjskimi i nie rysowały nadziei na szybkie
        zakończenie bombardowań. Fischer naprawiał szkody wyrządzone poprzednio, w
        obawie że niemiecka opinia publiczna zmęczy się problemem uchodźców, wojna nie
        daje wyników, a Niemiec nie widać na międzynarodowej scenie dyplomatycznej.
        Prasa i telewizja donosiły, że wprowadzając rezolucję państw G8 Fischer
        osiągnął rzecz niemożliwą: wciągnął w proces Rosję i położył podstawy pokoju z
        Jugosławią. Fischer stał się najpopularniejszym politykiem w swoim kraju. W
        hałasie chwały utopiły się wątpliwości o wojnie i roli Niemiec.

        Miesiąc po wybielającym wywiadzie Fischera w tageszeitung socjaldemokratyczny
        Die Zeit także podparł rząd w sprawie Ramboulliet, umieszczając niesamowicie
        reklamowaną wkładkę Guntera Hofmanna pt. Jak Niemcy dostały się w wojnę.
        Argumenty Zumacha rozładowano pośrednio, a rzekomo tajne dokumenty wykorzystane
        przez Die Zeit okazały się raczej niekompletne. Podsumowanie wkładki
        stwierdziło: „Niemcy chciały dobrze, otrzymały za duże zadanie i w końcu stały
        się bezsilne. Die Zeit skontrastował prostolinijność Fischera i delegacji
        Niemiec z odpowiedzialnością Jugosławii za fiasko w Rambouillet.

        Nieprzypadkowo wkładka ukazała się w przeddzień zjazdu Zielonych w sprawie
        wojny NATO, aby rozładować rosnącą krytykę wojny wewnątrz partii. Tylko Andreas
        Platthaus odnotował ironicznie we Frankfurter Allgemeine Zeitung z 14.5.1999
        r.: „niemieckiej duszy udało się” skoro „jest sądzona na podstawie zapisków
        tylko jednej strony.&
        • ignorant11 Najnowsze niemieckie spiski przeciw Słowianom(4) 29.12.03, 01:32
          Nieprzypadkowo wkładka ukazała się w przeddzień zjazdu Zielonych w sprawie
          wojny NATO, aby rozładować rosnącą krytykę wojny wewnątrz partii. Tylko Andreas
          Platthaus odnotował ironicznie we Frankfurter Allgemeine Zeitung z 14.5.1999
          r.: „niemieckiej duszy udało się” skoro „jest sądzona na podstawie zapisków
          tylko jednej strony.” Publicysta polityczny Wolfgang Michal także skrytykował
          wkładkę do Die Zeit: „Dziennikarswo dochodzeniowe? Bzdura. Przysługa. Gunter
          Hoffman. Korespondent Die Zeit w Bonn sam się dał nająć ministerstwu spraw
          zagranicznych [...] Zamiast ich przebadać, powtarza się pobożnie arie
          Usprawiedliwienia.”

          Rewelacje Zumacha doprowadziłyby w innych czasach do powołania niezależnej
          komisji dochodzeniowej i konsekwencji osobistych dla Fischera. W dobie
          noeliberalnej ważną dyskusję polityki państwa wyeliminowano zmową rządu z
          wydawnictwami. Środki przekazu w kolaboracji z politykami odpuściły
          odpowiedzialność za podstawowy element demokracji – niesfałszowany przekaz
          informacji. Poza tym środki przekazu przyczyniły się do sytuacji, w której
          farsą stał się obowiązek rządu, by uzasadniał swe działań, szczególnie w tak
          ważnych sprawach jak udział w wojnie. To jest równoznaczne z porzuceniem
          demokracji. Dla niemieckich środków przekazu wojna NATO była nowym
          doświadczeniem i rodzajem egzaminu. Jak by mierzyć, nie zdały go.

          Dokąd po Chorwacji i Słowenii?
          11.10.2000 r. minister spraw zagranicznych Niemiec, Joschka Fischer,
          zasugerował w Bundestagu, że Bundeswehra powinna na stałe wejść do resztek
          Jugosławii, aby czuwać nad demokracją, przestrzeganiem praw człowieka przez
          Serbów i pokojem na Bałkanach. Wiadomość pokazała się w niemieckim serwisie
          Associated Press, a potem nagle zniknęła z oficjalnego źródła. Agencja
          przytoczyła uzasadnienie Fischera o zbrojnym zaangażowaniu:

          „Zjednoczone Niemcy ponoszą specjalną odpowiedzialność za stabilizację
          demokracji na Bałkanach w Serbii. Demokracja jest podstawą trwałego pokoju.”

          Fischer szukał chwały czy nowej wojny znaną nam nowo-mową militaryzmu? Czy
          ekspert od zjednoczeń, Niemcy, nie zapędzają się czasem za daleko na południe?
          Czy elity polskiej władzy są przygotowane odeprzeć niemieckie zachcianki, jeśli
          współpracowały z nimi w oddawaniu polskiego majątku za bezcen niemieckim
          inwestorom? Że niektórzy zachodni sąsiedzi wytrwale kują w polski granit, niech
          świadczy wypowiedź Schrödera na zjeździe związku przesiedleńców w
          Berlinie: „Nie denerwujcie ofiary, która sama się garnie w nasze ręce. Wierzcie
          mojej metodzie. Wprowadzę was do wschodnich landów w taki sposób, że ich obecni
          administratorzy, tzn. Polacy, będą nam dziękować, że w końcu stali się
          Europejczykami.” Schröder dodał, że powrót Niemców na nasze i czeskie Ziemie
          Odzyskane jest tylko sprawą czasu po przyjęciu Polski i Czech do Unii.

          Zaczęło się od neo-ustaszów w latach 1960. Dziwnym trafem w tym samym czasie
          niemieckie służby wywiadowcze Bundesnachrichtendienst (BND) rozpoczęły
          systematyczną rozwalankę na Bałkanach. Wynikiem po trzech dekadach wspólnych
          trudów, do których później dołączyły służby specjalne Austrii, państw skrajnego
          islamu, a w końcu CIA, gdy Bałkany stały się interesujące dla „państwowych
          interesów USA”, było odłączenie Słowenii i Chorwacji od Jugosławii na początku
          lat 1990. Opisał to dr Rajko Doleczek w książce I Accuse!, a Rudolf Jaworek
          umieścił w książce pt. Wybacz im, Serbio! – patrz podrozdział poniżej.

          Handel bronią niemiecką kwitł podczas bratobójczych wojen w rozpadającej się
          Jugosławii. Wojska kanadyjskie widziały podczas misji pokojowej w 1991 r. jak w
          zbrodniczych atakach przeciw serbskiej ludności cywilnej w Chorwacji w Operacji
          Burza pod dowództwem Agima çeku, niemieccy najemnicy królowali w mordach,
          gwałtach i innych zbrodniach. Niemcy byli oczywiście pierwszym państwem, które
          uznało Chorwację. Drugi był ...Watykan. W momencie uznania Chorwacji jej
          konstytucja głosiła, iż nowe państwo jest tylko dla Chorwatów. W imię czystości
          rasowej zamordowano tysiące Serbów, a setki tysięcy musiały się wynieść. Inni
          zostali pod warunkiem przejścia na katolicyzm. Taka to jest katolicka miłość
          bliźniego, którą przystęplował Watykan uznając nowe państwo bałkańskie
          zbudowane na tradycjach faszyzmu, rasizmu i okrucieństwa.

          Zbrodnia i kara
          Udział BND w rozłamie Jugosławii zaczął się w 1962 r., wykorzystując rysę w
          partii komunistów Tity. BND zaczął kontaktować się z międzynarodową siecią
          byłych ustaszy w USA, Niemczech, Austrii, Kanadzie, Argentynie i Australii,
          gdzie znaleźli schronienie mimo procesów zbrodniarzy wojennych w Norymberdze i
          Jugosławii. Począwszy od lat 1970. BND przyczynił się do rozpadu federacji
          Jugosławii ściśle współpracując z separatystami w republice Chorwacji. Stamtąd
          komunistyczni nacjonaliści chorwaccy infiltrowali federalny aparat państwa z
          pomocą BND, wywiadu austriackiego i międzynarodowych ustaszy. Kiedy Tito odkrył
          spisek, infiltracja zaszła tak daleko, że próby reorganizacji nie zaszkodziły
          sieci chorwackich separatystów wewnątrz aparatu federacyjnego. Członkowie sieci
          systematycznie zmierzali do odłączenia Chorwacji.

          BND wpływał na opinię publiczna Jugosławii współpracując z naczelnymi
          redaktorami i dziennikarzami. Wojna informacyjna i prace nad rozłamem były tak
          zaawansowane, że w 1991 r. wmieszany był nawet przewodniczący chorwackiego
          związku dziennikarzy, Ante Gawranowić. Po śmierci Tity grupa skupiona wokół
          jego przyjaciela Krajaczicia, ukrytego separatysty chorwackiego w rządzie
          federalnym, spotkała się z BND i międzynarodówka ustaszy, aby nakreślić dalszą
          strategię rozbiorów Jugosławii.

          W latach 1980. agenci BND w Jugosławii nawiązali kontakty z przywódcami
          komunistycznymi w Słowenii (szczególnie z ich szefem bezpieki w rządzie
          federalnym Tity oraz z CIA i innymi tajnymi służbami. Od 1984 r. BND popierał
          kampanie przeciw armii federacji Jugosławii, np. magazyn Mladina opublikował
          ściśle tajne materiały o gotowości armii w Słowenii. Milan Kuczan, późniejszy
          prezydent Słowenii, przekazał dokumenty dziennikarzom niemieckim. Rząd Niemiec
          inicjował i aprobował działania polityczne zmierzające do podziału Jugosławii,
          np. kanclerz Weizsäcker spotkał się prywatnie z Matem Mesztrowiciem, synem
          znanego rzeźbiarza chorwackiego, zapewniając go o poparciu Niemiec dla
          separatystycznych wysiłków Chorwacji. Politycy Jugosławii byli niezmiernie
          zdziwieni, gdyż Mesztrowić był członkiem ustaszowskiej diaspory w USA.

          Współpraca służb niemieckich z emigracją Chorwatów i ustaszów oraz z bezpieką
          Jugosławii zdominowana przez chorwackich separatystów zostawiła ślad również w
          aferze państwowego przedsiębiorstwa naftowego Jugosławii, INA. Z pomocą tych
          grup członek dyrekcji INA w Zagrzebiu uciekł do Niemiec, skąd telewizja
          pokazywała go i kilku kolegów jako „biednych, prześladowanych dysydentów”.
          Tymczasem zabrali ze sobą równowartość kilku milionów dolarów z kasy
          przedsiębiorstwa.

          Wydarzenia ostatnich dziesięcioleci nieuchronnie doprowadziły do rozpadu
          niegdyś potężnej Jugosławii, przy czym wielu znanych polityków i biurokratów
          złamało przysięgi wierności krajowi spodziewając ię wysokich stanowisk w nowych
          państwach budowanych na trupie Jugosławii. BND miał własne listy i skrycie
          organizował kandydatów spośród neo-ustaszów i komunistów Jugosławii. Kiedy
          Chorwacja uzyskała niepodległość, przywódcy zasłużeni w rozłamie zostali jednak
          oszukani, gdy syn Franjo Tudźmana objął służby bezpieczeństwa w państwie ojca.
          Ich miejsca zajęli młodzi protegowani, bezwzględnie lojalni swym zagranicznym
          sponsorom.

          Chorwaci byli wdzięczni Niemcom za pomoc w „oswobodzeniu”. W dniu ogłoszenia
          niepodległości 23.6.1991 r. w całej Chorwacji rozbrzmiewała pieśń Danke
          Deutschland (dzięki wam, Niemcy). Wdzięczn
          • ignorant11 Najnowsze niemieckie spiski przeciw Słowianom(6) 29.12.03, 01:35
            Chorwaci byli wdzięczni Niemcom za pomoc w „oswobodzeniu”. W dniu ogłoszenia
            niepodległości 23.6.1991 r. w całej Chorwacji rozbrzmiewała pieśń Danke
            Deutschland (dzięki wam, Niemcy). Wdzięczni Chorwaci wybudowali pomnik Hansowi
            Dietrichowi Genscherowi za długotrwałą politykę poparcia sprawie chorwackiej
            niepodległości.

            Niemcy zbroili Chorwatów, na czym Słowenia zarabiała przez secesją 2 miliardy
            dolarów rocznie i prawdopodobnie znacznie więcej podczas późniejszych
            morderczych walk w Bośni i Kosowie. Czy sukces gospodarczy Słowenii polegał na
            lepszych poradach od niemieckich ekspertów niż otrzymała Polska? Profesor
            ekonomii na Uniwersytecie Stanu Waszyngton Kazimierz Poznański dziwi się w
            polskim bestsellerze Wielki przekręt, że Słowenia zdołała zachować większość
            banków i majątku narodowego we własnych rękach, podczas gdy Polska pobiła
            światowe rekordy pod względem oddawania majątku obcym za bezcen. Wobec zalania
            polskiej gospodarki i środków przekazu przez kapitał niemiecki trudno nie
            podejrzewać Niemiec o knowania podobne jak na Bałkanach.

            Jeśli zachodnie służby specjalne i propagandowe wniosłyby tyle samo wkładu w
            rozpowszechnianie niemieckich i chorwackich bałkańskich zbrodni z II wojny
            światowej co w rozkuwanie Jugosławii, rozbiór tego państwa najprawdopodobniej
            by nie nastąpił. Tymczasem powstała Słowenia, neofaszystowska Chorwacja, pół-
            państwo Macedonia w dalszym ciągu oficjalnie nazywana Była Republika
            Jugosławii, etniczny bałagan Bośnia-Hercegowina oraz maleńka Czarnogóra w
            wątłej federacji z Serbią, gdzie Serbowie pokazali globalizmowi „wała” nie
            stawiając się dwukrotnie na wybory prezydenckie. Najbardziej wnerwia to,
            powiedział serbski przyjaciel w Kanadzie, że neonazistowska Chorwacja dostała
            Dalmację i wyspy na Adriatyku, którymi alianci obdarowali Titę po II wojnie
            światowej za wkład w pokonanie faszystów.

            Źródła
            Piotr Bein, To Serbia via Poland, rozdziały Ustashi, Until the Second Coming
            oraz Crime and punishment, www.aeronautics.ru/archive/yugoslavia/bein/, bez
            zdjęć także na www.antic.org/YU4NSP/Piotr/index.html

            Thomas Deichmann, From ‘Never again War’ to ‘Never again Auschwitz’: Dilemmas
            of German Media Policy in the War against Yugoslavia [w:] Degraded Capability:
            The Media and the Kosovo Crisis, praca zbiorowa pod redakcją Philipa Hammonda i
            Edwarda. S. Hermana, Pluto Press, Londyn, 2000 r.

            Rajko Doleček, rozdziały The European Community fomented the war in Bosnia oraz
            The official Germany as enemy number one [w:] Rajko Doleczek, I Accuse!, Praga,
            marzec 1999, publikacja książki w Questions and Opinions Library tom 3,
            members.tripod.com/Balkania/resources/geostrategy/dolecek_accuse.html#b12
            oraz www.srpska-mreza.com/ddj/Kosovo/articles/Dolecek.html

            Rudolf Jaworek, Wybacz im, Serbio! Wydawnictwo von borowiecky, Warszawa 2000 r.
            Aneks 1: Proces dezintegracji Jugosławii, ss.112-116

            Scott Taylor i Brian Nolan, Tested Mettle, Esprit de Corps Books, Ottawa, 1998

            Długie ręce BND [w:] Myśl Polska z 16-23.8.1998

            Is the German-Troops-In-Yugoslavia Dispatch Real? [w:] Emperor's Clothes z
            16.10.2000, emperors-clothes.com/analysis/real.htm

            Keine Anhaltspunkte für Verfolgung: Wie die Bundesregierung Parlament und
            Öffentlichkeit über die Lage im Kosovo täuschte [w:] junge Welt z 24.4.1999,
            www.jungewelt.de/1999/04-24/011.shtml

            WIECEJ:
            nato.gavagai.pl/niemiecka/niemiecka.htm
            10




            Pozdrawiam i zapraszam na:
            Forum Słowiańskie
            nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
            www.pajacyk.pl
            Ignorant
            +++
    • borebitsy bardziej USraelski niż niemycki 29.12.03, 01:59
      Ulice niemieckie nie były aż tak wyjałowione propagandą jak amerykańskie.
      W głupocie odbiorców USA TV była głwne oparcie polityki Albright i jej
      żydowskigo cimnego kręgu. Celem "pomocy" dla Kosowa było wprowadzenie agentów
      do islamistycznych organizacji owocujace tak przydatnym dla zawładnięcia ropą
      zdarzeniom 9/11.

      Piecza nad rosłegłym gangiem albańskim to super okazja dla zyskania szpiegów i
      rozbudowy sietki. Na albańczykow było dość haków, a obecnoć w bośni afgańczyków
      i irańczyków dawała nieocenioną szansę infiltracji poporzez "braterstwo broni"
      podczas mordowania słowian i wysazania średniowiecznuch kościołów.
Pełna wersja