Do poczytania.

02.05.04, 08:56
Proponuję, żebyśmy w tym wątku umieszczali różne niedługie teksty.
I takie znalezione gdzieś w necie /wtedy oczywiście podajemy autora lub
chociaż zaznaczamy, że na tekst trafiliśmy "lecąc" przez sieć/ i takie, które
mamy gdzieś w swoich zbiorach i niekoniecznie wiadomo skąd je wzięliśmy oraz
różne swoje "opowiadanka".
Jeśli uznamy, że warto rozszerzyć zakres, to po prostu zrobimy to.

Na początek wklejam znalezione gdzieś /nie pamiętam/ rozważania o NICZYM.

Rozmowa z moim mężczyzną.

- Muszę coś napisać, powiedziałam gryząc kolejnego słonego paluszka.
- To pisz, odparł Mężczyzna Życia z nad gazety.
- Nie mam o czym.
- To pisz o niczym.
- Co?????
- Oczywiście, świetny pomysł, odparł.
Już zamierzałam zawołać? Halo! Kochanie! Tu jestem!!! i pomachać mu ręką.
przed nosem, ale i tak nic by to nie dało. Czytał.
A właściwie... może to i pomysł? Bo co to jest NIC?
Zajrzałam do encyklopedii. Hasło NIC nie istnieje. Zajrzałam do
Kopalińskiego. NIC, NICZEGO, W NICZYM, O NICZYM i już. Żadnego komentarza.
Zajrzałam do słownika wyrazów bliskoznacznych - nie istnieje. W słowniku
Skorupki-Auderskiej: wyraz wzmacniający
zaprzeczenie. Tylko wzmacniający zaprzeczenie?.
I tak mi się jakoś... żal zrobiło tego krótkiego, malutkiego słówka NIC.
Dlaczego wszyscy je omijają? Dlaczego traktują per noga? Dlatego, że
krótkie? Że mało znaczące?
Niemożliwe. Przecież używane jest często. Aż za często.
- Co robisz? ?
- O czym myślisz?
- Mówiłeś coś? ?
- Kupiłas coś?
Nic.
Zadzwoniłam do znajomego filozofa.
- Panie profesorze, co to jest NIC?
- Byt. Jak każdy inny.
- Jak to: byt? Jeśli mówię, NIC, to mam na myśli pustkę, zero, no... po
prostu NIC.
- Nic podobnego. Każdy byt odpowiada na pytanie Kto? Co? Odpowiedź: NIC.
Czyli NIC jest bytem jak każdy inny. A jeśli jest bytem, to istnieje. Zresztą
sama używałaś go dość często na moich zajęciach. Pamiętasz? Ilekroć pytałem
cię, co zrozumiałaś, odpowiadałaś: NIC. Z tego wniosek, że NIC jest nie tylko
bytem abstrakcyjnym, ale realnym bytem powszechnie używanym, czyli bardzo
namacalnym i konkretnym. Zrozumiałaś coś?
- Nic, ale wierzę Panu, Profesorze, jak zwykle. Dziękuję.
- Nic nie zmądrzalaś przez te lata... westchnął i odłożył słuchawkę.
To już było coś. Jakiś punkt zaczepienia. Oznaczało, że to maleństwo nie jest
tak calkiem zawieszone w próżni, nie jest zerem, nie jest byle NIC. Jest
bytem funkcjonującym na równych prawach z innymi, jak stół, jak ja, nawet jak
Bóg... Jak BÓG???
Zadzwoniłam do zaprzyjaźnionego księdza.
- Słuchaj, wyszło mi, że NIC jest tak samo ważne jak Bóg. Co ty na to?
- Co ci jest?
- Nic. Użalam się nad słowem i muszę je dowartościować
- Aaaa... rozumiem. Więc spokojnie.... biorąc pod uwagę, że Bóg stworzył coś
z niczego, NIC może leżeć u podstaw działań boskich. Pasuje ci?
- Chcesz powiedzieć, że jakby nie było NIC, to Bóg nie stworzyłby świata?
- No... chyba za szybko...
- Dlaczego? Jeśli na początku było SŁOWO, to tym słowem musiało być NIC. Idąc
dalej, NIC jest przyczyną istnienia Boga... Przyczyną sprawczą... O kurcze!
- No... ja tego nie powiedziałem... ja tak nie myślałem... Chociaż czekaj...
właściwie... w zasadzie... to logiczne...
- No widzisz. A teraz uważaj: Profesor powiedział, że NIC jest takim samym
bytem, jak każdy inny. Czyli jeśli był jakiś byt zanim Bóg stworzył inne
byty, to znaczy, że Bóg nie stworzył czegoś z niczego, tylko stworzył byty na
bazie bytu już istniejącego. Czyli jednak Tomasz z Akwinu i nauka mają rację,
że musiało istnieć coś, co Bóg jedynie poruszył i poprzez ruch powstało
życie. Czyli teoria białka jest wielce prawdopodobna. Czyli w teologii NIC
jest tym samym, czym w nauce BIAŁKO. Proste. To o co tak się kłócą teologowie
z naukowcami?
- Zaraz... zrobiłaś mi straszny mętlik... Daj mi szybko Bruneta.
- Czyta.
- O.K. Zadzwonię wieczorem. Coś trzeba z tobą zrobić....
YES!!! Nie zaprzeczył!!! Już mi się teraz nie wyłga!
Malutkie, niewiele znaczące, przez filologów pozbawione samodzielności NIC
używane ponad miarę, zupełnie bezmyślnie. Nie poświecamy mu uwagi, traktujemy
jak przerywnik, przechodzimy obojętnie jak koło ogórka. A przecież wystarczy
chwila zastanowienia, by dostrzec jak jest ważne, jak bardzo potrzebne, jak
niemożliwe byłoby bez niego życie. Kiedyś ? teraz ?
Bo NIC jest PRA-POCZĄTKIEM.
Z szacunkiem, proszę.

- Ufff! Skończyłam. Idę robić kolację.
- I o czym napisałaś?
- O niczym.
- No wiesz, obraziłaś się? ... zaczytany byłem...

    • mammaja Re: Do poczytania. 02.05.04, 14:15
      Bardzo,bardzo mi sie podobalo!
      • axsa Re: Do poczytania. 02.05.04, 15:41
        Tym razem tekst mój.
        Napisany na konkurs -
        Jeden dzień z życia B.J.



        13 marca,piątek.

        82 kg, tra-ge-dia! papierosy 22, kalorie 4789, alkohol 22 jednostki, myśli
        związane z nadwagą 59 na godzinę.

        8 rano.
        Od jutra... Od następnego poniedziałku...Od niedzieli... Od przyszłego
        tygodnia... Od pierwszego... Od początku wakacji... Od pierwszego dnia
        wiosny... Od Nowego Roku... Po świętach... Po wycieczce... Przed wyjazdem na
        urlop...
        Po powrocie z urlopu... Po imieninach...Po rozpoczęciu nowego roku
        akademickiego... Po wakacjach... Jak zdam egzamin... Jak mi się uda załatwić
        coś ważnego... Przetestowałam na sobie wszystkie te wersje jako terminy
        rozpoczęcia odchudzania. I co z tego? Ważę tyle ile ważę! Na dodatek muszę iść
        do pracy i narażać się na to , że wszyscy będą mi się przyglądać, oceniać moje
        sadło i szeptać
        po kątach, a może nawet komentować to w niewybredny sposób.

        10:30 przed południem.
        Na ekranie miga napis „Poczta.”. Gdzie się podziała ta cholerna mysz? Kto, u
        diabła, robi na moim biurku taki niewyobrażalny bałagan. Jest! Klikam co trzeba
        i czytam zastygając ze zdziwienia:
        „Doskonała fryzura, piękna bluzeczka, spódniczka...no nie poznaję Cię. Podczas
        mojego wyjazdu byłaś na farmie piękności? Marceli.”
        .Stałam, chyba z otwartą gębą, i gapiłam się w tekst, nic z tego nie
        rozumiejąc. Takie zachwyty, gdy jestem jak słoń, jak nadmuchany balon. Nie
        wierzę!

        10:35
        Nie bardzo wiedząc co powinnam zrobić nadal ściskałam w ręce mysz, patrzyłam na
        nią. Pomyślałam, że jej też nie jest lekko, choć mysz jak to mysz ma nosek,
        oczka, brzuszek i ogonek. Komputerowe zwierzątko ma szczególnie długi
        chwościk, na końcu połączony z komputerem. Ludzie pastwią się strasznie
        nad myszką. Jeszcze dobrze nie usiądą przy biurku a już
        pakują swoje paluchy myszce do oczu. Potem, bez opamiętania naciskają
        to prawe, to lewe oko, jakby myśleli, ze to milutka pieszczota.
        Ludzie! O czym ja myślę?

        14:50.
        Nie odpisałam jeszcze Marcelemu. Postanowiłam się przekonać o co chodzi. Jeśli
        pisał szczerze, to zareaguje jakoś na brak zainteresowania z mojej strony,
        jeśli sobie na mnie używa to niech się męczy brakiem satysfakcji. Tak naprawdę
        mam nadzieję, że mu się podobam. Może on nie lubi chudych i kościstych bab.

        15:10. „Poczta”!
        Już czytam! Wyczekiwanie opłaciło się! Podpis Marcelego pod takim oto
        tekstem: „Nie odmawiaj, proszę. Zamówiłem stolik w Norce
        i chciałbym tam zjeść z Tobą kolację, a potem...zastanowimy się co potem”.
        Hura! Czy to możliwe!? Oczywiście!
    • abe11 Re: Na marginesie... :) 02.05.04, 14:21
      To jeden z gazetowych cyklicznych felietoników.
      Pozostałe też są zabawne.
      Autorka pisuje zresztą na kilku forach portalu GW
      jako zwykła forumowiczka.

      pozdrawiam
      Abe smile
      • abc2001 Re: Na marginesie... :) 02.05.04, 14:29
        abe11 napisała:

        > To jeden z gazetowych cyklicznych felietoników.

        Abe,to TO się ukazuje drukiem w GW???
        ależ ze mnie idiotka smile
        • abe11 Re: Na marginesie... :) 02.05.04, 14:45
          To gdzie ja to widziałam?
          Oczywiście prócz tego miejsca, w którym widziałam to na pewno wink
          Osoby autorki przecież na pewno nie pomyliłam.

          Cześć wiedźmo smile))
          Ależ Ty masz węch smile))

          A.
          • abc2001 Re: Na marginesie... :) 02.05.04, 14:56
            osoby autorki na pewno nie pomyliłaś smile a ja też się zastanawiam, gdzie to
            mogło być poza tym gdzie było na pewno smile
            ps szósty zmysł mnie tu przygnał smile))
            • abe11 Re: Na marginesie... :) 02.05.04, 14:58
              abc2001 napisała:

              > osoby autorki na pewno nie pomyliłaś smile a ja też się zastanawiam, gdzie to
              > mogło być poza tym gdzie było na pewno smile

              I to na dodatek najnormalniejszym w świecie drukiem.
              Zresztą skąd by się tu wzięło, gdyby tego nigdzie nie było? smile)


              > ps szósty zmysł mnie tu przygnał smile))

              A nie niepokorna miotła? smile))

              A.
    • wedrowiec2 Re: Do poczytania. 02.05.04, 15:02
      Witam nowe, dla nas, osoby abe11 i abc2001. Dobrze, że macie cyferki przy
      nickach, inaczej, przy szybkim czytaniu, mogłabym pomylić osobysmile
      • abe11 Re: Do poczytania. 02.05.04, 15:05
        Nie pomylisz smile
        Przedstawiam: ja jestem po prostu Abe,
        a to drugie zjawisko, to Abecadełko.
        Mądrzyłam się już wczoraj w Witkowym wątku smile
        Dzięki za przywitanie.

        Abe smile
        • marialudwika Re: Do poczytania. 02.05.04, 15:07
          I ja dolaczam sie do witajacych a rowniez czytajacych smile)))!!!
          ml
          • mammaja Re: Do poczytania. 02.05.04, 15:17
            Witajcie i pozdrowcie osobe autorki smile))))
          • abc2001 Re: o jak fajnie:)) 02.05.04, 15:18
            być zauważoną smile)
            dzięki za miłe powitanie smile)))
            • bodzio49 Re: o jak fajnie:)) 02.05.04, 17:33
              I ja witam serdecznie nowe twarze. A właściwie jedna to znajoma. Pozdrawiam
              Abecunia.
    • dado11 Re: Do poczytania. 02.05.04, 15:35
      Mila i dosyc przewrotna filozofia, no i sympatyczna. Lubie takie lekkie teksty.
      Witajcie obie panie (?), kazda ilosc zwiewnego piora jest pozadana wielce,
      tym przyjemniej bedzie zmykac tutaj z realnego, ciezkiego swiata...
      • omeri Re: Do poczytania. 02.05.04, 17:24
        Witam dwa mile nowe nicki. Felietony przednie. Proszę o wiecej.
    • abc2001 o pewnym koszu 02.05.04, 17:41
      tej samej autorki, co we wstępnym poście (chyba mnie nie zabije, bo było
      to "publikowane na innym ogólnie dostępnym forum)

      Kosz stoi w przedpokoju. Jest wiklinowy, duży, z taką śmieszną półeczką. Jest
      stary jak ja, albo jeszcze starszy. Moja mama trzymała w nim bieliznę
      pościelową, ja ubrania zimowe latem, a letnie zimą, ale odkąd szafy
      mierzymy w kilometrach, kosz stanął w korytarzu i służy na wszystko. Jeśli
      ktokolwiek znajduje cokolwiek z czym nie wie co zrobić, kładzie to na koszu
      lub do niego wrzuca. Słowo „kosz” jest chyba najczęściej używanym słowem w
      mojej rodzinie.
      - gdzie są moje czyste skarpetki?! Powiesiłem na suszarce!
      - Nie wrzeszcz, sprawdź w koszu
      - Nie widział ktoś styczniowej Polityki?
      - A w koszu szukałeś?
      - Nie widziałaś moich kluczyków, skarbie?
      - Zobacz na koszu, kochanie
      Ale wszystko ma swoje granice. Kiedy podarłam kolejne rajstopy o połamaną
      wiklinę, powiedziałam DOŚĆ. WON Z KOSZEM!!! Wreszcie nauczymy się odkładać
      wszystko na miejsce, a kosz przyda się w piwnicy na ziemniaki.
      Późnym wieczorem, gdy dom spał, wyciągnęłam całą zawartość kosza znajdując
      m.in.:
      bluzkę flanelową Marysi („na pewno zostawiłam w szkole, przepadła, buuuu...”wink
      plecak Jaśka (awantura, bo wszystko sieje)
      skórzany kapeć Maćka (pies oberwał, bo na pewno wywlókł)
      rachunek telefoniczny (awantura w tepsie, bo nie przysłali, a monitują)
      artykuł Mężczyzny Życia (piekło, bo okropnie terminowe, a zapomniał
      zapamiętać w komputerze. Pisał jeszcze raz)
      moją broszkę („jeśli jeszcze raz któraś weźmie coś mojego, to łapy
      przetrącę!!!)
      i całą masę różnych bliżej niezidentyfikowanych przedmiotów i kawałków
      przedmiotów.
      Kosz wylądował w piwnicy, przy okazji okazało się, że ma wielką dziurę w dnie.
      Korytarz stał się przestronny, znalazło się miejsce na kocie legowisko, na
      szafkę na buty i ogólnie – mogłabym w nim wyprawić wesele.
      Mogłabym...
      O świcie obudził mnie wściekły wrzask Maćka
      - Gdzie mój termos podróżny?!!! Stał na koszu! Komuś, qrwa, przeszkadzał?!!!
      Marysia przekopywała dom w poszukiwaniu swetra, Jasiek spóźniał się do
      szkoły, bo szukał zeszytu, Karolinie wcięło torebkę, Mężczyźnie Życia pracę
      magisterską studenta, wnukowi króliczka, a gosposi tłuczek do mięsa.
      - Co się dzieje w tym domu!!! Nic nie można znaleźć! Nic nie jest na miejscu!
      grzmiał Pietrek poszukując statywu.
      - Ależ właśnie wszystko jest na swoim miejscu, trzeba tylko przypomnieć sobie
      gdzie to miejsce jest, usiłowałam łagodzić pomagając w poszukiwaniach.
      Na próżno. Każdy latał niczym tajfun Cristine przekopując dom od strychu po
      piwnicę. Qrwy jak motylki fruwały, a moje życie wisiało na włosku.
      - Jeśli jeszszszcze razzzz wpadnieszszsz na jakiś genialny pomysssssł, syczał
      Najdroższy z Najdroższych, to uprzedź, żebym miał czas cię ukatrupić. Dobrze,
      sssskarbie?
      - Ja ci pomogę! Gdzie położyłaś ten p...... zeszyt!!!! krzyczał Jasiek
      - Nie klnij, do cholery! Do twojego plecaka, żebyś nie zapomniał... bo chyba
      tam powinien być, prawda?
      - To najgłupsze miejsce! wrzasnął maluch i wybiegł z domu.
      - A gdzie jest miejsce tej cholernej pracy magisterskiej? Mężczyzna Życia
      miał twarz wskazującą na apopleksję
      - Na stole w pracowni, kochanie. Tam, gdzie wszystkie rzeczy, które masz
      zabrać do Warszawy
      Koło południa dom się wyludnił. Pozostała Gosposia, która spokojnie
      stwierdziła:
      - Nadal nie ma tłuczka. Zamiast schabowych będą mielone.
      Zeszłam do piwnicy i przytargałam kosz. Koci materac musiał wrócić na stare
      miejsce pod krzesłem, a o szafce na buty i weselu w korytarzu mogę zapomnieć.
      Gdy wróciłam wieczorem do domu z potężnym zapasem nowych rajstop, kosz był do
      połowy pełny. A może bardziej optymistycznie, do połowy pusty.
      Za to następnego dnia wyspałam się do bólu.
      • marialudwika Re: o pewnym koszu 02.05.04, 17:47
        W S P A N I A L E!!!!!!!!
        ml
        • omeri Re: o pewnym koszu 02.05.04, 17:49
          Samo życie
        • axsa Re: o pewnym koszu 03.05.04, 09:27
          Nie znałam tego tekstu.
          Fantastyczny.
          Podoba mi się bardzo.
      • warum Re: o pewnym koszu 02.05.04, 17:58
        Swietne!smile Ja nie mam wiklinowego kosza, bo by w przedpokoju juz sie nie
        zmiescil, ale mam inne "magiczne" miejsce, w ktorym zostawia sie wszystko co
        potrzebne, wazne lub moze sie przydac. To polka i koszyk kolo telefonu/ tez w
        przedpokoju/. Tam zostawia sie wszystko co ma byc "pod reka". Na pytanie
        bratowej /ta od feng shui/- Czemu tam nie posprzatam - odpowiedzialam - po co?
        Jak to jedyne takie miejsce w domu, ze gdy powiem - Tam poszukaj- zawsze
        wszyscy znajdujasmile. Ale prawda jest, ze co jakis czas musze robic w nim
        porzadek, bo zwyczajnie kipi...Pozdrawiam nowe twarze na forum 40+, zaciecie
        literackie zagoscilo przy majowcesmile
    • axsa Wspomnienie zimy. 02.05.04, 18:39
      Już wiosna, ale wspomnienia zimowego szaleństwa mogą sie okazać miłe,
      szczególnie dla jeżdżących na nartach. Tekst mój.

      ZIMOWE SZALEŃSTWO.


      Byłam niespełna siedemnastoletnią panienką, gdy w nagrodę za
      pracę
      w samorządzie szkoły i internatu oraz za inne zasługi wyjechałam na obóz zimowy
      w góry. Dostaliśmy całe wyposażenie - ubranie i sprzęt narciarski. Nigdy
      jeszcze nie jeździłam na nartach, nawet nigdy nie dotykałam takiego sprzętu.
      Okazało się, że w podobnej sytuacji była większość osób. Przed wyjazdem
      nauczono nas wszystkiego czego można nauczyć bez śniegu i górki. Potem już
      na "oślej łączce" poznawaliśmy tajniki podchodzenia na górę i zjeżdżania.
      Spodobało mi się na tyle, że pod koniec obozu byłam najlepsza z dziewcząt.
      Zdarzyło się tam jeszcze coś, co miało bardzo wielki wpływ na
      całe moje dotychczasowe życie. Ja zwróciłam szczególną uwagę na pewnego chłopca
      z równoległej klasy, który przy grze w perskie oczko wykazał tyle refleksu, że
      przez całą zabawę byłam jego partnerką. Potem byliśmy szkolną parą, przez
      studia też przeszliśmy razem, staliśmy się małżeństwem, jesteśmy nim dotychczas
      i myślę, że tak już zostanie.
      W następnym roku braliśmy udział w ogólnopolskich zawodach
      narciarskich. Najpierw zespół żeński zdobył srebrny medal, a następnego dnia
      to samo przypadło w udziale męskiej drużynie. Jeszcze kilka razy wyjeżdżaliśmy
      na narty, ale kiedy zaczęliśmy pracować i staliśmy się rodzicami sprawa
      przycichła. Nie mieliśmy ani możliwości, ani sprzętu, ani funduszy na tę dość
      kosztowną przyjemność.
      Upłynęło prawie dwadzieścia lat zanim znowu mogliśmy pojechać na narty. Od tego
      momentu co roku wybieramy się zimą w góry. Bywamy w polskich, czeskich,
      słowackich i austriackich ośrodkach narciarskich.
      Za każdym razem jest podobnie.
      Jak?
      No... to się zwykle tak zaczyna.
      Jest szara rzeczywistość. Skąd ona się bierze? Jeszcze niedawno chyba nie
      wiedziałam, choć zawsze było wiadomo, że mieszanina czarnego i białego to
      szarość. Wychodzi na to, że szara rzeczywistość to: czarne myśli – białego
      człowieka.
      Nie w głowie mi jednak czarne myśli, gdy jest szansa na „zimowe szaleństwo”.
      Najpierw oprogramowanie składające się na zestaw uprawiający
      w/w szaleństwo. Dolna część to narty, buty i kijki górna to ja. Awaria
      któregoś dolnego elementu prowadzi do wymiany, ale kiedy górny składnik wykona
      nieprawidłową operację, to wymiana nie wchodzi w grę, szczególnie dlatego,
      że dotyczy mnie.
      Musi być kilka takich zestawów - bo tylko w grupie można mówić o
      szaleństwie. Potrzebne są ośnieżone góry, bezpieczne kolejki, wyciągi z
      taśmociągami, z ciepłymi „kanapami”, z kabinkami, z miłą obsługą, trasy
      niebieskie, czerwone i czarne...tak, tak - czarne też, a może przede wszystkim
      i nie ma szans na szarość, choćby nie wiem jak bardzo kolor trasy pomieszał
      się ze śniegiem.
      Jeśli wszystko gotowe to... enter.
      Jesteśmy na górze, spoglądamy
      w dół, poprawiamy sprzęt, szukamy się wzrokiem...i zaczynamy: suniemy po stoku,
      powoli przyspieszamy, coraz bardziej nabieramy prędkości, ciągle jedziemy w
      dół, szybko przemieszczamy się, na szerokiej trasie, przed stromizną
      gwałtownie skręcamy, nieźle pędzimy po świeżym puchu, szaleńczo gonimy po
      pochyłości, lecimy na złamanie karku po nierównościach, w zawrotnym tempie
      szusujemy po zboczu, z impetem ześlizgujemy się ze skarpy,... o! ktoś spotkał
      się z podłożem – omijamy go spoglądając, czy nie potrzebuje pomocy, znowu
      bierzemy się do galopu, trzeba rozwinąć przyzwoitą szybkość, znów chyżo mkniemy
      na nartach, co tchu prujemy po zboczu, rączo wyrywamy do przodu, raźnie śmigamy
      po śniegu, bystro zasuwamy na „deskach”, gazujemy i tniemy śnieżną
      przestrzeń, ...muldy! – ekspresowo trawersujemy po rozgniecionych ratrakiem
      zwałach śniegu, pędem staczamy się po białej drodze, wartko kantujemy
      pozostawiając za sobą śnieżny ogon,.. oo! – jesteśmy na dole.
      Trzeba powtarzać to szaleństwo do upadłego. Powtarzamy
      więc...uf! – daliśmy sobie w kość, potem jedzonko, piwko, gadu-gadu
      i do łóżka. Zamykamy oczy... i ...suniemy po stoku ...
      powoli...przyspieszamy ... nabie .. ra .. m .. y
      pręd..k...o....ś.....c......i.......
      j..e...dz....i.....e..................


      Kolejne dni wyglądają podobnie. Zawsze zaczynamy od początkowej
      stacji kolejki linowej wywożącej narciarzy do miejsca, gdzie - jak okiem
      sięgnąć - trasy zjazdowe „wylizane” przez ratraki, wyciągi orczykowe,
      krzesełkowe zwykłe lub z przezroczystymi kabinkami i to co najatrakcyjniejsze
      czyli gondolki. Od takiego widoku ceper może oszaleć. Wszędzie dużo ludzi, ale
      nie ma kolejek przy wyciągach, wybieramy najbliższy, bo wiemy, że ten zawiezie
      nas najwyżej.
      Kiedy znajdujemy się na stoku, poprawiamy sprzęt, dokładnie zapinamy
      rękawice, naciągamy czapki na uszy, zawiązujemy szale i patrząc na to co przed
      nami, już doskonale wiemy, że będziemy mogli szaleć. Ruszamy więc, a za
      chwilę mkniemy tnąc śnieg w szaleńczym pędzie. Przenosimy ciężar ciała z jednej
      narty na drugą, dzięki czemu wykonujemy szalone skręty raz w lewo, raz
      w prawo. Nawet trudną trasę po muldach pokonujemy bez zastanowienia, jakbyśmy
      na śniadanie szaleju się najedli. Tu naprawdę można się wyszaleć
      do woli! Jeździmy więc jak szaleńcy.
      Spotkawszy się na dole postanawiamy poszaleć dzisiaj jak
      najdłużej! Przemierzamy stok w górę – wyciągiem i w dół – na nartach.
      Galopujemy jak rozszalałe konie, nabierając do płuc tak świeżego powietrza,
      jakiego u nas, na nizinach nie uświadczy. No i jeszcze jedno –
      wszystko nam wolno! Nikt nie zwraca uwagi, że jestem zszalała do
      nieprzytomności. Tutaj – kto chce zaszaleć, może to zrobić tak jak chce!”.
      Jeśli czyjeś ciało „wypadnie” z pionu, zaraz się znajdzie jakaś „szalupa”
      ratunkowa. Tu nikogo nie pozostawia się bez pomocy.
      Zimowe szaleństwo w takich warunkach, to jest rzeczywiście cudowne
      szaleństwo – jakiego sobie i innym życzę.


      Zell am Ziller marzec 2001 r.
      • lablafox Re: Wspomnienie zimy. 03.05.04, 11:23
        Bardzo ciekawe teksty. Czytałam z przyjemnością. Może te osoby , które już
        czują się częścią nas , bardziej niż częścią innych forów , zechcą je umieścić
        na stronce www.
        • wedrowiec2 Re: Wspomnienie zimy. 03.05.04, 11:28
          Na stronie www możemy umieszczać tylko własne teksty. Te krążące w internecie
          mają jakiś autorów, którzy w pewnym momencie mogą przypomnieć sobie, i
          słusznie, o prawach autorskich.
          • lablafox Re: Wspomnienie zimy. 03.05.04, 11:55
            Sądziłam ,że wstęp typu "tekst mój" sugeruje autorstwo.
            Stąd moja propozycja.
    • axsa Wyjaśnienie. 03.05.04, 12:54
      Lx bardzo dobrze zrozumiałaś słowa "mój tekst"
      Jeden dzień z pamiętnika B.J.
      i Zimowe szaleństwo
      to teksty napisane przeze mnie.
      Na oba można się natknąć w necie,
      bo każdym z nich zajęłam jakieś miejsca w konkursach.
      Jeden jest nawet z imieniem i nazwiskiem, ale pod innym tytułem.
      Jeśli tekst nie jest mój,
      jak np. w poście wprowadzającym,
      to podaję autora,
      a jak nie wiem kto jest autorem to też o tym informuję.
      smile)) smile)) smile))

      Co do umieszczenia moich tekstów na stronie 40+, to nie widze przeciwwskazań i
      niebawem podejmę odpowiednie starania.
      smile)) smile)) smile))
      • mammaja Re: Biale szalenstwo 03.05.04, 13:47
        Z przyjemnoscia przezylam z toba,Axsa , te zjazdy przez kolejne formacje
        terenowe.Zaswistalo mi w uszach i nogi wykonaly pod stolem nieznaczny zaslizg.
        Jedno mam zastrzezenie - to szlenstwo nie moze byc niebezpieczne dla innych.
        Bo - wypisz wymaluj - taki pozbawiony wszelkich hamulcow snowbordzista omal
        nie pozbawil mnie mozliwosci jazdy do konca zycia.Widzialam tez podczas
        ostatniego pobytu na nartach kilka wypadkow spowodowanych zbyt chyba szalona
        jazda - ktora nie bylaby szalona, gdyby na stoku nie bylo nikogo.Widok pani z
        zakrwawiona twarza, ktora mlody szaleniec zmusil do wjechania na drzewo do tej
        pory stoi mi w oczach. I bardzo przykro mi sie zrobilo slyszac w kolejce
        komentarz mlodych zawodniczek, na widok spokojnie acz stylowo zjezdzjacych 40+ -
        "o,zwozka miesa!" Gratuluje tekstu - i wybacz ten kamyczek do ogrodka - ale
        niczego tak sie nie boje jak szalonych narciarzy!
        • axsa Do Mm - o białym szaleństwie. 03.05.04, 16:59
          Ja też boję się ich jak ognia.
          Szczególnie po spotkaniu z jednym
          takim łysym i niezupełnie trzeźwym,
          ale o tym kiedyś.
          Sama jeżdzę dobrze, pewnie, bezpiecznie
          i na szczęscie potrafię uciec od niebezpiecznych wariatów, którym się zdaje, że
          zasługują na miano narciarzy.

          A tekst jest taki,
          bo musiał spełniać określone wymogi.
          Jeździsz na nartach,
          więc gołym okiem widzisz "kolorki" zawarte w tym opowiadaniu.
          Pozdrawiam
          Anna
    • ewelina10 Re: Do poczytania. 03.05.04, 17:11
      Witam nowe uczestniczki.
      Wprawdzie pogubiłam się z autorstwem skopiowanych opowiadań, ale najbliższe
      jest dla mnie opowiadanie o tym koszu.
      Chyba w każdym domu jest taki lamus. Kiedyś w mieszkaniu w Warszawie takim
      miejscem był pawlacz, do którego upychaliśmy wszystko, co nie nadawało się
      jeszcze do wyrzucenia, "chwilowo" było zbędne, a w przyszłości jeszcze było do
      wykorzystania. Kiedy wyprowadzaliśmy się, pozbyliśmy się całkowicie zawartości
      pawlacza, która okazała się całkiem pokaźna.
      Teraz sytuacja jest jeszcze mniej "korzystna", bo miejsce przeznaczone na lamus
      jest dużo większe crying
    • axsa Re: Do poczytania. 03.05.04, 17:31
      Jeszcze jeden mój tekścik. Taki trochę mało kolorowy i dosłownie i w przenośni.
      Poprzeni był o białym, ten jest o czarnym.

      Autorka: axsa /Anna/
      STOPNIOWANIE PRZYMIOTNIKÓW /czarny/

      Wracałam z Czarnego Dunajca. Minęła właśnie północ, kiedy w blasku
      reflektorów mojego samochodu zobaczyłam czarnego kota przebiegającego przez
      szosę. Pomyślałam, że nieszczęście gotowe. Nie zdążyłam jeszcze zastosować
      żadnego z „odczyniaczy” przeciw złowieszczym zdarzeniom a już silnik przestał
      pracować, zgasły wszystkie światła.
      W kompletnych ciemnościach zatrzymałam auto.
      I co teraz?
      Rozglądam się. Z prawej czarno, że oko wykol, z lewej jeszcze czarniej niż w
      wyschniętej studni. Z tyłu tak bardzo, bardzo czarno jak w nieoświetlonej
      kopalni węgla kamiennego. Z przodu przestrzeń najczarniejsza z czarnych,
      podobna do wielkiego stada kruków. W górze złowrogie ciemności czarniejsze niż
      gromada najczarniejszych diabłów.
      Głowa opadła mi na kierownicę, po chwili zorientowałam się, że wpatruję się w
      miejsce, gdzie powinna być podłoga, a tam nic nie widać, nieprzenikniona czerń,
      po prostu czarna dziura.
      Co teraz począć?
      Nie mam zapałek, latarki, zapalniczki – niczego co mogłoby choć trochę
      rozjaśnić nieprzeniknione ciemności. Czarna rozpacz, a przez moją głowę
      przelatują całe tłumy myśli tak czarnych jak czeluść bezokiennej piwnicy.
      Co to mignęło?
      Rzeczywiście, coś jakby kolejny błysk. Zza zakrętu wyłoniły się snopy świateł
      nadjeżdżającego samochodu i padły na stojącą przede mną tablicę ostrzegawczą –
      Czarny punkt: 4 … … … .
      • dado11 Czarny punkt 04.05.04, 00:16
        Straaaaaaaszneee....
        • axsa Re: Czarny punkt 04.05.04, 07:25
          Na szczęście to tylko wytwór mojej wyobraźni.
          A w rzeczywistości bywa na drogach dużo gorzej,
    • axsa Re: Do poczytania. 04.05.04, 11:59
      Nie dawało mi spokoju skąd miałam tekst "O niczym".
      Skorzystałam z informacji tu podanych, pokojarzyłam trochę i mam.
      Autorką jest Kropka.

      Skontaktowałam się z nią i otrzymałam uprawnienia do kopiowania jej tekstów.
      W związku z tym jeden z nich.


      Autorka: Kropka

      ... a słowiki spać nie dają

      Ano, nie dają. Może nie słowiki,
      a wróble, ale dzioby drą od środka nocy aż
      uszy puchną!
      Dziś już nie wytrzymałam i nawymyślałam takiemu,
      ile wlazło!
      Od drzymord, od niewychowanych piórołapów,
      od wrzaskliwych sraptaków, od makolągwy
      dziobatej i fruwającego chama.
      Myślicie, że się przejął? Ani nic.
      Siedział na rynnie nad oknem sypialni
      i dziamolił w cały świat.
      Ja słowo - on trel!
      Ja wiązankę - on aż dziób do góry zadarł,
      tak się rozświrgolił. I łypał tylko
      oczkiem, czy mi złość przechodzi,
      czy dalej ma śpiewem kokietować.
      I jak się na takiego wściekać?
      Bez sensu.
      Wróciłam do łóżka i nie zasnęłąm już
      do rana.
      Za to skończyłam książkę
      przy akompaniamencie całego ptasiego chóru,
      bo jak się reszta towarzystwa zwiedziała,
      że jednemu się upiekło, to dawaj!
      całą gromadą na sto głosów i sposobów ujadać.
      Nawet miło było.

      Lubicie ptasią pobudkę?
      Czy zdarzyło wam się kiedyś nastawić budzik w środku
      nocy, żeby jej posłuchać?
      Najpierw jeden nieśmiały, krótki trelik
      gdzieś w oddali,
      po chwili drugi,
      nieco bliżej,
      zaraz za nim trzeci,
      czwarty -
      aż wreszcie cały chór różnorodnych ptasich głosów
      na powitanie słońca,
      na dobry początek dnia,
      na chwałę i radość życia.

      • ada296 prześliczny wątek :-))) 04.05.04, 21:45
        najbardziej trafił do mnie kosz wiklinowy smile
        pozdrawiam nowe koleżanki smile)
    • axsa Re: Do poczytania. 04.05.04, 22:31

      Baba na rozdrożu.
      Autorka: Kropka.

      - Jadę jutro do Katowic, oświadczyłam przy obiedzie.
      - Świetnie. Zawieziesz mi coś do B.? To tylko 20 km od trasy.
      - Nie ma sprawy. Napisz adres na kopercie.
      - Nie pamiętam adresu, ale ci wytłumaczę i narysuję. Bardzo łatwo trafić.
      Coś we mnie drgnęło ostrzegawczo, ale nie na tyle, żeby mnie zaniepokoić.
      Usiedliśmy nad karką papieru i Najdroższy Mężczyzna zaczął tłumaczyć rysując.
      - Za tablicą z nazwą pojedziesz jakieś 200 metrów i skręcisz w lewo. Możesz
      jechać prosto, ale będzie dłużej. Narysuję ci jak masz jechać na skróty.
      - Może jednak pojadę prosto? Nie będzie prościej? wtrąciłam z nadzieją.
      - Ależ po co? Szkoda twojego czasu. Skrótem też jest prosto.
      - O.K. Rysuj.
      - ... skręcisz w lewo, potem w... raz, dwa... tak. Trzecia w prawo. To
      charakterystyczne miejsce, bo na rogu rośnie wielka lipa. Na końcu tej ulicy
      jest kościół. Przy kościele w lewo i taki żółty, nieduży budyneczek. Cholera,
      nie pamiętam ulicy, ale takie znane nazwisko. Jak zobaczysz nazwę, to
      skojarzysz na bank. Bardzo znany pisarz, czy malarz. No... coś takiego.
      Skojarzysz.
      Pojechałam. Kartkę z mapką przykleiłam na kierownicę, żeby broń Boże, nie
      zabłądzić. Tablica z nazwą – jest. Trzecia w prawo – jest. Lipa? Nie ma.
      Kurcze, miała być lipa. Są za to roboty drogowe. O.K. pewnie wycięli lipę.
      Cholera, dlaczego tyle drzew się wycina?! Kto na to pozwala?!!! Lipa im
      przeszkadzała, tłomokom!!!
      Dobra. Dalej prosto i kościół. No nie! Kościoła nie rozebrali przecież! Nie
      ma kościoła. Coś musiałam pokręcić. Zawracam, ale ulica jest jednokierunkowa.
      Dobra, objeżdżam, trzecia w lewo – O.K.. Jestem przy tablicy z nazwą. Jeszcze
      raz: liczę, skręcam, roboty, nie ma lipy, nie ma kościoła...
      - Przepraszam, czy tutaj gdzieś blisko jest ulica jakiegoś sławnego pisarza
      albo malarza?
      - Jest Mickiewicza, ale to w drugim końcu miasta. Słowackiego jest w centrum.
      To zupełnie w drugą stronę. Jest Sienkiewicza, ale to w bok od Słowackiego.
      Nie. Tutaj nie ma żadnej takiej ulicy.
      - A malarz? Sławny? przypomniałam.
      - Malarza też nie. Kossaka jest, ale to na Osiedlu Wyspiańskiego. Też nie
      tutaj.
      - Dziekuję i przepraszam. Niedouczony palant. Nie dość, że nie zna swojego
      miasta, to jeszcze nie ma pojęcia o kulturze narodowej.
      Zjechałam w zatoczkę, zadzwoniłam do informacji, podałam nazwę wydawnictwa,
      dostałam nr telefonu. Zadzwoniłam. Pan był nadzwyczaj uprzejmy.
      - Gdzie pani stoi?
      - Nie wiem. Nie ma tabliczki. Jest duży pawilon spożywczy.
      - A, to na Bema. To pani zawróci, dojedzie do pierwszej ulicy i skręci w
      prawo, potem w lewo, potem będzie stacja benzynowa i znów w lewo. Można
      prosto, ale skrótem będzie bliżej....
      - Czy ma pan obok siebie jakąś kobietę? Na hasło „skrót” zareagowałam nerwowo.
      - Dzień dobry, w czym mogę pomóc? Głos był młody i sympatyczny.
      - Przepraszam, nie mogę do was trafić. Może mi pani wytłumaczyć? Stoję przy
      dużym pawilonie spożywczym.
      - Proszę wrócić do trasy i jechać w kierunku na Warszawę. Za stacją benzynową
      skręcić na centrum. Jest drogowskaz. Pierwsza w prawo i jest pani u nas.
      Trochę dalej, ale tak będzie najprościej.
      - A jaki adres, żebym mogła na planie....
      - Kowalska 12. Do zobaczenia. Czekamy z kawą.
      W domu okazało się, że za tablicą należało skręcić w trzecią, ale w prawo.
      Kocham mojego Bruneta nade wszystko. Jest moim Mężczyzną Życia i głoszę to na
      wszystkich jarmarkach. Ma tylko jedną wadę: jest facetem. Różnica między
      mężczyzną i kobietą polega m.in. na tym, że dla panów „bliżej”
      oznacza „szybciej”.
      A dla nas najszybciej = najprościej. Zapamiętajcie tę drobną różnicę płci
      mózgu, proszę.

    • axsa Re: Do poczytania. 08.05.04, 09:49
      Autorka: Kropka

      Mężczyzna Życia został zaproszony do telewizji. TV to nie artykuł, gdzie można
      przeczytać, poprawić, dopisać. Tu trzeba szybko i na temat mówić, celnie
      ripostować, a słowo wypowiedziane - nie wróci. Ponieważ program był ważny,
      dyskutanci poważni, prowądzaca - wymagająca, Brunet przygotowywał sie długo
      i pracowicie. Pomagalismy mu całą rodziną: chłopcy ściągali materiały z
      internetu, maluchy wycinały z gazet, ja segregowałam na: "koniecznie","może być"
      i "sam sprawdź". Super-przygotowany - pojechał.
      O godzinie 0 cała rodzina zasiadła przed telewizorem. Czołówka - pauza - JEST!!!
      - Ładny ten tata. Ładniejszy od Artura. Ożenię się z tatą - po minucie,
      stanowczo oświadczyła Marysia.
      - Zobacz, jak mu się kołnierzyk podwinął. Mówiłam, że źle prasujesz tą koszulę -
      zbeształa mnie Niania.
      - Oswietleniowiec do ...(bani). Buty blikują - stwierdził Maciek, przyszły
      operator.
      - Ładnie wygląda, pomyslałam o prowadzącej.
      "zadałaś ciekawe pytanie...- ciepły, znajomy głos zwracał się własnie do niej.
      ZADAŁAŚ??? To oni są na ty? A dopiero mówił, że kretynka! Hm, wygląda nieźle.
      Pewnie operację plastyczną zrobiła. Ale szyja to juz jej poszła. Nie powinna
      nosić takich dekoltów! E tam, jaka operacja, tynk! troche starła i zmarchy
      widać! Ile ona ma lat? No, w tym wieku, taka krótka spódnica! I jeszcze żeby
      nogi jakieś miała!
      Nawet nie zauważyłam, kiedy program się skończył.
      Pierwsza zadzwoniła przyjaciółka:
      - słuchaj, on strasznie źle wygląda. Nie możesz pozwolić, żeby tak pracował.
      Wykończy się, zobaczysz. No tak, ale przy twoich zarobkach, ktos na rodzine
      musi pracować. Biedak. Skończy zawałem! pa!
      Nastepny był blondyn, przyjaciel Bruneta:
      - widziałem, widziałem,. Słuchaj, gdzieście kupili ten garnitur? Własnie szukam
      takiego. Tylko wolałbym jasniejszy. Nie wiesz? Były jasniejsze? Pa!
      Głos producenta był zdenerwowany:
      - przecież on jest stworzony do kamery, namów go na ten program! Ja juz nie mam
      argumentów! Pół roku za nim łażę! Szkoda, bo on tak świetnie czuje kamerę!
      Pogadasz z nim? Całuski dla dzieci!
      Zadzwonił ON:
      - i jak? - zapytał z niepokojem
      - świetnie, jak zwykle. Miałeś rację. Prowadząca - kretynka!
      - nie, nie, wyrobiła się. Jak przestała sie mizdrzyć, to zaczęła mysleć. Ale
      słyszałaś, jak mu odpaliłem?
      - mhm, odparłam wymijająco. Przyjeżdżaj szybko, skarbie. Czekamy!
      Zasypiając, wtulona w ukochane ramiona, wymyślałam argumenty za przyjęciem
      stałego programu w TV. Będzie miał własny - to go do innych zapraszać nie będą!
      "Wyrobiła się"!!! Raszpla jedna!

      I po czorta zmarnowalismy 2 tygodnie na ciężką robotę?
      Ciekawe, czy ktoś, kto oglądał program, SŁUCHAŁ jego uczestników?
      Bo z moich doświadczeń wychodzi, że wystarczy mieć dobrze wyprasowaną koszulę,
      niezły garnitur i dobrego oświetleniowca.
      • dado11 Re: Do poczytania. 08.05.04, 10:17
        Nie chcialaby zachowac sie jak slon w skladzie porcelany, ale styl pisania "Kropki"wydaje mi sie byc
        nieco podobny do stylu Grocholi. Z gory przepraszam autorke, jesli zareaguje alergicznie na
        porownanie. Ale swoja droga bardzo lubie czytac takie lekkie, zwiewne teksty, z przymruzeniem
        oka i ocierajace sie o codzien. Podejrzewam, ze w wielu z nas tkwi taka potrzeba zapisu roznych
        wrazen, ale tylko nieliczni robia to tak, ze inni chca to czytac. Pozdr i czekam na wiecej
        • wedrowiec2 Re: Do poczytania. 08.05.04, 10:26
          dado11 napisała:

          > Nie chcialaby zachowac sie jak slon w skladzie porcelany, ale styl
          pisania "Kro
          > pki"wydaje mi sie byc
          > nieco podobny do stylu Grocholi. Z gory przepraszam autorke, jesli zareaguje
          al
          > ergicznie na
          > porownanie. Ale swoja droga bardzo lubie czytac takie lekkie, zwiewne teksty,
          z
          > przymruzeniem
          > oka i ocierajace sie o codzien. Podejrzewam, ze w wielu z nas tkwi taka
          potrzeb
          > a zapisu roznych
          > wrazen, ale tylko nieliczni robia to tak, ze inni chca to czytac. Pozdr i
          czeka
          > m na wiecej

          A ja, jako osoba mająca dziennie kontakt z przestrzeganiem/łamaniem praw
          autorskich, bardzo bym chciala, by kropka. osobiscie potwierdziła, że teksty są
          jej i dała zgodę na ich umieszczanie na naszym Forum.
          • axsa Re: Do poczytania. 08.05.04, 10:34
            Nie przypuszczam nawet, ze posadzasz mnie o jakieś machinacje. smile))
            Zapewniam Cię, co zaraz potwierdze, że autorką jest Kropka /Kasia/.
            Np:

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=63&w=1784944&a=1784944


            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=63&w=2935457&a=2935457


            A ja osobiscie poprosiłam i otrzymałam jej przyzwolenie na umieszczanie jej
            tekstów tutaj.
            • axsa Re: Do poczytania. 08.05.04, 10:35
              Jeszcze raz
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=63&w=1784944&a=1784944
              • axsa Re: Do poczytania. 08.05.04, 10:51
                A to już chyba "dowód koronny" wink)) na to ze kropka to Kropka.

                smile)) smile)) smile))
                • mammaja Re: Do poczytania. 12.05.04, 22:11
                  Tekst znalazlam w papierach mojej mamy - mial tytul modlitwa starego
                  komandora. Podobno znajduje sie przy grobie sw.Tomasza z Akwinu.
                  Wprawdzie jestesmy jeszce bardzo mlodzi,ale warto sie zastanowic nad trescia.

                  Panie,Ty wiesz lepiej aniżeli ja sam,że się starzeję i pewnego dnia bede
                  stary.
                  Zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania,ze musze cos powiedziec na kazdy
                  temat i przy kazdej okazji.Odbierz mi chec prostowania kazdemu jego sciezek.
                  Uczyn mnie powaznym, lecz nie ponurym, czynnym lecz nie narzucajacym sie.
                  Szkoda mi nie spozytkowac wielkich zasobow madrosci jakie posiadam,ale Ty'
                  Panie wiesz ,ze chcialbym zachowac do konca paru przyjaciol.
                  Wyzwol moj umysl od niekonczacego sie brniecia w szczegoly i daj mi skrzydel,
                  abym w lot przechodzil do rzeczy. Zamknij mi usta w przedmiocie mych niedomagan
                  i cierpien,w miare jak ich przybywa, a chec wyliczania ich staje sie z uplywem
                  lat coraz slodsza.
                  Nie prosze o laske rozkoszowania sie opowiesciami o cudzych cierpieniach,ale
                  daj mi cierpliwosc wysluchania ich.
                  Nie smiem cie prosic o lepsza pamiec,ale prosze cie o wieksza pokore i mniej
                  niezachwiana pewnosc, gdy moje wspomnienia wydaja sie sprzeczne z cudzymi.Uzycz
                  mi chwalebnego poczucia,ze czasami moge sie mylic.
                  Zachowaj mnie milym dla ludzi, choc z niektorymi z nich doprawdy trudno
                  wytrzymac.Nie chce byc swietym, zle zgryzliwi starcy to jedno ze szcztowych
                  osiagniec szatana.
                  Daj mi zdolnosc dostrzegania dobrych rzeczy w nieoczekiwanych miejscach i
                  niespodziewanych zalet w ludziach. Daj mi ,Panie,laske mowienia im o tym...
                  • warum Re: Do poczytania. 12.05.04, 22:24
                    Kolejny wspanialy tekst. Troche za wczesnie, na tyle pokory wobec zycia, ale
                    jako mysl przewodnia swietne. Strasznie trudno byc aniolemsmile
                  • em_em Re: Do poczytania. 12.05.04, 22:33
                    wspaniałe - i niesamowicie uniwersalne smile
                  • marialudwika Re: Do poczytania. 12.05.04, 23:00
                    Zeby choc w czesci mozna takim byc...
                    ml
                    • mammaja Re: Do poczytania. 12.05.04, 23:07
                      No ,ale przynajmniej dobrze sobie uswiadomic ,ze mozna czasami nie popadac w
                      samouwielbienie!
                      • witekjs Re: Do poczytania. Trzy razy dziennie po jedzeniu. 12.05.04, 23:35
                        Pomyślałem, że najwyższy czas aby zacząć się stosować, do zaleceń lekarza.
                        Na pocżątek najlepiej bedzie poczytać zamieszczony tekst.
                        Tylko, czy to już trochę nie za późno?

                        Witek sad
                  • dado11 Tomasz z Akwinu 14.05.04, 18:26
                    Ta modlitwa jest tak przepieknie prawdziwa,
                    i to ze jestesmy jeszcze mlodzi pozwoli nam wcielic w zycie te madrosci
                    bez obarczania naszymi sprawami Najwyzszej Instancji zanim sie zestarzejemy.
                    I to, ze jestesmy juz tak starzy, ze mozemy zrozumiec przeslanie wielkiego mysliciela!
                    Z harcerskim pozdrowieniem - Czuwaj! smile))))))))
                • axsa Re: Do poczytania. 15.05.04, 08:13
                  Czasem dobrze przejrzeć wcześniejsze wpisy.
                  A szczególnie w dzień taki jak dziś - pamiętajki? przypominajki?
                  A juz wiem - niezapominajki !

                  W poprzednim poscie, w któtym miałam podać koronny dowód na to, że kropka to
                  Kropka ZAPOMNIAŁAM wkleic link, co niniejszym próbuję naprawić.

                  dziupla.info/
        • axsa Re: Do poczytania. 08.05.04, 10:26
          Nie sadzę, zeby zareagowała alergicznie. Kropka to super "babka"
        • marialudwika Re: Do poczytania. 08.05.04, 10:28
          Dolaczam sie do czekajacych na wiecejsmile)))
          ml
          • lablafox Re: Do poczytania. 14.05.04, 23:11
            Dołączam do peanów na temat modlitwy - piękna i czasami jakże potrzebna.
            Przeczytałam ja również mojemu mężowi. hahaha
            • witekjs Re: Do poczytania. Modlitwa od Mammai :-) 15.05.04, 10:15
              lablafox napisała:

              > Dołączam do peanów na temat modlitwy - piękna i czasami jakże potrzebna.
              > Przeczytałam ja również mojemu mężowi. hahaha

              Czytałem tę modlitwę juz kilka razy i pewnie wkrótce dobrze ją zapamiętam.
              Przesłałem ją z podaniem źródła do dwóch forów zamknietych/Rivendell i Dziupla/.
              Już wiem, że prześlę ją jeszcze kilku zprzyjażnionym osobom.
              Dziękuję Mammaju i pozdrawiam serdecznie. Witek
              • witekjs Re: Do poczytania. Modlitwa od Mammai :-) 15.05.04, 10:36
                Przepraszam Mammaju, że wcześniej nie zapytałem Cie o zgodę, podałem również
                link do Twojego postu w F40+ do Kawiarenki Filozoficznej Bis.
                Ciekawy jestem, czy inni tez tak ja odebrali jak ja.
                Być może mówi ona zbyt prawdziwie o wadach, które próbuje zwalczać w sobie.
                I widzę często u innych...

                Pozdrawiam. Witek }:-})=
    • axsa Re: Do poczytania. 15.05.04, 14:18
      Co mi w nocy spać przeszkadza.

      Autorka: axsa

      Moi sąsiedzi z góry mają piękne mieszkanie,
      piękne dywany i przepięknego psa.
      Pies też coś ma, są to zwyczajne pchły.
      Pies jak to pies, nienawidzi tych małych, choć czarne jak on.
      Kiedy tylko może wytrząsa je z futra na piękne dywany.
      Najchętniej robi to w nocy urządzając mi pobudkę.
      To są najkoszmarniejsze godziny w moim życiu.
      Zdezorientowane insekty spadając na piękne dywany
      wywołują takie wrażenie jakby sufit walił mi się na głowę,
      bo łomot jest straszny, a huk jeszcze większy,
      okropne grzmoty, rumor niesamowity, zgrzyty i trzaski
      i terkot jak w szwalni, a potem klaśnięcia, plaśnięcia i wizgot,
      coś wali, grzmi, tłucze i rąbie, i trzeszczy.
      Na moment przycicha.
      Za chwilkę znów wrzawa, podnosi się larum,
      krzyki opętańcze, piski, jęki, stękanie, gwar,
      zgiełk, zawodzenie, ryk, wycie, wzywanie pomocy.
      Ten hałas świdruje jak piła tarczowa.
      Już nie wiem co gorsze -
      ten łoskot czy warkot, a może skrzypnięcia, szczęk, chrzęst, grzechotanie?
      Ten wrzask przeraźliwy wręcz uszy rozdziera,
      kołacze, klekoce, chwiruta i młóci, chrobocze,
      gruchocze i miota pioruny, wybucha jak bomby.

      Wtem koniec, pies chyba zmęczony,
      a ja ledwo żywa zasypiam na nowo,
      a we śnie..
      ten huk jest potworny...
      a łomot straszliwy.... i rumor okropny...........
      • mammaja Re: Do poczytania. 15.05.04, 21:01
        Dziekuje wszystkim, ktorzy napisali na temat "modlitwy". Dla mnie tez ten tekst
        jest przejmujacy - wydrukowalam go juz wielu osobom.
        Czuwaj - Dado!
        • axsa Re: Do poczytania. 07.06.04, 07:43
          Pan Bóg szukal narodu, który móglby sobie wybrac. Na poczatku
          przyszedl do arabów. Pyta sie:
          - Czy chcecie moje przykazanie?
          - A jakie?
          - "Nie kradnij".
          - Panie! My zyjemy z rabowania karawan, jezeli przestaniemy krasc, to
          jak na tej pustyni bedziemy mogli wyzyc, jest to niemozliwe! Nie chcemy
          takiego przykazania.
          Przyszedl Pan do Amorytów i pyta:
          - Czy chcecie moje przykazanie?
          - A jakie?
          - "Nie zabijaj".
          - Panie! jestesmy najbardziej walecznym narodem, zyjemy z wojny i z
          podbojów, jak bedziemy mogli egzystowac bez zabijania? Nie, nie chcemy
          twojego przykazania.
          Przyszedl Pan do Amalekitów i pyta:
          - Czy chcecie moje przykazanie?
          - A jakie?
          - "Nie cudzolóz".
          - Panie! podstawa naszego kultu sa kaplanki oddajace sie milosci w
          swiatyni, jezeli tego zaniechamy to co stanie sie z nasza religijnoscia,
          nasza wiara? Nie, nie chcemy Twojego przykazania.
          Pan Bóg byl juz w klopocie, ale zobaczyl maly naród izraelski
          znajdujacy sie w niewoli egipskiej, przyszedl do nich i pyta:
          - Czy chcecie moje przykazanie"
          - A ile by ono kosztowalo?
          - Nic, za darmo!
          - Tak calkiem bez placenia?
          - Calkiem za darmo!
          - To my bysmy wzieli z dziesiec.

          Nie wiem kto jest autorem tego tekstu.
          • em_em Re: Do poczytania. 07.06.04, 13:37
            wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2117483.html
            • marialudwika Re: Do poczytania. 09.06.04, 00:53
              serwisy.gazeta.pl/df/1,34467,2116477.html
          • ada296 Do poczytania. 09.06.04, 00:57
            Axsa
            znałam ale znowu się ubawiłam smile))
            • marialudwika Re Zobaczcie wpis z dn.3.o6. ZIOMALE!!!!! 09.06.04, 01:02
              weblog.leon.eu.org/
              • marialudwika Re: Re Zobaczcie wpis z dn.3.o6. ZIOMALE!!!!! 09.06.04, 01:07
                Najbardziej mnie rozbawili ZIOMALE!!!
                ml
                • ada296 Zobaczcie wpis z dn.3.o6. ZIOMALE!!!!! 09.06.04, 01:22
                  lubię hip - hop
                  ale dobrze, że jest tłumaczenie smile)
                  podoba mi się smile)
    • axsa Re: Do poczytania. 04.08.04, 09:00
      Pan Hilary

      Loto, tyro pan Hilary, do dekla mu piere
      Bo kajś ten boroczek posioł swoi brele.
      Szuko w galotach, kabot obmacuje,
      Przewraco szczewiki, psińco znajduje.
      Bajzel w szranku i w byfyju
      Tera leci do antryju.
      "kurde" - woła - "kurde bele!
      Ktoś mi rombnoł moi brele!"
      Wywraco leżanka i pod nią filuje,
      Borok sie wnerwio, gnatow już nie czuje.
      Sztucho w kachloku, kopie w kredynsie,
      Glaca spocona, caly się trzynsie.
      Pieroński brele na amyn kajś wcisnyło
      Za oknym już downo blank sie sciymniło
      Do zrzadla oroz zaglondo Hilary-
      Aż mu po puklu przefurgły ciary.
      Spoziyro na kichol, po łepie sie puko,
      Bo znejdly sie brele - te, co tak ich szukoł.
      Czy to ni ma gańba? - Powiydzcie sami,
      Mieć brele na nosie a szukać pod ryczkami.

      Autor?
      Nie znam.


      --------------------------------------------------------------------------------

      • marialudwika Re: Do poczytania. 05.08.04, 14:27
        www.nto.pl/
      • axsa Murzynek Bambo 05.08.04, 18:15
        Murzinek Bambo

        W Africe miyszko Bambo, Murzinek,
        Blank czorny, mały lokaty synek.
        Czorno mo matka, łojca czornego,
        Ujka i ciotka, dziadka i ... kozdego.
        Mo piykno chałpa - by ją zbudować
        trza mieć patyki, deski i trowa.
        Bo przeca lepszyj chałpy nie trzeba
        Jak sie rok caly hyc leje z nieba.
        Bestoż to sagie są Afrykony
        I mało kery je łobleczony.
        Bestoż fest dużo se uszporują
        Bo czopek, mantli...nic niy kupują.

        Bambo Murzinek to mądry synek....
        I niy mo w szkole samych jedynek.
        Bo sie mądrości wkłodo do gowy
        W swyj afrykońskij szkole ze trowy.
        W szkole tyj niy ma ławek, tablicy
        I gimnastycznyj sali - by ćwiczyć.
        Tam wszyscy afrykońscy szkolorze
        Mają sie od nos troszyczka gorzyj,
        Bo brak im heftów, taszy z książkami,
        Bestoż po piosku piszą palcami.
        Lecz skuli tego tyż fajnie mają,
        Bo im nic do dom niy zadowają!

        Jak już Murzinki w szkole głód mają
        To przerwa robią i se śniodają.
        Ale niy mają tasz ze sznitami,
        Ani sklepiku ze kołoczkami.
        Głodny Murzinek se w las zaleci,
        By se na drzewie fest pomaszkecić.
        Może se urwać figi, daktyle
        Lub po banany na drzewo wylyźć.
        A jak go suszy to zamiast Coli
        Na fest sie wielko palma wgramoli,
        Kaj sie napije bardzo zdrowego,
        Mlyczka z łorzecha kokosowego.

        My tu na Śląsku, czy tam daleko,
        Za siódmom górą, za siódmom rzeką...
        Mieszkają ludzie - kożdy w swym domu
        I to niy wadzi przeca nikomu,
        Że jedyn jy kołocz a inny daktyle.
        Porozmyślej o tym choćby przez chwilę!


    • dab12 Re: Do poczytania. 06.08.04, 22:35
      przypadek sprawił, ze od jakiegos czasu zacztytuje sie w różnych blogach.
      zadziwiajaco jak wielu ludziom taka forma istnienia jest potrzebna.
      gazeta prowadzi ten dział dosyc ciekawie. system zakładek, ulubionych blogów
      itp. powoduje, ze poznaje sie w dość zaskakujący sposób fajnych ludków i ich
      swiat

      arbitralny.blox.pl/html
      Czas i rozmowy
      Analiza transakcyjna mówi o sześciu sposobach na poradzenie sobie z upływem
      czasu. Pierwszy to wycofanie czyli izolacja fizyczna lub psychiczna od zdarzeń
      i innych ludzi. W takim stanie, który może być albo potrzebą własną albo
      sposobem na uniknięcie nieprzyjemości, jesteśmy sami ze swoimi myślami i
      rozwijamy własne fantazje i marzenia. Spędzanie czasu w ten sposób może być
      bardzo twórcze, ale może być też silnie destrukcyjne jeśli rozwijamy głównie
      negatywne myśli na temat ludzi i siebie samych. Drugi sposób na radzenie sobie
      z upływającym czasem to angażowanie się w rytuały, które są prostymi i
      powtarzającymi się sekwencjami komunikacyjnymi wymienianymi przez uczestników
      interakcji. Na przykład sekwencje powitań i pożegnań lub skomplikowanych
      piętrowych sekwencji etykiety. Czasami rytuały przemieniają się w sposób na
      życie i choć mogą wypełnić czas i spowodować, że wiemy jak się w danej sytuacji
      zachować, to gdy zostają tylko one, wkrada się emocjonalna pustka. Następną
      formą radzenia sobie z czasem wg AT jest zabijanie go
      • axsa Re: Do poczytania. 07.08.04, 07:28
        Ślonskie powiedzonka

        Zmieniosz z papucia na lać
        Takich trzoch jak nos dwóch nie boło ani jednego
        Rzić jak kalfas
        Mieć muskle jak żonaty wróbel
        Jak cie widza to mi sie kartofle z pywnice tracom
        Jak ci pizna w ta latarnia to ci sie zaroz oświeci
        Fandzolić jak potrzaskany
        Dyć to je proste jak świński łogon
        Drze sie jak stare galoty
        Czekać do usranej śmierci
        Brać graczki i iść na swoj plac.





        Uwe i Wili

        Uwe i Wili w jednej stali wili,
        Uwe na wierchu, a Wili na dole.
        Uwe spokojny nie wadzi nikomu,
        a Wili wyrabioł choby we stodole.

        To pies, to hazok, ciepał w nim ryczkami,
        Gupioł i turpioł durch trzaskoł dźwierzami.
        A kady szczykać naczął z gazpatronów,
        To dymu pełno było w cołkim domu

        Uwe sie wnerwił i ślozł na dół do niego
        I pado: "Wili, jo nie strzymia tego!"

        A Wili na to: "Co komu do jemu, a jemu do komu,
        Ty giździe pieroński, jo jest w swoim domu."

        Uwe po gowie poskrobał sie ino,
        Poszoł do siebie i coś medytował...

        Rano Wili jeszcze na szezlongu chrapie,
        Naraz mu coś z gipsdeli na kichol kapie.
        Serwał sie Wili, leci ku górze.
        Stuk! Puk! Zamknione!!!

        Filuje se przez dziurka: Hen Jezu, cało izba w wodzie,
        A Uwe se siedzi z wędką na komodzie.

        "Was machts du, Uwe", "Jo se fisza łowie"
        "Du bist Idiot, mnie kapie na gowe!"
        A Uwe mu na to: "Co komu do jemu, a jemu do komu,
        Ty giździe pieroński, jo se w swoim domu."


        Julian Tuwim "Lokomotywa" w przekładzie na gwarę śląską

        Alessandro Amenta
        doktorant polonistyki
        Uniwersytet La Sapienza w Rzymie

        Lokomotywa!
        Jest na banhowie ciynszko maszyna
        Rubo jak kachlok - niy limuzyna
        Stoji i dycho, parsko i zipie,
        A hajer jeszcze wongiel w nia sypie.
        Potym wagony podopinali
        I całym szwongym kajś pojechali.

        W piyrszym siedziały se dwa Hanysy
        Jeden kudłaty, a drugi łysy,
        Prawie do siebie niy godali,
        Bo się do kupy jeszcze niy znali.

        W drugim jechała banda goroli
        Wiyźli ze soba krzinka jaboli
        I pełne kofry samych presworsztóf
        I kabanina prościutko z rusztu.
        Pili i żarli, jeszcze śpiywali,
        Potym bez łokno wszyscy rzigali.

        W czecim Cygony, Żydy, Araby
        A w czwartym jechały zaś same baby.
        W piontym zaś Ruski. Ci mieli życie!
        Sasza łożarty siedzioł na tricie.
        Gwiozda mioł na czopce, stargane łachy,
        Krziwiył pycholem i ciepoł machy.
        A w szóstym zaś były same armaty,
        Co je wachował jakiś puklaty.
        W siódmym dwa szranki, pufy, wertikol,
        Smyczy maszyna może donikąd.
        Jak przejyżdżali bez Śląskie Piekary
        Kaj wom to robiom kółka do kary,
        Maszyna sztopła! Kufry śleciały
        I każdy latoł jak pogupiały.

        To jakiś ciućmok i łajza!
        Ciupnął i ślimtoł sygnal na glajzach.
        Mog iść do haźla abo do lasa,
        Niy pokazywać tego mamlasa!
        Potym mu ale do szmot nakopali,
        Maszyna ruszyła, cug jechoł dali.
        Bez pola, lasy, góry, tunele,
        Dar za sobom samym te duperele
        Aż się zagrzoły te biydne glajzy,
        Maszyna sztopła i koniec jazdy.

        • mammaja Re: Do poczytania. 07.08.04, 10:24
          Niesamowite! Zwlaszcza wersja Pawla i Gawla mnie zachwyca.
      • lablafox Re: Do poczytania. 07.08.04, 09:14
        Mądry i jekże prawdziwy tekst.
    • axsa Re: Do poczytania. 08.08.04, 09:52
      Ja w dalszym ciągu
      wklejam śląskie "kawałki".


      Osioł bez taszy

      Roz w robocie jedyn osioł,
      Kanś se swoja tasza posioł,
      Kaj na druge mioł śniodanie,
      Sznity dwie i kompot z banie.
      Ale głod mioł pieronowy
      I sie wzion za żarcie trowy.
      Do dziś zostoł przi tyj paszy,
      Bo se jeszcze niy znod taszy.


      Śląski Hilary

      W Zobrzu, w familoku starym,
      Miyszkoł jedyn chop, Hilary.
      Mioł on pamiynć pieronowo
      I jak yno ruszoł gową,
      To dzieje spominoł stare:
      - Kiedy piyrszy mioł zygarek,
      - Jak konie były na grubie,
      - Godoł jak sie piyrze szkubie,
      - Kaj utopki w stowie żyją,
      - Czamu łożyroki piją,
      - Na co były biydaszyby,
      - Kiedy rosną wielge grziby
      - Kaj król dycki piechty łazi...
      ...ale kaj se brele wraził,
      To Hilary zapomino,
      Choć jeszcze mioł je przed chwilą!
      Bestoż z niyszczynśliwą miną
      Cołko chałpa przeszukuje
      I pierońsko pieronuje.
      Ale se niy myślcie wcale,
      Że w tym poszukiwań szale,
      W izbie delówka pozrywo.
      Tak to na Śląsku niy bywo!
      Wiync co zrobioł nasz Hilary?
      A dyć obyczajym starym,
      Jak to pobożno duszyczka,
      Porzykoł do Antoniczka,
      Tego patrona świyntego,
      Od wszyskigo zgubionego.
      Świynty drapko go wysuchoł
      I tak padoł mu na ucho:
      Ach Hilary! Ty Gorolu!
      Dyć mosz brele na kicholu!


      Kopciuch czyli bojka o niyszczynściu i szczynściu

      Downo tymu w jednyj chałpie miyszkała rodzina z trzyma cerami. Ale matka
      bardzij pszoła dwóm młodszym cerom, zaś nojstarszyj cerze niy przoła. Dowała ij
      nojgorsze roboty a potym sie jeszcze z nij śmioła, że je zmaraszono i ukopcono.
      Cera ta przezywali "Kopciuch". Było to fest niysprawiedliwe, bo dziołszka ta
      była rychtig robotno, a musiała ciyrpieć takie niyszynścia.
      W tyj krainie rządzioł wtedy król, kery niy boł jeszcze żonaty. Bestoż zrobioł
      bal, na kerym mioł se wybrać jako piykno baba. Matka wyrychtowała na tyn bal
      yno dwie swoje cery, zaś Kopciuchowi w tyn dziyń dała fest dużo roboty i
      zakozała wyłazić z doma. Wtedy jednak dziołszce pomogła dobro wróżka, kero niy
      mogła już patrzeć na to wielge niyszczynście. Wróżka wyczarowała Kopciuchowi
      piykno kecka i złote szczewiczki, ale padała ij, że musi z balu prziść nazod
      jak zygor wybije dwanoście w nocy.
      Jak przebleczony Kopciuch wloz na bal, to król zaro chcioł yno z nią tańcować i
      z nikim innym. Kiedy jednak zygor wybioł dwanoście, Kopciuch zaczął wychodzić z
      balu. Król go jednak niy chce puścić, więc dziołszka musi uciekać i na schodach
      straciyła jedyn złoty szczewiczek.
      Nastympnego dnia król ogłosioł, że bydzie chodzioł po wszyskich chałpach i
      szukoł dziołchy, keryj pasuje zgubiony na balu złoty szczewiczek. Jak król wloz
      do rodziny z trzyma cerami, to matka pokozała mu yno te swoje dwie a Kopciucha
      wygnała do kuchnie. Król jednak usłyszoł, że tam ktoś je i kozoł ta trzecio
      cera przikludzić. Potym przimierzoł..... i padoł: Tyn szczewik je gynał na
      twoja szłapa! Chcesz być moją babą i królową? A potym żyli dugo i szczynśliwie!
      Zaś zło matka z dwiyma cerami jak usłyszały co król padoł do Kopciucha, to ze
      zdziwiynio i zazdrości zrobiyły tak gupie afy, czyli miny, że do dzisiej
      jeszcze z tymi pokrziwionymi gymbami łażą i porządnych ludzi straszą.


      Złoto Rybka czyli bojka o przepadzitych ludziach

      Jedyn chop był fest rybiorz. Niy było tydnia, coby niy pojechoł ryb nachytać
      kanś nad rzyka abo jako krzikopa. Jedyn roz chyciyła mu sie na hoczyk złoto
      rybka, kero padała mu ludzkim głosym:
      - Bydźcie tak dobrzi chopeczku a wypuście mie nazod do wody, a jo spełnia wasze
      trzi życzynia!
      Rybiorz niczego niy potrzebowoł, wciepnął rybka do wody i poszoł do dom
      wszystko pedzieć swoij babie.
      - iTy pieroński gupieloku! - ryczała na niego baba, że w cołkij wsi było
      słychać. To jo tu cołki dziyń myja, piera, warza, prasuja, z dzieckami sie
      nerwuja, w zogrodce kopia..... A co ty w chałpie robisz? Zlewozmywak kapie,
      dźwiyrza krzipiom bo ich niy mo Chop niy chcioł sie z babą wadzić yno wrazioł
      czopka na łeb, poszoł nad rzyka i woło:
      - Złota rybko! Złota rybko! Bydź tak dobro i dej moij babie nowy ekspres do
      kawy!
      - Dobra - bulkła z głymbiny ryba - już tyn ekspres czeko na ciebie w doma!
      Maści zadowolony chop do dom, a tam baba na niego z pyskiym:
      - iTy sie już chopie ani na wicach niy znosz. To jo ci tak yno dlo przykładu
      pedziała, żeby sie ekspres przidoł.... Leć do rybki, ale drapko i chciyj nowo
      chałpa.
      Co mioł chop robić, zaś czopka na łeb wsadzioł i juzaś idzie nad rzyka.
      - Złota rybko! Złota rybko! Bydź tak dobro i dej moij babie nowo chałpa!
      - Dobra! Nowo chałpa już je twoja - pedziała rybiorzowi ryba.
      Tera już pewnie idzie chop do dom, bo se myśli, że wreszcie baba bydzie rada, a
      tu przy fortce słyszy:
      - iZ czego sie gupku cieszysz? - pyskuje baba. Jo bych wolała nowo chałpa, ale
      we Warszawie, a nojlepij tako co sie nazywo Belweder. No wiysz... Ty byś boł
      prezidyntym, a jo prezidyntowa. Co guchyś? Ciś do rybki!
      Jak to wszysko rybka usłyszała, to tak chopu godo:
      - Ale mosz przepadzito baba! Spełniyłabych te życzynie, ale niy moga pozwolić,
      coby porządny Ślązok miyszkoł kanś we Warszawie i to jeszcze w Belwederze.
      I poszoł chop nazod, a tam, nie było już ani nowyj chałpy, ani nowego ekspresu
      do kawy. Tak może skończyć kożdy, kto abo som je przepadzity, abo mo
      przepadzito baba.


    • axsa Re: Do poczytania. 17.08.04, 14:46
      Kopciuch czyli bojka o niyszczynściu i szczynściu

      Downo tymu w jednyj chałpie miyszkała rodzina z trzyma cerami. Ale matka
      bardzij pszoła dwóm młodszym cerom, zaś nojstarszyj cerze niy przoła. Dowała ij
      nojgorsze roboty a potym sie jeszcze z nij śmioła, że je zmaraszono i ukopcono.
      Cera ta przezywali "Kopciuch". Było to fest niysprawiedliwe, bo dziołszka ta
      była rychtig robotno, a musiała ciyrpieć takie niyszynścia.
      W tyj krainie rządzioł wtedy król, kery niy boł jeszcze żonaty. Bestoż zrobioł
      bal, na kerym mioł se wybrać jako piykno baba. Matka wyrychtowała na tyn bal
      yno dwie swoje cery, zaś Kopciuchowi w tyn dziyń dała fest dużo roboty i
      zakozała wyłazić z doma. Wtedy jednak dziołszce pomogła dobro wróżka, kero niy
      mogła już patrzeć na to wielge niyszczynście. Wróżka wyczarowała Kopciuchowi
      piykno kecka i złote szczewiczki, ale padała ij, że musi z balu prziść nazod
      jak zygor wybije dwanoście w nocy.
      Jak przebleczony Kopciuch wloz na bal, to król zaro chcioł yno z nią tańcować i
      z nikim innym. Kiedy jednak zygor wybioł dwanoście, Kopciuch zaczął wychodzić z
      balu. Król go jednak niy chce puścić, więc dziołszka musi uciekać i na schodach
      straciyła jedyn złoty szczewiczek.
      Nastympnego dnia król ogłosioł, że bydzie chodzioł po wszyskich chałpach i
      szukoł dziołchy, keryj pasuje zgubiony na balu złoty szczewiczek. Jak król wloz
      do rodziny z trzyma cerami, to matka pokozała mu yno te swoje dwie a Kopciucha
      wygnała do kuchnie. Król jednak usłyszoł, że tam ktoś je i kozoł ta trzecio
      cera przikludzić. Potym przimierzoł..... i padoł: Tyn szczewik je gynał na
      twoja szłapa! Chcesz być moją babą i królową? A potym żyli dugo i szczynśliwie!
      Zaś zło matka z dwiyma cerami jak usłyszały co król padoł do Kopciucha, to ze
      zdziwiynio i zazdrości zrobiyły tak gupie afy, czyli miny, że do dzisiej
      jeszcze z tymi pokrziwionymi gymbami łażą i porządnych ludzi straszą.


      Złoto Rybka czyli bojka o przepadzitych ludziach

      Jedyn chop był fest rybiorz. Niy było tydnia, coby niy pojechoł ryb nachytać
      kanś nad rzyka abo jako krzikopa. Jedyn roz chyciyła mu sie na hoczyk złoto
      rybka, kero padała mu ludzkim głosym:
      - Bydźcie tak dobrzi chopeczku a wypuście mie nazod do wody, a jo spełnia wasze
      trzi życzynia!
      Rybiorz niczego niy potrzebowoł, wciepnął rybka do wody i poszoł do dom
      wszystko pedzieć swoij babie.
      - iTy pieroński gupieloku! - ryczała na niego baba, że w cołkij wsi było
      słychać. To jo tu cołki dziyń myja, piera, warza, prasuja, z dzieckami sie
      nerwuja, w zogrodce kopia..... A co ty w chałpie robisz? Zlewozmywak kapie,
      dźwiyrza krzipiom bo ich niy mo Chop niy chcioł sie z babą wadzić yno wrazioł
      czopka na łeb, poszoł nad rzyka i woło:
      - Złota rybko! Złota rybko! Bydź tak dobro i dej moij babie nowy ekspres do
      kawy!
      - Dobra - bulkła z głymbiny ryba - już tyn ekspres czeko na ciebie w doma!
      Maści zadowolony chop do dom, a tam baba na niego z pyskiym:
      - iTy sie już chopie ani na wicach niy znosz. To jo ci tak yno dlo przykładu
      pedziała, żeby sie ekspres przidoł.... Leć do rybki, ale drapko i chciyj nowo
      chałpa.
      Co mioł chop robić, zaś czopka na łeb wsadzioł i juzaś idzie nad rzyka.
      - Złota rybko! Złota rybko! Bydź tak dobro i dej moij babie nowo chałpa!
      - Dobra! Nowo chałpa już je twoja - pedziała rybiorzowi ryba.
      Tera już pewnie idzie chop do dom, bo se myśli, że wreszcie baba bydzie rada, a
      tu przy fortce słyszy:
      - iZ czego sie gupku cieszysz? - pyskuje baba. Jo bych wolała nowo chałpa, ale
      we Warszawie, a nojlepij tako co sie nazywo Belweder. No wiysz... Ty byś boł
      prezidyntym, a jo prezidyntowa. Co guchyś? Ciś do rybki!
      Jak to wszysko rybka usłyszała, to tak chopu godo:
      - Ale mosz przepadzito baba! Spełniyłabych te życzynie, ale niy moga pozwolić,
      coby porządny Ślązok miyszkoł kanś we Warszawie i to jeszcze w Belwederze.
      I poszoł chop nazod, a tam, nie było już ani nowyj chałpy, ani nowego ekspresu
      do kawy. Tak może skończyć kożdy, kto abo som je przepadzity, abo mo
      przepadzito baba.


    • a.erie Re: Do poczytania. 17.08.04, 17:55
      Swiat się zawalil. A nic na to nie wskazywalo. Przeciez dzien zaczal się jak
      codzien.
      Wyleciałam do pracy, nie mówiąc nawet do widzenia, bo nie chciałam go budzic.
      - Niech pospi jeszcze- pomyślałam – pogadamy wieczorem. Niestety wieczora już
      nie było. Nic nie było. Jego nie było.
      Zostalo tylko nie wypowiedziane nigdy ostatnie „dzien dobry”, zostalo nie
      wypowiedziane „przepraszam” i zostalo nie wypowiedziane „kocham cie”.
      Zostalo. I zostanie ze mna do konca, do momentu, kiedy już i mnie nie będzie.

      To moje - dawno napisane...
      Ten dzien nauczyl mnie wiele.
Pełna wersja