konkubinat

15.04.04, 01:42
niedawno wiele mówiono o zalegalizowaniu związków homoseksualnych
nie mam nic przeciwko homoseksualistom
ale dlaczego nikt do tej pory nie pomyślał o konkubinacie
bo dla polityków to nie jest wymierny elektorat
bo to zbyt prozaiczne
znam wiele problemów ludzi żyjących na "kocią łapę"
ale mało kto zdaje sobie sprawę jak to wygląda po smierci jednego z nich
koszmar
nie ma dziedziczenia
nie ma ulg
nie ma nic
rodzina zmarłego wywala konkubenta (konkubinę)na bruk
a przecież związków nieformalnych jest coraz więcej
świadomość prawna jest w społeczeństwie coraz większa
ale i tak trudno powiedzieć komuś z kim się jest: słuchaj zrób na mnie
testament i może jakoś to będzie

ostatnio otarłam się o wiele takich spraw
po prostu żal tych ludzi
    • wywrot53 Re: konkubinat 15.04.04, 01:52
      tutaj chyba znajdziesz odpowiedź
      nowezycie.archidiecezja.wroc.pl/numery/102002/03.html
      Dla mnie to jest chore, zeby ludzie zyjący ze sobą nie mieli takich samych
      praw. Że brak papierka spycha ich do drugiej kategoriisad
      • ada296 Re: konkubinat 15.04.04, 01:56
        Wywrot wysłałam Ci emaila (interia)
        a teraz będę czytać
    • ada296 Re: konkubinat 15.04.04, 02:06
      specjalistką od wychodzenia za mąż bo nie chcieli jej wpuścić do szpitala do
      ukochanego jest Hanna Bakuła
      ale to inna bajka
      ciągle trudno jest mi się pogodzić z twierdzeniem , że dzieci w związkach homo
      będą się lepiej wychowywac niż w rodzinach nie kochających się a nikt nie
      przejmuje sie konkubinatami
      i czasami zastanawiam się nad tym, że to jest przeciez wielka polityka
      czyżby związków homoseksualnych było w Polsce więcej niż konkubinatów
      skoro politycy myślą o zebraniu "na plus" od elektoratu homo a nie myślą o
      zwiazkach damsko - męskich nieformalnych
      • bepeef Re: konkubinat 15.04.04, 07:31
        ada296 napisała:

        > ciągle trudno jest mi się pogodzić z twierdzeniem , że dzieci w związkach homo
        > będą się lepiej wychowywac niż w rodzinach nie kochających się a nikt nie
        > przejmuje sie konkubinatami

        Przyznam się, że jest to dla mnie niezrozumiałe. Ludzie żyjący w konkubinacie
        chcieliby korzystać z praw przysługujących osobom samotnym (min. zasiłki dla
        matek samotnie wychowujących dziecko, możliwość odejścia bez "zbędnych"
        formalności) i jednocześnie z praw przysługujących małżeństwom (m.in.
        dziedziczenie po współmałżonku czy tzw "dopłata do wczasów rodzinnych")

        Nasuwa się samo, że jedyne, czego by nie chcieli - to obowiązków wypływających
        tak z jednego jak drugiego stanu.
        Piszesz, że "głupio" rozmawiać o testamencie z konkubiną (konkubentem).
        Czy nie "głupiej" jest domagać się, by obcy ludzie grzebali w prywatnym życiu,
        i sprawdzało, czy "tych dwoje" faktycznie ze sobą żyło w konkubinacie, skoro nie
        byli w stanie przyznać się do tego publicznie? No i...co dawałoby prawo do
        traktowania dwojga jako konkubinat?
        Ile lat(miesięcy?) konkubinatu (i jak potwierdzonego) miałoby dawać prawa
        do dziedziczenia.? Czy wspólne wynajmowanie mieszkania (kupno mieszkania)
        jest już konkubinatem? Czy dopiero wspólne łóżko? (może jakieś zdjęcia?)

        Moim zdaniem życie w konkubinacie jest wyrazem niedojrzałości.
        (ale oczywiscie moje zdanie nie jest wyrocznią wink
        • rudakitka1 Re: konkubinat 15.04.04, 08:05
          bepeef napisała:


          > Przyznam się, że jest to dla mnie niezrozumiałe. Ludzie żyjący w konkubinacie
          > chcieliby korzystać z praw przysługujących osobom samotnym (min. zasiłki dla
          > matek samotnie wychowujących dziecko, możliwość odejścia bez "zbędnych"
          > formalności) i jednocześnie z praw przysługujących małżeństwom (m.in.
          > dziedziczenie po współmałżonku czy tzw "dopłata do wczasów rodzinnych")
          >
          > Nasuwa się samo, że jedyne, czego by nie chcieli - to obowiązków wypływających
          > tak z jednego jak drugiego stanu.


          Zgadzam się z Bepeef,konkubinat to często wygodnictwo
          i chęć pobycia w związku ,ale nie do końca.Same przyjemnośći
          bez zobowiązań.Niestety najgorzej wychodzą na tym dzieci.
          Nie wierze w szczerą i prawdziwą miłość,któtej nie można zalegalizować.
          A jeżeli to tylko taka "chwilówka" to czemu ma mieć prawa jak małżeństwo?
          I bardzo nie lubię jak ktoś mi wmawia,że dzieci w związkach homo,albo w "chwilówkach" są szczęśliwsze ,bo rodzice w nich bardziej są z miłośći niż
          z obowiązku.Znam oczywiście przykłady małżeństw nieudanych,ale większość tych co żyją koło mnie to rodziny szczęśliwe i udane,więc proszę nie generalizowaćsmile>
          Motylem jestem....
        • liloom konkubinat 15.04.04, 14:27
          A mi sie wydaje, ze wszelkie uogolnianie jest niesprawiedliwe. Sama nie zyje w
          konkubinacie, wiec moze takza nie jestem specjalnie wyrocznia w tym temacie,
          ale dookola mnie jest sporo takich zwiazkow. Moj dziadek zyje w konkubinacie od
          hoho albo i dluzej z prozaicznego powodu - nie ma rozwodu. Mam w rodzinie sporo
          konkubinatow - jakos nikt nigdy nie zastanawial sie co bedzie potem.
          W mojej pracy kilku panow zyje w konkubinatach, maja wspolne (z przyjaciolkami)
          domy, dzieci... Faktem jest, ze sytuacja w Austrii jest pod tym wzgledem
          uregulowana, nie ma problemu z dziedziczeniem itp. Przyznam, ze bepeef
          poruszyl/-a problem jak najbardziej prawdziwy tzn. ze ludzie zyjacy w
          konkubinatach chcieliby korzystac z priorytetow przyslugujacych samotnym parom,
          a takze malzenstwom. Tez uwazam, ze to nie fair, ale z wiatrakami walczyc nie
          zamierzam.
          Zatem jak ktos chce z czegos korzystac, to powinien sie podporzadkowac. A jak
          nie chce sie podporzadkowac, to powinien wziac pod uwage konsekwencje. Tak samo
          jak w kazdej innej dziedzinie zycia.
          Moze kluczem jest tutaj raczej PRZYCZYNA braku slubu? Dlaczego ludzie go po
          prostu nie wezma jak pojawia sie jakis problem. Skoro sa juz razem... Przeciez
          slub cywilny to wlasciwie formalnosc. Moja starsza ciocia wziela niedawno slub
          (dowiedzialam sie o tym przypadkiem), jest ze swoim partnerem juz pare lat, ale
          nie wiem co im "strzelilo" na stare lata (?)
          Inna znajoma wziela slub, mimo ze planow tego typu nie bylo, bo na studia ktore
          zdawala mezatki dostawaly dodatkowe punkty - niektorzy traktuja wiec instytucje
          slubu raczej luzno. Dla mnie to troche sztuczny problem.
          • wedrowiec2 Re: konkubinat 15.04.04, 15:51
            Konkubinat - tak, małżeństwo - niesmile
          • ewelina10 Re: konkubinat 15.04.04, 16:07
            Nie jestem za potępieniem konkubinatu oraz bałwochwalczo nie zamierzam
            pochwalać instytucji małżeńskiej. Tymbardziej nic mnie nie upoważnia do oceny,
            czy konkubinat bierze się z wygodnictwa.
            Jeden wybrany styl życia nigdy by mi nie odpowiadał, a życie często niesie
            przecież niespodzianki.
            Konkubinat stanowi wolny związek dwojga ludzi, którzy mogą się swobodnie
            rozejść, bez zbędnych formalności. Domaganie się zrównania ich praw z prawami
            małżeńskimi wydaje mi się niesłuszne. Przywileje wiążą się z pewnymi
            obowiązkami.
            Małżonkowie przyjmują na siebie większe obowiązki i odpowiedzialność . W
            konkubinacie zobowiązania między partnerami mają charakter nieformalny, i oni
            sami je ustalają między sobą.
            Regulacje prawne też nie są takie niekorzystne. Chcąc bardziej zyskać prawnie
            można przecież sporządzić umowę cywilną, testament. Prawo cywilne przecież
            tego nie zabrania. Wspólnotę małżeńską można zastąpić współwłasnością ułamkową.
            Wspólne opodatkowanie małżonków jest tylko danym przez państwo przywilejem dla
            małżeństw, który i tak wkrótce zostanie odebrany.
            Gdyby częściej mówiło się o obowiązkach małżeńskich wynikających z regulacji
            prawnych, nie byłoby tylu dyskusji o zrównaniu przywilejów dla konkubinatu.
          • marialudwika Re: konkubinat 15.04.04, 16:12
            W Holandii rowniez sytuacja jest pod tym wzgledem uregulowana a konkubinat
            poprzedza wiekszosc malzenstw.W mojej rodzinie tez sa osoby dluzej zyjace "na
            kocia lape" niz w malzenstwie,ale ja raczej jestem pod tym wzgledem
            konserwatywna.Ale moze,gdybym urodzila sie 30 lat pozniej nie bylabym,kto wie?
            Reasumujac nie mam nic przeciw konkubinatom,zwlaszcza ,ze papierek niczego nie
            gwarantuje.C'est la vie.Pozdro
            ml
            • warum Re: konkubinat 15.04.04, 17:32
              Ja bym nawet byla za wreczaniem obowiazkowo kazdemu "przed" slubem
              informacji,ze rozwiesc sie bedzie duzo trudniejsmile) A te wszystkie "przywileje"
              malzenskie :podatkowe, dziedziczne itd. sa argumentem "za" juz przed zeby
              przekonac,ze malzenstwo ma wiecej " zalet" niz konkubinat? szkoda,ze trzeba az
              takich argumentow zeby przekonywac do instytucji malzenstwa. Ludzie/ solo i w
              zwiazkach/, powinni miec dokladnie takie same prawa jak wszyscy inni
              obywatele, bez wzgledu na ich status formalny-razem czy osobno, z kwitem czy
              bez.Mnie sie wydaje,ze te wszystkie sumowanie dochodow, ilosc m2/ osobe i
              wzorzec "rodzina podstawowa komorka spoleczna", to archaizmy ulatwiajace
              panstwu kontrole nad statystykamismilePrzeciez jesli zsumowanie dochodow bedzie
              sie oplacalo- to ludzie beda ze soba, a jesli sumowanie dochodow okaze sie :
              dzieleniem to albo ludzie wyciagna reke po zasilek do panstwa, albo... sie
              rozstana, bo nie bedzie sie to oplacac. To panstwo tym steruje.
              • bepeef Re: konkubinat 15.04.04, 21:33
                warum napisała:

                > Ludzie/ solo i w zwiazkach/, powinni miec dokladnie takie same prawa jak
                > wszyscy inni obywatele, bez wzgledu na ich status formalny-razem czy osobno,
                > z kwitem czy bez.

                Ale właściwie prawa do czego?

                Czy jest możliwa realizacja takiego postulatu: "dokładnie takie same prawa",
                gdy obowiązki nie są takie same? I kto te prawa miałby ustanawiać?
                Czy miałoby być ustanowione głosami większości?

                Wydaje mi się, że zbyt często ulegamy złudzeniu, że jesteśmy w stanie
                ustanawiać własne prawa, różne od tych "archaicznych" opartych na
                doświadczeniu pokoleń. Najczęściej kończy się to na "filozofii Kalego" wink
                • ada296 Bepeef 15.04.04, 22:56
                  jakie obowiązki ?
                  dbania o siebie
                  szanowania
                  wspólnego wychowywania dzieci
                  uczciwości
                  i że cie nie opuszczę aż do śmierci

                  nie mam weny bo to nie moja godzina na myślenie
                  ale jakie obowiązki mają małżonkowie których brak w konkubinacie
                  • instant Re: Bepeef 16.04.04, 01:16
                    Czy małżeństwo to służba mundurowa, na którą człowiek godzi się będąc świadomy
                    pewnych ograniczeń, jakie za sobą ona niesie, lecz przedkładając nad nie
                    należne "funkcjonariuszom" przywileje? Czy tak własnie rozumialyscie
                    Wasze "tak", wypowiedziane w "swiadomosci praw i obowiazkow" przed urzędnikiem
                    USC? I zaznaczam, ze nie mam tu na mysli przysiegi malzenskiej w kosciele, gdyz
                    mowimy o prawach ludzkich, nie boskich i nie Kościól (na szczescie) stanowi u
                    nas prawo.
                    Wyszlam za maz z milosci, a nie dla przwilejow prawnych, jakie niesie za soba
                    stan malzenski, wspolne rozliczanie PITa przyszlo o wiele lat pozniej, nigdy
                    nie korzystalam z zadnych kredytow, czy ulg oferowanych przez panstwo
                    malzonkom. Nie wyszlo - trudno. Ponioslam wszelkie konsekwencje finansowe i
                    moralne, jakie niesie za soba rozwod. Nie wiem, czy i kiedy zdecydujemy sie
                    pobrac z moim nowym partnerem i chociaz dla siebie jestesmy "narzeczonymi",
                    wkrotce wobec prawa staniemy sie konkubentami, kiedy juz zamieszkamy razem. I
                    tak, jak napisała Ada bedziemy dbac o siebie, kochac sie, szanowac i prowadzic
                    wspolny dom. Taka mam nadzieje. Dlaczego z tego powodu mamy byc "wyjeci spod
                    prawa".Czy dlatego, zeby przypadkiem nie bylo nam lepiej, niz tym, ktorych
                    laczy tylko papier, podpisany czesto pro forma, wylacznie dla wynikajacych z
                    tego korzysci? A moze malzenstwo to wyrok, ze z taka niechecia niektorzy patrza
                    na tych, chodzacych "po wolności"?
                    • bepeef Re: Bepeef 16.04.04, 18:14
                      instant napisała:
                      > Dlaczego z tego powodu mamy byc "wyjeci spod
                      > prawa".Czy dlatego, zeby przypadkiem nie bylo nam lepiej, niz tym, ktorych
                      > laczy tylko papier, podpisany czesto pro forma, wylacznie dla wynikajacych z
                      > tego korzysci? A moze malzenstwo to wyrok, ze z taka niechecia niektorzy patrza
                      > na tych, chodzacych "po wolności"?

                      Życzę Ci, żeby Wam się udało.
                      Nie rozumiem tylko tego pytania o "wyjęcie spod prawa". W jaki sposób owo
                      "wyjęcie spod prawa" się niby przejawia?
                      I... dlaczego właściwie porównujesz najlepsze konkubinaty z najgorszymi
                      małżeństwami?


                      ---
                      smile)
                      B.
                      • instant Re: Bepeef 16.04.04, 18:33
                        bepeef napisała:
                        I... dlaczego właściwie porównujesz najlepsze konkubinaty z najgorszymi
                        > małżeństwami?
                        Ano dlatego, miła Bepeef, ze zwykle to właśnie ci, których w małżenstwach
                        trzyma tylko papier i wspolny interes, a nie wzajemna milość i szacunek
                        najgłosniej protestują przeciwko jakimkolwiek prawom dla ludzi zyjących w
                        konkubinatach.I wierz mi, wiem, co mowie, bo "przecwiczylam" w swoim zyciu
                        rowniez krotki okres konkubinatu. Nie bede na nowo wymieniac tych praw,
                        przecież to o nich jest ten wątek.
                        Takie polskie piekiełko, ktore wszyscy nader dobrze znamy. No, ale to chyba juz
                        calkiem osobny temat smile)

                        Pozdrawiam
                        instant
                        • bepeef Instant 16.04.04, 19:15
                          instant napisała:
                          ... zwykle to właśnie ci, których w małżenstwach
                          > trzyma tylko papier i wspolny interes, a nie wzajemna milość i szacunek
                          > najgłosniej protestują przeciwko jakimkolwiek prawom dla ludzi zyjących w
                          > konkubinatach.

                          Ale powtórz, proszę - o jakie prawa chodzi? Znam ludzi żyjących w konkubinatach
                          (z różnych względów). Nie spotkałam się z narzekaniem na jakieś inne/gorsze
                          traktowanie. Wręcz odwrotnie: niektórzy z kontraktowych małżonków wyrażali żal,
                          że są gorzej traktowani niż konkubenci i rozważali nawet rozwód w celu
                          "polepszenia sobie".
                          Nie jest mi znane "polskie piekiełko". Być może tworzą je sami zainteresowani,
                          czyli żyjący w wolnych związkach?
                          • instant Bepeef 16.04.04, 19:46
                            Chodzi mi glownie o prawa, a raczej i ich brak w przypadku smierci
                            konkubenta/tki. Znam przypadek, kiedy rodzina zmarlego pozostawila mocno
                            starsza pania, zyjąca z nim przez wiele lat w wolnym zwiazku bez mieszkania,
                            mimo, ze zakupione ono zostalo czesciowo ze srodkow pochodzacych ze sprzedazy
                            jej kawalerki. Tyle, ze na jego nazwisko, bo na oboje wowczas sie nie dalo.
                            Korzystajac z prawa do zachowku (przyslugujacego wszystkim zstepnym zmarlego,
                            ktorzy nie zostali przez niego formalnie wydziedziczeni) praktycznie ograbili
                            te pania ze wszystkiego, mimo, ze przez dlugie lata nie utrzymywali z ojcem
                            zadnych kontaktow, nie mowiac juz o jakiejkolwiek pomocy.
                            A polskie piekielko nie dotyczy tylko zjawiska konkubinatu. To powszechna
                            cecha, ktora najlepiej opisal Melchior Wańkowicz. W skrocie wyglada to tak:
                            Kowalski zazdrosci Malinowskiemu, ze kupil sobie nowy samochod i chociaz maja
                            dokladnie takie same mozliwosci finansowe, nie zakasa rekawow, zeby zapracowac
                            na taki sam, albo jeszcze lepszy, tylko siedzac z piwkiem przed telewizorem
                            modli sie w myslach, zeby Malinowskiemu ten samochod ukradli.
                            To tylko taki przyklad, zeby oddac idee zjawiska. Nie wiem, czy to wylacznie
                            cecha nas - Polakow, ale wiem, ze w kraju, w ktorym przebywalam dosc dlugo nie
                            zaobserwowalam takiego zjawiska. Szczescie, czy sukces blizniego jest tam
                            raczej traktowane z zyczliwoscia, nawet jesli wystepuje zazdrosc, to ma ona
                            dzialanie mobilizujace, nie zaś destrukcyjne.
                            Miło się z Toba dyskutuje - pozdrawiam smile
                            • bepeef Instant 16.04.04, 21:11
                              instant napisała:

                              > Chodzi mi glownie o prawa, a raczej i ich brak w przypadku smierci
                              > konkubenta/tki.

                              Jak mógłby, według Ciebie, brzmieć taki zapis prawny dotyczący
                              dziedziczenia w konkubinacie?
                              Powiedzmy: w przypadku, gdy zmarły był nierozwiedziony i dzieciaty?

                              (Mam nadzieję, że to "miło się dyskutuje" nie było ironiczne? smile
                              • instant Bepeef-ko :)) 16.04.04, 21:38
                                Nie wiem, nie jestem prawnikiem. Gdybym miala jakis gotowy pomysl, to moze bym
                                go zglosila jako "inicjatywe obywatelska" w Sejmie wink Może, odwrotnie, niz w
                                przypadku rozwodu, kiedy sąd ma orzec, iz "nastąpiło trwale i calkowite ustanie
                                więzi uczuciowych, ekonomicznych i jeszcze jakichs tam wiezi", w
                                przypadku "zawarcia" konkubinatu nalezaloby okreslic jakas cezure, od kiedy
                                takie więzi zostały nawiązane? Moze dla prawa mialby jakies znaczenie okres
                                wspolnego zamieszkania (meldunek) pod jednym adresem, czyli wspolnego
                                prowadzenia gospodarstwa domowego? Tak tylko sie zastanawiam... bo skoro na na
                                takiej podstawie mozna formalnie rozwiazac, to czemu nie zastosowac tych samych
                                kryteriow dla zwiazania w swietle prawa pary ludzi?

                                > (Mam nadzieję, że to "miło się dyskutuje" nie było ironiczne? smile
                                Nie, Bepeef, to bylo jak najbardziej szczere. Widze w Tobie dobra partnerke do
                                dyskusji, bo jestes rzeczowa, nie atakujesz niepotrzebnie, uwaznie czytasz
                                odpowiedzi....i czasami jesteś taka sama dociekliwa "piła" jak ja smile)

                  • bepeef Ada 16.04.04, 17:55
                    Wydaje mi się, że niepotrzebnie tak bardzo osobiście podchodzisz do tematu.
                    I że odbierasz niektóre słowa (w tym i moje) jako atak.
                    A to trochę nie tak.
                    Bo to by tak fajnie było, gdyby wszyscy ludzie braćmi/siostrami , a niektórzy
                    dodatkowo złączeni miłością erotyczną (jest takie okreslenie?wink
                    I wtedy faktycznie mogłoby być tak - tak, a nie - nie.
                    Ale, jak doświadczenie uczy, że dobrze jest oprócz OC opłacać również
                    AC (a gdy się go nie płaci - to się nie idzie do firmy ubezpieczeniowej
                    po odszkodowanie jeśli przytrafi się wypadek), tak doświadczenie również uczy,
                    że związki między dwojgiem nie zawsze kończą się "bezszkodowo".
                    I jeszcze raz chcę pokreślić, że pomyłką jest traktowanie małżeństwa
                    sakramentalnego na równi z "małżeństwem cywilnym", które de facto jest tylko
                    kontraktem. I naprawdę warto poznać te prawa i obowiazki, zanim się wypowie
                    "świadoma/y praw i obowiązków..." Życie w konkubinacie jest również
                    kontraktem, ale albo nie spisanym/nie przedyskutowanym (wtedy często okazuje
                    się, że każda ze stron ma inne wyobrażenie o związku i inne od tego zwiazku
                    oczekiwania), albo kontrakt jest sumą małych umów (np zakup mieszkania jako
                    spółka cywilna, ubezpieczenie na życie ze wskazaniem na konkubenta jako
                    głównego bądź jedynego uposażonego, spisanie testamentu na rzecz konkubenta
                    i t p. Żadna jednak umowa nie może zagwarantować dozgonnej miłości.
                    (chociaż...może warto byłoby wymyśleć jakieś ubezpieczenie, coś w rodzaju NW -
                    gwarantujące wypłatę odszkodowania - niekoniecznie w pieniądzach - z tytułu
                    porzucenia przez partnera? wink

                    A to wszystko powyżej to tylko po to, żeby powiedzieć, że te kontrakty
                    zwane szumnie ślubami cywilnymi nie są po to, żeby utrudnić życie, tylko żeby je
                    ułatwić/uporządkować i żeby chronić słabszych. I że nie ma żadnego przymusu,
                    żeby je podpisywać, ale i też nie powinno się wyciągać ręki po ewentualne
                    korzyści, które wypływają z tytułu podpisania owego kontraktu.
                    Bo już się dostaje korzyści wynikające z niepodpisania wink

                    Że niezbyt piszę jasno?
                    Hmmm..jaśniej nie potrafię, mogę tylko bardziej zawile wink
                    • mammaja Re: Ada 16.04.04, 20:18
                      Nie lubie pisac jak nie wiem napewno - ale wiem ,ze wydziale lokalowym
                      konkubent czy konkubina maja takie samo prawo do lokalu jak maz czy zona,
                      jezeli zamieszkuja i za sa jakies formy zglaszania konkubinatu - nie jest juz
                      tak ,ze rodzina moze wszystkiego pozbawic. Ale jak sie dowiem ,to napisze
                      odpowiedzialnie. I mozna sobie zyc jak sie chce - ale nikt mi nie powie ,ze
                      zawieranie malzenstwa nie jest po to, aby wspolnie wychowywac dzieci i ze dla
                      nich jest lepiej jak maja mame i tate.Kiedys ,na poczatku forum byla duza
                      dyskusja na ten tamat,wiec nie bede znowu sie powtarzac.
                      • instant Mammajo 16.04.04, 20:34
                        Pisałam o sytuacji sprzed kilku lat. Z pewnoscia prawo lokalowe sie zmienilo od
                        tamtej pory. Kiedys przeciez zdarzaly sie rowniez sytuacje odwrotne - ludzie
                        nie brali slubu, bo malzonkom "nie wolno bylo" miec dwoch mieszkan. Jasne, ze
                        najlepiej byloby, zeby kazde dziecko mialo mame i tate, lecz niestety slub
                        zawarty przez rodzicow nie zawsze to gwarantuje. A poza tym jakze czesto na
                        konkubinaty decyduja sie ludzie w starszym wieku, rozwiedzeni, albo owdowiali,
                        ludzie, ktorzy nie planuja juz wspolnych dzieci. I ich to glownie mialam na
                        mysli.
                        • mammaja Re: Mammajo 16.04.04, 21:44
                          Jasne.Sytuacje sa rozne. Czasami dzieci sie boja ,ze przyjdzie ta inna i
                          zgarnie dorobek ztcia mamy i taty. Ale to jest niezalezne od konkubinatu.
                    • ada296 Bepeef 16.04.04, 21:47
                      nie czuję się atatkowana w ogóle
                      a przez Ciebie w szczególności smile

                      w małżeństwo weszłam bezboleśnie i w miarę bezbolesnie z niego wyszłam
                      konkubinatem nie jestem zainteresowana
                      i pewnie długo nie będę
                      więc tematu nie odbieram osobiście

                      myślę, że mogłabym tutaj powtórzyć posty Instant
                      znam wiele związków "na kocią łapę" ludzi w naszym wieku
                      z wielu wzgledów nie biorą ślubu

                      przeważnie albo sa po takich przejściach, że chcą mieć furtkę
                      albo jedno z nich się nie rozwiodło

                      i bardzo mi było żal pani, która przez trzydzieści lat mieszkała z panem
                      oboje byli wolni ale nie odczuwali potrzeby by mieć papier
                      on zmarł na raka
                      bardzo długo chorował a ona była przy nim
                      jego rodzina niczym się nie interesowała
                      gdy zmarł ona zapłaciła wielki podatek od spadku po nim (był testament) bo
                      niestety on był właścicielem domu, w którym mieszkali
                      a jego dzieci wystąpiły o zachowek

                      żal mi takich ludzi

                      a gdyby mozna było iść np. do urzędu stanu cywilnego i zarejestrować taki
                      związek
                      ...od dzisiaj jesteśmy w konkubinacie...
                      i gdyby np. po pięciu latach trwania takiego związku mozna przyznać takim parom
                      prawo dziedziczenia jak w małżeństwie i inne uprawnienia (korzystniejsze
                      opodatkowanie spadku) pewnie nie było by to złe
                      oczywiście pod warunkiem, że oboje są wolni

                      to taka luźna myśl

                      i skojarzenie
                      jak wiele par się teraz rozwodzi by kobiety mogły dostać świadczenia ustalone
                      przez nasze opiekuńcze państwo - w związku z likwidacją Funduszu Alimentacyjnego
                      nasz ustawodawca ma w nosie kunkibinaty
                      ale też małżeństwa
                      skoro mężatka nie dostanie ani grosza zasiłku gdy mąż nie płaci na dzieci
                      a samotna matka dostanie

                      a to Twoje stwierdzenie bardzo mi się podoba:
                      "Żadna jednak umowa nie może zagwarantować dozgonnej miłości.
                      (chociaż...może warto byłoby wymyśleć jakieś ubezpieczenie, coś w rodzaju NW -
                      gwarantujące wypłatę odszkodowania - niekoniecznie w pieniądzach - z tytułu
                      porzucenia przez partnera?"

                      pozdrawiam serdecznie wink
                      • bepeef Re: Bepeef 16.04.04, 21:57
                        ada296 napisała:

                        > a gdyby mozna było iść np. do urzędu stanu cywilnego i zarejestrować taki
                        > związek
                        > ...od dzisiaj jesteśmy w konkubinacie...
                        > i gdyby np. po pięciu latach trwania takiego związku mozna przyznać takim parom
                        > prawo dziedziczenia jak w małżeństwie i inne uprawnienia (korzystniejsze
                        > opodatkowanie spadku) pewnie nie było by to złe
                        > oczywiście pod warunkiem, że oboje są wolni

                        Tylko powiedz mi, Ado, czym to "zarejestrowanie konkubinatu" by się właściwie
                        różniło od ślubu cywilnego?

                        PS Cieszę się, że się nie czujesz atatkowana przeze mnie wink
                        • ada296 Re: Bepeef 16.04.04, 22:01
                          tym, że nie trzeba się rozwodzić tylko wypisać z rejestru
                          • ewelina10 Re: Bepeef 16.04.04, 22:09
                            Czyli znowu wracamy do punktu wyjścia. Przywileje tak jak w małżeństwie, ale
                            mniej problemów.

                            _________________________________________
                            Słowa są tylko ubogą formą naszych myśli.
                            Ew.
                            • ada296 Re: Bepeef 16.04.04, 22:11
                              ale zakładam, że te przywileje dopiero po pewnym czasie
                              • instant Re: Bepeef 16.04.04, 22:22
                                No pewnie, ze nie od pierwszej randki smile)
                            • instant Re:Ewelino 16.04.04, 22:20
                              A jesli nawet tak, to co? Przeciez w wiekszosci wypadkow tacy ludzie mieli juz
                              mozliwosc skorzystania z takich "przywilejow" jak nieudane malzenstwo, rozwod,
                              czy smierc "połówki". A poza tym przeciez kazdy ma wolny wybor (podobno) wink
                          • bepeef Re: Bepeef 16.04.04, 22:23
                            ada296 napisała:

                            > tym, że nie trzeba się rozwodzić tylko wypisać z rejestru

                            No tak...Zakładasz, że obydwoje zgodnie poszliby do tego wyrejestrowania...
                            W przypadku rozwodu "za obopólną zgodą" też nie trwa to dłużej niż miesiąc smile
                            W dodatku rozwód z podziałem majątku zastępuje jego podział notarialny.

                            A co w przypadku niezgodności co do tego "wyrejestrowania z konkubinatu"?
                            Myślisz, że do wyrejestrowania mogłaby wystarczyć tylko jedna strona, czy też
                            musiałyby obydwie zgodnie?...
                            • ada296 Bepeef 16.04.04, 22:29
                              tak bardzo się nad tym nie zastanawiałam

                              gdy zgodnie sie wypisują to ok
                              ale gdy jedno chce a drugie nie ??...
                              też wypisać i już

                              wiem, jak trudno się czasami rozwieść mimo zgody obojga małżonków
                              są nawiedzeni sędziowie, którzy przy małoletnich dzieciach nie dają rozwodu

                              albo inaczej
                              sędzia pyta żony, która z mężem nie mieszka od wielu lat
                              ...gdyby mąż przyszedł do pani głodny nakarmiłaby go pani ?...
                              żona mówi, że tak
                              ...wyprałaby mu pani ubranie gdyby było brudne?...
                              żona mówi, że tak
                              (takie naturalne ludzkie odpowiedzi)
                              a sąd na to, że widzi szansę dla ich związku i rozwodu nie da
                              • bepeef Ada 16.04.04, 22:52
                                smile)
                                Takie mi coś jeszcze do głowy przyszło: Czy Pan miałby prawo "zarejestrować"
                                tylko jedną Panią jako konkubinę, czy wolno byłoby kilka?
                                A Pani? Tylko z jednym mogłaby się zarejestrować jako konkubinat? A jeśli tworzą
                                grupę i mieszkają wspólnie, dzieląc również wspólne łoże? wink

                                Ja tylko tak smile...

                                Bardzo mnie interesuje na czym ludzie opierają swoje przekonanie, że coś powinno
                                być takie a nie inne...Jak uzasadniają, że tak a nie inaczej byłoby lepiej
                                dla wszystkich (a przynajmniej dla większości)
                                • ada296 Bepeef 16.04.04, 23:07
                                  więc widzę to tak:
                                  pan może mieć tylko jedną panią
                                  pani może mieć wielu panów ale o wielu różnych specjalizacjach
                                  te specjalizacje powinny być sztywno określone
                                  jeden do garów
                                  drugi do sprzątania
                                  trzeci od spraw hmmm...seksu
                                  czwarty jako kierowca
                                  piaty od przytulania
                                  itd.
                                  a nie tak, że jedna ma trzech od seksu a inna trzech kierowców (na jeden
                                  samochód)

                                  oj dojdę do władzy to zrobię z tym porządek smile

                                  nie wiem na czym ludzie opierają swoje przekonania
                                  jeśli chodzi o konkubinat to jeśli bym się zdecydowała związać z kimś "na
                                  zawsze" bez papierka to chciałabym by było to uregulowane w sposób o jakim
                                  pisałam wyżej

                                  i tak pewnie oceniam wiele spraw
                                  niby oczami ogółu (znaczy wszystkim powinno się podobać to co proponuję) ale
                                  tak naprawdę przez pryzmat własnej osoby
                                  • instant Re: Ado 16.04.04, 23:17
                                    Popieram pomysl z meskimi specjalizacjami. I oto mamy konkretna inicjatywe
                                    obywatelska. Kto zaczyna zbierac podpisy? smile)

                                    i tak pewnie oceniam wiele spraw
                                    > niby oczami ogółu (znaczy wszystkim powinno się podobać to co proponuję) ale
                                    > tak naprawdę przez pryzmat własnej osoby.

                                    Przypuszczam, ze 99% ludzkosci w ten sposob ocenia wiekszosc spraw, tyle, ze
                                    99% z tych 99% nigdy by sie do tego nie przyznalo smile

                                    Pozdrawiam wieczorowa pora
                                    i.
                                  • jej_maz Re: Bepeef 17.04.04, 00:13
                                    No wiesz Ada? Az mnie ruszylo wink)))) A moga sie ci panowie czasami zmieniac? To
                                    tak dobre dla zdrowia wink))

                                    A co do tematu (o ile meski glos sie tu liczy) to uwazam, ze zalegalizowany
                                    zwiazek malzenski, jest swego rodzaju polisa ubezpieczeniowa na wypadek...
                                    wlasnie... tych wszystkich nieszczesc na starosc. Zyjemy w swiecie, gdzie prawo
                                    jest waznym elementem regulowania zycia spolecznego. Prawo reguluje co nam
                                    wolno a co nie. Pozostawanie poza prawem swiadomie, jest tez i swiadomym
                                    wyborem niepewnosi i rezygnowania z jego opieki. Pozostaje rowniez aspekt
                                    moralno-religijny, ale to juz sprawa innych wymiarow. Tak swoja droga samo
                                    slowo "konkubina" przyszlo niezla ewolucje z kochanki/utrzymanki czyjegos meza
                                    (a wiec negatywne i nawet w niektorych jursydykcjach swiata nielegalne) do
                                    legalnego zwiazku. Mysle, jednak, ze troche tu zapomina sie o przyszlych
                                    konsekwencjach, ktorych przyklady rowniez i tu padly. W koncu jaki problem
                                    wyrobic sobie nawet zwykla "karte rowerowa"?

                                    Gdyby przyszlo mi z jakis tam powodow zostac sam, to nie sadze, abym wiazal sie
                                    oficjalnie w jakikolwiek sposob raz jeszcze. Fundnalbym sobie kilka konkubin;
                                    jedna do gotowania, druga do prania, trzecia do sporzatania, czwarta, piata,
                                    szosta do sexu, a siodma i osma tak w zapasie... w razie czegos, a wszystkie
                                    bylyby dochodzace wink))

                                    A teraz uciekam wink)
                                    • ada296 Jej_mezu 17.04.04, 00:25
                                      dobrze, ze uciekłes bo teraz mnie ruszyłosmile)
                                      panom przypadać może tylko JEDNA (słownie: jedna) konkubina

                                      porządek być musi smile
                              • wywrot53 Re: Bepeef 17.04.04, 00:26
                                ada296 napisała:

                                > tak bardzo się nad tym nie zastanawiałam
                                Ja nie widze powodu zastanawiania się nad czymkolwiek.
                                Zameldowanie się pod wspólnym dachem powinno byc wystarczającym powodem, zeby
                                uznac za wspólnotę. Żeby ściągnac kase wymyślono śluby i nadano niby prawa.Jak
                                się nie uda to zapłaćcie robaczki chociaż za rozwód, bo skorzystaliście z
                                dobrodziejstw bycia razem.
                                • wywrot53 Re: Bepeef 17.04.04, 00:38
                                  Na rozluźnienie smile Podstawowe pojęcia z rachunkowości smile
                                  Cnota - kapitał
                                  Pierwszy mężczyzna dla kobiety - bilans otwarcia
                                  Pierwsza kobieta dla mężczyzny - miejsce powstania kosztów
                                  Romans z przyjaciółką - udział w innych przedsiębiorstwach
                                  Rywale - dostawcy i odbiorcy
                                  Zaręczyny - zobowiązania krótkoterminowe
                                  Małżeństwo - zobowiązania długoterminowe
                                  Żona - urządzenie techniczno-produkcyjne
                                  Posag - nakłady planowe
                                  Mąż - środki trwałe zasadnicze
                                  Długi poślubne - rozliczenia międzyokresowe
                                  Noc poślubna - przelew funduszu na inwestycje
                                  Dzieci - wyroby gotowe produkcji własnej
                                  Przyjaciółka w ciąży - praca uciążliwa na innych terenach
                                  Dzieci nieślubne - dostawy niefakturowane
                                  Alimenty - nakłady obiektów
                                  Serdeczny przyjaciel żony - uzupełnienie własnych środków obrotowych
                                  Kosmetyczka i fryzjer - konserwacja i remonty
                                  Przegląd portfela przez żonę - manko kasowe
                                  Prezent dla żony - świadczenia dobrowolne
                                  Żona na wczasach - materiał w przerobie
                                  Rozwód - czysty zysk
                                  Śmierć żony - bilans zamknięty..........
                                  • ada296 ..... 17.04.04, 00:46
                                    Ten sam powód na ślub i rozwód


                                    Jak to jest, że po założeniu obrączki okazuje się, iż to co nas fascynowało
                                    przed ślubem staje się dla nas koszmarem. Może faktycznie jakieś ważne
                                    połączenia nerwów wzrokowych i słuchowych z mózgiem przebiegają przez palce i
                                    ucisk obrączki powoduje inną percepcję?

                                    Ona: wychodzi za niego, ponieważ jest takim "silnym facetem".
                                    Ona: rozwodzi się z nim, gdyż jest "dominującym samcem".

                                    On: żeni się z nią, bo jest "krucha i drobna".
                                    On: rozwodzi się z nią, ponieważ jest taka "słaba i niezaradna".

                                    Ona: wychodzi za niego, gdyż "on wie, jak zapewnić dostatnie życie".
                                    Ona: rozwodzi się z nim, ponieważ on "myśli tylko o pracy".

                                    On: żeni się z nią, bo ona "przypomina mu jego matkę".
                                    On: rozwodzi się z nią, bo "ona z każdym dniem staje się coraz bardziej podobna
                                    do swojej matki."

                                    Ona: wychodzi za niego, gdyż jest "beztroski i romantyczny."
                                    Ona: rozwodzi się z nim, ponieważ jest "nieodpowiedzialny i miękki."

                                    On: żeni się z nią, gdyż ona jest "poważna i rozsądna."
                                    On: rozwodzi się z nią, bo jest "nudna i nieinteresująca."

                                    Ona: wychodzi za niego, bo on jest "duszą towarzystwa."
                                    Ona: rozwodzi się z nim, ponieważ "on nigdy nie wie, kiedy wrócić do domu z
                                    imprezy."
                                • bepeef Re: Bepeef 17.04.04, 09:33
                                  wywrot53 napisała:

                                  > Ja nie widze powodu zastanawiania się nad czymkolwiek.
                                  > Zameldowanie się pod wspólnym dachem powinno byc wystarczającym powodem, zeby
                                  > uznac za wspólnotę.

                                  Hmm...chyba faktycznie nie zastanawiałaś się nad tym smile))
                                  • verbena1 Re:Konkubinat 17.04.04, 23:58
                                    W Polsce ludzie rozwodza sie aby miec wieksze przywileje a ja wyszlam za maz ze
                                    wzgledow czysto formalnych (pomijajac uczucia ).
                                    W Holandii konkubinat i malzenstwo sa traktowane na rownych prawach (z malymi
                                    wyjatkami dla cudzoziemcow).
                                    Wzielam slub, bo to pozwolilo zachowac polskie obywatelstwo z mozliwoscia
                                    otrzymania drugiego,holenderskiego.
                                    Jesli ktos nie chce brac tutaj slubu podpisuje u notariusza kontrakt ,gdzie
                                    wyszczegolnia sie co kto wnosi do zwiazku i jak zostanie podzielona wspolna
                                    wlasnosc w razie rozpadu zwiazku.
                                    Przyjete jest tez sporzadzanie testamentu przed slubem czy tez konkubinatem i
                                    wszystko jest jasne.
                                    Na poczatku wydawalo mi sie to takie zimne i wykalkulowane ale to naprawde
                                    ulatwia zycie.
                                    A milosc, wiernosc i "ze cie nie opuszcze az do smierci " to sprawy zupelnie
                                    osobiste ,rowniez wazne .... ale notariusz nie bierze ich pod uwage.
                                  • wywrot53 Re: Bepeef 18.04.04, 00:34
                                    bepeef napisała:
                                    > Hmm...chyba faktycznie nie zastanawiałaś się nad tym smile))

                                    O to chodzi, ze naprawdę nie ma nad czym. Wystarczy zaakceptować wolny wybór
                                    kazdego.
                                    Dlaczego uwazasz, ze moje pojecie konkubinatu jest nie przemyslane? Czy
                                    naprawdę konieczne jest wymyślanie tysiaca bzdurnych przepisów i sytuacji,
                                    których i tak nie można ując w ramy, bo życie jest pełne niespodzianek? Zawsze
                                    znajdzie się precedens, i następne dziesiątki przepisów regulujących sad((( Czyz
                                    życie nie byłoby łatwiejsze, gdyby przepisy były proste, jasne bez mozliwości
                                    interpretacji???
                                    • bepeef Wywrot :-) 18.04.04, 08:33

                                      Przepraszam, Wywrot - nie mam daru jasnego formułowania myśli - i stąd całe
                                      nieporozumienie.
                                      Postaram się (ostatni raz w tym wątku, przyrzekam) - może teraz mi się uda?

                                      Chodziło mi o to (i chodzi nadal) że związek między dwojgiem ludzi polegający na
                                      wspólnym życiu itd itp zaczyna się od jakiegoś zapewnienia - czegoś, co można
                                      nazwać ślubem właśnie. Z a w s z e ślubu udzielają sobie sami zainteresowani,
                                      czyli tych dwoje. (Nawet, jesli "tekst" miałby brzmieć "yy?" "yhyy" wink
                                      A teraz dalej: tzw ślub kościelny, polega na p o w t ó r z e n i u tego
                                      już sobie danego przyrzeczenia uroczyście, przed ołtarzem, słowami oficjalnymi
                                      aby po tymże wypowiedzeniu słów przysięgi usłyszeć : "ja to powagą KK
                                      potwierdzam (że słyszałem)i błogosławię a wszystkich obecnych biorę na
                                      świadków". Koniec.

                                      Ślub tzw cywilny - również polega na publicznym złożeniu sobie przyrzeczenia
                                      słowami oficjalnej przysięgi, ale tu najważniejsze są podpisy - pod aktem
                                      prawnym, jakim jest umowa zawarcia małżeństwa.
                                      Konkubinat - nie zawiera owego publicznego przyrzekania, jest rodzajem spółki
                                      cywilnej. Jednakże podpisy trzeba składać, że się jest razem.

                                      Są jednak przypadki, gdy dwoje ludzi nie chce złożyć podpisów pod żadnym aktem
                                      prawnym, który by wskazywał wyraźnie, że oni tworzą związek. Czasem wynika to z
                                      nieświadomości, czasem z jakiejś śmiesznej przekory (przekora wszak cechą dzieci
                                      jest), czasem z wyrachowania (samotna matka ma większy zasiłek niż żyjąca w
                                      związku) a czasem wynika z traktowania tego związku jako przygody bez chęci
                                      zastanawiania się nad przyszłością partnera w przypadku ewentualnej
                                      śmierci/choroby/czegokolwiek wymagającego udziału osób trzecich.

                                      Aha - i jeszcze jedno: W którymś z poprzednich postów napisałaś, Wywrot, że
                                      wspólny meldunek powinien bez zbędnych innych formalności pociągać wspólnotę
                                      majątkową. Jednakże wspólnota majątkowa obejmuje nie tylko to, co na plus, ale
                                      także i długi. Czy w przypadku długów jednego z partnerów - wspólny meldunek
                                      niejako "automatycznie" te długi rozkładałby na dwoje? Czy wystarczyłoby się,
                                      konsekwentnie, jedynie wymeldować, by długów się pozbyć?

                                      Życie niewątpliwie byłoby prostsze, gdyby ludzie się kochali i nie chcieli się
                                      oszukiwać. Wtedy wrócilibyśmy do tego "wieku złotego", który, jak opisuje poeta,
                                      "był na początku" ...i nie było winy ani kary za nią, a ludzie byli bezpieczni
                                      bez żadnych sędziów smile

                                      B.
Pełna wersja