felinecaline
06.01.04, 19:52
Tradycyjne szalenstwo - jedno z wielu, trzeba przyznac - ogarnia Francuzow w
okresie poczawszy od pierwsej niedzieli po Nowym Roku (Epifanii). Polega ono
na tym, ze narod gremialnie spotyka sie to u jednych, to u drugich - w
rodzinie, miedzy znajomymi, sasiadami, kolegami z pracy iteteitepe, by
wspolnie skonsumowac "placek Trzech Kroli", oczywiscie odpowiednio go
podlewajac, bowiem sam w sobie jest dosyc mdly i OGROMNIE kaloryczny.
A odbywa sie to tak: - w ciastkarni ( "patisserie"), lub bardziej banalnie
hypermarkecie "nabywa sie droga kupna" stosowny placek.
Dla chcacych sie "wykazac" osobiscie jest mozliwosc wykonania go
wlasnozrecznie, a to mianowicie tak: na okragly spod z ciasta francuskiego
naklada sie nadzienie zrobione z jajek, masla i maczki migdalowej (w
ogromnych ilosciach) nadzienie. Zasada jest taka, jak przy naszym
patriotycznym makowcu: jak najcieniej ciasta na spod, jak najgrubiej -
najmarniej na dwa palce nadzienia. Przykrywa sie toto drugim krazkiem
identycznego ciasta i odstawia na 24 godziny, po czym "maluje " syropem z
cukru i wody, wydrapuje delikatnie (!!!!) widelcem dowolny wzorek i siuuuup!
do pieca.
Ale jesli poczestujecie gosci tylko TAKIM plackiem to klapa murowana: MUSI
byc w nim zapieczona "fêve" (dawniej istotnie, byla to fasoka, bob itp
straczkowe). dzis owa fêve to "fant z porcelany, plastiku, czasem zlocony,
tradycyjnie jego forma zwiazana jest z Bozym Narodzeniem (postaci z szopki),
w trendzie bardziej "moderne" moze to byc absolutnie wszystko: miniaturka
samochodziku, amulecik do bransoletki, miniaturka (rzecz jasna) wiezy
Eiffel'a, co kto lubi.
(a najbardziej rzecz lubia z oczywistych powodow ...dentysci ,znacznie mniej
moi kumple ORL ).
Po upieczeniu gromadzimy biesiadnikow wokol stolu, z wyjatkiem najmlodszego
(wiekiem lub stazem), ktory wedruje...POD stol i stamtad dysponuje osoibie
dzielacej placek, ktora czesc komu podac. Nastepnie odbywa sie ostrozne
spozywanie, po czym ten, kto znalazl w swojej porcji fêve zostaje krolem
wieczoru i zostaje na te okolicznosc ukoronowany "wspaniala" korona ze
zlotego papieru a wszyscy biesiadnicy maja pieski (pardon, nie zamierzalam
budzic wspomnien) obowiazek spelniania wszelkich jego kaprysow.
I tak do polnocka, oczywiscie "podlewajac" migdalowo - maslana bombe
kaloryczna odpowiednimi do okolicznosci ilosciami wina (najlepiej sie nadaja
wszelkie musujace ).
A potem - zegnaj korono!!!!!!! Natomiast wczorajszy "krol" zobowiazany jest
do powtorzenia ceremonii na swoj koszt - placek to "betka", ale wino...
hmmm.....
Smacznego