ja nie mam co na siebie włożyć

29.04.04, 23:23
Kolega przy sąsiednim biurku zwierzył mi się dzisiaj, że uprał wczoraj
wieczorem skarpetki i zapomniał powiesić. Rano z przerażeniem stwierdził, że
ma jedną parę suchych - ale za jasne do ubrania. No i...bardzo źle się z tego
powodu czuje, że mu te zbyt jasne skarpetki spod nogawek czasmi mignąć mogą.
Jak zwierzanie, to zwierzanie: drugi kolega przyznał, że zapomniał w pośpiechu
włożyć paska w spodnie i chociaż nie grozi mu zgubienie tychże spodni, to
jednak czuje się "głupio". Na wszelki wypadek obejrzałam dyskretnie moje nogi,
czy przypadkiem rozmowa nie jest apropoooos oczka w rajstopach wink ale nie...
Do niedawna myślałam, że kwestia "ja nie mam co na siebie włożyć" dotyczy
kobiet, i to w dodatku raczej niewieleletnich, że mężczyznom raczej obojętne
co noszą, ale...
Czy zdarzyło się, że jakiś element stroju popsuł Wam humor?
    • glodn-y Re: ja nie mam co na siebie włożyć 29.04.04, 23:27
      bepeef napisała:

      > Kolega przy sąsiednim biurku zwierzył mi się dzisiaj, że uprał wczoraj
      > wieczorem skarpetki i zapomniał powiesić. Rano z przerażeniem stwierdził, że
      > ma jedną parę suchych - ale za jasne do ubrania. No i...bardzo źle się z tego
      > powodu czuje, że mu te zbyt jasne skarpetki spod nogawek czasmi mignąć mogą.
      > Jak zwierzanie, to zwierzanie: drugi kolega przyznał, że zapomniał w pośpiechu
      > włożyć paska w spodnie i chociaż nie grozi mu zgubienie tychże spodni, to
      > jednak czuje się "głupio". Na wszelki wypadek obejrzałam dyskretnie moje nogi,
      > czy przypadkiem rozmowa nie jest apropoooos oczka w rajstopach wink ale nie...
      > Do niedawna myślałam, że kwestia "ja nie mam co na siebie włożyć" dotyczy
      > kobiet, i to w dodatku raczej niewieleletnich, że mężczyznom raczej obojętne
      > co noszą, ale...
      > Czy zdarzyło się, że jakiś element stroju popsuł Wam humor?

      mnie tam wszelkie elementy psują humor,
      kobiety najlepiej wyglądają bez elementówsmile))
    • wedrowiec2 Re: ja nie mam co na siebie włożyć 29.04.04, 23:33
      Wczoraj ubrałam się w buraczkową marynarkę i jadowicie czerwone czółenka.
      Zestawienie "gryzło się" okrutnie. W dodatku występowałam przed większą grupą
      ludzi. Wychodząc z domu nie zwróciłam uwagi na dysonans kolorystyczny, bo
      miałam na sobie dodatkowo jasny płaszcz pasujący do butów. Dziś kolejna wpadka.
      W trakcie zajęć ze studentami zorientowałam się, że marynarka dwurzędowa ma z
      jednej strony trzy guziki, a z drugiej tylko jeden. Pozostałe dwa miałam luzem
      w kieszenismile
      • marialudwika Re: ja nie mam co na siebie włożyć 29.04.04, 23:50
        Musze si w ubraniu dobrze czuc,inaczej zeby bylo naj,naj to go nie wloze.Pewnie
        sa to jakies fobie moze kaprysy.Nie wiem.Zle sie czuje w niektorych
        kolorach,choc same z siebie podobaja mi sie.Czasem lepiej czuje sie w starych
        spodniach i t-shirt,niz w tych eleganckich fatalaszkach..Z tego powodu niektore
        rzeczy wisza w szafie,na szczescie naogol podobaja sie mojej wnuni.
        ml
        • mammaja Re: ja nie mam co na siebie włożyć 30.04.04, 00:00
          Oczywiscie,ze jest to wazne dla panow.Setki razy musialam dobierac
          (konsultowac) zestawienia kolorystyczne,ba ,nawet "fakturalne",moich
          panow.Zwlaszcza moment -krawat - koszula jest newralgiczny, ale takze koszula -
          marynarka - wlasciwie jak pomysle to wszystko.Oczywiscie jezeli jest to
          wyjscie,ale nawet nieraz do pracy.I skarpetki tez sa wzazne !
    • kurumka Re: ja nie mam co na siebie włożyć 30.04.04, 00:26
      Np. kilka dni temu gdy nowa Pani Dyrektor zwróciła mi uwagę, że włożyłam
      sweter na lewą stronę.
    • axsa Re: ja nie mam co na siebie włożyć 30.04.04, 13:54
      Kiedyś miałam dwie pary butów różniące sie tylko kolorem. Wychodząc do pracy
      jedne zakładałam, a drugie zabierałam, żeby oddać do szewca.
      W pewnym momencie zaczęło mi się wydawać, że dwie panie przyglądają się
      wyraźnie moim nogom. Pomyślałam o podartych rajstopach. Wyszłam do toalety i
      zobaczyłam: jeden but brązowy, drugi granatowy.
      No to biegiem do siebie, wymiana jednego buta i biegiem na salę. Po pewnym
      czasie panie znowu się przygladają i widzę coś dziwnego w ich oczach.

      Jak było naprawdę powiedziałam dopiero po dwóch tygodniach.
      • lablafox Re: ja nie mam co na siebie włożyć 30.04.04, 15:45
        Psują mi humor zamki w spódnicach , te nie zasuwające się , bom przytyła.
        • marialudwika Re: ja nie mam co na siebie włożyć 30.04.04, 16:00
          Najpraktyczniejsze sa spodnice z wszyta gumka!!Tylko takowe nosze..
          ml
        • instant Re: ja nie mam co na siebie włożyć 30.04.04, 16:11
          Najwiekszy "obciach" w zyciu zwiazany z garderoba: miejsce akcji - centrum
          prasowe, zorganizowane przy klasztorze o.o. Paulinow w Czestochowie podczas
          ktorejs z pierwszych pielgrzymek papieskich. Czas: letnia noc, po upalnym dniu,
          wypelnionym praca ponad sily. Wiekszosc kolegow juz przysypia gdzies po katach,
          ja czytam ostatnie tego dnia depesze agencyjne, kleczac na krzesle, wsparta
          lokciami o biurko, bo czuje, ze jesli usiade wygodniej, to tez natychmiast
          zasne. Za moimi plecami przemykaja bezszelestnie braciszkowie w bialych
          habitach i starsza, dystyngowana pani - maszynistka, czekajaca na ostatni tekst
          do przepisania (wtedy nie bylo jeszcze komputerow), ktora dyskretnie szepce mi
          do ucha: "Pani M., PRZEDZIALEK pani widac". No coz, zapomnialam, ze mam na
          sobie spodnie - biodrowki. Myslalam, ze umre ze wstydu i podczas kolejnych
          wizyt Papieża staralam sie jak moglam unikac wyjazdow do czestochowy wink)
    • axsa A mnie chciano zdjąć to co założyłam.... 01.05.04, 21:03
      ... i to mi trochę popsuło humor.
      Na wczorajsze spotkanie u naszego kolegi, który przedstawiał nam swoją przyszłą
      nową żonę /pania znaną mi już od kilku lat/ włożyłam sukienke, do niej buty i
      torebka w jednym z kolorów sukienkowego wzoru.
      I już moment po wejściu zostałam "ugotowana" ofertą założenia kapci. Nie
      zareagowałam na to, więc powtórzono propozycję. Podziękowałam, stwierdzając, że
      mam wygodne buty. Przyszła nowa pani domu nie zaszczyciła mnie już ani słowem.
      Dwie koleżanki dały się wcisnąc w kapcie.
      Panom kapci nie proponowano.
      Jestem zdegustowana.
      • mammaja Re: A mnie chciano zdjąć to co założyłam.... 01.05.04, 21:08
        Juz sp.Jan Kamyczek w przekrojowym savoir-vivrze przestrzegal przed
        proponowaniem gosciom kapci.Ja tez ignoruje.Proponuje gospodarzom ,zeby mi dali
        filce jak w muzeum.Naogol nie maja. Kazda kobieta sprowadzona do kapci czuje
        sie fatalnie.A gospodyni co miala na nogach? I dlaczego panom nie? Przeciez to
        nie zima i nie bloto - moze obawia sie ,ze szpilki porysuja jej politure.Ale
        nic nie usprawiedliwia - faut pas!
        • axsa Re: A mnie chciano zdjąć to co założyłam.... 01.05.04, 21:23
          Pani była w czymś czarnym szmacianym.
          W korytarzu i w części salonu są płytki, a na prawie całej drewnianej części
          podłogi leży dywan.

          Nigdy nikomu nie zaproponowałam kapci, nawet w duzo mniej oficjalnych
          sytuacjach. Denerwuje mnie, gdy ktoś zdejmuje buty i chce kapci. Nie mam
          takowych dla gości, a moich nie odstępuję, mimo że w trakcie wizyt nie miewam
          ich na nogach.
        • marialudwika Re: A mnie chciano zdjąć to co założyłam.... 01.05.04, 21:25
          Kapcie,nawet najladniejsze popsuly by mi humor!!!Nigdy gosciom nie proponuje
          kapci,nawet,jak jest bloto!!!One/kapcie/ niestety nie zdobia ani meskich ani
          damskich nozek,nawet najpiekniejszych.
          Co innego u rodziny,tam moge ewentualnie wlozyc kapcie/bo jestem dlugo mam boty
          i mi za goraco etc./.
          Nie dziwie sie,ze kapcie popsuky Ci nastroj!!!Nawet nie wlozone!!
          ml
          • verbena1 Re: kwestia gustu 01.05.04, 23:12
            W Holandii przyjscie na czyjs slub w podkoszulku i sandalach nie budzi
            niczyjego zdziwienia a grube panie z odslonietymi brzuchami to widok codzienny.
            Sama tez przyjelam tu styl luzno-sportowy i nie mam w szafie zbyt duzo rzeczy
            typowo wyjsciowych.
            Za tydzien jade do brata mieszkajacego w Niemczech na wielka impreze i MUSZE
            wlozyc na siebie cos eleganckiego bo bedzie duzo Polek, jak zwykle eleganckich.
            W tygodniu poszlam na zakupy ,naprzymierzalam dziesiatki
            spodnic ,marynarek,bluzek. Wreszcie trafilam na bardzo mila ekspedientke ,ktora
            cierpliwie przynosila mi sterty ubran i wreszcie mam to co chcialam.
            Bede wreszcie elegancka i szykowna.
            Potem wroce , zaloze ulubione jeansy i nie bede sie martwila czy wygladam
            wystarczajaco trendy.
            • marialudwika Re: kwestia gustu 01.05.04, 23:25
              I ja Verbeno taka sama jestem!!Holandia nauczyla mnie ubierania sie "na
              luzie",zreszta w spodniach i t-shirt czuje sie najlepiejsmile.Jak jad edo Polski
              to zamartwiam sie,co zabrac bo jednak u nas "suknia zdobi czlowieka".W tym tez
              jest sens.
              ml
              • mammaja Re: kwestia gustu 01.05.04, 23:44
                Kochane,ja stale chodze na sportowo i na luzie.Jezeli mam wyjscie urzedowe,to
                natychmiast po powrocie przebieram sie w luzackie ubranko.No, ale
                to "przedmiescie" smile)
                • axsa Re: kwestia gustu 02.05.04, 07:48
                  I ja nie prowadzę codziennego życia wizytowo wysztafirowana. Mam różme ukochane
                  domowe fatałaszki. Ale odróżniam, pewnie tak jak Wy, różne okazje i sytuacje.
                  Staram się stosownie do nich wybierać strój. Czasem mnie mierzi to czy inne
                  ubranko, ale z szacunku do ludzi czy dla spełnienia wymogów chwili wciskam się
                  w coś, niekoniecznie ulubionego.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja