maryna04
05.07.04, 23:23
uslyszalam jak moja synowa powiedziala: L. (tzn. moj syn) jest moim
najlepszym przyjacielem). Wiadomo, ucieszylam sie niezmiernie a nawet
wzruszylam. Przeciez to gwarancja udanego zwiazku. Teraz zastanawiam sie,
dlaczego milosc (nie mowie o tej do dzieci) wiednie, nie wytrzymuje proby
czasu i odleglosci a przyjazn potrafi przez to wszystko przejsc w stanie
nienaruszonym. Ludzie przyjaznia sie od dziecinstwa do smierci,niedawno w GW
byl wzruszajacy reportaz o 50-letniej przyjazni dwoch pan. Ladnie bylo
napisane, ale nie jest to nic nadzwyczajnego. Kazdy zna takie historie. Jesli
siostra mowi o drugiej siostrze- ona jest moja przyjaciolka to wiadomo, ze to
jest wyzszy, lepszy stopien wtajemniczenia. Podobnie kiedy matka z corka sa
przyjaciolkami. Napisalo mi sie tylko o kobietach, zapewne jest Obserwuje
bezdzietne malzenstwa z dlugoletnim stazem. Sa to z reguly dobre,
zaprzyjaznione (tzn. on i ona) pary. Rowniez w przyjazni mozna sie zawiesc,
ale sa to wypadki nie porownanie rzadsze niz te, ktore moga zdarzyc sie z
miloscia. Jesli byl juz taki watek, to nie moja wina, ze sie powtarzam