KLUB NOCNYCH MARKOW XII edycja

14.03.04, 01:14
Otwieram i spac ide,wreszcie.Pozdro
ml
    • marialudwika Re: KLUB NOCNYCH MARKOW XII edycja 14.03.04, 01:23
      Moniu,Ty jestes z naszego forum i masz pelne prawo tak pisac i masz racje
      tez.Pozdrowki na dobranoc dla NM.
      ml
      • ada296 Re: KLUB NOCNYCH MARKOW XII edycja 14.03.04, 01:24
        dobranocka ML
      • monia.i Re: KLUB NOCNYCH MARKOW XII edycja 14.03.04, 01:29
        ML - kocham cię za to smile)) - ale widzę się inaczej...smileUwielbiam Was
        podczytywać - ale mam problemy z wypowiadaniem się smile Ale to juz insza
        inszość!smile Pozdrawiam!
        • ada296 Monia 14.03.04, 01:31
          piszesz rzadko ale sympatycznie smile
          kiedyś też miałam opory przed pisaniem
          ale lubie to forum i staram sie swoje trzy grosze dorzucić
          chociaż są wątki, w których się nie wpisuję "z punktu"
          bo zbyt osobiste (dla mnie), zbyt bolesne
          pozdrawiam
        • marialudwika Re: KLUB NOCNYCH MARKOW XII edycja 14.03.04, 01:32
          Powinnas je przezwyciezyc,koniecznie!!I ja czesto je mam ,a w realu jestem
          bardziej niesmiala sad(((.POzdrowki
          ml
          • monia.i Re: KLUB NOCNYCH MARKOW XII edycja 14.03.04, 01:38
            Nie wiem, czy to jest kwestia nieśmiałości...Kurczę - wy wszyscy tacy idealni
            jesteście!!! I punktualni, i zorganizowani i wszystko razem...Cóż - to
            onieśmiela smile I nie protestujcie - tylko wzrokiem przeleccie wątki!!! No, jak
            nie ludzie, normalnie...smile
            • ada296 Re: KLUB NOCNYCH MARKOW XII edycja 14.03.04, 01:50
              Monia !!!
              jesteś już dużą dziewczynką...
              ...idealni...punktualni....zorganizowani...itd
              chcemy tacy być
              i może większość jest
              ale ja też tutaj czasami wypowiadam moje pobożne życzenia lub wyobrażenia jako
              pewniki
              to jest wirtualny świat
              i czasami się zastanawiam czy ludzi, których tutaj polubiłam "zaocznie"
              lubiłabym w realu
              ...
              chociaż wierzę w swoją intuicję
              poznałam paru ludzi z netu (obojga płci) i się nie zawiodłam
              ...
              nie czuj się onieśmielona
              ...
              pisz i już smile

              pozdrawiam serdecznie
              z dużą dozą sympati smile
              • monia.i Re: KLUB NOCNYCH MARKOW XII edycja 14.03.04, 02:03
                Ado smile!!!
                To nie jest tak, że ja was widzę idealnie....smile Masz rację - dużą dziewczynką
                jestem i potrafię odróżnić real od wirtualu....Ale ta wirtualna rzeczywistość
                jest taka realna...smile Aż by się chciało w ten świat zagłębić....lecz WYDAJE MI
                SIĘ że wiem, gdzie te zasieki są postawione, tyle, że...smile No, zbyt idealni
                jesteście smile Kto pierwszy o swoich wadach opowie??? Kto jest skąpy, lub nawet
                chciwy...leniwy....lub brutalny nawet...smile Bardzo proszę...smile
            • marialudwika Re: KLUB NOCNYCH MARKOW XII edycja 14.03.04, 01:50
              Tej nocy to moje zorganizowani/ a wogole zawsze jest zerowe!!!/ zupelnie jest
              beznadziejne.Powinnam juz dawno spac,rano bede wrak wiec teraz ide.Nawet Wywrot
              spi!!!DOBRANOC!!!
              ml
              • ada296 ML 14.03.04, 01:51
                ale się dzisiaj parę razy "wstrzeliłyśmy" w jedną minutę przy pisaniu postów smile
    • ada296 humor 14.03.04, 02:39
      z zeszytów
      tak na miłe sny

      JĘZYK POLSKI
      Wieś była samowystarczalna: kobiety dostarczały mleka, mięsa i skór
      Boryna śpiewał w chórze ale tylko partie solowe
      W komedii bohaterowie dążą do celu powodując śmierć, często zakończoną
      szczęśliwie
      Judym spuścił manto Dyziowi w karecie, bo mu się spocił
      Alkoholików dzielimy na pijących i niepijących
      U Żeromskiego ludzie dzielili zapałkę na czworo i też im się zapalała
      Konopnicka żyła od urodzenia aż po śmierć
      Antek ciężko pracował rękami a Boryna językiem
      Zenon kochał Elżbietę mimo, że był w ciąży z Justyną
      Justyna jest mądrzejsza od Marty - nie gardzi chłopem
      Ziębowicz wyrzucał sobie to, że popełnił samobójstwo
      Harem to człowiek posiadający zbiór kobiet
      Wokulski zakupił klacz od Krzeszowskiego, aby później prosić o jej rękę
      Zygier miał ospowatą sylwetkę kulturysty a jego wyłupiaste oczy ładnie
      przylegały do twarzy
      Zachowanie dzieci dalece odbiega od rzeczywistości
      Jego trzyletni przyjaciel po ukończeniu studiów popełnił małżeństwo
      Tatuś kupił stary samochód do spółki ze stryjem, którym dojeżdża do pracy
      Lato spędzę w górach u kuzynek, z których zejdę dopiero po wakacjach
      W sklepie koła fortuny podoba mi się Magda Masny
      Będąc na drugim roku uniwersytetu, wybuchła wojna
      Pijący pod wpływem alkoholu często popełniają samobójstwo i nazajutrz nic nie
      pamiętają
      Kasia to moja siostra cioteczna, Jurek też
      Gdy wiosną umarła babcia automatycznie powiększył się metraż w mieszkaniu
    • ada296 Re: KLUB NOCNYCH MARKOW XII edycja 14.03.04, 02:49
      ale tutaj tych wątków KNM
      więc też Dobranocka
      pa
      • oqo Re: KLUB NOCNYCH MARKOW XII edycja 14.03.04, 02:56
        jajcarze żyją dłużej....
        • ada296 oqo 14.03.04, 02:57
          i to jest pewnik smile
        • jej_maz Re: KLUB NOCNYCH MARKOW XII edycja 14.03.04, 06:16
          oqo napisał:

          > jajcarze żyją dłużej....


          a ja dodam, ze Oqo ma oko i cenie go za to!!!
    • jej_maz Re: KLUB NOCNYCH MARKOW XII edycja 15.03.04, 02:30
      Zaczynam sie niepokoic nieobecnoscia Wywrot - czy ktos cos wie?
    • jej_maz Re: KLUB NOCNYCH MARKOW XII edycja 16.03.04, 01:17
      Wole juz bajke, ale tego tez jak na lekarstwo ostatnio sad
      • ada296 Zapiecek dla Jej-meza i dla tych, ktorzy nie śpią 16.03.04, 01:29
        chcesz bajki...
        oto bajka...

        Uboga jedna wdowa, żyjąca z ciężkiej rąk swoich pracy, tym się przynajmniej
        pocieszała w biedzie, że jak jej syn dorośnie, będzie miała z niego pomoc i
        wyręczenie. Tymczasem omyliła ją nadzieja, bo synalek wyrósł wprawdzie jak dąb,
        był zdrów jak rydz, ale cóż po tym, kiedy polubiwszy za młodu lenistwo, wcale
        się do roboty nie garnął. Jadł, pił, spał wybornie, lecz o niczym więcej nie
        myślał. Nie chciało mu się i z miejsca ruszyć, a dla większej wygody i
        spokojności, obrał sobie przypiecek. Tam dni całe i noce przepędzał i już
        nawet, prócz matki, nikt imienia jego nie pamiętał, tylko go Zapieckiem
        nazywano.
        Pewnego razu, biedna matka wysławszy dziewuchę do roboty, została sama w
        domu, a piekąc chleb, nie miała się kim posłużyć. Woła więc:
        - Mój synalku! Zejdź jeno z przypiecka i przynieś mi wody, bo widzisz, że
        zarabiam w dzieży, a Maryśka na pańskim. Synalek, zamiast odpowiedzi,
        przewrócił się tylko na drugą stronę. Biedna matka, krzątając się około
        pieczywa, przeklinała siebie i swe niezdarne dziecko, na koniec jednak wpadła
        na koncept i odezwała się do niego:
        - Zapiesiu! Jak mi przyniesiesz wody, upiekę ci duży kołacz, tylko żwawo,
        ruszaj się przecie!
        Schodzi więc Zapiecek, przeciąga się, ziewa, ale bierze konewki, i
        leniwym krokiem wlecze się po wodę. Schyla się do strumyka, z którego zwykle
        wodę czerpano i nabrawszy, spostrzega, że coś po wierzchu pływa. Długo Zapiecek
        łowił, nim mu się udało schwytać prześliczną rybkę, żółtą i lśniącą jak złoto.
        Dlatego też radość jego nie miała granic, gdy tak wielkiego dokonał dzieła, i
        trzymając mocno biedną rybkę w ręku, zaczyna ją zewsząd oglądać i rozmierzać,
        mówiąc sam do siebie:
        - Ot! to dzwonko będzie dla ciebie Zapiecku, a to dla matusi!
        Ale jakże się zląkł, gdy rybka żebrzącym głosem przemówiła do niego:
        - Nie czyń tego, Zapiecku. Bo cóż ci stąd przyjdzie, że mnie zabijesz i
        porąbiesz na ćwierci. Jestem mała, niesmaczna, na próżno mnie zgubisz, a siebie
        nie nasycisz, raczej puść mnie do wody, a mogę ci się na co przydać. - A na cóż
        byś mi się przydała, biedne stworzenie? - rzekł ośmielony trochę Zapiecek.
        - Oto - rzekła rybka - jeżeli mi życie darujesz, zrobię cię szczęśliwym.
        - A to jak? - pytał dalej, coraz ciekawszy.
        - Odkryję ci ważną tajemnicę - rzekła rybka - czego tylko będziesz żądał,
        wszystko się stanie natychmiast, jak tylko wymówisz te słowa: niech tak będzie,
        w imię boskie i złotej rybki.
        Zapiecek, ucieszony obietnicą, ale nie dowierzając jej trochę, wyrzekł
        dla próby:
        - Konewki ruszajcie do domu, w imię boskie i złotej rybki!
        I o cudo! Widzi konwie z wodą toczące się prosto ku domowi, które
        przybywszy na podwórze, stanęły przede drzwiami, czekając, aż im kto otworzy.
        Zapiecek, puściwszy rybkę, postępował za nimi wolnym krokiem.
        Matka jego, wychodząc z chaty, zobaczyła konwie, i była pewna, że jej
        synalek pośpieszywszy się tym razem i przyniósłszy wody, poszedł sobie na wieś
        bawić się z chłopcami. Po niejakim czasie powraca Zapiecek z wesołą miną i pyta
        o kołacz. Podaje mu go matka czym prędzej, kontenta, że jej choć raz w życiu
        usłuchał.
        W kilka dni potem matusia miała wielkie pranie w domu, a drzewa nie było.
        W tym kłopocie prosi znów synalka, aby się nad nią zmiłował i urąbał drew, a za
        to nagotuje mu na obiad klusek.
        - Ale matusiu! Nie masz ani kawałka na podwórku, cóż będę rąbał?
        - Więc jedź do boru i przywieź jaką choinkę.
        Trafiła mu matka w dobry humor. Zapiecek wsiada na wóz, jedzie do boru, i
        tam upatrzywszy sobie najtęższą sosnę, rzecze:
        - Moja choinko, w imię boskie i złotej rybki, połóż się na ten wóz i
        ruszaj do domu.
        Ledwo te słowa wymówił, powstał najprzód szum, a potem trzask łamiących
        się gałęzi: ogromne sośnisko z korzeniami i długim wierzchołkiem, leżąc jak
        najbezpieczniej na wozie, wędruje prosto do domu. Ponieważ droga była ciasna i
        kręta, niepodobna było ustrzec się szkody. Tak więc tłocząc się środkiem wsi,
        Zapiecek płoty porozrzucał, chlewy i chaty stojące na zawadzie blisko drogi
        poobalał, nim przywędrował do domu. W całej wsi powstał stąd wielki hałas i
        skargi na Zapiecka. Cała gromada poszukując swych szkód poszła z użaleniem do
        króla, żądając wynagrodzenia. Król, wysłuchawszy skarg, ciekawy był poznać tak
        dziwnego woźnicę. Wydał więc rozkaz, aby się natychmiast przed nim stawił.
        Nieustraszony Zapiecek, zajmujący swą zwyczajną kwaterę, chcąc woli
        królewskiej zadość uczynić, zawołał:
        - Mój piecku, zawieź mnie do króla, w imię boskie i złotej rybki.
        I zaraz piec wyruszył otwartymi drzwiami. Przybył do stolicy właśnie w
        tej chwili, gdy król wyprawiał wielką ucztę, albowiem mając córkę jedynaczkę
        przecudnej urody, postanowił za mąż ją wydać. Zjechało się mnóstwo książąt z
        różnych krajów, spomiędzy których królewna męża sobie wybrać miała.
        Dostojni goście, siedząc właśnie u stołu, zajadali przewyborne kąski i
        popijali smaczne winko. Zapiecek, dostawszy się, już nie wiem jakim sposobem,
        do pałacu królewskiego, wszedł w piec tej sali, gdzie stoły były zastawione, i
        tam dziurkę sobie zrobiwszy, przypatrywał się wszystkiemu z wielką ciekawością.
        Uraczony widokiem tylu królów i książąt jak najkosztowniej ubranych, razem
        biesiadujących, pomyślał sobie: "Ach! Żebyś też i ty mógł tak się weselić jak
        oni, jeść i pić, i bankietować!"
        - W imię boskie i złotej rybki, niechże ja też mam to, co oni.
        Ledwo te słowa wyrzekł, już ujrzał przed sobą stół nakryty i zastawiony
        najwyborniejszymi potrawami. Wziął się zatem do jadła i wnet zapomniał o
        królach, książętach i całej dworskiej czeredzie. Ale gdy głód swój zaspokoił i
        położył się znowu na brzuchu, jak zwykł był czynić, kiedy się czuł zupełnie
        szczęśliwym, zaczął znowu patrzeć dziurką z ciekawości, co dalej będzie. Wtedy
        to dopiero przypatrzył się lepiej całemu dworowi; lokajom z galonami, panom
        bogato ubranym, wysmukłym dworakom, nadskakującym i przypochlebiającym się
        królowi, i damom przecudnej urody. Wszystko mu się bardzo podobało, ale
        najbardziej ta dama, siedząca obok króla, na którą oczy wszystkich były
        zwrócone. Nic podobnego jeszcze w życiu swoim nie widział. Westchnąwszy zatem i
        w zachwyceniu marząc o królewnie, sam nie wiedział, jak w nim powstało życzenie
        posiadania ślicznej księżniczki za żonę.
        Aż tu naraz król powstaje ze swego krzesła, pije zdrowie królewny swej
        córki i przyszłego jej małżonka, którego w tej chwili obrać sobie miała, i pyta
        sam ciekawy:
        - Kogóż więc serce twoje wybrało?
        Zadrżeli książęta przejęci trwogą i ciekawością w tej ważnej chwili.
        Księżniczka powstaje także, odzywając się poważnym głosem:
        - Tego - rzekła, wskazując na piec, który się cudownym sposobem rozwalił,
        przedstawiając zdumionemu dworowi brudnego Zapiecka.
        Łatwo sobie wystawić zamieszanie, jakie sprawiło wystąpienie na scenę
        nowego konkurenta. Wszyscy z miejsc swych powstali, zrobił się rozruch po sali.
        Król zapalony gniewem i zawstydzony tak osobliwym wyborem córki, pojąć go wcale
        nie może. Książęta wołają, oburzeni:
        - Kto ty? Co ty? Nędzniku! Precz stąd, jeśli chcesz unieść łeb cały!
        Ale królewna, zbliżając się ku niemu i podając mu rękę, rzekła uroczystym
        tonem:
        - To mój małżonek, którego z woli króla a ojca mego sobie obieram. Tak
        chcę, tak się stać musi, nikt już nie zmieni mego postanowienia.
        Zawstydzeni książęta, że brudny Zapiecek pierwszeństwo otrzymał,
        rozjechali się niebawem, a król zagniewany, nie mogąc cofnąć danego słowa,
        myślał tylko o zemście i o zatracie tak nierównego zięcia. Udał, że pozwala na
        wszystko, lecz po ślubie zaraz kazał oboje zamknąć w dużą szklaną banię i
        wrzucić w morze.
        Osadzeni w bani i wrzuceni w morze, zrazu o niczym nie wiedzieli; śmierć
        okropna stoj
        • wywrot53 Re: Zapiecek dla Jej-meza i dla tych, ktorzy nie 16.03.04, 02:02
          Powracam na swoje miejsce wink))
          Witam wszystkie Marki, szczególnie Monię smile))
          Moniu, już pisze jakie mam "zalety" smile)))
          Jestem niezorganizowanym bałaganiarzem sad((
          NIe znosze tracic czasu na "babskie prace" sad((
          Nie jestem chytra, ale też i nie rozrzutna sad((
          Jestem cholerykiem smile)) Najpierw mówię, później myślę smile))
          i mnóstwo innych "zalet"

          • jej_maz Re: Zapiecek dla Jej-meza i dla tych, ktorzy nie 16.03.04, 02:10
            Nareszcie, bo juz zaczalem sie martwic. To taki potwor jak Ty wink jest spod
            jakiego znaku zodiaku?

            Ada dzieki smile
            • wywrot53 Re: Zapiecek dla Jej-meza i dla tych, ktorzy nie 16.03.04, 02:49
              Waga, dlatego taka niezrównoważona smile))

              Ado dzieki za bajkę i dobranocsmile
          • ada296 Wywrot 16.03.04, 02:11
            witaj w środku nocy smile
            Moni dawno nie było sad
            życzę Ci miłych snów
            idę spać
            Dobranoc
    • takataka Re: KLUB NOCNYCH MARKOW XII edycja 16.03.04, 06:59
      Ja też jestem "nocna marka", specjalna. Najczęściej o 22 już śpię, choć
      zdarzają mi się ekscesy typu 22+...
      Około 5 już całkiem "trzeźwo" funkcjonuję i nie dlatego, że muszę, a dlatego,
      że ja tak po prostu mam. Budzę się bez wspomagania, wstaję zaraz po obudzeniu i
      nie czuję żadnej dolegliwości z tego powodu.
      Wiem, że dla większości 5 to "przedpoludnie" nocy i to daje mi prawo do
      wstąpienia do tego klubu. Czuję się członkiem, choć nie "żyje" nikt kto by mnie
      przyjął z wszelkimi "szykanami".
      Sama się przyjęłam.
      wink)))))))))
      • ada296 hmmm 17.03.04, 01:02
        idę spać
        jutro dzień jak co dzień
        moja ciężarna sekretarka w szpitalu
        za tydzień będzie wiadomo czy w te czy we wte
        wierzę, że będzie dobrze
        żal mi jej bardzo
        musi być dobrze i już

        ale mnie melancholia dopadła
        i jeszcze te słowa
        na miły sen


        "Nie kocham cię za to kim jesteś,
        ale za to jaki jesteś kiedy przebywam z tobą.

        Nikt nie zasługuje na twoje łzy,
        a ten kto na nie zasługuje na pewno nie doprowadzi cię do płaczu.

        Jeżeli ktoś nie kocha cię tak jakbyś tego chciał,
        nie oznacza to, że nie kocha cię on z całego serca i ponad życie.

        Prawdziwy przyjaciel jest z tobą na dobre i na złe.

        Najbardziej odczujesz brak jakiejś osoby,
        kiedy będziesz siedział obok niej i będziesz wiedział,
        że ona nigdy nie będzie twoja.

        Nigdy nie przestawaj się uśmiechać, nawet jeśli jesteś smutny,
        ponieważ nigdy nie wiesz, kto może się zakochać w twoim uśmiechu.

        Być może dla świata jesteś tylko człowiekiem,
        ale dla niektórych ludzi jesteś całym światem.

        Nie trać czasu z kimś kto nie ma go, aby go spędzać z tobą.

        Być może Bóg chciał abyś poznał wielu złych ludzi
        zanim poznasz tę dobrą,
        abyś mógł ją rozpoznać kiedy ona się w końcu pojawi.

        Nie płacz, że coś się skończyło, tylko uśmiechaj się,
        że ci się to przytrafiło.

        Zawsze znajdzie się ktoś, kto cię skrytykuje.
        Zdobywaj zaufanie ludzi i uważaj na tych,
        których zaufanie już raz straciłeś.

        Stań się lepszym człowiekiem.
        I zanim poznasz kogoś upewnij się,
        że znasz siebie i że nie będziesz chciał być taki jak on chce,
        ale będziesz sobą.

        Nie biegnij za szybko przez życie,
        ponieważ najlepsze rzeczy zdarzają się nam, wtedy gdy najmniej się ich
        spodziewamy.


        Wszystko co się nam przytrafia, dzieje się zawsze z jakiegoś powodu.

        .....
      • jej_maz Re: KLUB NOCNYCH MARKOW XII edycja 17.03.04, 02:13
        Tez zrobie hmmmm... wink)) ale ja mam lagodniejsze podejscie do Klubu; sam troche
        szachraje i tylko roznica czasu pozwala mi udawac ze buszuje noca wink
        • ada296 Re: KLUB NOCNYCH MARKOW XII edycja 18.03.04, 00:48
          powoli się poddaję
          pozwolę by sen piękny mi się przyśnił
          a na Dobranoc przynoszę trochę wiosny

          "WIOSENNA PIEŚŃ RADOŚCI" z repertuaru Kabaretu POTEM

          Idzie sobie wiosna
          słychać świergot ptaka,
          ładna to piosenka
          tylko głupia taka

          Już przyleciał bocian
          i w kałuży dłubie,
          mi to nie przeszkadza
          dalej będzie głupiej.

          A aaaaa już jest wiosna
          A aaaaa dłuższe dnie
          A aaaaa kwiaty rosną
          A aaaaa głupie, nie?

          Słońce raźniej świeci
          dym się w polu snuje
          - zupełnie bez sensu,
          ale się rymuje

          Budzi się przyroda,
          już zielono wszędzie
          bać się nie ma czego -
          znowu refren będzie:

          A aaaaa już jest wiosna...

          Rozmarzają rzeki,
          płynie kra do morza
          - zwrotka nienajgorsza,
          tylko rymu nie ma.

          Drzewa mają pączki,
          w jajkach są pisklęta,
          przyroda jak zwrotka
          - niedorozwinięta!

          A aaaaa już jest wiosna

          Wiosna jest po zimie
          w myśl ludowych przysłów
          ja już nie mam zdrowia
          do tych idiotyzmów.

          Kończy się piosenka,
          śniegu nie ma prawie
          Pisać głupie teksty
          nawet ja potrafię!

          Aaa...
          Słowa: Władysław Sikora
          Melodia: Władysław Sikora
          • jamajka10 Re: KLUB NOCNYCH MARKOW XII edycja 18.03.04, 01:09
            Czyżby wielbicielka Bajek dla potłuczonych?Bardzo,bardzo ich lubię..Jamajka
            • ada296 bardzo ich lubię :-) 18.03.04, 01:16
              CHŁOP I BABA



              Osoby:
              Narrator - komentator scenicznej rzeczywistości
              Chłop - przedwojenny spryciarz
              Baba - spryciarzowa
              Policjant - organ wykonawczy przedwojennej władzy



              Miejsce akcji: Uboga chałupa w ubogiej wiosce



              Narrator: - Działo się to w biednej przedwojennej wiosce. Żyła tam rodzina.
              Uboga i szczęśliwa. Przede wszystkim uboga. Chłodno im było i głodno. Chłodno
              przede wszystkim chłopu, który z uwagi na wystające żeberka szybciej ciepło
              tracił. Często więc siadał na przypiecku, grzał się i pogwizdywał. Jazgot był w
              chałupie, bo też bieda piszczała jak stu Paganinich, a i babie kiszki marsza
              grały. Ciężko im było.

              Baba: - Ciężko nam! O jakże nam ciężko!

              Narrator: - Biadoliła baba.

              Policjant: (wchodzi bez uprzedzenia)

              Chłop: - Nie teraz! Won ze sceny!

              Narrator: - Lamentował chłop.

              Policjant: (wychodzi w popłochu)

              Chłop: (zachowuje pełny spokój)

              Narrator: Na domiar złego była właśnie klęska nieurodzaju. A przed wojną klęski
              nie zdarzały się co roku. Nieprzyzwyczajone chłopstwo więc w czarną rozpacz
              wpadło, zaś baba wzięła łopatę i poszła szykować pochówek. Jakież było jej
              zdziwienie, kiedy zamiast grobu pieniądze wykopała. Nie były to złote monety,
              ale dla biednego było to więcej niż dziesięć złotych.

              Baba: - Dwanaście!

              Narrator: - Długo oboje świętowali. Zaś wieczorem włożyli pieniądze do worka po
              fasoli i poszli spać! Nazajutrz do ich chałupy zawitał stójkowy i jego
              nieodłączny owczarek niemiecki Helmut!


              Policjant: (do psa) - Helmut, leżeć!

              Narrator: - Zlękli się oboje i worek schować chcieli. Zauważył to policjant.

              Policjant: (zauważa to) - A cóż tam chowacie przede mną?

              Baba: - A worek.

              Narrator: - Odparła baba.

              Policjant: - A w worku co?

              Baba: - Fa sol la...

              Narrator: - Kłamała jak z nut.

              Policjant: - A nie łżesz?

              Baba: - Kto?

              Policjant: - Ty!

              Baba: - Ja?

              Policjant: - Tak.

              Baba: - Nie łżę!

              Narrator: - Łgała...


              Policjant: - A skąd ta fasola?

              Baba: - A wyrosła!

              Policjant: - A przecież nie sialiście...!

              Chłop: (przypomina o innych cudach natury) - A grzyba na ścianie sialim?!

              Policjant: (przypomina o innych sposobach rozmowy) - A w mordę chcesz?


              Narrator: - Na te słowa baba poczęła włosy z głowy rwać.

              Baba: (rzuca się na mężowy łeb i dalejże wyrywa włosy) - A jakże to tak rodaka
              w mordę lać?

              Policjant: - A ja nie ze złości, jeno żeby myśli do dalszej dyskusji zebrać.
              Wierzcie mi. Słowo daję!

              Chłop: - A twoje słowo psu na budę!

              Narrator: - Policjanta aż zatkało. A gdy odzyskał głos to powiedział:

              Policjant: (bloup!) - Jakże to? Godzi się zaufania do władzy nie mieć?

              Chłop: - A bo ludzi bijesz za pieniądze!

              Narrator: - Zmarkotniał policjanat i mu się wstyd zrobiło, że nie bije ludzi za
              darmo...

              Policjant: - Juści, szuja jestem, nie powiem...

              Chłop: - Ale ja powiem!

              Narrator: - Powiedział chłop.

              Chłop: - Do dziś mam ślady na plecach, jak żeś mnie obił!

              Policjant: - Do dziś?

              Narrator: - Zainteresował się policjant

              Policjant: - Ech dobra przedwojenna robota.


              Narrator: - I powiedziawszy to policjant ze smutkiem odszedł w mrok historii.
              Zaś odchodząc pomyślał: Oj, nie lubią mnie ludzie.

              - Nie luuubiąąą, nie luubiiąąą - zawodził wiatr

              - Nie luuubiąąą, nie luubiiąąą - szumiały drzewa

              - Niech lubiąąą, niech lubiąąą - pisała gazeta.


              KONIEC
          • wywrot53 Re: KLUB NOCNYCH MARKOW XII edycja 18.03.04, 01:20
            Dobrze Ado, że wpadłas na pomysł umieszczenia kawałka kabaretowegosmile))
            Mam cięzka głowe od kłopotów i potrzebne mi było troszkę luzu smile))
            • wywrot53 Re: KLUB NOCNYCH MARKOW XII edycja 18.03.04, 02:00
              Wszystkim Markom, mającym zamiar zawitac mówię DOBRANOC smile))
              Może uda się przespac problemy smile))
              • marialudwika Re: KLUB NOCNYCH MARKOW XII edycja 18.03.04, 10:03
                Ado,dzieki za bajeczki i inne fajne rzeczy do czytania.Pozdro
                ml-NM od dawna,ostatnio nieobecny ale wroci
    • ada296 rzucam dowcipem 18.03.04, 23:53
      Komarzyca wracała z nocnej eskapady. Nalatała się o wiele więcej niż
      zwykle, więc marzyła tylko o drzemce i spokojnym strawieniu krwistej
      kolacji...
      Kornik pracował od kilku godzin w swojej drewutni. Miał sporo zleceń i
      zaczął drążyć jeszcze w nocy , żeby zdążyć z zamówieniami. Zrobił sobie
      przerwę na rozprostowanie zmęczonych odnóży. Od kilku dni miał w głowie
      dziwną pustkę i zastanawiał się , czy nie spotkać kumpli korników i nie
      zalać porządnie robaka. Nagle stanął jak wryty. Drogą kroczyła ponętna
      komarzyca która przystanęła i z uznaniem omiotła wzrokiem muskularne ciało
      kornika...
      - Bzzzz... - szepnęła komarzyca
      - Bezy bezy... - wyjąkał kornik.
      Tak się zakochali od pierwszego bzyknięcia. Romans musiał stać się
      głośny na prowincjonalnej łące. Owadzia plotka rozprzestrzenia się z szybkością
      pasikonika i choć żyje krótko jak jętka jednodniówka, potrafi dotrzeć do
      ucha każdego zainteresowanego. Nic nie pomagały awantury i groźby bo kto
      to widział komarzycę i kornika, same kłopoty z tego będą. Skoro młodzi nie
      potrafili bez siebie żyć, rodziny same postanowiły uciąć sprawie łeb.
      Skazani na banicję nie rozumieli, dlaczego wszyscy byli przeciwko tej
      miłości - szalonej namiętnej, cudownie słodkiej. Swiatło zrozumienia
      spłynęło nagle , kiedy pewnego chłodnego popołudnia komarzyca powiła
      dziecię. Rodzice długo pochylali się w milczeniu nad kolebką, nie wiedząc jak
      skomentować zaskakującą zawartość zawiniątka. Wreszcie odezwał sie kornik:
      - BIEDNE MALEŃSTWO, NA CAŁYM TYM PODŁYM ŚWIECIE TYLKO MAMA I TATA BĘDĄ
      CIĘ KOCHAĆ...
      Z koronkowego becika wyglądał z zaciekawieniem mały, złośliwooki
      KOMORNIK...
      • wywrot53 Re: rzucam dowcipem 19.03.04, 00:19
        Rzucaj jak najwięcej wink)
        Przepona popracowała smile
        Uciekam dzisiaj wczesniej sad(((
        Dobranoc smile
    • ada296 hmmm 23.03.04, 00:22
      Rano wstaje-myje członka... Po sniadaniu-myje członka... Przed wyjsciem do
      pracy-myje członka... Wracam z pracy myje-członka... Zjem obiad-myje członka...
      Nogi z dupy powyrywam temu, ktory maluje mi członki na tych drzwiach!!!
      • wywrot53 Re: hmmm 23.03.04, 00:41
        Supersmile
        Ja bym nogi powyrywała temu co o 5 rano włącza radio-budziksmile
        • ada296 bajka i idę spać :-) 26.03.04, 00:53
          KRĄG RADOŚCI


          Któregoś ranka, a było to nie tak dawno temu,
          pewien rolnik stanął przed klasztorną bramą i energicznie zastukał.
          Kiedy brat furtian otworzył ciężkie dębowe drzwi,
          chłop z uśmiechem pokazał mu kiść dorodnych winogron.
          - Bracie furtianie, czy wiesz komu chcę podarować tę kiść winogron,
          najpiękniejszą z całej mojej winnicy? - zapytał.
          - Na pewno opatowi lub któremuś z ojców zakonnych.
          - Nie. Tobie!
          - Mnie? Furtian aż się zarumienił z radości. - Naprawdę chcesz mi ją dać?
          - Tak, ponieważ zawsze byłeś dla mnie dobry,
          uprzejmy i pomagałeś mi, kiedy cię o to prosiłem.
          Chciałbym, żeby ta kiść winogron sprawiła ci trochę radości.
          Niekłamane szczęście, bijące z oblicza furtiana, sprawiło przyjemność także
          rolnikowi.

          Brat furtian ostrożnie wziął winogrona i podziwiał je przez cały ranek.
          Rzeczywiście, była to cudowna, wspaniała kiść.
          W pewnej chwili przyszedł mu do głowy pomysł:
          - A może by tak zanieść te winogrona opatowi, aby i jemu dać trochę radości?
          Wziął kiść i zaniósł ją opatowi.
          Opat był uszczęśliwiony.
          Ale przypomniał sobie, że w klasztorze jest stary, chory zakonnik i pomyślał:
          - Zaniosę mu te winogrona, może poczuje się trochę lepiej.

          Tak kiść winogron znowu odbyła małą wędrówkę.
          Jednak nie pozostała długo w celi chorego brata,
          który posłał ją bratu kucharzowi pocącemu się cały dzień przy garnkach.
          Ten zaś podarował winogrona bratu zakrystianowi (aby i jemu sprawić trochę
          radości),
          który z kolei zaniósł je najmłodszemu bratu w klasztorze,
          a ten ofiarował je komuś innemu,
          a ten inny jeszcze komuś innemu.
          Wreszcie wędrując od zakonnika do zakonnika,
          kiść winogron powróciła do furtiana (aby dać mu trochę radości)
          Tak zamknął się ten krąg.
          Krąg radości.


          Nie czekaj, aż rozpocznie kto inny.
          To do ciebie dzisiaj należy zainicjowanie kręgu radości.
          Często wystarczy mała, malutka iskierka, by wysadzić w powietrze ogromny
          ciężar.
          Wystarczy iskierka dobroci, a świat zacznie się zmieniać.
          Miłość to jedyny skarb, który rozmnaża się poprzez dzielenie:
          to jedyny dar rosnący tym bardziej, im więcej się z niego czerpie.
          To jedyne przedsięwzięcie, w którym tym więcej się zarabia,
          im więcej się wydaje; podaruj ją, rzuć daleko od siebie,
          rozprosz ją na cztery wiatry, opróżnij z niej kieszenie,
          wysyp ją z koszyka, a nazajutrz będziesz miał jej więcej niż dotychczas.

          pa
          miłych snów
          • wywrot53 Re: bajka i idę spać :-) 26.03.04, 01:09

            Wszyscy powinni byc w takim kręgu, przeciez od niemowlęctwa przekazujemy te
            oczywiste prawdy naszym dziatkom.
            Dlaczego dorosłość tak nas zmienia?
    • ada296 bajka dla Wywrot :-) 27.03.04, 01:04
      bo tylko Ona słucha moich bajek smile))


      JAK BÓG STWORZYŁ MAMĘ

      Dobry Bóg zdecydował, że stworzy... MATKĘ.
      Męczył się z tym już od sześciu dni, kiedy pojawił się przed Nim anioł i
      zapytał:
      - To na nią tracisz tak dużo czasu, tak?

      Bóg rzekł:
      - Owszem, ale czy przeczytałeś dokładnie to zarządzenie?
      Posłuchaj, ona musi nadawać się do mycia prania,
      lecz nie może być z plastiku... powinna składać się ze stu osiemdziesięciu
      części,
      z których każda musi być wymienialna...
      żywić się kawą i resztkami jedzenia z poprzedniego dnia...
      umieć pocałować w taki sposób, by wyleczyć wszystko -
      od bolącej skaleczonej nogi aż po złamane serce...
      no i musi mieć do pracy sześć par rąk.

      Anioł z niedowierzaniem potrząsnął głową:

      - Sześć par?

      - Tak! Ale cała trudność nic polega na rękach

      - rzekł dobry Bóg.

      Najbardziej skomplikowane są trzy pary oczu, które musi posiadać mama.

      - Tak dużo?

      Bóg przytaknął:

      -Jedna para, by widzieć wszystko przez zamknięte drzwi,
      zamiast pytać: "Dzieci, co tam wyprawiacie?".
      Druga para ma być umieszczona z tyłu głowy,
      aby mogła widzieć to, czego nie powinna oglądać,
      ale o czym koniecznie musi wiedzieć. I jeszcze jedna para,
      żeby po kryjomu przesłać spojrzenie synowi,
      który wpadł w tarapaty: "Rozumiem to i kocham cię".

      - Panie - rzekł anioł, kładąc Boga rękę na ramieniu - połóż się spać.
      Jutro te jest dzień

      - Nie mogę odparł Bóg a zresztą już prawie skończyłem.

      Udało mi się osiągnąć to, że sama zdrowieje, jeśli jest chora,
      że potrafi przygotować sobotnio-niedzielny obiad
      na sześć osób z pół kilograma mielonego misa
      oraz jest w stanie utrzymać pod prysznicem dziewięcioletniego chłopca.

      Anioł powoli obszedł ze wszystkich stron model matki,
      przyglądając mu się uważnie, a potem westchnął:

      - Jest zbyt delikatna.

      - Ale za to jaka odporna! - rzekł z zapałem Pan.

      - Zupełnie nie masz pojęcia o tym,
      co potrafi osiągnąć lub wytrzymać taka jedna mama.

      - Czy umie myśleć?

      - Nie tylko. Potrafi także zrobić najlepszy użytek z szarych komórek
      oraz dochodzić do kompromisów.

      Anioł pokiwał głową,
      podszedł do modelu matki przesunął palcem po jego policzku.

      - Tutaj coś przecieka - stwierdził.

      - Nic tutaj nie przecieka - uciął krótko Pan. - To łza.

      - A do czego to służy?

      - Wyraża radość, smutek, rozczarowanie, ból, samotność i dumę.

      - Jesteś genialny! - zawołał anioł.
      - Prawdę mówiąc, to nie ja umieściłem tutaj tę łzę
      - melancholijnie westchnął Bóg.




      To nie Bóg stworzył łzy. Dlaczego zatem my mielibyśmy to czynić?

      pozdrawiam smile))
      Beata
      • monia.i Re: bajka dla Wywrot :-) 27.03.04, 01:28
        Nie tylko Wywrot słucha Twoich bajek, Ado...smile Są piękne smile
        • ada296 Moniu - bajka dla Ciebie :-))))) 27.03.04, 01:34
          TAJEMNICA SZCZĘŚCIA

          Pewien młodzieniec zapytał najmądrzejszego z ludzi o tajemnicę szczęścia.
          Mędrzec poradził młodzieńcowi,
          by obszedł pałac i powrócił po dwóch godzinach.

          Proszę cię jedynie o jedno - powiedział mędrzec,
          wręczając mu łyżeczkę, na której umieścił dwie krople oliwy.

          W czasie wędrówki nieś tę łyżeczkę tak, by nie wylała się oliwa.

          Po dwóch godzinach młodzieniec wrócił i mędrzec zapytał go :

          Czy widziałeś wspaniale ogrody? Czy zauważyłeś piękne pergaminy?

          Młodzieniec ze wstydem wyznał, że nie widział niczego.
          Troszczył się jedynie o to, by nie wylać kropel oliwy.

          Wróć i spójrz na cuda mego świata -powiedział mędrzec.

          Młodzieniec wziął łyżeczkę i znów zaczął wędrówkę,
          ale tym razem obserwował wszystkie dzieła sztuki.
          Zobaczył też ogrody, góry i kwiaty.
          Powrócił do mędrca i szczegółowo zdał sprawę z tego, co widział.

          Gdzie są te dwie krople oliwy, które ci powierzyłem? - spytał mędrzec.

          Spojrzawszy na łyżeczkę, chłopak zauważył, że ich nie ma.
          Oto jedyna rada, jaką mogę ci dać, powiedział mędrzec :

          Tajemnica szczęścia tkwi w dostrzeganiu wszystkich cudów świata,
          przy jednoczesnej dbałości o dwie krople oliwy na łyżeczce.

          pozdrawiam cieplutko smile
          Beata
          • monia.i Re: Moniu - bajka dla Ciebie :-))))) 27.03.04, 01:43
            Dziękuję, Ado! To bajka o mnie chyba...bo czasem brak mi takiej zdrowej
            równowagi w życiu.
      • wywrot53 Re: bajka dla Wywrot :-) 27.03.04, 02:35
        Dzięki za wyróżnienie smile
        Musze przyznac, ze mnie jako matke źle skonstruowano wink
        NIe posiadam tych wszystkich przymiotów sad
        Może nie tak. Posiadac posiadam, ale Bóg dodał do tego - dla innych wadę jak
        dla mnie zalete - Lenistwo wink))
    • ada296 !!!!!!!!!!!!!!!!!! 29.03.04, 01:05
      jestem tutaj sama jak palec
      a gdzie Wywrot i Monia ???
      buuuuuuuuuuuuuuu
      • wywrot53 Re: !!!!!!!!!!!!!!!!!! 29.03.04, 01:46
        Własnie wróciłam z ploteczekwink))
        • marialudwika Re: !!!!!!!!!!!!!!!!!! 29.03.04, 23:56
          Przypominam,ze "godzina duchow" sie zbliza!!!!Czas NM nadchodzi!!Pozdro
          ml
    • ewelina10 Re: KLUB NOCNYCH MARKOW XII edycja 30.03.04, 00:00
      Wstałam z łóżka i nie mogę spać, a rano trzeba wstać. A tu godzina duchów.
      wooow... już się boję crying Trzeba szybciutko z powrotem pod kołderkę...wink
      • wedrowiec2 Re: KLUB NOCNYCH MARKOW XII edycja 30.03.04, 00:04
        Nie bój się, nie jestes samasmile
        • ada296 moja ulubiona.... 30.03.04, 00:12
          bajka ze zbioru braci Grimm

          Mądry parobek

          Jak szczęśliwy jest pan i dobrze dzieje się w jego gospodarstwie, jeśli ma
          mądrego parobka, który wprawdzie słucha jego poleceń, ale ich nie spełnia,
          tylko kieruje się własnym rozumem. Taki właśnie mądry Jaś wysłany został
          pewnego razu przez swego pana na poszukiwanie zaginionej krowy. Parobek długo
          nie wracał, a jego pan myślał sobie: "Mój wierny Jaś nie żałuje w służbie
          fatygi". Kiedy jednak czas płynął, a Jasia nie było, pan zaczął się niepokoić,
          czy nie przytrafiło mu się coś złego; wyruszył więc sam, żeby się za nim
          rozejrzeć. Długo musiał go szukać, aż wreszcie z daleka zobaczył swego parobka,
          jak biegał po polu tam i z powrotem.
          - No i co, mój Jasiu - zawołał, zbliżywszy się do niego - czy
          znalazłeś krowę, po którą cię posłałem ?
          - Nie mój panie - odrzekł parobek - krowy nie znalazłem, bo jej
          wcale nie szukałem.
          - Czegóż więc szukałeś, Jasiu ?
          - Czegoś o wiele lepszego i na szczęście udało mi się to znaleźć.
          - A cóż to takiego, Jasiu ?
          - To trzy kosy, panie - odrzekł parobek.
          - A gdzież one są ? spytał pan.
          - Jednego widzę, drugiego słyszę, a za trzecim gonię - odpowiedział
          mądry parobek.
          I wy bierzcie z niego przykład, nie zważając na pana i jego rozkazy,
          róbcie zawsze to, co wam do głowy przyjdzie i na co macie ochotę; a wtedy
          zasłużycie na miano mądrych, tak jak mądry Jaś.

          smile))
          • wywrot53 Re: moja ulubiona.... 30.03.04, 00:50
            Ado, jak myslisz co sie stało, ze taki ruch dzisiaj w klubie???
            • ada296 ....... 30.03.04, 00:51
              dziewczyny chciały przezyć godzinę duchów smile)
              i poszły...
              ja pewnie też zaraz pójdę sad
              • ada296 o nas dla nas 30.03.04, 00:57

                Po mieście, po mieście
                o późnej godzinie,
                chodzi Nocny Marek
                w nocnej koszulinie.

                Idzie Nocny Marek
                przez ciemne ulice,
                zagląda przez szpary,
                puka w okiennice.

                W ręku trzyma świeczkę,
                stąpa na paluszkach....
                Dzieciaki, dzieciaki,
                uciekać do łóżka!

                Danuta Wawiłow


                uciekam do łóżka smile))
              • wywrot53 Re: ....... 30.03.04, 01:06
                Teraz wiem dlaczego rzadko tutaj bywaja wink))
                Pewnie wolą spac jak o północy trząść się ze strachu smile

                tez zbieram się w szeroko rozpiete acz cierpliwie czekające, ramiona mojego
                Morfeusza smile
    • wywrot53 Re: takie tam bajanie;))) 01.04.04, 03:41
      O LUDKACH BIEDOROBACH

      Żył w jednej wiosce chłop, który był taki biedny, że nieraz głodował z żoną i z
      dziećmi, chociaż trudził się od rana do wieczora.

      Jakoś mu się nie wiodło i nie mógł się z biedy wyplątać. Tak jak ryba, co rzuca
      się w sieci i rzuca, a wyjścia nie ma.

      — Co to się dzieje — mówił do żony. — Inni mają czas przespać się i odpocząć w
      niedzielę. Jadła im nigdy nie brakuje. A ja, sama widzisz, pracuję do siódmego
      potu i nic z tego nie wychodzi.

      — Wiesz co — powiada żona — jeszcze moja babka mi mówiła, że są na świecie
      takie maleńkie ludki biedoroby, co jak się u kogo zagnieżdżą, to ostatnią
      koszulę ściągną mu z grzbietu. Ani kropli mleka, ani jednego jajka, ani skibki
      chleba mu nie zostawią. Widać u nas gdziesik takie biedoroby zalazły w jaką
      szparę i chcą nas zamorzyć.

      Chłop podrapał się w głowę.

      — Może to być. Ale jak je wypatrzyć ? I jak je wygnać z chałupy?

      — Przyuważmy pilnie, może je zdybiemy — mówi żona. — Bo że są u nas takie
      biedoroby, to pewne. Posadziłam w sadku kapustę, to mi ją zaraz zryły świnie
      sąsiada. Bieliłam płótno na łące, to mi je ktoś ukradł. Dlaczego każdą biedę
      coś nagna zawsze prosto na nas? Nawet dym od jakiegoś czasu nie idzie u nas do
      komina, tylko się wraca na izbę. Wszystko na złość.

      Wystarał się raz ten chłop o bochenek chleba i kawałek słoniny na niedzielę.
      Przyniósł je dzieciom i z tej radości zaczął im przygrywać na skrzypkach.

      A muzykant był z niego nie lada. Za lepszych czasów ho! ho! jak to on umiał
      wygrywać! Nikt tak nie potrafił w całej okolicy. Ale z tej biedy odechciało się
      nieborakowi grać i skrzypki ze smyczkiem wisiały na kołku nieme.

      Teraz, kiedy zagrał po wieczerzy, dzieci najedzone zeskoczyły z ławy, wzięły
      się wesoło pod boki i dalej w taniec.

      Tańczą, przytupują... wtem ojciec patrzy: kto to z jego dziećmi tańczy?
      Powyłaziły skądsiś stwory-niestwory, ręce mają długie jak pajęcze nóżki, szyje
      cienkie, pyszczki gładkie i złośliwe. A tyle ich się wyroiło i tak się kręcą,
      że ich nikt nie zliczy.

      Domyślił się biedak, że to właśnie te ludki biedoroby, o których żona
      opowiadała. Przestał grać i wypatrywał, co też one zrobią, dokąd pójdą.

      A psoty niecnoty zakręciły się, zakotłowały i popychając jedne drugie uciekły
      pod piec niby robactwo jakie.

      „Ehe! kiedy już wiem, gdzie mieszkacie, to się was jakoś pozbędę, niedojady!",
      pomyślał chłop.

      Doczekał się, aż dzieci posnęły, usiadł przy piecu i pyta półgłosem:

      — Ludki, a może wam ciasno, może wam źle pod piecem?

      — Nie, wcale nam nie ciasno — piszczą ludki biedoroby. — Dobrze nam tu,
      wygodnie. Zmieściłyśmy się wszystkie.

      Chłop wyciągnął rożek od tytoniu i pyta dalej:

      — A w ten rożek byście się zmieściły?

      — Oho, jeszcze jak! — odpowiadają.

      — Chciałbym to widzieć, pokażcie — mówi chłop i podtyka rożek pod piec. — No, i
      gdzież jesteście? Jeszcze pod piecem?

      Cienkie głosiki odpowiadają:

      — Tu! Tu! Jesteśmy już wszystkie w twoim rożku i zmieściłyśmy się.

      — Wszystkie? Pod piecem nie został ani jeden?

      — Ani jeden. Wszystkie tu jesteśmy. Wszystkie!

      Chłop tylko na to czekał. Zamknął mocno pokrywkę, poszedł do opuszczonego młyna
      i wsunął rożek pod ciężki kamień młyński.

      — Siedźcie tu do skończenia świata, nie chcę was! I wrócił do domu.

      Od tego dnia wszystko mu się odmieniło, wszystko zaczęło się udawać. Pracował
      więcej niż inni, więc kiedy biedoroby przestały mu dokuczać, gospodarka
      polepszała się u niego z miesiąca na miesiąc.

      Miał już i świnki, i krowę, i parę wołów, i ziarna dość aż do nowego. Obsprawił
      całą rodzinę, ubrani byli teraz cało i dostatnio, aż się sąsiedzi dziwili.

      A był tam jeden sąsiad bogaty, najbogatszy w całej wsi, ale zazdrosny. Nie mógł
      się uspokoić, kiedy komuś innemu dobrze się powodziło. Chciałby widzieć dookoła
      samych nędzarzy, a on jeden, żeby miał wszystko i niechby mu się inni kłaniali.
      Zresztą próżniak to był i chciał żyć z gotowego. Co miał, to po rodzicach, ale
      sam niczego nie przyczynił.

      Kiedy się ten zazdrośnik przekonał, że tamten biedak przestał być biedakiem i
      ma się nie gorzej niż on sam, wciąż go podglądał, skąd się to bierze. Ale nie
      odgadł przyczyny.

      Poszedł raz do niego i zaczął go zagadywać to tak, to siak, żeby z niego
      wyciągnąć, jak to on się dorobił.

      — Bo ja com miał, to i mam — powiada — a tobie wciąż coś przybywa.

      — To dlatego, że pracuję od rana do nocy i nie żałuję rąk — powiedział tamten. —
      Ot i cała tajemnica.

      — No, a przedtem mniej pracowałeś ?

      — Nie, nie mniej, ale mi przeszkadzały ludki biedoroby. Rozpleniły mi się w
      izbie i wszystko mi psuły, do wszystkiego się mieszały. Jakem się ich pozbył,
      to i biedy się pozbyłem.

      — Jakeś to zrobił?

      — Zwabiłem je do rożka, a potem zamknąłem pokrywkę mocno i wsadziłem rożek pod
      kamień młyński w tym opuszczonym młynie, co stoi nad wyschniętym .strumieniem.

      — I one tam siedzą?

      — Pewno siedzą, bo nie wróciły.

      — Toś sprytnie wymyślił — pochwalił bogaty sąsiad. — No, na mnie czas, zostawaj
      zdrów.

      Pożegnał się i poszedł.

      Ale poszedł nie do swojej chaty, tylko do opuszczonego młyna. Odszukał rożek
      pod młyńskim kamieniem i wyjął go. Otworzył pokrywę i mówi:

      — No, biedoroby, wychodźcie na swobodę! Wracajcie do waszego gospodarza,
      stęsknił się już za wami.

      Ale dziwoludki dalej piszczeć:

      — Nie, nie, nie chcemy do niego wracać! Boimy się go. On jest za mądry, znów
      wymyśli na nas jakiś sposób. Może nas całkiem wytraci. Tyś nas wybawił,
      zlitowałeś się nad nami, to wolimy pójść do ciebie.

      — Ehehe — zakrzyknął bogacz — co mi po was? Nie chcę! Za nic nie wezmę was do
      mojej chaty, idźcie precz ode mnie!

      Ale gdzie zaś... Psoty niecnoty opadły zazdrośnika jak rój pszczół, tak że nie
      mógł się od nich opędzić. Wczepiły mu się w kaftan, we włosy, nalazły do
      kieszeni i za pazuchę — nie dał rady.

      Pobiegł do chaty, a one w jednej chwili zeskoczyły z niego i rozbiegły się po
      wszystkich kątach. Tak się dobrze pochowały, że nikt by ich nie znalazł.

      Od tego dnia nic się bogaczowi nie wiodło. Bydło mu wyzdychało, konie ukradli
      złodzieje, na owce i świnie przyszła zaraza, zboże nie obrodziło. A na koniec
      spaliła mu się chata z całym obejściem.

      Zazdrosny bogacz został nędzarzem.
      • wywrot53 Re: takie tam bajanie;))) 02.04.04, 04:14
        RAK NIEBORAK

        Lezie rak-nieborak. Coś mu się pomyliło — zamiast do swojej jamki pod
        kamieniem, zalazł aż do wsi.

        Ludzie z tej wsi nigdy jeszcze nie widzieli raka. Bardzo się zdziwili i
        przestraszyli.

        — Co to za zwierzę — pytali jedni drugich — co ma tyle nóg i chodzi w przód
        i w tył, i taki pancerz ma na sobie?

        Wysunął się z gromady jakiś mędrek i powiedział:

        — Czy nie widzicie, że nosi przed sobą dwie pary nożyczek? To nie zwierzę, to
        krawiec.

        Wieśniacy ucieszyli się. Stary krawiec niedawno umarł, a młody umiał tylko
        szyć, ale nie umiał skroić ubrania. Przyda się krojczy.

        Rozłożyli kawał sukna na stole, posadzili na nim raka i patrzą, co będzie.

        Biedny rak chciałby znaleźć swoją rzeczkę, chciałby uciec. Łazi po suknie to w
        tę stronę, to w tamtą. To otwiera kleszcze, to znów zamyka.

        — Oho — mówią ludzie — krawiec nam pokazuje, gdzie mamy krajać.

        Tną za rakiem, ciach — mach! Pocięli całe sukno na drobne kawałki i teraz
        dopiero zrozumieli, że je popsuli.

        — Ach, ty nicponiu — zaczęli wykrzykiwać potrząsając pięściami nad
        rakiem — oszukałeś nas! Nie ujdzie ci to na sucho.

        Sołtys chciał raka chwycić, ale przestraszony rak jak go nie utnie nożycami!
        Sołtys wrzasnął:

        — Ratujcie, dobrzy ludzie, bo mnie zamorduje!

        Chłopi odczepili raka i zaraz urządzili nad nim gromadzki sąd.

        Wyrok zapadł taki:

        — Nikt z nas nie wie, co to za zwierzę. Ale oszukało nas, bo udawało krawca,
        a wcale nie jest krawcem. Na dodatek próbowało uciąć palec samemu sołtysowi.
        Więc chociaż nie wiemy, jak się nazywa, wiemy, że to jest oszust i rozbójnik.
        Skazujemy go na śmierć przez utopienie.

        Podsunęli rakowi pod nos deskę, a kiedy rak na nią wlazł, zanieśli go ostrożnie
        na most.

        Cała gmina zeszła się nad rzekę, żeby się przyjrzeć, co teraz będzie.

        Przechylili deskę nad wodą i — chlup! rak spadł do rzeki.

        Ktoś z tłumu krzyknął:

        — Dobrze mu tak!

        Tymczasem rak dał co prędzej nurka na dno. Schował się do jamki i zawołał:

        — No, nareszcie jestem w domu! Jacy to zacni ludzie, że mnie odnieśli z
        powrotem do rzeki!

        • marialudwika Re: takie tam bajanie;))) 02.04.04, 23:03
          Dzi O NM,moze jutro nie kaza nam isc spac z kurami?Pozdro dl NM
          ml-Rak
          • marialudwika Re: takie tam bajanie;))) 03.04.04, 23:08
            Chyba i dzisiaj nic z KNM nie bedzie,wszyscy milczacy ostatnio,jakos tak pisze
            sie by pisac.Pozdro
            ml
            • babkana102 E tam, z takimi markami! 04.04.04, 01:44
              Ja sie dopiero rozkręcam a ich juz nie ma.
              • babkana102 Re: E tam, z takimi markami! 05.04.04, 00:21
                Znowu to samo. To ten klub to od której jest czynny? smile))) Takie natchnienie na
                pogadanie mam a tu pogadac nie ma z kim. No nic, moze razem nastepnym...
                • ada296 :-))) 05.04.04, 00:27
                  Babkana
                  beze mnie i Wywrot i czasami Moni
                  nie ma KNM
                  ale dzisiaj padam na twarz
                  i pozdrawiam Cię wiosnnie
                • wywrot53 Re: E tam, z takimi markami! 05.04.04, 00:31
                  Długo trwało Twoje dotarcie tutaj wink
                  Klub czynny 24/dobę wink
                  Zostawiasz info i napewno ktos się zjawi smile
                  Samo wejście, stwierdzenie, ze nikogo nie ma moze i jest tematem do pogadania
                  tylko z kim jak juz nie wrócisz ??? smile)))
                  • wywrot53 Re: E tam, z takimi markami! 05.04.04, 01:03
                    Tak jak przypuszczałam sad((
                    W takim razie tez uciekam smile))
                    Do jutra smile))
                    Dobranoc wszystkim chociażby zaglądającym do tego kącika smile))
                    • babkana102 Re: E tam, z takimi markami! 05.04.04, 01:06
                      A moze jestes jeszcze? Poszłam tylko herbate sobie zrobic!
                      • babkana102 Bu..bu.. Bu.. znowu sie rozminęłam. 05.04.04, 01:12
                        A to ci pech. No ale mało wyliczyliscie tych markow to i spotkac sie trudno.
                        • foxal Re: Bu..bu.. Bu.. znowu sie rozminęłam. 05.04.04, 04:08
                          Babkana 102,

                          Potraktuj ten klub jako pisanie w cyberprzestrzen i za jakis czas zawsze ktos
                          sie znajdzie i odpowie. Jesli przyjmiesz do wiadomosci, ze to nie jest czat a
                          mamy "czlonkow" nadajacych z drugiej polkoli i trzech kontynentow, to trudno
                          oczekiwac, ze wszyscy siedza w danym momencie przy komputerach.

                          U mnie np w tej chwili jest 22:12 i jeszcze 4 kwietnia.

                          Cierpliwosci i powodzenia zycze.
                          • marialudwika Re: Bu..bu.. Bu.. znowu sie rozminęłam. 05.04.04, 10:03
                            Hej,zagladam tutaj regularnir,ale naogol nikogo nie moge spotkac-mijanka po
                            prostu.Moze tej nocy bedzie lepiej???Pozdro dla stalych bywalcow,do ktorych i
                            ja sie zaliczam.
                            ml
    • wywrot53 Re: KLUB NOCNYCH MARKOW XII edycja 05.04.04, 21:09
      Zaczynam wczesniej wink Może więcej osób zawita smile
      Na forum zaczęły się tematy Wielkanocne totez i tutaj trzeba jakoś Święto
      zaznaczyć smile
      Wszyscy raczej powaznie traktuja Święta, dlatego tutaj proponuję podejscie z
      przymrużeniem oka wink
      Na poczatek frywolny wierszyk kolezanki Bru z innego forum smile

      Kopnął raz w kuper, kurczak kurczaka
      Tamten mu oddał i była draka
      Bo już po chwili, pośród pisanek
      W pyszczek zająca strzelił baranek
      Zając się wkurzył wyskoczył w górę
      Palcem w baranku wydłubał dziurę,
      Na co wkroczyły bazie do dzieła:
      Jedna za dzioby kurczaki wzięła
      Druga zająca, trzecia baranka.
      Sędzią została żółta pisanka.
      Wnet każdy poznał ją winowajca
      I każdy wiedział, że to nie jajca.
      Sąd rzekł - wyplenić trzeba głupotę,
      Więc uświęcimy wszystkich w sobotę!
      I cóż, hałastra, kuląc ogonki,
      Dziarsko wdrapała się do święconki.
      Proboszcz wnet stłumił wszystkie zamęty
      I teraz w święta jest spokój święty.
      • marialudwika Re: KLUB NOCNYCH MARKOW XII edycja 05.04.04, 21:11
        Hej!!Wywrot!!Jestem obecna i przytomna,choc nieco przytloczona
        FAKTAMI.Dobrze,ze wprowadzasz troche relaksusmile))).Pozdro
        ml
        • wywrot53 Re: KLUB NOCNYCH MARKOW XII edycja 05.04.04, 21:43
          ML, wiem, ze rzeczywistość skrzeczy, dlatego ostatnio łazę po stronach bajkowo -
          rozrywkowo - poetyckich smile
          • marialudwika Re: KLUB NOCNYCH MARKOW XII edycja 05.04.04, 23:23
            i masz racje!!!!!POzdro
            ml
            • marialudwika Re: KLUB NOCNYCH MARKOW XII edycja 06.04.04, 00:00
              www.sugarqube.com/Ecards/CardView.cfm?CardID=1081&L1=0&L2=0&L3=0&Page=Top
      • witekjs Re: KLUB NOCNYCH MARKOW XII edycja 06.04.04, 01:13
        wywrot53 napisała:

        > Zaczynam wczesniej wink Może więcej osób zawita smile
        > Na forum zaczęły się tematy Wielkanocne totez i tutaj trzeba jakoś Święto
        > zaznaczyć smile
        > Wszyscy raczej powaznie traktuja Święta, dlatego tutaj proponuję podejscie z
        > przymrużeniem oka wink
        > Na poczatek frywolny wierszyk kolezanki Bru z innego forum smile
        >
        > Kopnął raz w kuper, kurczak kurczaka
        > Tamten mu oddał i była draka
        > Bo już po chwili, pośród pisanek
        > W pyszczek zająca strzelił baranek
        > Zając się wkurzył wyskoczył w górę
        > Palcem w baranku wydłubał dziurę,
        > Na co wkroczyły bazie do dzieła:
        > Jedna za dzioby kurczaki wzięła
        > Druga zająca, trzecia baranka.
        > Sędzią została żółta pisanka.
        > Wnet każdy poznał ją winowajca
        > I każdy wiedział, że to nie jajca.
        > Sąd rzekł - wyplenić trzeba głupotę,
        > Więc uświęcimy wszystkich w sobotę!
        > I cóż, hałastra, kuląc ogonki,
        > Dziarsko wdrapała się do święconki.
        > Proboszcz wnet stłumił wszystkie zamęty
        > I teraz w święta jest spokój święty.


        ________________________________________________

        Wierszyk o święconce śliczny
        Można tylko pęc z zazdrości
        Pisząc moje rymowanki skromne
        Śmieszny ale z lekka dydaktyczny
        Trochę może braknie w nim miłości
        W końcu to nie dzieło wiekopomne
        Tylko wielkanocny żarcik miły
        Gdzie zajaczki kurki i pisanki
        Za łby biorą się jak dzisiaj ludzie
        Którym oczy w słup się postawiły
        Gdy durna Błochowiak wzór Posłanki
        Pokazała raport wyskrobany w wielkim trudzie

        Zasmucony Witek smile
    • wywrot53 Re: 06.04.04, 00:47

      Gdy Stirlitz szedł korytarzem, oczom jego ukazało się ogłoszenie o czynie
      społecznym.
      - Wpadłem - pomyślał.
      Skierował się w kierunku gabinetu Müllera.
      - Gratuluję poczucia humoru - powiedział - Tak, jestem agentem sowieckim!
      - Dobra, dobra Stirlitz ... Odmaszerować!
      Po chwili Müller wykręcił numer Kaltenbrunerra.
      - Czego to nie wymyśli nasz poczciwy Stirlitz - rzekł ze śmiechem - żeby się
      wykręcić od roboty...

      Dom Stirlitza okrążyli gestapowcy.
      - Otwieraj! - krzyknął Müller.
      - Stirlitza nie ma w domu! - powiedział Stirlitz.
      Odjechali. W ten oto sprytny sposób Stirlitz już piąty raz przechytrzył gestapo.

      Podczas ważnej narady w gabinecie Hitlera nagle otworzyły się drzwi. Wbiegł
      przez nie mężczyzna z bukietem kwiatów, które położył na stole.
      Następnie sprawnie otworzył sejf, sfotografował wszystkie dokumenty, odłożył na
      miejsce i wyszedł.
      - Kto to był? - spytał zaskoczony Hitler.
      - Sowiecki szpieg Isajew - odpowiedział Bormann.
      - Dlaczego go więc nie aresztujesz???
      - I tak udowodni, że kwiaty przyniósł...

      Stirlitz spacerował po dachu Kancelarii Rzeszy. Nagle poślizgnął się, upadł i
      tylko cudem zahaczył o wystający gzyms, unikając upadku z dużej wysokości.
      Następnego dnia cud posiniał i obrzękł.

      Stirlitz przechodząc korytarzem, jakby od niechcenia pchnął drzwi gabinetu
      Bormanna. Drzwi ani drgnęły. Stirlitz zatrzymał się, rozejrzał i pchnął
      mocniej. Bez skutku.
      - Pewnie zamknięte - pomyślał Stirlitz.

      Podczas uroczystej akademii w dniu urodzin Hitlera dostarczono Stirlitzowi na
      sale depeszę.
      "Stirlitz jesteście zwykłą dupą!" - mogły odczytać zbyt ciekawe oczy.
      Ale tylko Stirlitz wiedział, że właśnie tego dnia otrzymał tytuł Bohatera
      Związku Sowieckiego.

      Stirlitz wolnym krokiem zbliżył się do lokalu kontaktowego. Zapukał umówione
      127 razy. Nikt nie otworzył.
      Po namyśle wyszedł na ulicę i spojrzał w okno.
      Tak, nie mylił się. Na parapecie stały 63 żelazka - znak wpadki.

      Stirlitz szedł ulica, kiedy z tyłu rozległy się strzały i tupot podkutych butów.
      - To koniec - pomyślał Stirlitz wkładając rękę do prawej kieszeni spodni.
      Tak, to był koniec. Pistolet nosił w lewej.

      • ada296 :-) 06.04.04, 00:55
        bardzo mnie to bawi smile))
      • instant Re: Stirlitz 06.04.04, 00:58
        Stirlitz zamyślił się...
        I tak mu sie to spodobało, że zamyślil się po raz drugi.

        (to mój ulubiony o tym bohaterze) smile
        • ada296 Re: Stirlitz 06.04.04, 01:03
          super

          też będę się zamyślać smile))
          • wywrot53 Re: Stirlitz 06.04.04, 01:08
            Stirlitz wszedł do gabinetu Müllera i rzekł:
            - Herr Müller, czy chciałby pan pracować jako agent radzieckiego wywiadu?
            Dobrze płacą.
            Müller zszokowany, podrywa się ze złością, potem przypatruje się podejrzliwie
            Stirlitzowi. Stirlitz zaczyna wychodzić, ale zatrzymuje się i pyta:
            - Gruppenfuhrer, czy ma pan aspirynę?
            Stirlitz wiedział, że LUDZIE ZAWSZE PAMIĘTAJA TYLKO KONIEC KONWERSACJI.
          • instant Re: Stirlitz 06.04.04, 01:08
            ada296 napisała:

            > super
            >
            > też będę się zamyślać smile))

            Czasami człowiek musi, inaczej sie udusi smile
            >
      • jej_maz Re: 06.04.04, 01:00
        Witam - alez tu wesolo smile
        • mammaja Re: 06.04.04, 01:08
          Komu wesolo temu wesolo! mnie tam nie jest po przeczytaniu twojego postu i
          pointy o Rozyku.No ale dyskutowac bede jutro ,bo juz mam dosc na dzisiaj!
          Wyslalam em-emce zdjecia z Dolomitow - mam nadzieje ze wam sie spodobaja. A
          narazie mozna kilka zobaczyc w albumie!
          • jej_maz Re: 06.04.04, 01:11
            Mysle, ze dla podkreslenia pewnej mysli nalezy troche przerysowac. Wierz mi, ze
            nie pozwolibym sobie na taki wpis w innym towarzystwie - jest to komplement smile
          • instant Re: 06.04.04, 01:13
            Widziałam, podziwiałam i zazdraszczam smile Też bym juz gdzieś bryknęła z tej
            zakopconej i nielubianej Warszawki, ale chyba najchętniej nad ciepłe morze, bo
            juz mam przesyt tego białego i zimnego.
            Podobno w Gdańsku dziś (wczoraj) spadł snieg.
        • wywrot53 Re: 06.04.04, 01:09
          Witajsmile Kope lat ... wink))
          • jej_maz Re: 06.04.04, 01:13
            Tak... leca te lata... niech to cholera wink)) Jak zycie Was traktuje? Dobrze?
            Wiosna za rogiem (u nas dzisiaj z wiatrem -15... psia krew... wink)
            • wywrot53 Re: 06.04.04, 01:19
              U nas dzisiaj wyjątkowo cieplutko smile Teraz siapic zaczyna smile)
              Życie Mark daje w kość, ale wystarczy się nie dawać smile))
          • marialudwika Re: 06.04.04, 01:19
            Zazdroszcze oderwania sie od tzw.codziennosci,ale zimna mam dosc,choc sniegu w
            tym roku nie uswiadczylam.Pogoda znow sie psuje,wieje polnocno-zachodni
            paskudny wiatr,ksiezyc zalozyl lisia czapke,co zle wrozy a sikorki znow "sie
            przeprosily" i pojadaja orzeszki.A one sa najlepszymi meteorologami.POzdro
            ml
            • wywrot53 Re: 06.04.04, 01:24
              ML czyżby dzisiaj była pełnia i spac nie mozesz sad((
              nawet jak tak jest to współczuje, ale z drugiej strony tak troszeczkę to się
              cieszę, bo jest do kogo gebe otworzyć upss... poklikac wink))
              • jej_maz Re: 06.04.04, 01:27
                Tez siedze nad czyms a wiec klikaj (a gdzie Monia i Ada?)

                Jak tam postepy w fotografice?
                • wywrot53 Re: 06.04.04, 01:35
                  MOnia, od dłuższego czasu się tutaj nie pokazuje crying
                  A Ada pewnie wybyła spac sad
                  coraz więcej funkcji poznaje smile Ostatnio chciałam usunać zalamania na fotce,
                  ale sie nie udałosad klikałam we wszystko co możliwesmile Dzięki temu kadrowac się
                  nauczylam a tego usunąc nie potrafięwink
                  Ale trening czyni mistrza wink
                  • jej_maz Re: 06.04.04, 01:46
                    No to gratuluje! Innymi slowy, juz niebawem bedziesz w stanie robic
                    fotograficzne operacje plastyczne wink)) Moze z tego byc niezly interes wink Mam
                    nadzieje ze sie pochwalisz jakimis pracami?
                  • instant Re: 06.04.04, 01:48
                    Wywrot, a w jakim programie pracujesz? Bo ja pieknie "wyprasowalam"
                    zeskanowane, polamane, zeskanowane zdjecie dziadka, ktorego nigdy nie znalam w
                    IE Photoexpress. Chcesz zobaczyc?
                    • wywrot53 Re: 06.04.04, 01:51
                      no pewnie że chcesmile
                      A mam dzieki uprzejmości Marka - Photoshopa 7.0 smile
                      • instant Re: 06.04.04, 01:57
                        Juz wysylam smile Teraz sie ucze Paint Shopa. Ma zupelnie niesamowite
                        mozliwoscie, ale sztuczek z "prasowaniem" dziadka jeszcze w nim nie opanowalam.
                        • wywrot53 Re: 06.04.04, 02:07
                          Ja miałam wcześniej 30 dniowa wersje Photo Oficce 2000. żdawało mi się że jest
                          łatwy, ale zanim rozgryzłam termin minal i musiałam usunąc z kompacrying
                          Ale opanuje program Marka, żebym miała na uszach stanać wink Idę obejrzec fotkewink
                        • wywrot53 Re: 06.04.04, 02:16
                          Poczta chyba muli, bo nie ma jeszcze fotografii sad((
                          • wywrot53 Re: 06.04.04, 02:35
                            Nie moge się doczekac, więc ide spac smile
                            Dobranoc wszystkim wink))
                            • instant Re: 06.04.04, 02:38
                              Tak, mialam problemy z wysylka, ale juz poszlo.
                              Tez zycze wszystkim dobrej nocki
                              • wywrot53 Re: 06.04.04, 03:59
                                Doszło smile)
                                Ale masz przystojnego dziadkasmile)
                                Teraz takich mężczyzn ze świeczka trzeba szukaćsad(
                                Instant, napisz jak to zrobiłaś?
                                myslę, ze zasady sa podobne jak nie takie same smile)
                                Ale ze mnie optymistka wink)
                      • puz Photoshop 5.0 06.04.04, 07:13
                        Miałem Photoshopa 5.o po polsku i przy zmiania Windowsa wszystko zostało
                        zapisane na płytach, a Photoshop się "zapodział".
                        Mam tylko jakiś fotoedyror, ale to "żłobek". Mam nadzieję, że uda mi się
                        odzyskać 5.o, a moze coś innego mi się trafi. Na razie fotografowanie jakoś mi
                        nie idzie.
    • puz Re: KLUB NOCNYCH MARKOW XII edycja 06.04.04, 07:15
      No nie daruję sobie takiej okazji, choć noc już poszła spać.
Pełna wersja