bepeef
24.05.04, 21:01
...przeznaczony wyłącznie dla Ciebie

))
W moim domu lat dziecinnych obchodziło się tylko imieniny - świętowanie urodzin
było chyba wtedy postrzegane jako swoisty "rusycyzm".
Pamiętam pierwsze "świadome" czekanie na ten "mój" dzień - miałam wtedy
niespełna 3 lata. W przedzień moi starsi bracia zrobili mi psikusa: wydarli
kartkę z kalendarza, którą mi kiedyś Mama pokazała jako dzień moich imienin
i na moich oczach przedarli mówiąc, że w tym roku moich imienin po prostu nie
będzie! Ufff...Mama długo musiała się męczyć, żeby zrozpaczonej, ryczącej
smarkuli wytłumaczyć różnicę między światem realnym a jego opisaniem (aż mi
żal, że nie jestem w stanie tego teraz odtworzyć - może mógłby wyjść z tego
jakiś niezły traktat filozoficzny?
W szkole praktykowało się częstowanie cukierkami całej klasy (po uprzednim
odśpiewaniu 100 lat ). Kiedyś ktoś w mojej klasie
wpadł na pomysł nie jedzenia cukierków "po pierwszym rozdaniu" tylko zwracaniu
ich po lekcji solenizantowi, aby ten mógł częstować na lekcji następnej i tym
samym więcej czasu "zeszło" ...
Dla solenizanta imieniny były ochroną przed pytaniem (nie chroniły tylko przed
klasówkami).
To teraz...Wędrowiec i Bet-ka do tablicy!
Opowiedzcie, jakie macie wspomnienia dotyczące swoich imienin,
jak dzisiaj obchodziłyście, jakie prezenty...Lubicie?
Oczywiście - to "nie na stopień" więc nieobowiązkowe
"Niedzisiejszych" Solenizantów wypowiedzi również mile widziane

)))
---
B.