axsa
29.06.04, 14:16
W niedzielę rano przeczytałam któryś z postów Ady,
a potem kliknęłam w sygnaturowy link do saloniku Lx.
Trochę tam poczytałam, pobawiłam się testem w wątku – Wirtualny makijaż.
To o czym chcę napisać nie ma jakby związku z kosmetykami.
Pozornie nie i rzeczywiście też chyba nie.
Ale i Ada i Lx „były przy tym” co się później zdarzyło.
Spróbuję napisać po kolei, /jak mi się uda/, choć chciałabym wszystko
jednocześnie.
25 miesięcy temu, uległam wypadkowi
spowodowanemu przez młodego człowieka bez prawa jazdy.
Moje nogi przestały funkcjonować.
Przeszłam kilka skomplikowanych operacji, spedziłam mnóstwo czasu na próbach
odzyskania, choćby kawałeczka sprawności.
Uznano, że to byłby cud, gdybym kiedyś zrobiła chociaż jeden krok.
Zostałam skazana na wózek, rodzinę i tych którzy się z nami w popłochu
nie „pożegnali”.
Wierzcie mi, to jest bardzo, bardzo dużo.
Uczyłam się żyć na nowo, do naszego domu przybywały różne urządzenia
pomagające mi jakoś sobie radzić. Praktycznie kazde pomieszczenie zostało
przystosowane dla mnie.
Powstał pokój rehabilitacyjny, w którym spędzam po kilka godzin dziennie.
Wiem, że cuda się nie zdarzają, ale wiem też, że nie wolno się pozbawiać
szansy.
Terapeuci nauczyli /o ile to jest w ogóle możliwe/ mnie i moją rodzinę
żyć „normalnie”.
Znalazłam nowe towarzystwo, klub, a nawet dyskoteke dla niepełnosprawnych,
kórą nazwałam, gdzieś tu chyba, dyskoteką dla starszaków.
W TĘ niedzielę, 27 czerwca,
jak już się umalowałam wg wskazówek zamieszczonych w saloniku,
napisałam tam post m.in. o swojej próżności i miałam zostać
obfotografowana. Młodsi mieli niedługo przyjść, bo obiad miał być u nas.
Pojechałam wózkiem do łazienki,
stanęłam /mogę stać oparta o coś biodrami/ przed lustrem i rozczesywałam
włosy.
Mąż chciał wziąć ręczniki, bo nastawiał pralkę,
odsunął wózek, a ja, chcąc wrócić do pokoju, nie myśląc o tym co się dzieje,
przestawiłam nogi.
Zrobiłam dwa kroki w kierunku wózka ! !
Dwa pierwsze samodzielne kroki, po 25 miesiącach ! !
Potem, w ciagu dnia, jeszcze kilka razy udało mi się to.
Zdjęć nikt nie zrobił,
bo po co fotografować zapłakaną twarz z rozmazanym makijażem?
Płakałam, ja wyłam z powodu ogromnego szczęścia !
Płakał ze mną mąż, syn, synowa i niczego nie rozumiejący wnuczek też się
przytulał i popłakiwał. Przyjechała moja mama. Znowu nie umiałam się
powstrzymać. I tak do końca dnia.
Napisałam o tym do Lx
Do dziś te dwa kroki zamieniły się w cztery.
Jestem po wizytach lekarskich, po wstępnych badaniach, jutro idę do szpitala
i zostaję tam na kolejne badania, obserwacje i nie wiem co jeszcze. Wstępnie
określono, że potrwa to około dwóch tygodni. A potem, wszystko zależy od
rozwoju sytuacji.
Ta zabrana kiedyś nadzieja….
Wróciła, ale też strasznie się boję, żeby to nie było tylko tak na chwilkę.
Uznałam, że muszę Wam to Tu powiedzieć. Chcę, żebyście wiedzieli, / i tylko
tyle/ że się ogromnie cieszę, a jeszcze bardziej boję, że nam nieprzebraną
nadzieję i jeszcze większe wątpliwości.
I jeszcze tylko jedna sprawa.
Odeszłam z pewnego forum na którym długo pisałam, bo po przerwie spowodowanej
wypadkiem i pierwszym poście /nie zawierającym informacji o wypadku/ wszyscy
mieli do mnie tylko pretensje o nieobecność, a jak już napisałam co się
stało, to ktoś mi powiedział, żebym nie wymyślała takich głupich
usprawiedliwień.
Po „wylizaniu się” z tej przykrości, byłam pewna, że już nigdy nawet nie
spojrzę na żadne forum. I długo w tej pewności tkwiłam.
W wyniku terapeutycznych zabiegów dałam się namówić na nowy nick, nowe forum,
ale to nie było miejsce dla mnie i po kolejnej przerwie znalazłam Was i po
zmianie nicka zaczęłam pisać.
Wiem, oszukiwałam Was nie mówiąc prawdy a to dlatego, że tyle razy zostałam
odrzucona przez mój stan, tylu ludzi odeszło.
Czasem wymykały mi się jakieś półprawdy / napisałam chyba coś o jednej
połamanej nodze/.
Marzenia mieszały się z rzeczywistością.
Czasem pisałam tak jakbym pewne rzeczy robiła na własnych nogach.
Ale zdarzyło się to niewiele razy i nie dotyczyło żadnych ważnych spraw, o
których Tu pisałam.
Mówiąc o przemieszczeniu się zawsze mówię ”idę, poszłam”. Ja „chodzę” na
spacer, do sklepu itd.
Wózek często nazywam rowerem od czasu jak synek mojego siostrzeńca zapytał
skąd mam taki dziwny rower.
Prawie wszystko jest inaczej niż do 25 maja 2002 roku.
Proszę – trzymajcie kciuki za moje kolejne kroki.
„Do widzenia”.
Jak będę miała możliwość to na pewno napiszę znowu.
Pozdrawiam serdecznie
I życzę wszystkiego dobrego
Anka