Drang nech Westen

09.05.04, 07:57

Wklejam .
Może komuś się przydać . Może jacyś młodzi wykorzystają tę swoistą szansę.

Drang nach Westen
Tygodnik "Wprost", Nr 1119 (09 maja 2004)


Polacy zasiedlają wschodnie Niemcy

Tylko Polacy mogą nas uratować - mówią zgodnie burmistrzowie
wschodnioniemieckich miast, m.in. Frankfurtu nad Odrą, Görlitz,
Neubrandenburga, Schwedt czy Eggesin. Dziesiątki miejscowości w
przygranicznych landach dawno opuścili najlepsi specjaliści, a wciąż opuszcza
je młodzież. Wschodnie prowincje Niemiec upadną, jeśli nie ściągną setek
tysięcy Polaków do pracy - zdają sobie sprawę lokalne władze. I oferują
Polakom udogodnienia w zakładaniu firm, preferencyjne kredyty, mieszkania i
socjalne przywileje. Jednocześnie pomstują na federalne władze, że
wprowadzając dwuletnie ograniczenia dla Polaków na rynku pracy, skazują
wschodnioniemieckie regiony na postępującą degrengoladę. Zachodnim Niemcom
jeszcze nie przychodzi do głowy, że Polacy mogą w czymś być od nich lepsi,
wielu wschodnich Niemców uważa to za dowiedziony fakt.
cd.
    • lablafox Re: Drang nech Westen 09.05.04, 07:58
      Niemieckie osadnictwo na prawie polskim
      Historia zatoczyła koło: osiemset lat temu na terenach polskich pojawiło się
      osadnictwo na prawie niemieckim, co oznaczało specjalne prawa dla Niemców
      osiedlających się na polskich ziemiach i wnoszących wyższe standardy
      cywilizacyjne. Po ośmiuset latach mamy swego rodzaju osadnictwo na prawie
      polskim w Niemczech: Polacy może nie wnoszą wyższych standardów
      cywilizacyjnych, ale na pewno wigor, energię i chęć osiągnięcia sukcesu. Jest
      paradoksem, że mentalnie wschodnie landy Niemiec przypominają polskie tereny
      popegeerowskie. Gdy jeździliśmy po opustoszałych częściowo miastach i
      miasteczkach wschodniej części byłej NRD, widać było tę samą co na terenach po
      PGR wyuczoną bezradność, apatię i tęsknotę za komuną.
      Niemal czternaście lat po zjednoczeniu Niemiec i wpompowaniu we wschodnie landy
      ponad biliona euro ich mieszkańcy nie tworzą nowoczesnego, żywotnego
      społeczeństwa, lecz zachowują się jak więźniowie wypuszczeni z obozu
      koncentracyjnego. Pod względem społecznym wschodnie tereny Niemiec są niczym
      poligon poatomowy gdzieś w Kazachstanie: istnieje tam jakaś infrastruktura, ale
      nie ma życia. To najbardziej ewidentny przykład klęski europejskiej polityki
      socjalnej: chroniąc obywateli przed ryzykiem i konkurencją, produkuje się
      społeczne kaleki. I nic dziwnego, że nic nie dało wpompowanie gigantycznych
      pieniędzy: na rehabilitację po ciężkim wypadku wydaje się wielokrotnie więcej
      niż na profilaktykę, a i tak zwykle nie udaje się przywrócić pełnej sprawności.
      Mieszkańcy byłej NRD są właśnie takimi rekonwalescentami po ciężkim wypadku, na
      stałe uzależnionymi od opieki państwa.
      cd.
      • lablafox Re: Drang nech Westen 09.05.04, 07:58
        Pomijając brak idei, odwagi i błędy polityczne, jednym z powodów kryzysu w
        byłej NRD są zmiany w społecznej mentalności po latach sowietyzacji,
        decydowania za ludzi, dławienia indywidualnej przedsiębiorczości i wychowania w
        poczuciu, że państwo o wszystko się zatroszczy. Te same błędy popełniono po
        zjednoczeniu, już w warunkach wolnego rynku: najpierw szermując obietnicami bez
        pokrycia, potem rozkładając gigantyczny parasol ochronny. Zamiast zintegrować
        byłą NRD, zrobiono z niej wielką czarną dziurę na mapie Niemiec - komentuje
        dla "Wprost" prof. Arnulf Baring, niemiecki historyk i politolog. W efekcie
        nowe landy, gdzie żyje 18 proc. Niemców, wytwarzają zaledwie 7,4 proc. dóbr
        przemysłowych. Choć z kasy federalnej i z Brukseli płynie tam strumień prawie
        75 mld euro rocznie, rynek pracy się kurczy. Bezrobocie wśród Ossis jest bez
        mała trzykrotnie większe niż wśród Wessis.
        cd.
        • lablafox Re: Drang nech Westen 09.05.04, 07:59
          Pracowity jak Polak
          Miasteczko Eggesin zna każdy mieszkaniec byłej NRD: przed 1989 r. były tu
          największe koszary Armii Ludowej. Wtedy mieszkało tam 12 tys. osób, obecnie - 4
          tys., bo dwie trzecie uciekło na zachód. Polka Alina Brummund prowadzi w
          Eggesin sklep z obuwiem. Mieszkańcy - Niemcy, namówili ją, by wystartowała w
          lokalnych wyborach. Uważają, że tylko tacy jak ona mogą coś w miasteczku
          zmienić. - Alina jest jedną z najaktywniejszych osób w całym miasteczku. Gdyby
          nasi rodacy byli podobni z optymizmem patrzyłbym w przyszłość - mówi Denis
          Gutgesel, burmistrz Eggesin. Alina wcześniej nie mogła kandydować, bo nie miała
          niemieckiego obywatelstwa. Członkostwo Polski w UE to zmienia (wystarczy
          mieszkać pięć lat na danym terenie). Brummund otworzyła i rozwinęła biznes w
          mieście, w którym jej niemieccy konkurenci nie widzieli dla siebie szans.
          Zwinęli więc interes i albo wyjechali na zachód, albo są na zasiłku. Burmistrz
          Gutgesel twierdzi, że tacy Polacy jak Alina imponują Niemcom i dziś są
          właściwie jedyną godną pokazania wizytówką miasta. Kompletnie zmieniły się
          stereotypy Polaka i Niemca: to Polak jest obecnie pracowity, solidny,
          pomysłowy. Polacy chcą walczyć, konkurować, zarabiać, podczas gdy Niemcom
          wystarczają zasiłki.
          - Nie tylko musimy sprowadzić Polaków, ale powinniśmy się z tym spieszyć, bo po
          polskiej stronie rosną zarobki, gospodarka rozwija się w szybkim tempie, więc
          wyjazdy wkrótce staną się dla was nieopłacalne. Dziś jeszcze jesteśmy
          atrakcyjni, jutro Polaków trzeba będzie bardzo zachęcać do przyjazdu - mówi
          Petra Hintze, przewodnicząca Izby Przemysłowo-Handlowej w Neubrandenburgu.
          Federalne zakazy pracy dla Polaków Hintze uważa za absurd. To najlepsza droga
          do szybkiego wyludnienia wschodnich landów. Hintze podkreśla, że już dziś -
          mimo iż nie ma odpowiednich regulacji prawnych - Polacy ratują przed
          popadnięciem w marazm całe miasteczka i branże gospodarki wschodnich landów.
          cd.
          • lablafox Re: Drang nech Westen 09.05.04, 08:00
            Polnische Doktor
            Burmistrzowie miast we wschodnich landach twierdzą, że życie samo weryfikuje
            głupie zakazy i ograniczenia chroniące niemiecki rynek pracy przed Polakami.
            Widać to choćby w Passewalk, dokąd dojeżdżają polscy lekarze ze Szczecina,
            legalnie pracujący w miejscowym szpitalu. W Passewalk pracuje też wielu Polaków
            na czarno, ale władze przymykają na to oko, bo dzięki temu w ogóle funkcjonuje
            opieka społeczna: Krankenpflege (opieka nad chorymi) i Altenpflege (opieka nad
            starcami). Polki zajmujące się osobami starymi i chorymi mają świetną opinię i
            są chętnie zatrudniane.
            Prof. Udo Wolter, szef Izby Lekarskiej w Brandenburgii, uważa, że polscy
            lekarze uratowali służbę zdrowia w tym landzie. Miesiącami musiał jednak
            walczyć o zgodę na ich legalne zatrudnienie. Gdyby nie Polacy, lokalnej służbie
            zdrowia groziłby paraliż. W szpitalu ginekologiczno-położniczym w Schwedt
            pięcioro spośród ośmiorga zatrudnionych lekarzy to Polacy. Niemieccy
            specjaliści uciekli do klinik w Hamburgu i Berlinie. Zarobki lekarzy w Schwedt
            są pięciokrotnie wyższe niż w Polsce. W Saksonii liczba polskich lekarzy tylko
            w ostatnim roku wzrosła z 22 do 95 i chętnie zatrudniono by następnych.
            Dyrektorzy szpitali i przychodni obawiają się, że jeśli teraz nie przyciągną
            chętnych z Polski, później nie zechcą już dla nich pracować, bo będą woleli
            przyjmować niemieckich pacjentów u siebie.
            cd.
            • lablafox Re: Drang nech Westen 09.05.04, 08:00
              Brandenburskie miasto Schwedt, oddalone zaledwie 50 km od Szczecina, przyjęłoby
              każdą liczbę polskich specjalistów. Katia Marguardt, pracująca w sklepie
              wielobranżowym A-Z Hoffmann, wścieka się, że obok stoi mnóstwo pustych
              pawilonów, które chętnie przejęliby Polacy, lecz prawo na to nie pozwala. Do
              niedawna Schwedt liczyło około 50 tys. mieszkańców, obecnie - 35 tys. I
              ucieczka na zachód wciąż trwa - do Berlina, Kolonii czy Hamburga. Całe osiedla
              mieszkaniowe, na przykład przy Friedrich Engels Strasse i Friedrich Wolf Ring,
              świecą pustkami. Każdego dnia wyprowadza się stąd kilkanaście kolejnych rodzin.
              Opustoszałe jedenastokondygnacyjne budynki z wielkiej płyty, wyludnione i
              zdewastowane, są rozbierane, bo utrzymanie pustostanów jest zbyt drogie.
              Mieszkanie w Schwedt można dostać od ręki i za darmo. Polacy zajmują je dzięki
              stosowanej przez władze sztuczce prawnej - jako mieszkania przydzielone
              klientom opieki społecznej. Spotkaliśmy tam m.in. 24-letnią Agnieszkę Bonacką,
              która trzy lata temu przyjechała do Niemiec z Mazur. Urządziła się w
              czteropokojowym mieszkaniu przy Berta von Sutner Strasse. - W Schwedt brakuje
              specjalistów z branży chemicznej, brakuje fryzjerek, manikiurzystek,
              instruktorek fitness, mechaników samochodowych. Praca czeka na Polaków w
              miejscowej fabryce papieru, w biurach turystycznych (największe takie biuro w
              Schwedt prowadzą zresztą Polacy) i przedsiębiorstwach budowlanych
              • lablafox Re: Drang nech Westen 09.05.04, 08:01

                wyślij drukuj forum

                Drang nach Westen
                Tygodnik "Wprost", Nr 1119 (09 maja 2004)


                Polacy zasiedlają wschodnie Niemcy

                Tylko Polacy mogą nas uratować - mówią zgodnie burmistrzowie
                wschodnioniemieckich miast, m.in. Frankfurtu nad Odrą, Görlitz,
                Neubrandenburga, Schwedt czy Eggesin. Dziesiątki miejscowości w przygranicznych
                landach dawno opuścili najlepsi specjaliści, a wciąż opuszcza je młodzież.
                Wschodnie prowincje Niemiec upadną, jeśli nie ściągną setek tysięcy Polaków do
                pracy - zdają sobie sprawę lokalne władze. I oferują Polakom udogodnienia w
                zakładaniu firm, preferencyjne kredyty, mieszkania i socjalne przywileje.
                Jednocześnie pomstują na federalne władze, że wprowadzając dwuletnie
                ograniczenia dla Polaków na rynku pracy, skazują wschodnioniemieckie regiony na
                postępującą degrengoladę. Zachodnim Niemcom jeszcze nie przychodzi do głowy, że
                Polacy mogą w czymś być od nich lepsi, wielu wschodnich Niemców uważa to za
                dowiedziony fakt.

                Niemieckie osadnictwo na prawie polskim
                Historia zatoczyła koło: osiemset lat temu na terenach polskich pojawiło się
                osadnictwo na prawie niemieckim, co oznaczało specjalne prawa dla Niemców
                osiedlających się na polskich ziemiach i wnoszących wyższe standardy
                cywilizacyjne. Po ośmiuset latach mamy swego rodzaju osadnictwo na prawie
                polskim w Niemczech: Polacy może nie wnoszą wyższych standardów
                cywilizacyjnych, ale na pewno wigor, energię i chęć osiągnięcia sukcesu. Jest
                paradoksem, że mentalnie wschodnie landy Niemiec przypominają polskie tereny
                popegeerowskie. Gdy jeździliśmy po opustoszałych częściowo miastach i
                miasteczkach wschodniej części byłej NRD, widać było tę samą co na terenach po
                PGR wyuczoną bezradność, apatię i tęsknotę za komuną.
                Niemal czternaście lat po zjednoczeniu Niemiec i wpompowaniu we wschodnie landy
                ponad biliona euro ich mieszkańcy nie tworzą nowoczesnego, żywotnego
                społeczeństwa, lecz zachowują się jak więźniowie wypuszczeni z obozu
                koncentracyjnego. Pod względem społecznym wschodnie tereny Niemiec są niczym
                poligon poatomowy gdzieś w Kazachstanie: istnieje tam jakaś infrastruktura, ale
                nie ma życia. To najbardziej ewidentny przykład klęski europejskiej polityki
                socjalnej: chroniąc obywateli przed ryzykiem i konkurencją, produkuje się
                społeczne kaleki. I nic dziwnego, że nic nie dało wpompowanie gigantycznych
                pieniędzy: na rehabilitację po ciężkim wypadku wydaje się wielokrotnie więcej
                niż na profilaktykę, a i tak zwykle nie udaje się przywrócić pełnej sprawności.
                Mieszkańcy byłej NRD są właśnie takimi rekonwalescentami po ciężkim wypadku, na
                stałe uzależnionymi od opieki państwa.
                - Pomijając brak idei, odwagi i błędy polityczne, jednym z powodów kryzysu w
                byłej NRD są zmiany w społecznej mentalności po latach sowietyzacji,
                decydowania za ludzi, dławienia indywidualnej przedsiębiorczości i wychowania w
                poczuciu, że państwo o wszystko się zatroszczy. Te same błędy popełniono po
                zjednoczeniu, już w warunkach wolnego rynku: najpierw szermując obietnicami bez
                pokrycia, potem rozkładając gigantyczny parasol ochronny. Zamiast zintegrować
                byłą NRD, zrobiono z niej wielką czarną dziurę na mapie Niemiec - komentuje
                dla "Wprost" prof. Arnulf Baring, niemiecki historyk i politolog. W efekcie
                nowe landy, gdzie żyje 18 proc. Niemców, wytwarzają zaledwie 7,4 proc. dóbr
                przemysłowych. Choć z kasy federalnej i z Brukseli płynie tam strumień prawie
                75 mld euro rocznie, rynek pracy się kurczy. Bezrobocie wśród Ossis jest bez
                mała trzykrotnie większe niż wśród Wessis.

                Pracowity jak Polak
                Miasteczko Eggesin zna każdy mieszkaniec byłej NRD: przed 1989 r. były tu
                największe koszary Armii Ludowej. Wtedy mieszkało tam 12 tys. osób, obecnie - 4
                tys., bo dwie trzecie uciekło na zachód. Polka Alina Brummund prowadzi w
                Eggesin sklep z obuwiem. Mieszkańcy - Niemcy, namówili ją, by wystartowała w
                lokalnych wyborach. Uważają, że tylko tacy jak ona mogą coś w miasteczku
                zmienić. - Alina jest jedną z najaktywniejszych osób w całym miasteczku. Gdyby
                nasi rodacy byli podobni z optymizmem patrzyłbym w przyszłość - mówi Denis
                Gutgesel, burmistrz Eggesin. Alina wcześniej nie mogła kandydować, bo nie miała
                niemieckiego obywatelstwa. Członkostwo Polski w UE to zmienia (wystarczy
                mieszkać pięć lat na danym terenie). Brummund otworzyła i rozwinęła biznes w
                mieście, w którym jej niemieccy konkurenci nie widzieli dla siebie szans.
                Zwinęli więc interes i albo wyjechali na zachód, albo są na zasiłku. Burmistrz
                Gutgesel twierdzi, że tacy Polacy jak Alina imponują Niemcom i dziś są
                właściwie jedyną godną pokazania wizytówką miasta. Kompletnie zmieniły się
                stereotypy Polaka i Niemca: to Polak jest obecnie pracowity, solidny,
                pomysłowy. Polacy chcą walczyć, konkurować, zarabiać, podczas gdy Niemcom
                wystarczają zasiłki.
                - Nie tylko musimy sprowadzić Polaków, ale powinniśmy się z tym spieszyć, bo po
                polskiej stronie rosną zarobki, gospodarka rozwija się w szybkim tempie, więc
                wyjazdy wkrótce staną się dla was nieopłacalne. Dziś jeszcze jesteśmy
                atrakcyjni, jutro Polaków trzeba będzie bardzo zachęcać do przyjazdu - mówi
                Petra Hintze, przewodnicząca Izby Przemysłowo-Handlowej w Neubrandenburgu.
                Federalne zakazy pracy dla Polaków Hintze uważa za absurd. To najlepsza droga
                do szybkiego wyludnienia wschodnich landów. Hintze podkreśla, że już dziś -
                mimo iż nie ma odpowiednich regulacji prawnych - Polacy ratują przed
                popadnięciem w marazm całe miasteczka i branże gospodarki wschodnich landów.

                Polnische Doktor
                Burmistrzowie miast we wschodnich landach twierdzą, że życie samo weryfikuje
                głupie zakazy i ograniczenia chroniące niemiecki rynek pracy przed Polakami.
                Widać to choćby w Passewalk, dokąd dojeżdżają polscy lekarze ze Szczecina,
                legalnie pracujący w miejscowym szpitalu. W Passewalk pracuje też wielu Polaków
                na czarno, ale władze przymykają na to oko, bo dzięki temu w ogóle funkcjonuje
                opieka społeczna: Krankenpflege (opieka nad chorymi) i Altenpflege (opieka nad
                starcami). Polki zajmujące się osobami starymi i chorymi mają świetną opinię i
                są chętnie zatrudniane.
                Prof. Udo Wolter, szef Izby Lekarskiej w Brandenburgii, uważa, że polscy
                lekarze uratowali służbę zdrowia w tym landzie. Miesiącami musiał jednak
                walczyć o zgodę na ich legalne zatrudnienie. Gdyby nie Polacy, lokalnej służbie
                zdrowia groziłby paraliż. W szpitalu ginekologiczno-położniczym w Schwedt
                pięcioro spośród ośmiorga zatrudnionych lekarzy to Polacy. Niemieccy
                specjaliści uciekli do klinik w Hamburgu i Berlinie. Zarobki lekarzy w Schwedt
                są pięciokrotnie wyższe niż w Polsce. W Saksonii liczba polskich lekarzy tylko
                w ostatnim roku wzrosła z 22 do 95 i chętnie zatrudniono by następnych.
                Dyrektorzy szpitali i przychodni obawiają się, że jeśli teraz nie przyciągną
                chętnych z Polski, później nie zechcą już dla nich pracować, bo będą woleli
                przyjmować niemieckich pacjentów u siebie.
                Brandenburskie miasto Schwedt, oddalone zaledwie 50 km od Szczecina, przyjęłoby
                każdą liczbę polskich specjalistów. Katia Marguardt, pracująca w sklepie
                wielobranżowym A-Z Hoffmann, wścieka się, że obok stoi mnóstwo pustych
                pawilonów, które chętnie przejęliby Polacy, lecz prawo na to nie pozwala. Do
                niedawna Schwedt liczyło około 50 tys. mieszkańców, obecnie - 35 tys. I
                ucieczka na zachód wciąż trwa - do Berlina, Kolonii czy Hamburga. Całe osiedla
                mieszkaniowe, na przykład przy Friedrich Engels Strasse i Friedrich Wolf Ring,
                świecą pustkami. Każdego dnia wyprowadza się stąd kilkanaście kolejnych rodzin.
                Opustoszałe jedenastokondygnacyjne budynki z wielkiej płyty, wyludnione i
                zdewastowane, są rozbierane, bo utrzymanie pustostanów jest zbyt drogie.
                Mieszkanie w Schwedt można dostać od ręki i za darmo. Polacy zajmują je dzięki
                stosowanej przez władze sztuczce prawnej - jako mieszkania przydzielone
                klientom opieki społecznej. Spotkaliśmy tam m.in. 24-letnią Agnieszkę Bonac
                • lablafox Re: Drang nech Westen 09.05.04, 08:03
                  Polnische Qualität
                  Klaus Krörpelin z Izby Przemysłowo-Handlowej twierdzi, że niemiecki stereotyp
                  polnische Wirtschaft (polskiej gospodarki) jako symbolu chaosu i bezhołowia to
                  już przeszłość. Niemcy widzą przecież, że samochód naprawiony przez Polaka
                  niczym się nie różni od tego naprawionego przez Niemca, a okna wstawione przez
                  sąsiada zza Odry nie są gorsze, a co ważniejsze, są o połowę tańsze od tych
                  wstawionych przez rodaka. - Badania przeprowadzone ostatnio na nasze zlecenie
                  wśród przedsiębiorców wskazują jednoznacznie, że polska jakość nie jest wcale
                  gorsza od słynnej w świecie i coraz bardziej mitycznej deutsche Qualität -
                  mówi "Wprost" Krörpelin.
                  Nadburmistrz Görlitz Rolf Karbaum chciałby natychmiastowego zniesienia
                  ograniczeń w zatrudnianiu Polaków. Widzi, że jego miasto coraz bardziej
                  przegrywa z polskim Zgorzelcem. Lokalne władze nie mają jednak siły przebicia
                  na forum ogólnoniemieckim. Instytut Badań nad Gospodarką w Halle (IWH) już
                  przed rokiem zamówił badania, które obalają mity o negatywnych skutkach
                  ekspansji polskiej siły roboczej w Niemczech. - To bzdura, że nastąpi jakiś
                  skok, bo proces rozszerzenia unii ze wszystkimi jego skutkami praktycznie już
                  się dokonał. Nie ma sensu walczyć z rynkiem: ktoś zyskuje, ktoś traci, ale per
                  saldo korzystamy wszyscy. Napływ polskich pracobiorców i rzemieślników zmusiłby
                  do elastyczności niemieckich konkurentów, a niemieckie firmy do obniżania
                  wysokich kosztów produkcji i pracy - mówi Martin Rosenfeld, ekspert IWH.
                  Według danych zebranych przez nadburmistrza Martina Patzelta, niemieccy
                  przedsiębiorcy z pogranicza już dziś zawdzięczają Polakom połowę swych
                  przychodów. Klaus-Dieter Hübner, burmistrz Guben, twierdzi, że rozluźnienie
                  obostrzeń wobec Polaków może być magnesem dla firm z zachodnich Niemiec i dla
                  zagranicznych inwestorów. W efekcie zatrudnienie znaleźliby także Niemcy.
                  Politycy federalni udają, że tego nie widzą, bo zawaliłby się stworzony przez
                  nich mit, że Polacy odbiorą Niemcom pracę. Burmistrz Hübner daremnie apeluje o
                  skorzystanie z szansy, której wkrótce może już nie być. Wścieka się na szefów
                  niemieckiego odpowiednika Samoobrony - Związku Bezrobotnych, twardo broniących
                  zamykania rynku pracy przed Polakami. Wścieka się także na takich ludzi jak
                  Roland Tremper z centrali związku zawodowego Ver.di w Berlinie, którzy również
                  nie chcą otwarcia rynku pracy dla Polaków. - Najwyższy czas zweryfikować naszą
                  niemądrą politykę ograniczeń w zatrudnianiu Polaków - apeluje Nikolaus Bühning
                  ze Związku Młodych Przedsiębiorców (BJU).
                  • lablafox Re: Drang nech Westen 09.05.04, 08:03
                    Jak wykazują badania przeprowadzone na zlecenie Komisji Europejskiej, od 1 maja
                    2004 r. przez pięć lat do tzw. starej piętnastki przyjedzie w poszukiwaniu
                    pracy 1,1 mln obywateli z dziesiątki krajów nowo przyjętych, czyli zaledwie 1
                    proc. ich ludności. Będą to przede wszystkim ludzie dobrze wykształceni. W
                    prostszych zawodach wyjazdy nie są tak opłacalne. Podobne są wyniki badań
                    Niemieckiego Instytutu Badań nad Gospodarką (DIW). Dowodzą one, że nawet
                    natychmiastowe i pełne otwarcie rynku pracy spowoduje przyjazd najwyżej 225
                    tys. chętnych rocznie. Wniosek DIW brzmi: "Polacy, Czesi czy Węgrzy w żadnym
                    stopniu nie obciążyliby niemieckiego rynku pracy. Wręcz przeciwnie, bez nich
                    ten rynek będzie przeżywał konwulsje".
                    cd
                    • lablafox Re: Drang nech Westen 09.05.04, 08:04
                      Drang nach Osten kontra Drang nach Westen
                      Ucieczka Niemców na zachód oraz polska ekspansja na opuszczone przez nich
                      tereny dowodzą pewnych historycznych prawidłowości. Polityka Drang nach Osten
                      (parcia na wschód) zawsze była prowadzona i wspierana przez niemieckie państwo
                      (ulgi podatkowe, preferencyjne kredyty, a nawet dopłaty do wczasów na
                      wschodzie), natomiast obywatele Niemiec woleli Drang nach Westen. Po pierwsze,
                      nie chcieli mieszkać na mało cywilizowanym - ich zdaniem - wschodzie czy też
                      rubieżach. Po drugie, wielu czuło się na wschodnich terenach tymczasowo. Po
                      trzecie, czuli się obywatelami drugiej kategorii. Nie przypadkiem Hitler na
                      wschodzie znacznie intensywniej wspierał instytucje państwa opiekuńczego.
                      Komunistyczne władze NRD chciały uczynić z tego kraju wzorcowe państwo
                      opiekuńcze, żeby odebrać wschodnim Niemcom ochotę do uciekania na zachód. Przez
                      wiele dziesięcioleci tereny dawnej NRD były więc swoistą enklawą, wyjętą spod
                      praw rynku i konkurencji. Ten stan rzeczy w jakimś sensie utrwalono po
                      zjednoczeniu, rozpinając nad wschodem parasol państwa opiekuńczego. Skutki tego
                      widać przede wszystkim w mentalności Ossis. Uciekają na zachód, żeby się
                      dowartościować, rozmyć wśród lepszych - ich zdaniem - Wessis.
                      W konfrontacji ze wschodnimi Niemcami widać, że polska terapia szokowa
                      Balcerowicza jest znacznie skuteczniejszą metodą dekomunizacji społeczeństwa
                      niż zachodnie państwo opiekuńcze. Dlatego nierozpieszczeni dotacjami i
                      zasiłkami Polacy biją wschodnich Niemców pod względem przedsiębiorczości,
                      konkurencyjności czy pracowitości. Jest ironią historii, że polityczny
                      niemiecki Drang nach Osten z czasów hakaty zastępuje współcześnie gospodarczy
                      polski Drang nach Westen.
                      • lablafox Re: Drang nech Westen 09.05.04, 08:04
                        Piotr Cywiński
                        Cezary Gmyz
                        Współpraca: Ewa Ornacka
                        Polski modny
                        Ludzie oszaleli na punkcie polskiego. Musieliśmy zorganizować 15 kursów dla 559
                        osób, płacących od 50 do 80 euro - mówi Carola Christen, szefowa szkoły
                        językowej we Frankfurcie nad Odrą. 65-letni Gerhard Witter uczy się polskiego,
                        bo chce po polskiej stronie otworzyć firmę: niższe podatki, tańsza siła robocza
                        oznaczają większe zyski. Sigrun Andre, urzędniczka gminna, uważa, że łatwiej
                        jej będzie dogadać się z Polakami szukającymi pracy we Frankfurcie, a jest ich
                        niemało. 25-letnia Doreen Schulze chodzi na kursy, bo w restauracji jej matki,
                        gdzie pracuje jako kelnerka, wielu gości to Polacy. Poza tym wszyscy jeżdżą na
                        zakupy do Polski i są przekonani, że po wschodniej stronie Odry ceny pozostaną
                        niższe jeszcze przez wiele lat.

                        Lekarka Beata Łój od trzech lat mieszka w Schwedt. W szpitalu, w którym
                        pracuje, pięcioro spośród ośmiorga lekarzy to Polacy
                        Polka Alina Brummund otworzyła sklep z butami w Eggesin - mieście, w którym jej
                        niemieccy konkurenci nie widzieli dla siebie szans
                        Klaus Krörpelin z niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej: "Stereotyp polskiej
                        gospodarki jako symbolu chaosu i bezhołowia to już przeszłość"
                        Martin Patzelt, nadburmistrz Frankfurtu nad Odrą: "Niemieccy przedsiębiorcy z
                        pogranicza już dziś zawdzięczają Polakom połowę swych przychodów"
Pełna wersja