jackussi Re: Jacek Kuroń nie żyje 17.06.04, 07:47 Właśnie podało Radio Zet. Kim był Kuroń? Pamietam pierwsze opinie o Kuroniu z wczesnych lat 70-tych>przedstawiano Ich (Kuroń Michnk,Moczulski) jak największych bandytów pragnących unieszczęśliwić Naród Polski. Łączyłem to wówczas z KORem.KOR to była "banda".Zycie pokazało że jest inaczej. Odpowiedz Link
instant |'| 17.06.04, 11:20 Niedlugo juz tych porzadnych, ktorzy pozostali bedziemy mogli policzyc na palcach jednej reki Odpowiedz Link
skynews Odszedł Wielki Człowiek 17.06.04, 12:14 "Jest to wielka, porażająca strata. Odszedł ktoś bardzo wielki, kto całe swoje życie oddał temu, w co wierzył i czemu służył" - powiedział Mazowiecki. Podkreślił, że Kuroń zawsze służył ludziom i walczył o sprawiedliwszą i lepszą Polskę. Jacek Kuroń w więzieniach PRL spędził dziewięć lat. Jego rodzina byla regularnie i systematycznie przesladowana przez bojówkarzy PZPR. Odszedł Wielki Czlowiek,jeden z kilku,ktorym zawdzięczamy najważniejsze: to że żyjemy w wolnym kraju. Odpowiedz Link
ewelina10 Re: Jacek Kuroń nie żyje 17.06.04, 16:18 ['] Jak mało jest polityków, których szanuję. On był tym jednym z nielicznych, chociaż nie po drodze mi z poglądami lewicowymi. Odpowiedz Link
dado11 Re: Jacek Kuroń nie żyje 17.06.04, 16:46 Strasznie zal. To byl prawdziwie porzadny i dobry facet. I jeden z tych nie do zastapienia! Odpowiedz Link
wedrowiec2 Re: Jacek Kuroń nie żyje 17.06.04, 17:55 Był jednym z tych niewielu, którzy walczyli o innych, nie z wyrachowania, ale z czystej miłości do ludzi. Żegnaj Jacku Odpowiedz Link
warum Re: Jacek Kuron... byl Czlowiekiem 17.06.04, 22:20 Wszedzie duzo wspomnien, mnie wsrod wielu wypowiedzi ten fragment najlepiej charakteryzuje jego zyciowy temperament, nie poglady tylko stosunek do zycia: z dzisiejszej GW: "W operacji bierze udział 13 lekarzy. Jacek natychmiast po obudzeniu zrywa się z łóżka, czym wywołuje na oddziale panikę. Dwa dni później dostajemy mail, że Jacek już "zaciekle walczy z Francuzami o swoją podmiotowość, to znaczy, o prawo do palenia, gdzie chce i kiedy chce". Po powrocie Jacek opowiada nam swoją wersję wydarzeń, po której staje się dla nas jasne, że ostatnią rzeczą, która go opuści na tym świecie, będzie dar narracji. - Po pierwszej operacji, a tuż przed drugą, siedzę sobie na korytarzu z paroma osobami i rozmawiamy. Mówię im, że Francuzi mają fijoła na punkcie bakterii, kazali mi przed operacją wziąć prysznic i wysmarować się od stop do głów dezynfekcyjnym paskudztwem. Nie cierpię prysznica, a w bakterie nie wierzę, więc wrzuciłem tę butelkę do kosza. Zaraz potem Dana zwabiła mnie do łazienki, gdzie zaczęła się rozbierać, a jak też się rozebrałem i wszedłem za nią pod prysznic, zaczęła mnie polewać tym całym szlauchem i dezynfekować. Kiedy się wreszcie uwolniłem, zostawiła mnie na chwilkę. Wracam do pokoju, a wtedy... - tu Jackowi dramatycznie zadrżał głos - wtedy wypadło skądś dwóch Murzynów w kitlach, zaciągnęli mnie znów do łazienki, wepchnęli pod prysznic, wymyli i zdezynfekowali. Broniłem się, krzyczałem, że już jestem zdezynfekowany, ale oni, oni... nie znali polskiego. I teraz, puentuje Jacek, pozostaje pytanie, które już nieraz w życiu sobie zadawałem: ciekawe, czy to był podsłuch, czy może donos? " Co za rok... juz tylu wartosciowych ludzi odeszlo... jakos tak z zaskoczenia Odpowiedz Link