bepeef
30.04.04, 00:24
Chciałam kilka słów na temat problemu, który wydaje mi się niedorzeczny z
racji mojego 40+, a jednak mnie męczy...
Jak znaleźć granicę między narzucaniem się, które niemiłe dla drugiego
człowieka z racji istoty narzucania właśnie,
a potrzebą tegoż drugiego człowieka do bycia "adorowanym"
(no, może adorowanie to niezbyt dobre słowo, ale nie przychodzi mi do głowy
właściwsze).
Innymi słowy: kiedy należy zaprzestać dążenia do realizacji swoich potrzeb
związanych ściśle z tym drugim człowiekiem?
Czy po pierwszej negatywnej odpowiedzi na prośbę/propozycję - zaakceptować to,
czy starać się przekonać tego, który wprawdzie odmówił, ale być może "ucieka,
bo chce sprawdzić, czy ktoś za nim pobiegnie" ?
Powiedzmy: ile razy namawiacie gościa do poczęstowania się ciastkiem?